Himalaje

Na początku była Noc

Archeolodzy zastanawiają się dlaczego antyczni ludzie, budowali podziemne miasta i wydrążone w litej skale podziemne miasto w Turcji, w regionie Kapadocji jest największym i najpiękniejszym ze wszystkich dotychczas odkrytych. Powstało mnóstwo hipotez i nie ulega wątpliwości, że bezpieczeństwo było głównym czynnikiem motywującym ludzi do budowania podziemnych schronień, ale nie koniecznie dla obrony przed bandytami lub najeźdźcami, lecz przed temperaturą. Bo na powierzchni ziemi może być plus 50, lub minus 50 stopni Celsjusza, ale zaledwie kilka metrów pod ziemią, temperatura waha się w granicach komfortowych 16-20 stopni.

http://www.ancient-origins.net/news-history-archaeology/massive-5000-year-old-underground-city-uncovered-cappadocia-turkey-002507

Przy dobrej wentylacji podziemne schronienia, są więc idealnym miejscem zamieszkania i ten fakt potwierdza spektakularne współczesne podziemne miasto, zbudowane przez górników w sercu Australijskiej pustyni w Coober Pedy. Ogromnych rozmiarów podziemne miasto w Derinkuyu w Turcji, składa się z jedenastu poziomów i według ostrożnych szacunków, mogło pomieścić 20 tysięcy ludzi, natomiast Cobber Pedy jest znacznie mniejsze i pod ziemią na stałe przebywa około 2 tysięcy.

http://losyziemi.pl/australia-podziemne-miasto-coober-pedy

Na szczęście, skrajnie wysokie temperatury nam w Polsce nie zagrażają, ale sporadycznie zdarzają się w Europie anomalie pogodowe i w gorące lato, mieszkańcy bloków po zejściu do piwnic, mogą zaczerpnąć naturalnie klimatyzowanego, rześkiego powietrza i powrót z chłodnej piwnicy do dusznego i parnego mieszkania powyżej, nie jest ciekawą propozycją. Z odwrotną korelacją mamy do czynienia w okresie zimowym i podczas silnych mrozów, nasze mieszkania muszą być koniecznie dogrzewane, natomiast w blokowych piwnicach temperatura generalnie nigdy nie spadnie poniżej 16 stopni Celsjusza.

Początkowa faza konstrukcji podziemnych schronień, jest kosztowna i bardzo pracochłonna, ale późniejsze korzyści znacznie przewyższają poniesione koszty użytkowania, bo sztuczne ocieplanie i chłodzenie można praktycznie wyeliminować, ponadto podziemne schronienia nie wymagają przeprowadzania cyklicznych remontów, jak to ma miejsce w przypadku budynków na powierzchni, które często ulegają katastrofalnym zniszczeniom w trakcie powodzi, huraganów lub trzęsień ziemi. Korzyści materialne są jednak niczym, w porównaniu do zbawiennego wpływu, jakie czerpie organizm ludzki z racji długotrwałego bytowania pod ziemią.

Unikając promieni słonecznych, człowiek ratuje swój mózg przed udarem słonecznym, czyli przegrzaniem, ale z tego można wyjść, bez większego uszczerbku na zdrowiu. Lecz długotrwałe przebywanie na słońcu, niszczy bezpowrotnie wyższe funkcje umysłowe, ponieważ promieniowanie ultrafioletowe, stymuluje ludzki organizm do produkcji znacznych ilości melaniny, która ma bezpośredni wpływ na poziom inteligencji. Im więcej melaniny w organizmie, tym człowiek jest głupszy i jak by nie patrzeć na cywilizację, to dosłownie wszystkie wynalazki od A do Z, stworzyli biali ludzie, i tu leży klucz do zagadki, odnośnie sensu budowania podziemnych miast.

Organizm ludzki narażony na promieniowanie ultrafioletowe i wysokie temperatury, poza zmianą koloru skóry w ciemniejszą, ulega zwykłemu zniszczeniu i dla rekompensaty strat, radykalnemu przyspieszeniu ulega wówczas metabolizm pokarmowy i wzrasta apetyt. Narządy wewnętrzne odpowiedzialne za trawienie wypełnione pokarmem, są zmuszone zatem intensywniej i dłużej pracować, co powoduje ich szybsze się zużywanie i w rezultacie, cały organizm człowieka ulega przedwczesnemu starzeniu.

Podziemne miasta znakomicie spełniały swoją rolę i w tym idealnym środowisku, przez tysiąclecia wykształciła się właściwie nowa rasa ludzka, albowiem zmrok i chłód wycisza i udoskonala charakter oraz ciało, zaś słońce i wysokie temperatury odbierają rozum i wyzwalają w człowieku agresję. Bardzo trafne jest zatem określenie, że żyjemy NA planecie małp jeszcze rozumnych, ale z tym jest coraz gorzej i podczas letnich upałów, zdolności intelektualne wielu ludzi spadają prawie do poziomu szympansiego.

Po mieszkańcach podziemnego miasta w Turcji zaginął ślad i albo zostali odkryci przez tubylców z powierzchni i zostali zgładzeni, ewentualnie podziemne miasto było czymś w rodzaju kwarantanny i po tysiącleciach pokojowej egzystencji pod ziemią, przed tymi ludźmi otworzyły się bramy do podziemnego raju, gdzie czekali na nich z otwartymi ramionami Jezus, Budda, Maryja i cała plejada ludzkich Bogów i Bogiń.

Królestwo nocy

W głębokich jaskiniach panuje wieczny mrok i warunki do życia mogą wydawać się w nich skrajnie nie przyjazne, ale tylko na pozór i spotkamy w jaskiniach doskonale przystosowane do życia w ciemności ryby, płazy, owady i ślimaki, natomiast świat flory ogranicza się do alg i skromnych porostów. Sporadycznie w jaskiniach rosną grzyby, które wytwarzają bioluminescencję i być może w symbiozie z bioluminescencyjnymi grzybami rosną jakieś większe i okazalsze formy flory ?

Zwierzęta zamieszkujące jaskinie przeszły bardzo ciekawy proces ewolucji i charakteryzują się białym pigmentem ciał bądź skorupy chitynowej i prawie całkowitym zanikiem narządu wzrokowego, natomiast zmysł słuchu i węchu wyostrzył się u tych zwierząt w stopniu doskonałym. Najciekawszym aspektem życia w ciemnościach, jest jednak skrajna długowieczność i biała salamandra ze Słoweńskich i Chorwackich jaskiń, potrafi dożyć 100 lat, ale już wiek blisko spokrewnionych salamander z powierzchni ziemi nie przekracza 20 lat. Zwierzęta z jaskiń cechują się także minimalną agresją w stosunku do przedstawicieli swojego gatunku i rywalizacja o teren lub o samicę przebiega bardzo łagodnie.

