Ptaki

Wspaniały Jerzyk zwyczajny

Niebawem na początku maja z południowej Afryki, przylecą do Europy najszybsze ptaki świata i mistrzowie przestworzy jerzyki, ale zagoszczą w Polsce tylko przez trzy miesiące i dosłownie w tempie ekspresowym złączą się tutaj w pary, zbudują gniazda, samice złożą jajka, wychowają młode i już na początku sierpnia jerzyki odlecą z powrotem do dalekiej Afryki.

Wędrówki ptaków są pospolitym zjawiskiem i niektóre gatunki, pokonują co roku o wiele większe odległości niż jerzyki i najdłuższe wędrówki (60 tyś. kilometrów) odbywa rybitwa popielata, ale do jerzyków czuję wielki sentyment, bo wychowałem się w bloku wielkopłytowym i w szparach pomiędzy płytami jerzyki zakładały ogromne kolonie. Niestety bloki w Polsce są ocieplane styropianem i jerzyków z roku na rok jest coraz mniej, a lato bez widoku tych ptaków śmigających stadami po niebie i hipnotyzującego ludzkie zmysły pisku nie będzie już takie same. Niemniej jednak niektóre spółdzielnie mieszkaniowe montują budki lęgowe dla jerzyków, lub zostawiają otwory wentylacyjne, aby jerzyki mogły zakładać w nich gniazda. Jerzyków jest co prawda mniej, ale te ptaki są bardzo pomysłowe i zawsze znajdą sobie jakiś zakamarek, czy to w starym budownictwie lub w innych opuszczonych budynkach.

Warto jednak pomóc jerzykom i mam na koncie 16 budek, które zbudowałem własnym sumptem i za zgodą miłego człowieka z zarządu budynków PKP, założyłem je na najwyższym budynku parowozowni w moim mieście. Oprócz tego jedną budkę zamontowałem na moim balkonie na trzecim piętrze i od dwóch lat co roku przylatują do niej jerzyki i wylatują w czerwcu z młodymi. Zaprawdę powiadam wam niesamowitym przeżyciem jest obserwacja tych ptaków na lato pod wieczór gdy jerzyki szybują koło budki i tuż przed zmrokiem do niej wlatują.

Doskonały lotnik i kwintesencja aerodynamicznej perfekcji Jerzyk zwyczajny (Apus apus).

Jerzyki są doskonale przystosowane do życia w locie co poskutkowało tym, że kończyny tych ptaków uległy deformacji (skarłowaceniu), i nie potrafią ich używać do chodzenia po ziemi. W razie przypadkowego wylądowania, jerzyki pełzają i nie potrafią się od ziemi odbić w związku z tym, mają ogromne trudności z wystartowaniem i nigdy dobrowolnie nie lądują na ziemi. Zakończone ostrymi pazurkami (hakami) kończyny, służą jerzykom do silnego przyczepiania się do ścian, skał lub starych drzew. Większą część życia jerzyk spędza w locie. W powietrzu zbiera pożywienie i materiał na gniazdo, pije krople deszczu, kopuluje i śpi, szybując z wiatrem na dużej wysokości (do 2,5 km). Niedojrzałe płciowo osobniki mogą pozostawać w locie bez przerwy nawet przez 10 miesięcy!

Jerzyk ląduje przede wszystkim podczas okresu lęgowego, budując gniazdo i karmiąc pisklęta. Ponadto czasami odpoczywa, chwytając się pazurkami pionowej ściany skały lub budynku. Jest jednym z najszybszych ptaków spotykanych w Europie i największe szybkości osiąga w locie grupowym. W pogoni za zdobyczą osiąga prędkość 200 km/h. Sporadycznie rodzice z powodu złej pogody muszą na jakiś czas opuścić teren gniazdowania i pozostawione młode potrafią wówczas hibernować.

W ramach „Akcji Wiosna, co rocznie buduję i zakładam także budki lęgowe dla naszych rodzimych ptaków tj., dla sympatycznych wróbli, kolorowych sikorek bogatek i innych. W tym roku, planuje założyć na drzewach w okolicznych parkach 15 sztuk budek. No dobra, ale bohaterem felietonu jest jerzyk i zawsze nurtowało mnie pytanie, dlaczego jerzyk pokonuje tyle tysięcy kilometrów z ciepłej Afryki do umiarkowanej Europy, ryzykując po drodze śmierć?. W Afryce południowej klimat jest idealnie ciepły – śródziemnomorskiego typu i pokarmu musi być tam pod dostatkiem, ale mimo wszystko przedłużenie gatunku jerzyków odbywa się w Europie. Robią to, ponieważ tak jak wszystkie zwierzęta, tak i jerzyki pragną zapewnić potomstwu jak najlepszy start w życiu.

