Wszystkie wpisy

Przyrody nigdy nie oszukasz

Jak dobrze wiemy, feministki nie grzeszą urodą i mądrością, ale dopóki nie przemawiają to pół biedy. Niestety dla przeciętnych kobiet te kretynki są źródłem absolutnej prawdy i w rezultacie, normalne kobiety bredzą później kompletne farmazony i przynoszą wstyd całej rasie ludzkiej. Zbałamucone feminizmem kobiety, nie potrafią wówczas ogarnąć swoimi móżdżkami na jakich zasadach funkcjonuje rynek pracy oraz inne podstawowe struktury państwowe i gospodarcze, a gdy zaczną wygłaszać swoje opinie odnośnie etyki i moralności lub religii, to włosy dęba na głowie stają i człowiek traci wiarę w przyszłość inteligentnego homo sapiens na ziemi.

Feministki i już większość kobiet mają największe żale związane z rzekomą dyskryminacją pod względem płac i twierdzą, że mężczyźni celowo poniżają kobiety w pracy i gwałcą ich prawa do równych zarobków. Nikt kobiet jednak nie dyskryminuje i wyjaśnienie tej kwestii jest banalnie proste, aczkolwiek dysproporcje pomiędzy zarobkami mężczyzn i kobiet faktycznie istnieją, ale są one podyktowane wyłącznie specjalizacjami zawodowymi obu płci.

Zanim jednak pojąłem w czym leży szkopuł z domniemaną różnicą płac, to byłem w pełni przekonany, że kobietom przysługują odrębne mniejsze stawki godzinne i większe dla mężczyzn, ale po głębszym zastanowieniu się stwierdziłem, że nic takiego nie istnieje, bo nauczycielka i nauczyciel, żeński i męski pracownik biurowy otrzyma dokładnie takie samo wynagrodzenie. Jeżeli jednak zsumujemy roczną pensję wymienionych pracowników, to kobietom prawie zawsze wyjdzie mniej. W rozwiązaniu tego na pozór kontrowersyjnego zagadnienia, bardzo pomocny był niniejszy film.

Nie ulega wątpliwości, że mężczyźni są fizycznie silniejsi od kobiet i podejmują cięższe i bardziej ryzykowne zatrudnienie przez co lepiej płatne np. w górnictwie, hutnictwie, transporcie, obróbce metali itp. Ponadto mężczyźni są obdarzeni wyższym intelektem niż kobiety i w tak świetnie opłacanych zawodach umysłowych jak inżynier, lekarz lub prawnik mężczyźni stanowią większość.

Natomiast kobiety są fizycznie słabsze i nie posiadają twórczego rozumu mężczyzn wobec tego, podejmują pracę w zawodach łatwiejszych i prostszych, a tym samym mniej płatnych. Domeną zawodową kobiet są zatem niższe stanowiska administracyjne, w służbie medycznej pielęgniarskie, w edukacji nauczycielskie i naturalnie opieka nad dziećmi w przedszkolach, żłobkach oraz obsługa klientów w sklepach i restauracjach zostały zdominowane przez kobiety.

Sporadycznie spotkamy kobietę lekarza, ale nigdy chirurga, znajdzie się też kobieta inżynier i odpowiednio spotkamy mężczyznę pielęgniarza lub kasjera niemniej są to wyjątki od reguły i podział ról zawodowych na stricte męskie i kobiece i dysproporcje zarobkowe z tym związane były i nadal będą istnieć i nic tego naturalnego stanu rzeczy nigdy nie zmieni. Wyższe zarobki mężczyzn, są tak naprawdę pochodną anatomii i fizjologii człowieka czyli przyroda odgrywa w tej kwestii kluczową rolę, a przyrody nikt na dłuższą metę jeszcze nie oszukał.

Aczkolwiek feministki i spory segment zwykłych kobiet starają się wprowadzić w błąd potężną matkę przyrodę i upodabniają się zewnętrznie do mężczyzn i ścinają włosy, ubierają spodnie oraz stosują farmakologiczną zmianę płci, w formie męskiego hormonu testosteronu i później na ulicy lub w telewizji mamy do czynienia z istnymi potworami. W skrajnych przypadkach feministyczne idiotki poddają się chirurgicznej zmianie płci, która polega na amputacji piersi i przyszyciu penisa z trupa. Powierzchowna transformacja kobiety w mężczyznę na tych drastycznych zabiegach się kończy i choćby dziwoląg zapuścił brodę, to wewnątrz nadal będzie kobietą, bo zastąpienie genów żeńskich w męskie jest niemożliwe do przeprowadzenia.