Odmieniec jaskiniowy jest o tyle ciekawym zwierzęciem, że pomimo białej skóry jego organizm dysponuje zdolnością do produkcji melaniny i wystawiony na światło stopniowo ciemnieje. Zdarzały się przypadki, że po dużych ulewach wezbrane wody podziemnych rzek, wypłukiwały na powierzchnię odmieńce i te bardzo osobliwe i rzadkie zwierzęta, Słoweńcy i Chorwaci nazywali dziećmi smoków, ale bardziej popularnym określeniem odmieńca jest „ludzka ryba”, ze względu na lśniąco białą skórę tego podziemnego płaza. Warto dodać, że legendy i mity odnośnie smoków, figurują prominentnie w bardzo bogatej mitologii Słowiańskiej, a w każdej bajce jest cząstka prawdy i w głębszych partiach jaskiń, mogą występować znacznie większe płazy lub gady.

Biała pigmentacja skóry, skrajna długowieczność i brak agresji są więc atrybutami zwierzęcych mieszkańców jaskiń, ponadto niektóre mniejsze gatunki zwierząt, posiadają wręcz magiczną zdolność wytwarzania światła, w formie turkusowej bioluminescencji. Na powierzchni ziemi coraz rzadziej spotykane robaczki świętojańskie, algi oraz grzyby również świecą zielonkawym światłem i tą zdolność posiadają także niektóre morskie głowonogi oraz ryby z mrocznych głębin oceanicznych.

Przykład małej i delikatnej śnieżno białej salamandry z bałkańskich jaskiń, może dużo powiedzieć o ewolucji człowieka na ziemi w kontekście jego wyglądu i charakteru i teoria „czarnego słońca” o której obszernie pisałem kilka felietonów wstecz, nabiera wówczas sensu. Człowiek jest cząstką przyrody i zakładam, że podlegamy tym samym zasadom ewolucji naturalnej co świat zwierząt w związku z tym, odmieńce jaskiniowe są naszymi dalekimi kuzynami.

Mieszkańcy podziemnego miasta w Derinkuyu, z pewnością wychodzili na powierzchnię ziemi aby zdobyć pożywienie, zasiać i zebrać plony, lecz większość czasu spędzali z dala od promieni słonecznych w mrocznym, podziemnym schronieniu. Można zatem spekulować, że z pokolenia na pokolenie ich skóra nabierała coraz bardziej jaśniejszej karnacji. Radykalnemu przedłużeniu uległ także ich wiek i podobnie jak łagodnie jaskiniowe salamandry, prowadzili bardzo pokojowy tryb życia. Nie znali więc wojen i śmiem przypuszczać, że brzydzili się przelewem ludzkiej i zwierzęcej krwi.

Skoro niektóre gatunki zwierząt, występujące w jaskiniach wytwarzają naturalne światło w formie delikatnej zielonkawej bioluminescencji, to warto sobie przypomnieć co mówią nam przekazy religijne odnośnie wyglądu fizycznego bóstw, z którymi sporadycznie ludzie mieli bliski kontakt, aczkolwiek religia chrześcijańska stworzyła wokół Jezusa i Maryi fałszywy kult, z piekłem pod ziemią i rajem w niebie.

Z naocznych relacji wynika, że Jezus wytwarzał trudną do opisania poświatę i do teraz na każdym wizerunku, Jezus jest przedstawiany z aureolą wokół głowy. Podobnie sprawa ma się z Maryją i świadkowie aparycji Maryjnych w Fatimie, Lourdes i Medjugorie opowiadali, że najpierw widzieli osobliwe światło, a dopiero później dostrzegli konkretne ludzkie kształty. Te zaledwie trzy przykłady, z wielu podobnych z całego świata, sugerują że organizmy mieszkańców podziemi w dosłownym tego słowa znaczeniu świecą.

Ponadto, Jezus, Budda, Maryja oraz inne tajemnicze postacie, które na przestrzeni tysiącleci ukazywały się ludziom, charakteryzowały się bardzo pokojowym nastawieniem w stosunku do ludzi oraz zwierząt i ten aspekt wskazuje, że ci ludzie pochodzą ze świata wewnętrznego, gdzie wpływ umiarkowanego światła i de facto zmrok, zmienił psychikę ludzką i udoskonalił ją do poziomu wręcz boskiego.

Fatima: Miasto położone w górzystej centralnej Portugalii. Świetlista postać ukazała się dzieciom nad karłowatą odmianą dębu, który rósł na polu zwanym Cova da Iria, co oznacza dół Ireny. W okolicy Fatimy można spotkać mnóstwo jaskiń oraz innych ciekawych formacji geologicznych.

Lourdes: Francuskie Lourdes leży de facto w górach Pirenejskich i Maryja według naocznych relacji Bernadety Soubirous, wyłoniła się z groty skalnej. Warto nadmienić, że region gór Pirenejskich jest zamieszkiwany przez Basków i według antycznych legend ci ludzie przybyli do Europy z mitycznej Atlantydy. Ponadto w średniowieczu, w południowej Francji bardzo dynamicznie działali anty katoliccy Katarzy i w 1209 roku, papież ogłosił krwawą krucjatę przeciwko heretyckim Katarom. Po zdobyciu przez armie katolickie ostatniego schronienia katarskiego w twierdzy na górze Montsegur, ślad po katarach ginie, ale podobno mała garstka zdołała uciec i przypuszczam, że w trakcie ucieczki przed katolickim pogromem, Katarzy schronili się w jaskiniach i znaleźli wówczas wejście do świata wewnętrznego. Najwyżsi kapłani katarscy zwani doskonałymi, w skład których wchodziły również kobiety, byli wegetarianami, praktykowali absolutny celibat, nie uznawali hierarchii kościelnej, feudalizmu i odmawiali służenia w wojsku. Katarzy przeszli więc piekło egzystencji na powierzchni ziemi i wykazali się wielką dobrocią w stosunku do ludzi i zwierząt i w nagrodzie za wytrwałość, otworzyły się przed nimi bramy do podziemnego raju.

Medjugorie: Miasto położone w górach Chorwackich w pobliżu Adriatyku. Etymologicznie, nazwa Medziugorie oznacza miejscowość pomiędzy górami (Międzygórze). Maryja pojawiła się u podnóża wzniesienia Crnica. Górzysty region jest przeszyty setkami kilometrów jaskiń, w których żyją białe salamandry jaskiniowe.

