powietrze

Apus apus

Żywiołem ryb jest oczywiście woda i do życia w niej ryby są doskonale przystosowane, ale istnieją wyjątkowe ptaki dla których powietrze jest tym, czym dla ryb jest woda. Morską analogią tego niewielkiego czarnego ptaka jest przepiękny rekin biały, który aby żyć musi bez przerwy pływać.

Łacińska nazwa jerzyka zwyczajnego brzmi Apus apus i pochodzi od staro greckiego słowa apous, które oznacza ptaka bez nóg. Antyczni grecy nie byli dalecy od prawdy, bo jerzyki prawie całe życie spędzają w powietrzu i na ziemi dobrowolnie nigdy nie lądują, a jest to podyktowane ich bardzo krótkimi nóżkami, które straciły pełną funkcję lokomocyjną, ponieważ cztery pazurki jerzyków są skierowane do przodu. Czwarty tylni pazurek jaki posiadają wszystkie inne ptaki, spełnia rolę ptasiej pięty i służy do odbijania się od ziemi, bądź trzymania gałęzi, natomiast odnóża jerzyków są znakomicie przystosowane do czepiania się skał lub innych chropowatych pionowych powierzchni.

 Oprócz zakładania gniazd, inkubacji jajeczek oraz karmienia młodych, resztę życia jerzyki spędzają w powietrzu w związku z tym w trakcie lotu łapią owady, piją wodę z kropel deszczu, kopulują i zbierają materiał na budowę gniazd w locie, a nawet szybując wysoko w powietrzu, potrafią na kilkanaście minut zapaść w sen. Nie dojrzale płciowo młode osobniki, mogą tak naprawdę latać non stop ponad rok!

Jerzyki uwielbiają latać w dużych gromadach i ich podniebna akrobatyka jest jednym z największych cudów świata, a jerzyki w locie horyzontalnym są najszybsze ze wszystkich ptaków i żeby nakarmić moją duszę tym Boskim widokiem, postanowiłem w tym roku zbudować dla jerzyków dodatkowe trzy budki lęgowe, które umieściłem na balkonie w sąsiedztwie dwóch starszych budek.

Na tym jednak nie koniec, bo do górnej części okna kuchennego przykręciłem podwójną skrzynkę dla jerzyków i jak widzicie na zdjęciach budki są blisko siebie, co jest podyktowane tym że jerzyki są bardzo towarzyskie i lubią zakładać gniazda w dużych koloniach. Wszystkie nowe budki lęgowe mają tylną klapę na zawiasach i dzięki temu rozwiązaniu po odlocie jerzyków w sierpniu, otworzę budki i sprawdzę czy założyły gniazda i zatkam otwory wlotowe kawałkami materiału.

Zatykam otwory wlotowe do skrzynek lęgowych ponieważ po odlocie jerzyków nasze kochane wróbelki lubią w nich na jesień i w zimę przebywać i przyzwyczajone do nowego miejsca, będą się w nich starać założyć wczesną wiosną gniazda i wtedy robią wewnątrz i na zewnątrz duży bałagan. Natomiast jerzyki są ultra czystymi ptakami, które ze schwytanych w powietrzu piórek i puchu lepią śliną estetyczne gniazdka, i nie pozostawiają żadnych odchodów na balkonie.

Drugim rodzimym ptakiem który uwielbia się gnieździć w budkach przeznaczonych dla jerzyków i zostawia na zewnątrz jeszcze więcej odchodów, jest sympatyczny i bardzo inteligentny szpak i z nimi miałem na wiosnę największe kłopoty. Serce mi dosłownie z żalu pękało gdy musiałem je odganiać z budek, bo od razu po wyczyszczeniu dwóch starych i założeniu trzech nowych, zaczęły znosić do nich materiał i budowały w środku gniazda. W podwójnej budce w oknie kuchennym działo się to samo w związku z tym, prawie codziennie otwierałem budki, usuwałem już prawie zbudowane gniazda szpaków, aż w końcu zatkałem szmatami otwory wlotowe.