Wracając do tematu. Podobnie kształtuje się też wyższa edukacja i na kierunki techniczne, medyczne, prawnicze wymagające analitycznego i cierpliwego rozumu grawitują mężczyźni, natomiast kobiety preferują pedagogikę lub kierunki administracyjne oraz inne pokrewne.

Kobiety mają więc wolny wybór do wyższej edukacji technicznej, prawniczej lub medycznej i nie istnieją żadne przeszkody aby kształciły się na wspomnianych ścisłych kierunkach. Generalnie kobiety jednak tego nie robią i do nikogo nie powinny mieć pretensji z powodu niższych zarobków.

Żelazne prawa przyrody ponownie się odzywają i możemy dojść do logicznej konkluzji, że mężczyźni są stworzeni do budowania cywilizacji, zaś kobiety do opieki nad potomstwem a człowiek do przeżycia potrzebuje dachu nad głową, dostępu do czystej wody, ciepła i energii elektrycznej i tylko mężczyźni potrafią te rzeczy tworzyć i budować  w związku z czym, siła mięśni i twórczy rozum będzie zawsze bardziej doceniany i lepiej opłacany. Ludzie są w końcu cząstką przyrody i pomimo chwilowego sztucznego zachwiania różnic płciowych, nadal postępujemy w mniejszym lub w większym stopniu, według naszego pierwotnego instynktu. Człowieczeństwo powróci do męstwa i prawdziwej kobiecości i bierzmy przykład z przyrody.

W świecie zwierząt nie spotkamy więc żadnych ludzkich wynaturzeń i jeśli tak można powiedzieć, w sferze intymnej rola samca i samicy w „dzikiej” przyrodzie jest ściśle przestrzegana i dzięki temu, zwierzęta są piękne pod każdym względem. Samiec potrafi wówczas zbudować misternie utkane gniazdo i my również możemy osiągnąć status Bogów, jeżeli będziemy słuchać przyrody.

Genialny architekt Wikłacz złotogłowy, po zbudowaniu pięknego gniazda, zaprasza na oględziny domu wybrankę serca i jak widzimy, samiczce przypadł do gustu efekt pracy samca i niebawem złoży jajka.

W podstawowej logice i w biologii feministki są durne jak but, a jeszcze gorzej jest u nich z królową wszystkich nauk z elementarną matematyką i żeby dylemat z różnicami płac raz na zawsze wyjaśnić, trzeba użyć arytmetyki na poziomie trzeciej/czwartej klasy szkoły podstawowej. Proponuję zastosować proste dodawanie następnie dzielenie i wynik prawdę ci powie.

Najlepiej było by przeprowadzić krótką ankietę wśród stu mężczyzn oraz stu kobiet w sile wieku i zanotować ich miesięczną pensję i po wykonaniu obliczeń otrzymamy wówczas magiczną średnią zarobków danej grupy ludzi i gwarantuje wam, średnia zarobków stu mężczyzn będzie większa niż stu kobiet. Z twardymi liczbami nie można polemizować, aczkolwiek feministki zawsze znajdą jakiś debilny kontrargument i zaplują się w jego obronie na śmierć, co by z pewnością wyszło na dobre matce ziemi i reszta normalnego człowieczeństwa odczuła by natychmiastową ulgę.

Wyższa średnia zarobków mężczyzn, obowiązuje w każdym jednym państwie na świecie, nawet w kompletnie sfeminizowanej Szwecji, w której doszło do dyskryminacji zawodowej mężczyzn. W ramach skrajnej ideologii feministycznej, Szwedzki rząd stosuje limity i kwoty w zatrudnieniu wykwalifikowanych mężczyzn w związku z czym, zakłady pracy są zmuszone pod groźbą kary finansowej lub innych sankcji prawnych, zatrudniać kobiety na stanowiska przeznaczone dla mężczyzn.