Głównym powodem migracji jerzyków do Eurazji jest pokarm, którego w Europie w okresie letnim jest znacznie więcej niż w Afryce, a to dlatego że na półkoli północnej, począwszy od 24 grudnia noc jest coraz krótsza, aż osiągamy 21 czerwca tzw. przesilenie letnie i wtedy słońce wschodzi już o godzinie 04:14 rano i zachodzi dopiero o 21:00. Dzień trwa zatem około 17 godzin w czerwcu, ale niebo robi się już bardzo jasne po godzinie 02:00 nad ranem, natomiast po zachodzie słońca o 21 – szej, na niebie przez ponad godzinę  utrzymuje się znaczna poświata i dopiero o 23 – ciej zapada kompletna ciemność. Ten stan rzeczy utrzymuje się mniej więcej przez cały maj/czerwiec i dopiero na początku sierpnia, odczuwamy znaczne skrócenie dnia.

Przesilenie letnie i bardzo długi letni dzień, zawdzięczamy maksymalnemu wychyleniu północnej półkuli ziemi w kierunku słońca, i na biegunie północnym słońce przez sześć miesięcy w ogóle nie zachodzi i mamy tam do czynienia z tzw. dniem polarnym, natomiast na biegunie południowym panuje noc polarna.

Ponad 17 godzin światła w Europie północnej na lato, przekłada się na wzmożoną aktywność latających insektów, które stanowią pożywienie jerzyków, zaś w regionie podzwrotnikowym różnorodność insektów jest wprawdzie większa niż w Eurazji, ale dzień jest krótszy i cały rok waha się w granicach 12 godzin. Uskrzydlone insekty wzbijają się w powietrze w Afryce przez około 12 godzin, a u nas 17 – ście i te pięć godzin różnicy w trwaniu dnia, ma kluczowe znaczenie dla naszych nadzwyczajnych letnich gości jerzyków.

 

 

Reklamy

Kryptonim „Wiosna”

Trzy lata temu założyłem na balkonie, na trzecim piętrze w bloku budkę lęgową dla jerzyków z myślą, że na wiosnę te piękne ptaki się wprowadzą, ale po jerzykach nie było śladu i sympatyczne wróble założyły w budce gniazdo. W połowie czerwca wesołego gwaru na balkonie było co nie miara, bo wykluły się z jajeczek malutkie wróbelki. Pod koniec lipca samiczka jeszcze raz złożyła jajeczka i sezon lęgowy dobiegł końca. Przez zimę wróble nocowały w budce i dwa lata temu na wiosnę z niecierpliwością oczekiwałem nowej rodziny wróbli, ale ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, przez relatywnie mały otwór wlotowy (3cm x 4,5cm), do budki wgramoliła się rodzina szpaków. Szpaki z powodzeniem wychowały małe i z moich obserwacji wynikało, że samiczka szpaka również dwa razy złożyła jajka.

Tej wczesnej wiosny do budki najpierw zaglądały jak zwykle wróble, lecz w połowie kwietnia z południa przyleciały szpaki i zadomowiły się w budce, ale tylko na chwilę. Ani wróblom ani też szpakom nie było jednak pisane założenia gniazda, ponieważ na początku maja koło budki zaczęły śmigać jerzyki i przestraszone szpaki uciekły. Jerzykom budka lęgowa bardzo przypadła do gustu i wychowały młodego lotnika, który obecnie z budki wyfrunął i uczy się życia w przestworach z rodzicami. Czasu na naukę jest mało, ponieważ na początku sierpnia młody jerzyk musi nabrać dość siły i umiejętności lotniczych, aby pofrunąć z rodzicami do dalekiej południowej Afryki.

Muszę przyznać, że wróble podczas sezonu godowego i w trakcie karmienia małych były dość głośne i mogły przeszkadzać sąsiadom szczególnie z rana, natomiast szpaki pięknie śpiewały, a raczej gwizdały. Jerzyki nie wydawały praktycznie żadnego dźwięku i jedynie po zachodzie słońca, młody nielot w budce piskliwie nawoływał rodziców, żeby przylecieli na odpoczynek.