Biedne szpaki nie wiedziały co się dzieje i siedziały na pobliskich drzewach lub na poręczy balkonowej smutnie gwiżdżąc, ale zauważyłem że około 10 maja jerzyki zaczynają się pojawiać na niebie i usunąłem wszystkie szmaty z otworów wlotowych z myślą, że natychmiast pojawią się w budkach jerzyki. Niestety była to pierwsza fala jerzyków lecąca dalej na północ, zaś te które rok temu wychowały młode w budkach na balkonie, jeszcze nie przyleciały.

Szansę wykorzystały ponownie szpaki, które błyskawicznie zaczęły zbierać łodyżki, liście, igliwie i uparcie budowały w budkach nowe gniazda, no i znowu je czyściłem i zatkałem otwory wlotowe. Dopiero po pewnym czasie zrozumiałem, że szpaki kierowały się instynktem przedłużenia gatunku, który jest najpotężniejszą siłą natury. Ta żmudna akcja z odstraszaniem szpaków trwała kilka tygodni, aż pewnego ciepłego wiosennego dnia, eskadry jerzyków zaczęły krążyć koło budek i wtedy wiedziałem, że wypatrzyły moje budki i lada dzień będą w nich zakładać gniazda.

Tak też się stało i szpaki zniknęły. Choć szpaki są większe od jerzyków i mają dłuższe oraz ostrzejsze dzióbki, to one jednak boją się jerzyków, ponieważ jerzyki potrafią znakomicie odstraszyć od swoich budek i miejsc lęgowych większe ptaki, swoim bardzo szybkim lotem, a zwłaszcza przeszywającym powietrze piskiem i gwizdem.

Odstraszałem szpaki i wróbelki od moich budek dla jerzyków, bo tak naprawdę nie chciałem im wyrządzić krzywdy. Potencjalne lęgi tych ptaków w budkach zeszły by się wówczas z przylotem w maju jerzyków i przestraszone szpaki bądź wróbelki mogły by porzucić swoje młode pisklęta. Warto w tym miejscu dodać, że podczas okresu godowego szpaki robią coś bardzo ludzkiego i gdy samce ukończą budowanie gniazda, to zdobią je kwiatkami, których aromat według opinii ornitologów służy do odstraszania pasożytów, ale moim zdaniem samce robią to aby przypodobać się partnerce i zachęcić ją do złożenia jajeczek w pięknym gniazdku. Ciekawe kto pierwszy wpadł na ten romantyczny pomysł, zakochani ludzie czy też zakochane zwierzęta?

Wszystkie budki na balkonie są więc zajęte przez jerzyki i to co się dzieje pod wieczór jest po prostu niesamowite i tych wrażeń nie zapomnę do końca życia. Słowami nie można tego cudu opisać, ale postaram się. Kilkadziesiąt minut przed zachodem słońca, eskadry jerzyków zaczynają powoli zlatywać się do budek, ale zanim do nich wlecą, to wykonują w ich pobliżu genialne powietrzne manewry i wiele razy myślałem że zderzą się z murem bloku, ale w mikrosekundzie potrafią zmienić tor lotu i z pełną szybkością omijają przeszkody i lecą dalej.

Podwójna budka lęgowa w oknie kuchennym nie została jednak zajęta przez jerzyki, które prawdopodobnie ją zauważyły i robiły próbne zwiady, ale ze względu na popełniony błąd konstrukcyjny nie nadaje się do użytku. Budka jest narażona na czynnik atmosferyczny w formie deszczu, który ją zalewa podczas silnych opadów i będę musiał ją przebudować tak żeby była węższa i bardziej schowana pod górną cześć muru, który spełniał by wówczas rolę okapu, lub ewentualnie przykręcę nad otworami daszki.