Najwyższa hierarchia kościoła katolickiego, znakomicie orientuje się w niuansach domniemanych aparycji Maryjnych, które oryginalnie nic wspólnego z Maryją nie miały i dzieciom ukazały się piękne, świetliste postacie. Kościół uzurpował i dostosował te zjawiska na swoje potrzeby i prawda została obawiam się na zawsze, pogrzebana w chrześcijańskich absurdach. Negowanie chrześcijańskich dogmatów, wiązało się relatywnie niedawno z surową karą w formie tortur lub stosu, ale mamy 21 wiek, i można negować już wszystkie religie.

Mimo że większość ludzi nie wierzy już w stricte chrześcijański koncept piekła pod ziemią i raju w niebie, to jednak współczesna nauka nabrała cech religijnych i podtrzymuje w ludziach poniekąd chrześcijański, paniczny strach przed wnętrzem rozżarzonej do czerwoności ziemi, zaś naukową wersją chrześcijańskiego raju według kosmologów, są życiodajne planety w dalekich układach słonecznych.

Astrofizycy stworzyli ludziom iluzję, że ziemia jest mało znaczącą malutką planetą na krańcach galaktyki i tym kawałkiem skały lepiej sobie głów nie zawracać, bo genialni astronomowie (głównie pochodzenia żydowskiego), odkryli setki, a nawet tysiące ładniejszych planet, które niebawem zostaną przez nas skolonizowane i będziemy tam żyć bez trosk i problemów dosłownie jak w chrześcijańskim raju. Aczkolwiek, nie ma żadnych twardych dowodów na potwierdzenie istnienia życiodajnych planet, są jedynie hipotezy wzbogacane zagmatwaną matematyką i jest piękna grafika komputerowa, która działa na wyobraźnię ludzi tak samo, jak kiedyś działały obrazy na mózgi tłuszczy zebranej kościołach. Od pogromów religijnych minęło setki lat, niemniej ludzie nic się nie zmienili i stosunkowo niedawno bezkrytycznie wierzyli w rajskie niebiosa oraz piekło pod ziemią i na rozkaz szarlatanów religijnych mordowali wszystkich niewierzących.

W 20 i 21 wieku, rolę nieomylnych kapłanów przejęli astrofizycy z papieżem kosmicznej prawdy Einsteinem na czele i jego następcą Hawkinsem. Sceptycy wątpiący w ich naukowe dogmaty wprawdzie nie są narażeni na kary cielesne, lecz historia lubi się powtarzać, ponieważ ortodoksyjnych wyznawców naukowej religii Einsteina i Hawkinsa, cechuje identyczna nienawiść w stosunku do sceptyków, jaką okazywali chrześcijanie wobec niewierzących. Gdyby zatem miłośnicy teorii względności oraz czarnych dziur doszli do władzy, to może stosy by nie zapłonęły, ale jestem pewien że krytyka współczesnych kosmicznych aksjomatów pod groźbą kary więzienia była by surowo zabroniona.

Mamy tutaj przykład czysto chrześcijańskiej idei, bo ten raj na odległych planetach pozostanie na zawsze niedostępny, gdyż dzielą nas od niego nie możliwe do pokonania dziesiątki lub setki lat świetlnych. Ludzie patrzą więc w niebo już nie przez pryzmat religijny, lecz pseudo naukowy i odnoszą się w wielu przypadkach do świętej i wiecznej matki ziemi i jej zwierzęcych i roślinnych dzieci z największą pogardą.

Gardzimy ziemią i jej życiem, bo tak naprawdę nawet ateiści identycznie jak zatwardziali chrześcijanie twierdzą, że egzystencja na ziemi jest przejściowa i łudzą się, że po śmierci czeka ich wieczne życie na pięknej i dziewiczej planecie w innych zakątkach galaktyki. Tym czasem ten przysłowiowy Eden znajduje się pod ich stopami, ale wstęp do niego mają ludzie którzy za życia na powierzchni nie przelewali krwi.

Religia chrześcijańska nie jest jednak pozbawiona plusów, i z punktu widzenia poszanowania życia zwierząt i ziemi niektóre tradycje są godne pochwały, aczkolwiek ludzie nie potrafią  wyciągnąć z nich głębszych wniosków. Zalicza się do nich piątkowy post, czyli wstrzemięźliwość od spożywania potraw mięsnych i piękny zwyczaj całowania ziemi przez nieżyjącego papieża Jana Pawła II tuż po wylądowaniu. W rzeczywistości do piątkowego postu prawie nikt nie przywiązuje wagi, a ci którzy sądzą że postu przestrzegają, bezmyślnie zastępują mięso ssaków mięsem ryb, natomiast ziemia i wszystko co po niej chodzi oraz rośnie dla chrześcijan nie ma żadnej wartości duchowej, i stanowi źródło zysku i kalorii.

Przeciętni Polacy nie wyobrażają sobie życia, bez codziennej konsumpcji kiełbasy lub szynki i prędzej głodnemu psu kość z pyska da się wyrwać, niż Polakowi kotlet z talerza w związku z tym, naszym godłem narodowym powinna być kiełbasa, a nie dumny biały orzeł. W Polsce doszło do skrajnej paranoi i wielu przedstawicieli kleru katolickiego twierdzi, że ludzie praktykujący dietę wegetariańską i wegańską, są opętani złą mocą i należą do szatańskiej sekty.

Prawda Bogów

Spożywanie mięsa niesie ze sobą niebezpieczeństwo na płaszczyźnie cielesnej, co widać po fatalnej (tłustej), kondycji fizycznej coraz większego procentu ludzi i na płaszczyźnie duchowej, bo według antycznej wiedzy hinduskiej, dusze zmarłych przechodzą proces reinkarnacji (czyszczenia z grzechów) w ciałach zwierząt. Jedząc mięso zwierząt człowiek staje się zatem kanibalem duchowym, co gwarantuje niższy rozwój duszy po śmierci ciała fizycznego i powrót na ziemię w postaci zwierzęcia.

Spożywanie natomiast wieprzowiny, jest de facto kanibalizmem w najczystszej formie, a to powoduje alzheimera oraz inne choroby układu nerwowego, ponieważ świnie pod względem DNA, są najbliższe człowiekowi. Wegetarianizm i weganizm ratuje zatem człowieka w podwójnym wymiarze i hindusi kierują się głosem Bogów, ale żydzi oraz muzułmanie nie są wcale daleko za nimi, bowiem w judaizmie i islamie spożywanie wieprzowiny jest kategorycznie zakazane, zaś chrześcijanie zeżrą dosłownie wszystko co im nasypią do koryta.