Od jakiś pięciu lat prowadzę tzw. Akcję Wiosna i zakładam na okolicznych drzewach oraz wysokich budynkach budki lęgowe. Własnym sumptem zbudowałem już blisko 50 budek, i ten rok był rekordowy, bo przykręciłem do drzew aż 16 sztuk. Natomiast w zimę przed blokiem systematycznie wysypuję dzikim ptakom ziarno. Tyle dobrego jestem w stanie zrobić dla świata i dla naszych mniejszych braci.

Wilk z Gubbio

Patron przyrody święty Franciszek kochał zwierzęta i podobno potrafił rozmawiać z ptakami, które chętnie przylatywały do niego i siadały mu na rękach. Sam Jezus również okazywał wielką miłość w stosunku do zwierząt i jest często przedstawiany w towarzystwie owieczek, a czasem niesie małe jagnię na swoich barkach. Oczywiście nie wiemy ile w tym wszystkim prawdy i być może te postacie są fikcyjne, lecz z pewnością żyli ludzie na ziemi, którzy posiadali zdolności telepatycznego kontaktu ze zwierzętami i swoim przykładem, pragnęli nauczyć resztę człowieczeństwa miłości do mniejszych braci.

Cała prawda odnośnie zwierząt jest zawarta w pięknych słowach Jezusa:”Cokolwiek byście złego uczynili tym najmniejszym moim braciom, to mnie byście uczynili”. Ponadto zwierzęta towarzyszyły Jezusowi, gdy przychodził na świat w stajni.

Jezus, święty Franciszek i wielu innych dobrych ludzi rozumieli jednak, że człowiek jest upadłym Bogiem, wygnanym z raju i jego egzystencja na powierzchni ziemi, będzie przebiegać w morzu krwi niewinnych istot zwierzęcych i bezpośrednie namowy do porzucenia tego krwawego stylu życia spotkają się ze złością, aczkolwiek mądrzy z nas mają oczy i uszy otwarte i rozumieją co chciał święty Franciszek oraz Jezus przekazać i starają się iść śladem tych wielkich ludzi. Droga do osobistej perfekcji jest kręta i usiana wieloma przeciwnościami losu, bo kto wytrzyma dzień bez kiełbasy ?

Kościół katolicki nie jest idealny, lecz jest zbudowany na dziedzictwie Jezusa oraz Franciszka w związku z czym, na kościele spoczywa obowiązek uświadomienia ludzi, że wszystkie zwierzęta trzeba kochać i subtelną próbą przekazania prawdy jest zakaz spożywania potraw mięsnych w piątek, aczkolwiek katolikom podtekst uszedł całkowicie uwadze i traktują zwierzęta jedynie jako źródło pokarmu, zaś post trywializują. Uniwersalna pogarda życia zwierząt, zmusza zatem kościół do bardzo ostrożnego poruszania tej kwestii i na pozór banalny post, mam nadzieję pobudzi myślenie, skruszy lód obojętności a następnie rozpali niektóre serca ogniem miłości do zwierząt i ta szlachetna postawa, zbliży człowieka ponownie do Boga.

Święty Franciszek z Asyżu żył w 13 wieku we Włoszech i każdy kojarzy tą postać z ptakami, lecz ten człowiek według przekazów historycznych, miał na koncie mnóstwo innych bardzo ciekawych kontaktów ze zwierzętami i jeden z nich opisuje co zaszło pomiędzy Franciszkiem a wilkiem z Gubbio:

blogrwolf

Kiedy święty Franciszek przybył do miasta Gubbio, dowiedział się od jego mieszkańców, że w okolicy pojawił się wielki, okropnie zły i żarłoczny wilk. Pożerał nie tylko owce, które pasterze prowadzili na pastwiska, ale często też napadał na ludzi.
Mieszkańcy Gubbio drżeli ze strachu, zwłaszcza gdy zły wilk zbliżał się do miasta.
Wychodzili za mury ze strachem, uzbrojeni w kije i widły, jakby szli na wojnę. Ale kiedy ktoś napotkał sam na sam tego straszliwego potwora, nie mógł go pokonać i ginął rozszarpany na kawałki.

Wkrótce nikt już z miasta nie ważył się wychodzić, a nawet z własnego domu.