System gospodarczy, ekonomiczny oraz tkanka społeczna, nie udźwignie tego ciężaru i na naszych oczach Szwecja gnije od wewnątrz i niebawem ten kraj runie, bo marginalizacja mężczyzn w zakładach pracy spowoduje regres cywilizacyjny i naród cofnie się do epoki kamienia łupanego. Być może dopiero wtedy krew Wikingów ponownie w tych ludziach się odezwie ?

Na średnią płac kobiet decydujący wpływ ma czynnik biologiczny i kobiety częściej chorują, przechodzą cykliczne „dolegliwości” i biorą wówczas wolne. Kobiety oczywiście zachodzą w ciąże i przebywają na długim urlopie macierzyńskim w trakcie którego, otrzymują pensję w około 80 % oryginalnej i to wszystko razem wzięte, zmniejsza średnią zarobków wszystkich zatrudnionych kobiet w stosunku do średniej mężczyzn.

Pomimo logicznych argumentów i liczb feministki są jednak ciągle przekonane, że istnieje spisek podłych mężczyzn wymierzony w płeć żeńską w kontekście rzekomej ogromnej przepaści w zarobkach kobiet, a kobiety według feministek są równe mężczyznom pod względem kwalifikacji zawodowych, siły fizycznej oraz zdolności umysłowych. W praktyce sprawa wygląda zupełnie inaczej i realia życia, a dokładnie rynek pracy koryguje i obala feministyczne głupoty.

W systemie kapitalistycznym każda firma pragnie osiągnąć coraz większy zysk ze sprzedaży swoich produktów lub usług i niestety najczęstszą strategią na zwiększenie dochodu, jest zatrudnianie taniej siły roboczej. Mając na uwadze feministyczną tezę, że kobiety potrafią robić to samo co mężczyźni, a nawet lepiej i zarabiają mniej, zachodzi bardzo nurtujące pytanie: Dlaczego firmy nie zwalniają masowo lepiej opłacanych mężczyzn i na ich miejsce nie angażują do pracy wyłącznie tańszej, kobiecej siły roboczej ? Pracodawcom nie uszła by przecież uwadze, tak znakomita okazja na zwiększenie zysku. Zgodnie z założeniami feministek i kierując się pragmatyzmem finansowym, kobiety już dawno powinny opanować większość miejsc pracy w przemyśle i w innych kluczowych gałęziach gospodarki.

Do tego nie doszło, co bezapelacyjnie potwierdza, że płace kobiet i mężczyzn są na tym samym poziomie, a nawet gdyby kobiety zarabiały ¼ pensji mężczyzn, to żaden poważny zakład przemysłowy nie zatrudni kobiet w ciężkiej pracy fizycznej i umysłowej, ponieważ kobiety nie są tak wydajne i produktywne jak mężczyźni. Zakłady pracy zdominowane przez kobiety prędzej czy później zbankrutują, chyba że są dotowane funduszami państwowymi, a to drastycznie zwiększa zadłużenie kraju i prowadzi w dłuższej perspektywie czasu do krachu finansów całego państwa.

A jeżeli jest już mowa o katastrofach tych mniejszego kalibru, to warto dodać, że mielibyśmy w tej coraz bardziej zaawansowanej technicznie cywilizacji, o połowę mniej poważnych wypadków drogowych, gdyby kobietom odebrano prawo do kierowania aut. Bo największe niebezpieczeństwo na ulicy stanowią kobiety, które zamiast skupić swoją uwagę na prowadzeniu samochodów lajkują zdjęcia piesków, kotków bądź butów na smart fonach lub poprawiają makijaż albo robią sobie tzw. selfies.

Wracam więc z moimi rozważaniami do punktu wyjścia, czyli do ludzkiej biologii, i zakaz prowadzenia aut przez kobiety w wielu państwach arabskich jest bardzo słuszny i rozsądny i nie jest podyktowany męskim szowinizmem jak to wielu sądzi. Mądra przyroda sugeruje tym ludziom, że kobieta podczas swoich regularnych „dolegliwości” nie jest zdolna operować maszyn i nikt o zdrowych zmysłach, nie pozwolił by kobiecie sterować samolotem pasażerskim, a przekazanie władzy w państwie kobietom, to istny holokaust i armagedon z czym mamy do czynienia w państwach rządzonych przez kobiety tj. Niemcy, Szwecja i de facto całą Europę zachodnią kobiety, a dokładnie feministki ciągną w dół.