I jak by nie patrzeć, religia chrześcijańska poniekąd zachęca plebs do tej podwójnej śmierci fizycznej i duchowej i najlepiej widać to, gdy ludzie na Wielkanoc podążają do kościołów z koszykami wypełnionymi chlebem, masłem, mielonkami ale przede wszystkim kiełbasami, w tym wieprzowymi, żeby ksiądz poświecił im te „dary” boże, paradoksalnie w dzień Bożego Zmartwychwstania ??? Ale to nie koniec chrześcijańskiego obłędu, albowiem w dzień Bożego Narodzenia, aby upamiętnić narodziny życia chrześcijanie zabijają ryby.

Wyznanie chrześcijańskie spisuje zatem na straty i czerpię już od dłuższego czasu natchnienie duchowe z Hinduizmu i Buddyzmu. Okropieństwa jakie wyrządzamy zwierzętom, są nie do pomyślenia w Indiach, gdzie ludzie nie skrzywdzą krowy i żadnego innego zwierzęcia i mimo tego, że Hindusi są materialnie bardzo biednymi ludźmi, niemniej w oczach podziemnych Bogów wegetariańscy Hindusi są gigantami i duchowymi bogaczami.

W stosunku do Hindusów kierujemy się wyższością rasową ze względu na ich ciemną karnację skóry, ale jest to efekt przebywania przez tysiąclecia w tropikalnym słońcu. Musimy jednak pamiętać, że Hindusi są oryginalnymi Arianami i naszymi Słowiańskimi braćmi, ponieważ jakieś 50 procent słów z antycznego hinduskiego języka Sanskrytu, ma czysto Polskie (Słowiańskie) brzmienie.

Sanskryt jest najstarszym językiem na ziemi i niektórzy lingwiści twierdzą, że sanskrytem posługiwali się setki tysiące lat temu wszyscy ludzie. Legendy hinduskie ponadto mówią, że sanskryt jest językiem Bogów i przyszedł do Indii z północnego zachodu, czyli mniej więcej z obszaru Himalajów, a dla wyznawców hinduizmu, buddyzmu, dżinizmu i sikhizmu Himalaje są górami świętymi.

W chrześcijaństwie, prawda odnośnie pochodzenia Jezusa i Maryi jest zawarta w trudnych do zrozumienia metaforach i niekiedy w pozbawionych sensu przypowieściach, lecz generalnie wspomniane postacie przebywają gdzieś w niebiosach i ta narracja w chrześcijaństwie jest absolutnym dogmatem. Podobnie sprawa ma się w religii muzułmańskiej, a zapoczątkował tą ideologię niebios i piekła fundament obydwu wyznań, judaizm.

W mózgach naiwnych goi inny absurd głęboko się zakorzenił i jest on znacznie groźniejszy dla człowieka, ponieważ niszczy wnętrze fizyczne i duchowe i ulega zatarciu wyobrażenie czym jest prawdziwa boskość, bo kto jak kto, ale Jezus musiał być wegetarianinem. Według oficjalnej doktryny chrześcijańskiej, miłosierny i kochający Jezus Bóg, nie miał nic przeciwko zabijaniu zwierząt. Na poparcie tej tezy, chrześcijanie powołują się na ewangelię, w której czytamy że podczas którejś tam z rzędu biesiady (wieczerzy), przy winie i w towarzystwie uczniów, Jezus spożywał baraninę. Piekło faktycznie istnieje ale z tą różnicą, że znajduje się w pozbawionych wrażliwości na cierpienie zwierząt ludzkich sercach. Wyznawcy hebrajskiej wersji chrześcijaństwa, są pod tym względem mistrzami świata i największymi hipokrytami.

Czynnik żydowski skierował więc oczy i rozumy szerokich mas ludzkich w niebo i odebrał im pamięć i historię o prawdziwym, ziemskim pochodzeniu Bogów oraz innych świętych ludzi. Dlatego też warto spojrzeć w przekazy hinduistyczne, ponieważ to wyznanie jest najmniej skażone judaizmem i jest najbliższe prawdzie. Najważniejszy hinduski Bóg Siwa, od którego notabene pochodzi nazwa głównego Słowiańskiego Boga Światowida, zamieszkuje ponoć świętą górę Kajlas w Himalajach i według legend, Siwa strzeże wejścia do podziemnego świata. Na marginesie dodam, że jeżeli pragniemy dogłębnie poznać „naszą” Słowiańszczyznę, to trzeba czytać sanskryckie teksty, co nie jest jak wspomniałem wcale takie trudne, bez uprzedzeń rozmawiać z serdecznymi hindusami i trzeba spojrzeć w majestatyczne Himalaje, albowiem tam nadal bije nasze Słowiańskie serce i tam jest zawarta Wiedza (Veda).

Korzenie Słowian znajdują się zatem w Indiach i wprawdzie zbliżony do Sanskrytu język polski, stanowi wciąż żywy pomost do naszej kolebki, lecz w drodze migracji z Indii, straciliśmy łączność ze świętą ziemią i ze zwierzętami. Mordujemy więc na niespotykaną skalę zwierzęta na pokarm, a oryginalni antyczni Słowianie zwierząt nie zabijali. Doszedłem do tego śmiałego wniosku, ponieważ najbliżsi potomkowie Słowian, współcześni Hindusi wszystkie zwierzęta traktują z najwyższym, wręcz Boskim szacunkiem. Oczywiście wyśmienite hinduskie potrawy wegetariańskie, są prawdziwym arcydziełem kulinarnym i pokarmem Bogów !

Nie ma więc mowy o wskrzeszeniu Słowiańskiego ducha w Polsce, zanim nie roztoczymy opieki nad ziemią i naszymi zwierzętami, a to wymaga usunięcia raz na zawsze z Polskiej ziemi żydowsko/katolickich zabobonów. Na dzień dzisiejszy jesteśmy żydowskimi potworami i nasze ręce oraz dusze są zbroczone krwią niewinnych zwierząt.

Noc daje Moc

Judaizmu nie można jednak całkowicie lekceważyć i w tym wyznaniu, spotkamy również bardzo intrygujący detal. Mojżeszowi Bóg objawił się na górze Synaj i w terenie górzystym doszło do aparycji Maryjnych, natomiast w Hinduizmie siedzibą bogów są potężne Himalaje. Twórca religii muzułmańskiej Mahomet, często przebywał w grocie zwanej Hira na górze Jabal al-Nour, niedaleko Mekki i podczas jednej z medytacji, ukazał mu się anioł Gabriel, który przekazał Mahometowi pierwsze wersy Koranu.