Świętemu Franciszkowi żal się zrobiło nieszczęsnych mieszkańców Gubbio. Postanowił wyjść wilkowi na spotkanie. Ludzie, którzy bardzo go kochali, starali się go za wszelką cenę powstrzymać:
– Na miłość Boską! Nie idź! Wilk cię rozszarpie!
Ale święty Franciszek zrobił znak krzyża i z kilkoma swymi towarzyszami wyszedł za mury miasta, całkowicie zdając się na Pana Boga.
Ledwie uszli kawałek drogi, bracia opuścili Franciszka. Bali się tak strasznie, że nie mogli zrobić ani kroku. Święty nie wahał się jednak ani przez chwilę i spokojnie szedł naprzód aż do miejsca, gdzie wilk miał swoją kryjówkę.
Wszyscy mieszkańcy miasta wdrapali się na mury okalające miasto, by zobaczyć, jak się to spotkanie zakończy. Niektórzy mówili ze smutkiem:
-Wilk na pewno rozszarpie nam świętego Franciszka.

Wilk usłyszał wrzawę i wyszedł ze swej nory groźnie szczerząc kły. Był tak wściekły, że z pyska ciekła mu spieniona ślina. Skoczył w stronę świętego Franciszka. Groźnie łypał przekrwionymi z wściekłości oczyma.
Święty nie miał ze sobą żadnej broni. Nie wziął nawet kija. Ręce trzymał skrzyżowane na piersi.
Wilk stanął naprzeciw świętego, który podniósł rękę i zrobił znak krzyża, po czym zdecydowanym głosem przemówił:
– Choć tu, bracie wilku! Rozkazuje ci, byś nigdy już nie czynił nic złego ani mnie, ani nikomu.
Spojrzał wilkowi głęboko w oczy. Wtedy wilk zamknął paszczę, podkulił ogon, ze spuszczonym łbem podszedł do świętego Franciszka i łagodny jak baranek położył się u jego stóp.

Święty spokojnie mu tłumaczył:
– Bracie wilku, wyrządziłeś wiele szkód bez Bożego pozwolenia. Zabiłeś mnóstwo Jego stworzeń. Pożerałeś nie tylko zwierzęta. Ośmieliłeś się nawet zabijać mężczyzn, kobiety i dzieci. Tą niegodziwością zasłużyłeś sobie na stryczek jak najgorszy zbójca. Wszyscy mieszkańcy okolicy nienawidzą cię i są twoimi wrogami. Ale ja, bracie wilku, chcę, by między tobą i ludźmi z Gubbio zapanował pokój. Jeśli nie będziesz już ich krzywdził, przebaczą ci wszystkie dawne winy.
Stojący wysoko na murach mieszkańcy miasta, z ustami szeroko otwartymi ze zdumienia, słuchali świętego Franciszka.
Wilk machnął ogonem, skulił uszy i skłonił łeb, jakby chciał pokazać, że zrozumiał słowa Świętego i obiecuje poprawę.

Franciszek mówił dalej:
– Bracie wilku, rozkazuję ci, byś teraz poszedł ze mną, nie obawiając się niczego. Musimy zawrzeć pokój między tobą i mieszkańcami Gubbio.
Święty odwrócił się i ruszył w stronę miasta, a wilk szedł za nim posłusznie jak wierny pies.
– Och – Z ust oglądających tę scenę mieszkańców Gubbio wyrwał się pełen zachwytu okrzyk.
Wieść o cudownym wydarzeniu szybko rozeszła się po mieście. Ludzie, którzy ze strachu siedzieli w domach, wyszli teraz na dwór i wszyscy pobiegli na plac miejski. Otoczyli kręgiem Świętego i wilka. Dzieci, jak zwykle ciekawe, stały oczywiście w pierwszym rzędzie, by zobaczyć z bliska wielkiego, strasznie złego i żarłocznego wilka.
Święty Franciszek zwrócił się do zebranych:
– Posłuchajcie mnie, bracia najmilsi. Ten oto stojący przed wami brat wilk, obiecał mi, że zawrze pokój z wami wszystkimi, ale musicie mi przyrzec, że codziennie będziecie dawać mu tyle jedzenia, by nie chodził głodny. A ja ręczę, że mój brat wilk dotrzyma obietnicy i nigdy już was nie skrzywdzi.