Święty cykl przyrody, a tym samym zachowanie zdrowia umysłowego podpowiada również arabskim mężczyznom, że kobiety podczas okresu trzeba koniecznie unikać, a najlepiej izolować od reszty rozumnej cywilizacji i oni tak ciągle postępują. Ta zasada w szczątkowej formie istniała relatywnie niedawno nawet w Polsce, gdy podczas mszy, lewa strona ławek w kościołach była przeznaczona wyłącznie dla kobiet.

O mały włos w największym mocarstwie w historii człowieka w USA, do władzy doszły by tępe feministki, ale przypuszczam, że przyroda w tym przypadku subtelnie interweniowała i zwyciężył mężczyzna z krwi i kości. Pozdrawiam.

„Błękitna krew”

Ludzie od niepamiętnych czasów ze złota i srebra bili monety i produkowali z tych metali piękne ozdoby jubilerskie, lecz kiedyś w prehistorii szlachetne metale spełniały funkcje stricte terapeutyczne, zwłaszcza bardziej dostępne i tańsze srebro wykorzystywano w celach leczniczych. Oczywiście złoto i srebro doskonale przewodzą energię elektryczną i znalazły szerokie zastosowanie we współczesnej elektronice, astronautyce oraz w innych gałęziach przemysłu.

W stosunku do przedstawicieli monarchii i arystokracji mówi się potocznie, że posiadają tzw. błękitną krew i podobno to ciekawe stwierdzenie zostało stworzone, ponieważ szlachetnie urodzeni nie musieli fizycznie pracować na polach i nie byli narażeni na palące promienie słoneczne wobec tego, ich skóra była nieskazitelnie białej karnacji i naczynia krwionośne były wówczas bardziej widoczne, a jak wiemy z własnej obserwacji tętnice i żyły na tle białej skóry wydają się koloru niebieskiego.

Tyle z materiałów oficjalnych odnośnie genezy synonimu błękitna krew, lecz pierwotnym źródłem tego określenia jest antyczna Grecja i kwestia jest bardziej skomplikowana, albowiem rola słońca była drugorzędna i inny czynnik, a właściwie konkretny element chemiczny miał kluczowy wpływ na powstanie terminu.

Tysiące lat temu ludzie cieszyli się o wiele lepszym zdrowiem niż współczesne człowieczeństwo, bo odżywiali się znacznie lepiej, z umiarem i żywność była doskonałej jakości. Aczkolwiek, zdrowy pokarm to połowa sukcesu i żelazną kondycję można sobie zapewnić dopiero wtedy, gdy weźmiemy pod uwagę czym i z czego jemy. Spójrzmy zatem na mądrych antycznych ludzi i zaczerpnijmy ich wiedzy akademickiej, a jeżeli nie mamy czasu lub chęci na klasyczną Grecką edukację, to na dobry początek naśladujmy chociażby ich maniery przy stole i wówczas każdy może osiągnąć status króla, bo w zdrowym ciele, zdrowy duch.

Antyczna Grecja jest kolebką największej mądrości naukowej i niesamowitego piękna artystycznego, ponadto Grecy byli najlepszymi żołnierzami w historii człowieka, i zdołali wspiąć się na absolutne wyżyny rozwoju intelektualnego, duchowego oraz wojskowego za sprawą srebra, którym co prawda kobiety się zdobiły, lecz w bogatszych domostwach ze srebra były sporządzone wszystkie talerze, kubki oraz sztućce w związku z tym,  podczas codziennych posiłków ze srebrnych zastaw kuchennych, Grecy połykali wraz z pokarmem mikroskopijne ilości srebra i dlatego antyczni Grecy byli mocarzami pod każdym względem.

Srebro posiada wspaniałe właściwości bakteriobójcze, antywirusowe oraz dezynfekujące i antyczni ludzie o tym wiedzieli, zaś później srebrne zastawy były już tylko symbolem statusu klasy bogatszej i srebro w nowożytnych czasach, jest wyłącznie ornamentem dekoracyjnym w biżuterii. Niemniej jednak, w Stanach zjednoczonych srebro w medycynie przechodzi ponowny renesans i zostało docenione jako najskuteczniejszy środek bakteriobójczy i wielu epidemiologów oraz biologów, nazywa srebro i jego związki: „Antybiotykiem bogatych ludzi”.