W kontekście gór trzeba koniecznie wspomnieć Polską legendę, o śpiącym rycerzu w górze w Giewont i Niemiecką, odnośnie śpiącego w górze Untersberg cesarzu Barbarossie. Z owianą wieloma tajemnicami i anomaliami górą Untersberg w Alpach, związana jest ciekawa, ale już współczesna historia, ponieważ na pobliskim szczycie Adolf Hitler zbudował swoją główną kwaterę „Orle gniazdo”, a Hitler był mistykiem, szanował Buddyzm, wysyłał ekspedycje naukowe w Himalaje, był wegetarianinem i za symbol III Rzeszy Niemieckiej obrał prawo skrętną, ale w zasadzie Buddyjską swastykę, która jak wiemy była również świętym symbolem Słowian. Wspólnym mianownikiem wielu religii i wyznań, są zatem święte góry, wzniesienia lub groty i siedziba greckich Bogów na górze Olimp jest najlepszym przykładem. W owych górach i wzniesieniach, znajdują się naturalne lub sztucznie sporządzone portale, prowadzące do podziemnego świata i na przestrzeni tysiącleci, tunele były sporadycznie używane przez podziemne bóstwa do kontaktu z ludźmi na powierzchni.

W religiach pochodzenia judaistycznego, noc jest kojarzona ze złem, natomiast słońce z mądrością i szerokie masy ludzi na całym świecie, zostały urobione od kołyski strachem przed dobroczynnym zmrokiem. Logicznemu myśleniu najbardziej sprzyja jednak zmrok i proszę zauważyć, że domeną i inspiracją duchową wybitnych myślicieli, filozofów, mistyków i szamanów była, jest i będzie noc, bo gdy gasną światła zaczynają świecić mózgi. W parze z ciemnością idzie przeważnie cisza i rozum ludzki poddany tej podwójnej alchemii tworzy dzieła doskonałe. Natomiast do dźwięku i hałasu, a przede wszystkim do światła i ognia, jak te przysłowiowe samobójcze ćmy grawituje plebs. W okresie letnim głupszy segment białych ludzi, a zwłaszcza kobiety zamiast chronić swoje ciała, a tym samym chronić mózgi, przed śmiertelnymi promieniami słońca, uwielbia opalać się w palącym słońcu, zaś na zimę smaży w solariach i traci wówczas ostatnie cząstki rozumów.

Mądrzy ludzie unikają więc słońca dosłownie jak ognia i przedstawiciele współczesnych monarchii (błękitna krew), a także członkowie bogatych elit, czyli ludzie o bardzo wysokim ilorazie inteligencji, strzegą swojej białej skóry przed słońcem i dlatego im przypadł zaszczyt rządzenia światem.

Gdyby ludzie zrozumieli, że ziemia jest niepowtarzalnym brylantem w całym wszechświecie, jego bijącym sercem, kolebką i domem Bogów, to z pewnością traktowali by ziemię i całe życie znacznie lepiej, ale judeochrześcijański i muzułmański bóg jest nieobecny i egzystuje w iluzorycznym niebie i ludzie lekceważą własne środowisko oraz siebie nawzajem. Mimo naszych wad, podziemni Bogowie pojawiali się sporadycznie na powierzchni ziemi, gdyż czuli do nas sentyment i jesteśmy tej samej krwi. Na górze Synaj, podziemny Bóg przekazał Żydom kilka ważnych wskazówek, lecz Żydzi obrócili mądre nauki przeciwko ziemi i reszcie człowieczeństwa i tak samo postąpili chrześcijanie, aczkolwiek muzułmanie w mniejszym lub większym stopniu praktykują, to co Żydzi i chrześcijanie zignorowali, i dlatego skorumpowany świat chrześcijański, prowadzi przeciwko muzułmanom wojny. Ale najbliżej oryginalnego przekazu podziemnych Bogów – Nie zabijaj, są jednak Hindusi i w stosunku do nich, trwa również kampania nienawiści.

Reklamy

A.F. Ossendowski (1876-1945)

4f5a1118fcb36739114e6d787e0223d4Antoni Ferdynand Ossendowski (ur. 27 maja 1876 w Lucynie w guberni witebskiej w Rosji, zm. 3 stycznia 1945 w Żółwinie koło Milanówka). Jedna z najbardziej zagadkowych postaci polskiej literatury, człowiek, który przez swoje długie życie był pisarzem, podróżnikiem, szpiegiem, dziennikarzem, uczonym, żołnierzem, działaczem politycznym, anty komunistą i poliglotą władającym biegle 8 językami, wykładowcą kilku wyższych uczelni, członkiem Akademii Francuskiej i prezesem Towarzystwa Literatów i Dziennikarzy, pozostaje w całkowitym zapomnieniu. Kto z ludzi urodzonych po wojnie pamięta Ossendowskiego – polskiego pisarza, który ukrył skarby mongolskich mnichów? Przed wojną książki Ossendowskiego robiły prawdziwą furorę, a jego sensacyjna książka „Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów” była autentycznym światowym bestsellerem. Wydawano ją 142 razy i przełożono na 19 języków.

Kiedy Ferdynand Antoni Ossendowski wkroczył na literackie salony międzywojennej Polski, był już człowiekiem dojrzałym i mocno doświadczonym przez życie. Przeżył rewolucję w Rosji i brał udział w wojnie domowej po stronie białych. Sam z pewnością nie zdawał sobie sprawy, jak te wydarzenia zaważą na jego życiu, a raczej na śmierci. O tym bowiem będziemy mówić – o śmierci dziwnej i zagadkowej, o śmierci, która dokonała się zgodnie z przepowiednią, jak w antycznej tragedii.

oss2Przyjrzyjmy się jednak faktom: wybucha rewolucja w Rosji, Ossendowski, geograf i przyrodnik, absolwent Uniwersytetu w Petersburgu i paryskiej Sorbony, wyrusza na Wschód. Jest uczonym, pasjonatem, którego interesuje Centralna Azja, a szczególnie Mongolia. Tam przeżywa pierwszą metamorfozę – jeden obrót koła historii i dwóch rosyjskich oficerów przemieniło uczonego w awanturnika i żołnierza. Wobec wydarzeń takich jak rewolucja nie sposób przyjąć biernej postawy. Jest się za albo przeciw. Ossendowski był przeciw.