Z modyfikacją mam czas do przyszłego maja i w międzyczasie bardzo się cieszę, że w pięciu budkach na balkonie jest gwarno i wesoło i niebawem młode jerzyki z rodzicami polecą do Afryki.

Kwintesencją Polskiego lata są właśnie śmigające na niebie wspaniałe jerzyki zwyczajne i chyba wszyscy mamy zakodowany w mózgach dźwięk jaki te ptaki emitują, a jest to przepiękny pisk i gwizd, który jeszcze roznosi się po naszych betonowych miastach. Aczkolwiek beton w formie bloków wielkopłytowych okazał się dla jerzyków zbawienny, i za komuny oraz we wczesnych latach 90-tych jerzyków na lato było w Polsce miliony.

Wielka mnogość jerzyków za systemu komunistycznego była produktem ubocznym technologii wznoszenia bloków mieszkalnych z płyt żelbetonowych, które nie zawsze do siebie idealnie pasowały i po złożeniu bloku w całość, pomiędzy płytami pozostawały spore szczeliny i w nich jerzyki znalazły doskonałe miejsca do zakładania gniazd. Niestety już od kilkunastu lat w Polsce trwa kampania ocieplania styropianem wszystkich bloków wielkopłytowych, i z roku na rok miejsc do gniazdowania jerzyki mają coraz mniej.

Bardzo zachęcam zatem wszystkich ludzi dobrej woli i miłośników dzikiej przyrody, do zakładania skrzynek lęgowych na balkonach (powyżej drugiego piętra), lub w innych wysokich miejscach, ale ostrzegam że proces zwabienia jerzyków do nowych budek może potrwać kilka lat, ponieważ jerzyki bardzo trudno przyzwyczajają się do nowych miejsc lęgowych, ale gdy już raz założą w nich gniazda, to co roku jak w zegarku będą do nich przylatywać.

Proszę nie umieszczać budek w pobliżu drzew lub innych przeszkód, albowiem jerzyki muszą mieć do budek łatwy dolot. Do budek jerzyki wlatują po paraboli i jest to związane z ich skrzydłami, których nie potrafią składać i chować tak jak inne ptaki. Sierpowate skrzydła jerzyków służą im do ultra szybkiego lotu, natomiast nie są w stanie machać skrzydłami w miejscu, i do budek wlatują z szybkiego lotu nurkowego.

Wymiary skrzynek lęgowych dla jerzyków można z łatwością znaleźć w Internecie, i jeżeli zdecydujecie się na konstrukcję budki tzw. wielorodzinnej złożonej z trzech lub dwóch, to warto dodać tylna klapę na zawiasach, dla ułatwienia montażu i późniejszego czyszczenia oraz zatykania otworów wlotowych. Nosiłem się nawet z zamiarem zainstalowania w jednej skrzynce lęgowej kamerki podglądowej, ale brak funduszy mi na to nie pozwolił. Serdecznie pozdrawiam i życzę powodzenia.

Święte elementy czyli powietrze, woda, ziemia i ogień

Bez wody i powietrza nie ma życia, ale te dwie substancje chemiczne mają też właściwości metafizyczne, bo od zarania dziejów niektórzy bardzo uduchowieni ludzie używali np. miski z wodą do odczytywania przyszłości, lub kontaktowali się za pomocą wody z Bóstwami lub z umarłymi.

Powietrze ma podobne mistyczne właściwości co woda i przekonałem się o tym osobiście. Pracowałem kiedyś w kotłowni przemysłowej i do doprowadzania powietrza do pieca służył duży wentylator, a raczej metalowa dmuchawa, która co pół godziny automatycznie się włączała i po kilku minutach wyłączała. Działo się to zawsze późną nocą i gdy wentylator zaczął chodzić, to słyszałem w jego szumie muzykę i rożne ludzkie głosy, tak jak by włączyło się nagle radio. Dźwięk muzyki i głosy nie były zbyt intensywne i nie byłem w stanie zrozumieć szczegółów.