Lekarze coraz częściej nie są w stanie poradzić sobie z nowymi odmianami wirusów i bakterii. Przy pomocy antybiotyków bezskutecznie walczą z grzybami, drożdżami i innymi pasożytami atakującymi nasz organizm. Stajemy się coraz słabsi, a nasz system immunologiczny coraz częściej działa nieskutecznie. Mówi się: „Obecnie wielu chorób, o których myślano, że dadzą się wyleczyć antybiotykami, nie da się już leczyć, nawet przy pomocy nowych antybiotyków. Naukowcom brakuje zatem środków, którymi można by je zastąpić”. Dlatego też pojawiła się nowa teza, która głosi: „Lepszą taktyką byłoby całkowite zarzucenie antybiotyków na rzecz leków innego rodzaju”. W tym kontekście warto pomyśleć o srebrze.

Ponadto, srebro wspomaga leczenie przeziębień, kataru, kaszlu, grypy, anginy, zapalenia gardła, zatok, oskrzeli, płuc i innych infekcji bakteryjnych. Srebro uznaje się za unikalne i efektywne we wzmacnianiu ludzkiego systemu odpornościowego i w porównaniu z antybiotykami nie osłabia wątroby oraz nie niszczy flory bakteryjnej układu pokarmowego (jelit).

W medycynie Ayurwedyjskiej Indii srebro przepisuje się, aby podbudować siłę i żywotność organizmu. Srebro stosuje się, aby zwalczyć chroniczną gorączkę i słabość, leczyć zapalenie jelit, problemy z woreczkiem żółciowym, zgagę, nadmierne krwawienia menstruacyjne, oraz zaburzenia czynności wątroby i śledziony. Lekarze ayurwedyjscy wykorzystywali właściwości lecznicze metali od tysięcy lat do oczyszczania i wzmacniania organizmu. Ayurweda twierdzi, że czyste metale stosowane na skórę wywołują reakcję elektromagnetyczną, działając na komórki i głębiej położone tkanki.

Używanie przez dłuższy okres czasu srebrnych sztućców, talerzy bądź pucharów wiąże się jednak z pewnym problemem, ale nie ze względu na wysoką cenę srebra, bowiem raz zakupione srebrne talerze lub sztućce wystarczą na całe życie. Dylemat polega na tym, że wieloletnie spożywanie potraw ze srebrnych zastaw, powoduje odkładanie się srebra pod skórą i nadaje ciału barwę szarawą, często wchodząca w błękit. Stąd też zwrot „błękitna krew” odnośnie przedstawicieli monarchii, arystokracji oraz bogatych elit i zawdzięczamy to określenie antycznym Grekom.

Przeciętny człowiek raczej nie pozwoli sobie na kupno srebrnych zastaw, ale prawie każdy z nas może prewencyjnie korzystać z dobrodziejstw leczniczych tego szlachetnego metalu, nosząc na palcach srebrny pierścionek lub sygnet, łańcuszek na szyi albo kolczyki w uszach.