Na początku pobytu w Azji los zetknął go z postacią dziwną i tragiczną – z admirałem Kołczakiem. Został doradcą jego armii i członkiem utworzonego przez niego rządu. Kiedy bolszewicy rozbili tę armię i zlikwidowali rząd, Ossendowski przedostał się przez granicę mongolską i postanowił przemierzyć Azję Centralną, aby dostać się do brytyjskich posiadłości na południu kontynentu. W Mongolii spotkał barona majora Romana Ungern von Sternberg, bałtyckiego Niemca w służbie rosyjskiej, który zafascynowany kulturą Wschodu postanowił zrealizować fantastyczny i utopijny plan stworzenia wielkiego państwa mongolskiego, na którego czele wzorem Tamerlana czy Czyngis-chana stanąć miał on sam. Wbrew faktom i zdrowemu rozsądkowi Ungern von Sternberg ogłosił się chanem Mongolii.

Ossendowski doskonale znający geografię i miejscowe języki został jego zaufanym politycznym doradcą, ekspertem i osobistym powiernikiem. Polskiemu pisarzowi, „profesorowi” – jak nazywano go w oddziale – powierzono tajną misję nawiązania kontaktów z Pekinem, Japonią, a nawet z USA. Czy misja się powiodła? Nie wiemy, szczegóły i okoliczności tych wydarzeń do dziś pozostają tajemnicą. Równie tajemnicze są losy legendarnego carskiego skarbu przekazanego pod opiekę Ungerna przez generała Kołczaka. Skarb stanowiący kasę białej armii, dodatkowo uzupełniony przez lamaickie dobra i kosztowności z buddyjskich klasztorów, zniknął ukryty gdzieś w stepach Mongolii. Gdzie? Nie wiadomo.

un1Ungern von Sternberg być może był szalony, ale nie na tyle, by nie spostrzec, że nadchodzące czasy należą do bolszewików, a nie do niego. Zagarnięte złoto chciał wywieźć za granicę. Ossendowski, który pojawił się w oddziale, był dla niego cieniem nadziei, nadziei na uratowanie życia i skarbów. Znajomość geografii i miejscowych języków to była wiedza, której baron von Sternberg potrzebował najbardziej; dzięki niej chciał wydostać się z Azji. Niestety nie przemyślał do końca swoich posunięć. Z natury okrutny i najprawdopodobniej obłąkany zrażał do siebie wszystkich i ryzykował życie własne i podwładnych. Zgubiła go pycha. Ogłoszenie się chanem Mongolii to było dla czerwonej Rosji stanowczo za dużo. Bolszewicy wytropili i schwytali barona. Został osądzony i rozstrzelany w 1921 roku. Po jego śmierci wszyscy byli zgodni co do tego, kto zna losy skarbów – Ferdynand Antoni Ossendowski. On sam stanowczo temu zaprzeczał, mimo że pojawili się świadkowie twierdzący, jakoby von Sternberg polecił Ossendowskiemu ukryć złoto.

Po rewolucji i wojnie Ferdynand Ossendowski znalazł się w Polsce. Tu nastąpiła jego następna metamorfoza – został pisarzem i dziennikarzem. Sprawa ukrytego w Mongolii złota pozostawała na marginesie jego życia, przemieniona w pół bajkę, pół sen. Sam Ossendowski nigdy nie powracał w rozmowach do tamtych czasów, niekiedy tylko wspominał o tym, że lama w jednej z wiosek przepowiedział śmierć jego i Romana Fiodorowicza. Ungern miał żyć jeszcze szesnaście tygodni, a on – Ossendowski – miał umrzeć dopiero wtedy, kiedy baron mu o tym przypomni. Była to anegdota, zabawna historyjka do opowiadania znudzonym damom. Pisarz żartował, że będzie żył wiecznie.

W czasie wojny Ossendowski opuścił Warszawę i zamieszkał w dworku państwa Witaczków w Żółwinie. Prawdopodobnie stało się to już podczas walk powstańczych w 1944 roku. Od tej chwili życie Ferdynanda Antoniego Ossendowskiego zamieniło się w wielką zagadkę. Ossendowski – człowiek w sile wieku, ale zmęczony życiem i schorowany, czeka na śmierć. Przed żółwiński dworek pełen uciekinierów z płonącej Warszawy zajechała pewnego dnia pokryta ochronnym brezentem limuzyna. Z samochodu wysiadł młody oficer w stopniu porucznika, wszedł na ganek i zapytał o Ossendowskiego. Potem się przedstawił. – Nazywam się Ungern von Sternberg – powiedział. Następnego dnia, 3 stycznia, Ferdynand Antoni Ossendowski zmarł na skutek poważnych dolegliwości żołądka.

Dwa tygodnie później Armia Czerwona wkroczyła do Warszawy. W nocy z 17 na 18 stycznia przed żółwiński dwór podjechało kilka samochodów z funkcjonariuszami NKWD. Teren otoczono, a mieszkańców wyciągnięto z łóżek i wyprowadzono na zewnątrz. Rosjanie z bronią gotową do strzału wtargnęli do środka. Przeszukali wszystkie pomieszczenia od strychu po piwnice.

Gdzie wróg ludu Ferdynand Antoniewicz Ossendowskij? Nu kak eto, jewo niet? Przerażeni mieszkańcy wyjaśniali, że niedawno zmarł i jest pochowany na milanowskim cmentarzu. Rosjanie nie wierzyli, ale pozostawiając kilku swoich, ruszyli sprawdzić informację, zabierając ze sobą ściągniętego z łóżka grabarza. Za pomocą kilofów i łopat niemałym wysiłkiem rozkopano przemarzniętą na metr ziemię, wyciągnięto trumnę i odbito wieko. Najstarszy stopniem oficer wyciągnął ze skórzanej raportówki zdjęcie pisarza i z uwagą przyglądał się nieboszczykowi. Aby mieć pewność, sprowadzono siłą dentystę i po dokonaniu identyfikacji i wykonaniu serii fotografii kazano zamknąć wieko i zasypać mogiłę. Niezadowoleni enkawudziści odjechali z niczym, a tajemnica skarbu szalonego barona pozostaje do dziś niewyjaśniona. (Michał Radoryski)

Aharta to kraina w głębinach ziemi, której mieszkańcami są spadkobiercy Atlantów – tak mówią o nich apokryfy tybetańskich lamów. W swojej książce „Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów” Ferdynand A. Ossendowski przytacza rozmowę z jednym z lamaickich mnichów:

zh66x

[…] W tym miejscu książę Czułtun – Bejle dodał:
– Jest to państwo Aharty. Rozciąga się ono przez wszystkie podziemia świata. Słyszałem jednego uczonego kanpo z Chin, opowiadającego, że podziemia Ameryki są zamieszkane przez starożytny lud, który ukrył się pod powierzchnią ziemi. Tymi podziemnymi ludami rządzą obrani przez nich królowie, którzy najwyższą władze i kierownictwo przyznają Władcy Świata. Czyż jest w tym coś dziwnego? Czyż wy, Europejczycy, nie wiecie, że w oceanie Zachodu [Ocean Atlantycki] była olbrzymia ziemia, która znikła w otchłani wraz z miastami i ludźmi?! Znikała jednak stopniowo. Ludzie więc potrafili uratować się przechodząc do podziemi. W głębi jaskiń pała osobliwy ogień, przy świetle którego proso i jarzyny wydają obfite urodzaje, a życie staje się długie i bezbolesne. […]

Dalej zaś Ossendowski pisze: Bibliotekarz długo szperał na półkach z foliałami i zwojami bibuły, aż wreszcie wyjął jedną księgę i zaczął uważnie przewracać jej karty.