Wszyscy zaczęli klaskać i jednogłośnie przyjęli warunki pokoju. Wtedy Święty odwrócił się do wilka, który przez cały czas ze spuszczonym łbem leżał u jego stóp.
– A ty, bracie wilku, czy przyrzekasz uroczyście, że dotrzymasz obietnicy? Czy przyrzekasz , że nie będziesz już nigdy krzywdzić ani ludzi, ani zwierząt, ani żadnego żywego Bożego stworzenia?
Wilk ugiął przednie łapy i ukląkł przed Franciszkiem. Stulił uszy i kilka razy kiwnął głową, pomachał ogonem. Tak jak potrafił, pokazał, że szczerze pragnie przestrzegać warunków umowy.
Święty poprosił go jeszcze:
– Bracie wilku, a teraz chciałbym, abyś tu, wobec wszystkich ludzi dał mi jakiś dowód, że na pewno zachowasz pokój.
Słysząc tę prośbę wilk wstał, podniósł prawą łapę i podał ją świętemu Franciszkowi.
Święty mocno uścisnął łapę wilka. Wszyscy wokół głośno klaskali, a dzieci podeszły do wilka i zaczęły go głaskać. Wilk zaś lizał ich ręce zupełnie tak samo jak domowy piesek. Niektóre, co odważniejsze siadały wilkowi na grzbiecie.

Od tego dnia wilk zamieszkał w mieście Gubbio. Wchodził do domów, wędrował od drzwi do drzwi i chętnie bawił się z dziećmi. Nikt mu nie dokuczał i on nie krzywdził nikogo. Nie był zły nawet wtedy, gdy dzieci dla zabawy ciągnęły go za ogon. Nawet psy za nim nie szczekały.
Mieszkańcy Gubbio zawsze pamiętali, by zgodnie z daną świętemu Franciszkowi obietnicą codziennie jadł do syta.
Po kilku latach brat wilk umarł ze starości. Znaleziono go pewnego ranka przed bramą miejską.
Kiedy wieść o jego śmierci rozeszła się po okolicy, wszystkim było bardzo smutno, bo bardzo kochali brata wilka. Wiele osób płakało. Zwłaszcza dzieci.

A WE MNIE SAMYM WILKI SĄ DWA,
OBLICZE DOBRA, OBLICZE ZŁA.
WALCZĄ ZE SOBĄ NIEUSTANNIE,
WYGRYWA TEN, KTÓREGO KARMIĘ.

 

Drobiazgi cieszą

Polityka, religia, masowa kultura, fatalna sytuacja materialna i związane z nimi zamieszanie poważnie ten Naród skłóciły i ludzie pogrążyli się w apatii, egoizmie a to spowodowało brak zainteresowania losem bliźniego, i dlatego bardzo mnie cieszą każde objawy udzielania chociaż przyrodzie pomocnej dłoni przez jeszcze wielu najczęściej starszych ludzi. Tą grupę Polaków mocno krytykuję (przeważnie brutalnie) w moich niektórych felietonach, choć powinienem mieć dla nich wielki szacunek i mam, ale już prawie tylko z powodu ich wieku, natomiast jeśli chodzi o wiedzę polityczną, historyczną a nawet tą zwykłą życiową to nie znajduje u Polskich seniorów jakiegoś obiektywnego rozumowania i rozsądnego stanowiska wobec problemów współczesnej Polski i świata. Czyli mądrość polityczna w tym segmencie społeczeństwa występuje już niestety w śladowych ilościach i można by się z tego powodu poważnie załamać, bo głównie starsi Polacy, wręcz religijnie biorą udział w wyborach powszechnych i swoimi niemądrymi decyzjami politycznymi najbardziej niszczą ten kraj i przekreślają godne życie nie tylko sobie, ale przede wszystkim własnym dzieciom i wnukom w Ojczyźnie.

Optymizm jednak do mnie ostatnio przyszedł, paradoksalnie za sprawą starszych Polaków, którzy pomimo swoich wielu wad, skrzywionej świadomości i fanatyzmu religijnego podczas ostatnich sierpniowych upałów jakie nawiedziły Polskę, pokazali swoje człowieczeństwo, altruizm i jednak mądrość. Nie ! Nie przestali chodzić do kościołów, nadal wierzą we wszystko co im ładny Pan/Pani w TV powiedzą i boją się jak ognia przejechać rowerem przez pasy dla pieszych, bo nie wolno ! Lecz zbyt wiele od nich nie wymagajmy, ponieważ starsi ludzie widząc i czując swój schyłek życia i związane z tym choroby, dolegliwości przechodzą codzienną gehennę, i zagubieni szukają autorytetów jak nie w TV, to pocieszenia u szarlatanów kościelnych, a także bardzo łatwo pozwalają się zastraszać, no i samotność na pewno im też bardzo doskwiera. Niestety taka już jest kondycja ludzka i nie ma na to rady, ale żeby zrekompensować sobie to smutne życie, wielu starszych ludzi robi czasem rzeczy bardzo szlachetne i godne pochwały, bo dopiero z wiekiem człowiek dostrzega prawdziwe piękno, a raczej refleksja (rachunek sumienia) nad własnym kruchym życiem wyzwala chęć pomocy innym istotom, w tym przypadku zwierzętom.