Z wodą miałem podobne doświadczenie i kilka razy gdy w domu leciał z kranu mały strumień wody, to słyszałam wtedy jakąś bliżej nieokreśloną piękną melodię.

Warto dodać, że tak naprawdę istnieje pięć podstawowych świętych elementów, ponieważ oprócz powietrza, wody, ziemi oraz ognia jest piąty ether, i jest to substancja łącząca wszystkie cztery i przenikająca cały kosmos. Ether istnieje tylko w przekazach Ariańskich, czyli w Wedyjskich, które do dnia dzisiejszego stanowią podstawową część religii Hinduistycznej.

Geocentryzm

Na korzyść hipotezy, że ziemia jest stacjonarna i nie obraca się wokół swojej osi przemawia odległość jaką samoloty pasażerskie pokonują lecąc w kierunku zachodnim, bo jeżeli ziemia by się obracała, to wówczas lot na zachód trwał by znacznie szybciej niż na wschód, a jest inaczej i czas lotu w linii prostej, na ta samą odległość z tego samego miejsca na zachód i na wschód jest identyczny.

Ta anomalia dowodzi, że ziemia jest planetą stacjonarną wokół której krąży księżyc, słońce oraz wszystkie planety tzw. układu słonecznego i żeby przekonać się o słuszności tej na pozór bezsensownej hipotezy, wystarczy przyłożyć palec centymetr nad globusem, powiedzmy nad Warszawą, po czym obrócić go w prawa stronę i ruszyć głową.

Została w nas utrwalona wiedza, że ruch globusa w prawą stronę odpowiada rzeczywistemu kierunkowi obracania się ziemi na wschód, skąd wschodzi słońce, i mając to na uwadze pomyślcie o dwóch samolotach startujących w tej samej chwili z Warszawy, i jeden leci 1000 kilometrów w linii prostej na zachód, natomiast drugi odlatuje 1000 kilometrów na wschód.

Znajdujemy się na pokładzie pierwszego samolotu, a nowoczesne samoloty pasażerskie na dużych wysokościach osiągają szybkość niecałych 1000 km/h, i za godzinę powinniśmy znaleźć się w miejscu docelowym. Aczkolwiek znajdziemy się o wiele dalej bo musimy pamiętać, że ziemia obraca się pod nami w kierunku przeciwnym na wschód w związku z tym, 1000 kilometrów na godzinę, plus szybkość obracania się ziemi, która w tej szerokości geograficznej wynosi około 1000 km/h, daje nam szybkość rzeczywistą rzędu 2000 tysięcy kilometrów na godzinę i gdyby ziemia obracała się wokół swojej osi, to po godzinie lotu na zachód wylądujemy tysiąc kilometrów dalej.

Wracamy do Warszawy i lecimy teraz w kierunku wschodnim z szybkością 1000 km/h, i ziemia pod nami obraca się również na wschód z prędkością 1000 km/h, w związku z tym rezultat podróży jest absurdalny, ponieważ jesteśmy co prawda w powietrzu, ale stoimy de facto w miejscu i po godzinie lotu lądujemy z powrotem w Warszawie. Tak mniej więcej wyglądała by sprawa gdyby ziemia się obracała i aerodynamicznie opływowy sterowiec, zrewolucjonizował by wówczas transport powietrzny.

Sterowiec zbliżony kształtem do pięknego przedwojennego Zeppelina, po obu stronach był by wyposażony w dwa silniki napędzające śmigła, których zadaniem było by ustawienie sterowca w kierunku zachodnim i utrzymanie statku powietrznego w jednym punkcie, bo rzecz jasna sterowiec pozbawiony napędu śmigłowego, zaczął by się poruszać z kierunkiem wiatru. Ponadto napęd służył by do skierowania sterowca na północ lub południe od trajektorii równoleżnikowej. Wznosimy się zatem sterowcem na niewielką wysokość np. 500 metrów, i po godzinie stania w powietrzu lądujemy sterowcem 1000 kilometrów na zachód od miejsca startu, natomiast po 24 godzinach sterczenia w powietrzu okrążylibyśmy całą ziemię!