  • Marynarze na dawnych żaglowcach, do beczek z pitną woda wrzucali małe srebrne monety i woda przez cały okres długich rejsów w tropikalnych warunkach była zdatna do spożycia. Aby zapobiec przedwczesnemu psuciu się mleka, co bogatsi przechowywali mleko w srebrnych naczyniach.
  • Jeszcze sto lat temu żeby uchronić swoje małe dzieci przed chorobami, matki dawały dzieciom do ssania srebrną łyżeczkę i w języku angielskim do dnia dzisiejszego na człowieka zdrowego, inteligentnego lub bogatego mówi się: „Urodzony ze srebrną łyżeczką w ustach”. Odpowiednikiem tego przysłowia w polskim słownictwie, jest sentencja: „Być w czepku urodzonym”.
  • Epidemia dżumy potocznie zwana czarną śmiercią, zdziesiątkowała uboższe warstwy społeczeństwa w średniowiecznej Europie. Wprawdzie zaraza atakowała wszystkich bez wyjątku, jednak wśród możnowładców i arystokracji odnotowani znaczniej mniej zachorowań niż wśród przedstawicieli niższych stanów społecznych. Jedna z teorii mówi, że ludzie bogaci zwykli w tamtych czasach używać srebrnych zastaw stołowych i niewielkie ilości tego kruszcu, który z każdym posiłkiem przedostawał się do ich organizmów, podniósł odporność na tą śmiertelną chorobę i generalnie wzmocnił ich układ immunologiczny.
  • Oprócz srebra jeszcze skuteczniejszym lekiem jest złoto, lecz ze względu na astronomiczną cenę tego metalu, tylko arcybogaci mogą sobie pozwolić na kurację złotem, która niekiedy polega na obsypywaniu lepszych potraw drobno sproszkowanym złotem. Aczkolwiek, prawie każdy z nas posiada w domu złotą obrączkę lub skromny pierścionek i bolesny obrzęk skóry powiek zwany jęczmieniem, można wyleczyć pocierając powiekę złotą obrączką.
  • Także miedź ma wspaniałe własności antybakteryjne oraz antywirusowe i jeszcze niedawno w wielu domach posiłki przygotowywano wyłącznie na miedzianych patelniach. Piękne i bardzo wytrzymałe miedziane patelnie oraz garnki można było nabyć u cygańskich handlarzy. Warto więc nadmienić, że Cyganie pochodzą z subkontynentu Indyjskiego, a w Indiach odkryto właściwości lecznicze miedzi i do czasów współczesnych wielu hindusów używa miedzianych garnków lub patelni do przyrządzania potraw.
  • W antycznych Indiach, do odkażania wody w większych zbiornikach wodnych ludzie używali monet miedzianych.
  • Bardzo popularny zwyczaj wrzucania na szczęście monet do fontann lub stawów pochodzi bezpośrednio od Hindusów i w oryginalnej wersji służył im do odkażania pitnej wody ze stawów, rzek oraz innych zbiorników wodnych z których pobierali wodę nie tylko dla siebie, lecz także zwierzęta domowe z niej korzystały. Szczęście zapewniała im zatem zdrowa, czysta, pozbawiona bakterii woda, bo dawała życie i zdrowie ludziom oraz zwierzętom domowym. W Polsce tą prastarą tradycję podtrzymujemy w szczątkowej formie wrzucając na szczęście drobne monety do fontann i stawów, lecz straciliśmy sens tego czynu. Przypuszczam, że zwyczaj wrzucania monet do wody przynieśli ze sobą do Europy również Cyganie.

Jesteś tym, co jesz i z czego jesz i jeżeli zastosujemy chociażby skromną srebrną łyżeczkę do mieszania herbaty lub srebrny widelec i nóż podczas spożywania konkretnych posiłków, to wówczas jesteśmy na dobrej drodze do osiągnięcia optymalnego zdrowia fizycznego i umysłowego, ale żywność musi być najlepszej jakości i trzeba koniecznie zachować umiar w jedzeniu.

W kontekście mądrego odżywiania, zwierzęta mogą być dla człowieczeństwa wzorem godnym do naśladowania, zwłaszcza te dziko żyjące i drapieżniki, które są cudownie umięśnione, zwinne, smukłe oraz bardzo inteligentne i nie ulega wątpliwości, że każdy kto miał okazję zobaczyć biegnącego wilka, sokoła w locie lub wyskakującego z wody delfina był pod wrażeniem piękna tych zwierząt. Nie spotkamy zatem w dziczy otyłego zwierzęcia, albowiem żeby przeżyć w naturze, zwierzęta muszą zachować idealne proporcje ciała i nadzwyczaj sprawny mózg. Dzikie zwierzęta oczywiście nie używają srebrnych sztućców i talerzy, a mimo tego są bardzo zdrowe, posiadają przepiękne sylwetki oraz błyskotliwe rozumy.

Doskonałą kondycję fizyczną i umysłową wymienione drapieżniki i generalnie wszystkie dzikie zwierzęta zawdzięczają bardzo aktywnym poszukiwaniem pokarmu w trakcie którego, tracą sporo kalorii co przekłada się na wzrost apetytu. Już samo wytropienie zwierzyny łownej i znalezienie zielonej trawy w zimę wymaga użycia przez dzikie zwierzęta nie lada pomyślunku, lecz jeszcze większą inteligencją wykazują się gdy upolują ofiarę lub pod warstwą śniegu odkryją świeże pędy trawy. Najpierw dzielą się zdobytym pokarmem ze swoim potomstwem, następnie ze starszymi i słabszymi członkami watahy lub stada, ale prawdziwy geniusz dzikich zwierząt sprowadza się do tego, że nigdy nie jedzą do syta.