Od zaledwie 5 lat jestem wielkim miłośnikiem przyrody i staram się w miarę moich możliwości pomagać przyrodzie w moim miejscu zamieszkania, tak więc buduję na wiosnę budki lęgowe dla ptaków a na zimę je dokarmiam, natomiast gdy przeszły przez Polskę ostatnie upały wystawiałem tacki z wodą dla wszelkiego ptactwa na osiedlowy trawnik i nie byłem w tym odosobniony, albowiem spostrzegłem że starsi ludzie również kładli pojemniki z wodą na osiedlowe skwery i 2026f435b2ac952eprzypomniałem sobie, że przecież oni tak zawsze robili, co bardzo mnie podbudowało, i ten mały szczegół złagodził moją dotychczas ultra krytyczną opinię o Polskich seniorach. W obliczu tego pięknego gestu starszych Polaków przyszła kolej na analizę mojego życia i szukałem odpowiedzi na pytanie, skąd we mnie się wzięła miłość do przyrody i ją znalazłem. Starsi ludzie byli dla mnie przykładem, oni jednak wnoszą dużo dobra w nasze życie i uczą ptakszlachetnych rzeczy, nie tylko religijnych bzdur, uległości i dyletanctwa politycznego choć tego jest niestety więcej. Myślałem że wszystko wiem najlepiej i jestem ekspertem politycznym, ale musiałem schylić głowę w pokorze przed Polską starszyzną w której drzemie dobroć.

Fruczak gołąbek

Świat przyrody zaskakuje bogactwem flory i fauny, jest pełen tajemnic i dla ludzi czułych na piękno stanowi natchnienie uskrzydlające świadomość. Obserwując zwierzęta i rośliny człowiek również uczy się żyć. Dziś chcę przedstawić właśnie jedną z tych tajemnic przyrody, a zarazem cud w formie ptaka z Ameryki południowej i centralnej, Kolibra i jego Europejskiego odpowiednika.

colibri-bebiendoKolibry są najmniejszymi ptakami na świecie, niektóre odmiany osiągają zaledwie 5 cm długości, mistrzowsko latają i na podobieństwo owadów poruszają skrzydłami z niesamowitą prędkością, dochodzącą do 80 uderzeń na sekundę. Kolibry żywią się głównie nektarem, który za pomocą swojego długiego dzióbka wysysają z kwiatów i dosłownie jak helikopter potrafią fruwać w miejscu, do tyłu i wykonywać inne przepiękne manewry akrobatyczne. Mieniące się tysiącem barw kolibry, są prawdziwym arcydziełem przyrody, jej szczytowym osiągnięciem i klejnotem, niestety my Europejczycy możemy podziwiać je tylko z filmów przyrodniczych, ponieważ jak wspomniałem one zamieszkują wyłącznie ciepłe regiony obydwu Ameryk (na okres letni kolibry dolatują co prawda do relatywnie chłodnej Kanady a nawet Alaski)

1280px-Macroglossum_stellatarum01(js)Ale na otarcie łez w Europie żyje zwierzę, Fruczak Gołąbek – owad z gatunku ćmy, który swoją sylwetka, ubarwieniem i zachowaniem do złudzenia przypomina kolibra i niejednokrotnie można go zaobserwować gdy żywi się nektarem kwiatów w identyczny sposób jak koliber, wykorzystując do tego celu tzw. trąbkę – narząd ssący wszystkich motylkowatych. Muszę nadmienić, że Fruczak cechy kolibra wykazuje tylko podczas lotu, ponieważ w pozycji siedzącej ze złożonymi skrzydłami wygląda już na zwykłą ćmę, aczkolwiek chyba jedyną aktywną w ciągu dnia. Fruczak jest na tyle szybkim i zwinnym motylem, że nie jednemu z nas umknie on uwadze lub pomylimy go z trzmielem bądź pszczołą, ale cierpliwie spoglądając na kwiaty w ogrodzie, w letni upalny dzień jest szansa spostrzec Polskiego Kolibra, widok którego miałem okazję tylko raz w życiu zakosztować i dla osób kochających przyrodę jest nie zapomniany.