Ten niezwykły sposób przemieszczania się na duże odległości, był by możliwy na wirującej wokół swojej osi ziemi i z pewnością został by zastosowany na szeroką skalę, ale ziemia jest stacjonarna w związku z tym, uniwersalnym środkiem transportu są samoloty i pasażerowie samolotów, a także pojazdów na ziemnych poruszający się ze wschodu na zachód i vice versa nie doświadczają żadnych anomalii czasowych.

Z samolotami związana jest inna ciekawa kwestia w formie tajemniczego fenomenu chemtrails (smugi kondensacyjne). Są to długie białe linie jakie pozostawiają na niebie samoloty pasażerskie i według popularnej teorii spiskowej, samoloty celowo rozpraszają w atmosferze toksyczne związki chemiczne, które ponoć ludzi zatruwają, ogłupiają lub wywołują zmiany klimatyczne.

Coś w tym jest na rzeczy, ponieważ tylko duże samoloty pasażerskie, pozostawiają na niebie białe smugi, natomiast za myśliwcami odrzutowymi nie ma żadnych śladów, a obydwa typy samolotów posiadają podobne silniki odrzutowe, które podczas pracy nagrzewają się do bardzo wysokich temperatur i powinny kondensować powietrze w parę wodną i w smugi.

Wniosek z tej obserwacji jest następujący. W dużych samolotach pasażerskich, z łatwością można umieścić zbiorniki z płynnymi chemikaliami i nawet w samolocie pełnym pasażerów, jest zarezerwowana specjalna sekcja na ów zbiornik. W porównaniu z samolotami pasażerskimi, myśliwce odrzutowe są małe w związku z tym, nie ma w nich miejsca na montaż zbiorników z chemikaliami i myśliwce spełniają rolę stricte wojskową.

Prawie każda teoria spiskowa jest jak cebula, i pod pierwszą warstwą ukrywa się następna i najbardziej zaskakująca mówi o tym, że silniki turboodrzutowe zamontowane na samolotach pasażerskich, są napędzane paliwem tylko podczas ich rozruchu, gdy samolot znajduje się jeszcze na pasie startowym.

Wkrótce po wprowadzenia silników w ruch, dopływ paliwa do silników jest wstrzymany i od tego momentu silniki pracują na powietrzu, które wewnątrz turbiny jest w jakiś niezwykły sposób sprężane, i energia uzyskana ze sprężonego powietrza, daje samolotom wystarczający ciąg aby unieść się w przestworzach. Ta teoria nie jest wcale głupia i genialny Austriacki naukowiec Wiktor Schauberger (1885-1958), badając właściwości powietrza udowodnił, że zwykłe powietrze może być czystym źródłem energii, jeżeli zostanie poddane odpowiedniemu przepływowi, co powoduje implozję i wyzwolenie z powietrza ogromnej dawki energii.

W związku z tym, Niemcy podczas II wojny światowej, prowadzili prace konstrukcyjne nad pojazdami latającymi według pomysłu Schaubergera, ale pod koniec wojny całą dokumentację techniczną skonfiskował wywiad Amerykański i Rosyjski. Schauberger odkrył również że woda, posiada takie same egzotyczne właściwości energetyczne jak powietrze i wywnioskował, że ruch obrotowy śrub i śmigieł jest mało wydajną i prymitywną metodą napędu statków i samolotów. Wiktor Schauberger nie był typowym naukowcem akademickim, lecz był ostatnim wielkim alchemikiem, ponieważ natchnienie do prowadzenia badań nad wodą i powietrzem czerpał z przyrody. Schauberger doznał odkrywczej eureki obserwując górskie strumienie, płynące w nich ryby i loty ptaków.