Zwierzęta na wolności podchodzą do pokarmu bardzo selektywnie i można odnieść wrażenie że one w tej kwestii wykazują się wyższym rozumem niż wielu ludzi. Dzikie zwierzęta zaspokoją swój natychmiastowy głód i na tym poprzestaną, nawet gdy zwierzyny łownej jest w nadmiarze, a czasem zmuszone są przejść kilkudniową głodówkę podyktowaną czynnikami naturalnymi lub związanymi z niszczycielską działalnością człowieka.

W przeciwieństwie do tzw. głupich zwierząt, na pozór rozumny współczesny człowiek, żre bez umiaru dosłownie to co mu do koryta nasypią, choć ma tyle wspaniałej i ekologicznej żywności do wyboru, natomiast srebrne sztućce i zastawy kuchenne są dla wielu staroświeckim anachronizmem i preferują plastikowe, nowoczesne teflonowe naczynia kuchenne.

Ociężałość fizyczna z racji pochłaniania ogromnych ilości pożywienia, w wielu przypadkach trującego z plastikowych naczyń, powoduje oczywiście mnóstwo chorób, ale jeszcze więcej spustoszenia wyrządza ludzkim mózgom i skutkuje apatią umysłową. Wygląd fizyczny wielu ludzi jest więc żałosny w efekcie czego, nie potrafią logicznie i krytycznie myśleć, ponadto są bardzo podatni na kretyńską indoktrynację polityczną i marketingową, która kładzie nacisk na żywność. Przyszłość homo sapiens stoi pod znakiem zapytania i jak tak dalej pójdzie, to niebawem dzikie zwierzęta wykształcą większą inteligencję niż człowiek i przejmą kontrolę nad światem.

Z pewnością mądre delfiny będą pierwsze, ale one żyją z dala od ludzkich oczu w wielkich oceanach i kontakt z tymi pięknymi ssakami jest utrudniony. Mamy jednak okazję spotkać na co dzień bardzo inteligentne dzikie zwierzęta w formie srok, kawek, wron i z absolutnymi geniuszami w świecie ptaków z pięknymi i tajemniczymi krukami, które od tysięcy lat były towarzyszami i wysłannikami Bogów, natchnieniem duchowym szamanów, wróżbitów, mędrców, wiedźm oraz czarownic.

Ptaki z gatunku krukowatych mogą potwierdzić, że srebro jest eliksirem życia, ponieważ sroki, szpaki, wrony i naturalnie kruki tak często kradną ludziom lśniące ozdoby, a zwłaszcza upodobały sobie srebrną biżuterię i nie reagują na błyskotki instynktownie, lecz te zwierzęta posiadają wiedzę naszych przodków i subtelnie nam ją przekazują. Czarne ptaki są łącznikami pomiędzy niebem a ziemią.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Błogosławieni cisi

Nie trzeba wierzyć w Boga, Maryję i nie musimy respektować przykazań chrześcijańskich, ale warto przejść się do kościoła i spędzić wewnątrz nawet jedną godzinę tygodniowo. Ze względów estetycznych, kościół i każdy budynek sakralny włącznie z meczetem, pozwala człowiekowi docenić kunszt artystyczny w formie pięknych obrazów, misternie wykonanych figur i architektury, lecz największym atutem kościołów, jest panująca w nich cisza, która daje wytchnienie od zgiełku i hałasu świata zewnętrznego. Szczególną moc duchową posiadają stare mroczne katedry gotyckie, kościoły barokowe oraz cerkwie.

Co prawda w Polsce brakuje zabytkowych kościołów i mamy nowoczesne świątynie, z niekiedy żenującym przepychem ozdób i świecidełek oraz pseudo sztuki, niemniej rytuały mszalne nie zmieniły się od setek lat i jesteśmy zobowiązani zachowywać się podczas mszy z najwyższą kulturą.