31a01-5149303223944881764

– Niech pan posłucha! – szepnął. – Przez cały rok Władca Świata kieruje pracami pandita i goro w Aharty. Czasami, w chwilach jemu tylko znanych, oddala się do najgłębszej świątyni, gdzie w trumnie z czarnego agatu złożone są balsamowane zwłoki poprzedniego władcy. Gdy do tej zawsze ciemnej jaskini wchodzi Brahytma, na ścianach zapalają się znaki ogniste, na grobie zjawia się płomienny język. Natychmiast ukazuje się przy zwłokach czarna postać najstarszego goro z zasłoniętą twarzą i z rękami, ukrytymi pod płaszczem. Ten goro nigdy nie ukazuje swego oblicza i głowy, bo jest to głowa szkieletu o żywych oczach i mówiącym języku. Włada on możnością łączenia się z duszami zmarłych, a nosi imię Marzy, co znaczy – książę śmierci…

Władca świata zaczyna się modlić, później zaś zbliża się do grobu i wyciąga do niego ręce. Wówczas znaki ogniste wznoszą się wyżej. Płomienie na ścianach i sklepieniach jaskini gasną i znowu się zapalają, przeplatają się i drżą, tworząc znaki tajemniczej pisowni waten. Z trumny zmarłego władcy zaczynają wypływać i kołysać się w powietrzu strugi przezroczystego światła, ledwo dostrzegalnego. Są to myśli zmarłego. Po chwili postać żyjącego władcy spowita jest tymi strugami, a znaki ogniste układają inne wyrazy, mówiące o woli Boga. Brahytma w takiej chwili łączy się niewidzialnymi więzami z duszami ludzi, którzy mają wpływ na losy i życie całej ludzkości: królów, chanów, arcykapłanów, wodzów i uczonych; poznaje ich myśli i zamiary. Jeżeli są one zgodne z wolą Boga, Władca Świata dopomoże im potęgą swojej wiedzy, jeżeli zaś te plany są wrogie Bogu, doprowadzi je do zguby. Tę siłę dała Wielkiemu Nieznanemu najwyższa magiczna nauka – Om, której nazwą rozpoczynamy wszystkie nasze modlitwy. Om – jest to imię starożytnego człowieka świętobliwego, pierwszego goro, który poznał Boga i nauczył ludzkość radości, wiary, nadziei i miłości. On też oddzielił dobro od zła i pierwszy rozpoczął walkę ze złem. Za to Bóg dał mu poznanie nauki, którą ludzie zowią Om.

Gdy Władca skończy niemą rozmowę ze zmarłym, zwołuje wielką radę Boga i poddaje jej sądowi czyny i zamiary ludzi, wspomaga je lub niszczy, a Mahytma i Mahynga znajdują dla nich miejsce w łańcuchu przyczyn i celów, kierujących światem. Po skończonej Radzie, Władca Świata wstępuje do świątyni i pogrąża się w samotnej modlitwie. Na ołtarzu zapala się wielki ogień, stopniowo ogarniający cały ołtarz, a z płomieni tworzy się oblicze Boga. Władca Świata przedstawia mu wyroki rady Boga i otrzymuje wskazówki od Wszechmocnego. Gdy Brahytma powraca ze świątyni, podobny jest do promiennego widma, przed którym gaśnie słońce.

– Czy ktoś z żyjących widział Władcę? – zapytałem.
– Tak! – odparł lama. […]
– Gdzieś na północy istnieje jeszcze wymierający szczep, który przed wiekami opuścił Aharty. Kapłani tego szczepu posiadają władzę nad duchami, unoszącymi się w powietrzu.

Lama umilkł, a po chwili, odpowiadając na moje myśli, ciągnął dalej:
– W Aharty panditowie zapisują na tabliczkach z agatu i nefrytu całą naukę, istniejącą pod ziemią, na ziemi i na dalekich gwiazdach. Chińscy uczeni – buddyści wiedzą o tym. Ich nauka jest najdonioślejsza z nauk ludów, żyjących na powierzchni ziemi. Dlatego co 100 lat na odosobnionym brzegu morza zbiera się stu chińskich mędrców, do których przypływają stare żółwie żyjące po 8000 lat. Na ich tarczach mędrcy notują wszystkie wyniki nauki w ciągu ubiegłego stulecia, potem żółwie powracają do Aharty.

Podczas jednego z takich spotkań, mędrzec Lo Shu otrzymał wiedzę o Magicznym Kwadracie.

1 2

Każde poziome, pionowe oraz ukośne zsumowanie cyfr z magicznego kwadratu, daje liczbę 15. Po środku chiński kwadrat magiczny narysowany przez nieznanego Tybetańskiego artystę. W centrum ilustracji znajduje się okrągła wersja kwadratu z napisami liczb w języku Tybetańskim. Figury zwierzęce przedstawiają dwanaście Chińskich znaków zodiakalnych, natomiast osiem czarnych przerywanych i ciągłych kresek na obrzeżach rysunku, to starochiński koncept filozoficzny, według którego siły przyrody można uprościć do ośmiu podstawowych elementów, reprezentowanych przez tzw. trygramy. Na zdjęciu po prawej, święta góra Kajlas.


Według legend i mitów Tybetańskich, gdzieś w wysokich Himalajach znajduje się wejście do świata wewnętrznego, zaś wnoszący się na wysokość 6714 m. n.p.m. szczyt Kajlas, jest świętą górą wyznawców czterech głównych religii dalekowschodnich: hinduizmu, buddyzmu, dżinizmu oraz bön. Hindusi wierzą, że góra Kajlas jest siedzibą boga Śiwy, który przebywa w jej wnętrzu w stanie metafizycznej medytacji (hibernacji). Bardzo zbliżone legendy odnośnie śpiących w skałach królach bądź rycerzach spotykamy w całej Europie i na myśl przychodzi nasz polski Giewont. Można zatem spekulować, że bóg Śiwa strzeże bramy do wnętrza ziemi znajdującej się w górze Kajlas.