Jak to możliwe, że dwa kompletnie rożne gatunki zwierząt ptaki i owady, z dwóch oddalonych kontynentów całkowicie upodobniły się pod względem sposobu odżywiania a także barwy i lotu? Nektar kwiatów jest pospolitym pokarmem dla zwierząt, głownie owadów i ptaków, nawet mniejsze ssaki dokarmiają się nektarem i w tym nie ma żadnej tajemnicy, prawdziwym znakiem zapytania jest natomiast kształt Fruczaka i jego lot identyczny jak Kolibra. Im bardziej człowiek zagłębia się w świat przyrody tym więcej pytań i zagadek, ale dzięki temu że świat przyrody jest tak wielką skarbnicą gatunków, nasze ludzkie życie staje się ciekawsze. Pozdrawiam.

Duchy zmarłych. Część 2

To zdarzenie miało miejsce wkrótce po śmierci mojego ojca w maju 2012 roku.
Ojciec zmarł w domu śmiercią naturalna, zmarł w dużym pokoju balkonowym ( strona południowa)

Już nie pamiętam ile minęło czasu od śmierci ojca , powiedzmy około tydzień .
Pewnego pięknego wiosennego dnia (zresztą codziennie to robię) otwieram okno od mojego pokoju (strona północna) i zapalam papierosa ..Tak sobie jaram fajkę , podziwiam drzewa, niebo i…zauważam wronę siedzącą centralnie na trawniku skierowaną dziobem w stronę mojego pokoju ..Dziwne sobie mówię, bo wrony z tego co wiem bardzo rzadko przylatują pod mój blok na lato, natomiast zimą jest ich pełno. .poza tym wrony są bardzo płochliwe a ta jak by nie reagowała zbytnio na ludzi.. Godzinami ten ptak sobie siedział i późnym popołudniem odlatywał.. Na drugi dzień to samo , wrona sobie siedzi , czasem pójdzie kawałek dalej coś podzióbie ale przeważnie sobie siedziała i jak by patrzyła w kierunek mojej klatki, mojego okna. Ja myślałem, że ptak może chory więc raz poszedłem sprawdzić co z nią jest, a ona spłoszona szybko odfrunęła , więc kumam, że ptak zdrowy ..
Na trzeci dzień to samo i tak przez ponad 2 tygodnie wrona codziennie już od rana do późnego popołudnia siedzi na trawniku .Po tych 2 tygodniach ptak zniknął.
Poniżej seria zdjęć wrony.

397399

398

Po tym zdarzeniu z wroną wydarzyło się coś jeszcze ciekawszego .W połowie czerwca, w piękny już letni dzień przed południem 11 godzina idę zapalić papierosa do pokoju balkonowego ..Balkon mam dość duży a na parapecie balkonowym leży paleta sadzonek jakiś tam małych roślinek (około 20 sadzonek) . Zerkam na sadzonki a tu widok niesamowity, w sadzonkach siedzi dorosły ładny gołąb. Podchodzę do niego bliżej a on nie reaguje na mnie ale zauważam, że dość ciężko szybko oddycha, oczy ma otwarte. .Pogłaskałem go po głowie a on nic .I stwierdziłem z oględzin, że gołąb umiera .Gołąb siedział w sadzonkach skierowany dziobem w kierunku okna, okna pokoju balkonowego w którym niedawno zmarł mój ojciec.

Zostawiłem ptaka w spokoju i faktycznie po około 3 godzinach gołąb już nie żył..
Wziąłem ptaka w ręce i zauważyłem, że ptak był dobrze odżywiony, ładnie upierzony nie miał śladów choroby ..ptak był też zaobrączkowany ..Chciałem dowiedzieć się skąd przyleciał ale nie mogłem ustalić posiadacza gołębia, a zdjęta obrączką gdzieś mi zaginęła.

Poniżej zdjęcia gołębia.

385386

I teraz pytanie : Czy to był duch mojego niedawno zmarłego ojca najpierw w postaci wrony a później w postaci gołębia?

Cześć!