W Sanskrycie słowo Kajlas oznacza kryształ, ponadto u podnóża góry znajdują się źródła wielkich rzek Azji: Indusu i jego dopływu Satledz oraz Brahmaputry. Pomimo stosunkowo niewielkiej wysokości w porównaniu z innymi himalajskimi kolosami w pobliżu, Kajlas uszanowano do tego stopnia, że w oficjalnych danych nie odnotowano żadnego jej zdobycia.

Wybitny alpinista Reinhold Messner, otrzymał od władz chińskich pozwolenie na zdobycie szczytu w połowie lat 80–tych XX wieku, ale odmówił i być może kierował się przekazami Tybetańskimi, które mówią, że na szczyt może wejść tylko człowiek wolny od grzechu ? Inny znany alpinista Austriak Herbert Tichy, nosił się z zamiarem wejścia na Kajlas w 1936 roku, ale po zapoznaniu się z powyższym ostrzeżeniem również zdecydował się nie kusić losu.

Kajlas jest zatem najświętszą górą na ziemi, zaś nieopodal szczytu znajduje się także czczone przez wyznawców hinduizmu i buddyzmu święte jezioro o nazwie Manasarowar, czyli jezioro Umysłu, nad którym w tajemniczy sposób pojawił się w 5 wieku p.n.e. Budda.

W Tybetańskiej mitologii i folklorze, kluczową rolę odgrywa tajemniczy i nieuchwytny człowiek śniegu potocznie zwany „Yeti”, i być może jest on produktem bujnej fantazji tubylców, ewentualnie nieznanym gatunkiem małpy lub niedźwiedzia aczkolwiek, niektórzy himalaiści podczas wspinaczek, natrafili na pokaźnych rozmiarów odciski stóp człekokształtnej istoty. Podobno Yeti żyje na wysokości ponad 5000 m n.p.m., w miejscach odludnych, pokrytych wiecznym śniegiem i w większości dotąd nie zbadanych, w których nie występuje żadne pożywienie roślinne i zwierzęce.

Sądzę że Yeti naprawdę istnieje i zagadkę jego pochodzenia oraz miejsca zamieszkania, można rozwiązać biorąc pod uwagę brak pokarmu w wysokich górach Himalajskich, i ten bardzo istotny szczegół wskazuje, że domem Yeti są wnętrza gór, a dokładnie podziemny świat Agharty, bo jak książę Czułtun – Bejle wspominał: „W głębi jaskiń pała osobliwy ogień, przy świetle którego, proso i jarzyny wydają obfite urodzaje, a życie staje się długie i bezbolesne”.

Region góry Kajlas jest pierwotnym centrum wyznawców religii Bon, i na długo przed pojawieniem się Buddyzmu, wyznawcy Bon hołdowali legendę, że Kajlas jest zbudowany w kształcie dziewięciu piętrowej swastyki i jest sklepieniem nieba, centralnym punktem ziemi oraz siedzibą największej siły duchowej znanej człowiekowi. Warto więc przypomnieć, że słowo swastyka pochodzi z sanskrytu i oznacza szczęście w związku z tym, ekspedycja naukowa III Rzeszy Niemieckiej w 1938 roku do tego regionu daje dużo do myślenia, bo symbolem Niemców była również swastyka.

W kulminacyjnym momencie II wojny światowej, doszło do bardzo tajemniczego wydarzenia z udziałem Tybetańczyków. Wkraczający do Berlina żołnierze armii Czerwonej, odkryli w jednym z domów ciała sześciu mnichów buddyjskich leżących w kole, po środku zaś leżał siódmy mnich, ale tego od reszty wyróżniały zielone rękawiczki na dłoniach. Wszystko wskazywało na to, że mnisi popełnili zbiorowe samobójstwo. Przez następne kilka tygodni w innych częściach miasta Rosjanie znajdują setki innych martwych mnichów Tybetańskich ubranych w mundury formacji zbrojnej SS.

Tyle z mitologii oraz historii odnośnie świętej góry Kajlas i na uwagę zasługuje zbliżony do piramidy kształt góry, a jak wiemy piramidy były wznoszone w każdych zakątkach ziemi. W jakim celu, trudno jest sprecyzować. Bardzo podobne formacje skalne, można spotkać również na Antarktydzie i jak niektórzy przypuszczają, Antarktyda jest oryginalną Atlantydą, która była kiedyś oazą życia, ale w skutek jakiś katastrofalnych zmian, pokryła się wiecznym lodem niemniej jednak, pod lodowcami znajdują się ponoć ruiny bardzo zaawansowanej antycznej cywilizacji. W kontekście Antarktydy pojawia się istotny wątek Niemiecki, ponieważ III Rzesza w 1938 roku, wysyła na Antarktydę ekspedycję i w Nowej Szwabii (obecnie ziemia królowej Maud), Niemcy zakładają bazę i prowadzą tajemnicze badania naukowe.

1 2Na zdjęciu obok jedna z rzekomych piramid znajdujących się na Antarktydzie i zachodzi pytanie, czy jest to dzieło inteligentnych istot, a może jednak siła natury stworzyła ten unikat geologiczny ? Błyskawiczne zlodowacenie niegdyś zielonego i tętniącego życiem kontynentu Antarktycznego, mogą potwierdzać zielono/błękitne formacje lodowe, które do złudzenia przypominają fale oceanu. Relatywnie niedawno, doszło zatem do gwałtownego ochłodzenia klimatu i zlodowacenia północnych oraz południowych regionów ziemi, i świadczą o tym znalezione na Syberii zamarznięte Mamuty. Naukowcy po bliższych oględzinach odkryli w paszczach mamutów, nie przeżutą świeżą trawę co może sugerować, że te bardzo odporne na niskie temperatury zwierzęta, zamarzały dosłownie w kilka sekund.

Antarktyczne i Arktyczne anomalie geologiczne i biologiczne rzucają nowe światło odnośnie dawnego ciepłego klimatu dzisiejszych polarnych regionów ziemi. Ale hipoteza nabierze głębszego sensu, gdy przypomnimy sobie, że największą podbiegunową północną wyspę Wikingowie nazwali Grenlandią (zielona wyspa), i zrobili to nie bez powodu, bowiem ci ludzie byli nie tylko odważni, ale praktyczni, dokładni i bardzo inteligentni i nazywali odkryte krainy od specyficznego ukształtowania terenu, występującej fauny bądź flory. Obfita zieleń tej ogromnej polarnej wyspy, z pewnością zaskoczyła Wikingów do tego stopnia, że dali jej nazwę Grenlandia i nie rosły tam zwykłe arktyczne porosty i mchy skalne, lecz konkretne lasy iglaste.