Piękna muzyka organów uskrzydla wówczas nasze zmysły artystyczne, zaś wspólny śpiew łączy wszystkich zebranych na płaszczyźnie braterskiej w związku z tym, kościoły katolickie spełniają ważną rolę edukacyjną w Polskim społeczeństwie.

Lasy, góry i bezkresne łąki, są ostatnimi naturalnymi oazami spokoju w tym coraz bardziej głośniejszym i cholerycznym świecie, a cisza jest pożywką prawdziwego geniusza i domeną ludzi inteligentnych. Lecz tzw. nowoczesność oraz postęp niszczą naturę i nie mamy już możliwości i czasu uciec na łono dziewiczej natury wobec tego, kościoły przejęły obecnie funkcję cichej i spokojnej przyrody.

Radzę więc usiąść w pustym kościele, zamknąć oczy, otworzyć szeroko uszy i poić swoją duszę Boską ciszą. Sporadycznie do kościoła wleci mały wróbelek i zacznie ćwierkać i usłyszysz wtedy głos samego Boga.

sparrow

 

Baron Roman M. Max von Ungern – Sternberg

1„Bóg wojny”

Do czasu pokojowego w żadnym wypadku nie pasował. Jego istota tkwiła równocześnie w pustej przestrzeni między niebem i piekłem. Zdolny do czynów najwyższej szlachetności i dobroci, jak i do najbardziej ponurych. Nie miał żadnego stosunku do norm tej zmieszczeniałej planety. Ale jako syberyjski kondotier czynił cuda i będzie tam chyba przez stulecia żył w pieśniach nomadów, którymi dowodził.” – Herman Keyserling.

herb-ungern-sternbergowBaron Roman Mikołaj Maksymilian von Ungern – Sternberg urodził się 29 XII 1885 roku w Grazu w Austrii, w rodzinie niemieckich rycerzy. Sam twierdził, że jest potomkiem „krzyżowców i piratów”. Faktycznie, co najmniej dwóch jego przodków było rycerzami Zakonu Szpitala Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie ( Zakonu Krzyżackiego ) i polegli pod Grunwaldem w 1410 roku. Z czasem możni tego rodu, stali się podwładnymi Imperium Rosyjskiego. W służbie carskiej zginęło wielu członków rodziny barona Ungerna.

Koligacje rodzinne połączyły kilka możnych rodów, min. Habsburgów i Romanowów. Ponoć jego dziadek został buddystą, a później i on sam był zwolennikiem tegoż systemu filozoficznego. Major Antoni Aleksandrowicz, oficer polskiego pochodzenia z mongolskiej artylerii pisał, że „był buddystą i był owładnięty myślą utworzenia zakonu rycerskiego podobnego Zakonowi Krzyżackiemu i japońskiemu buszido.

Z postacią Barona Ungera-Sternberga związany jest znany Polski pisarz i podróżnik Ferdynand Antoni Ossendowski, który w stolicy Mongolii, Urdze poznaje Ungera i zostaje jego doradcą. Dokładne dane na temat roli, jaką Ossendowski odegrał w Mongolii, są okryte tajemnicą; była ona niewątpliwie dość istotna, sam jednak mówił na ten temat niechętnie. Istnieje teza, jakoby Ossendowski stał się depozytariuszem wiedzy o ogromnym skarbie, ukrytym przez „Krwawego Barona” Ungerna gdzieś w mongolskich stepach, a który miałby posłużyć do sfinansowania kolejnej wojny z komunistami. Swoje przygody w Mongolii Ossendowski opisał w pięknym dziele pt. „Przez kraj ludzi, bogów i zwierząt”. W rozmowie z Antonim F. Ossendowskim, baron Ungern mówił:

„– Imię moje jest otoczone taką nienawiścią i strachem, że nikt nie wie naprawdę, kim jestem, gdyż historię splątano z mitem, rzeczywistość z fantazją, prawdę z oszczerstwem. Kiedyś w swoich pamiętnikach opisze pan może tę podróż przez Mongolję i pobyt u „szalonego Ungerna”…

Spuścił powieki i, paląc papierosa, zaczął rzucać urywane zdania, śpiesząc się, nie kończąc słów, jak gdyby w obawie, że ktoś mu może przeszkodzić. – Ród Ungern von Sternbergów jest bardzo stary.  Mieszanina Niemców  z  Węgrami, Hannami  z  czasów  Attyli.  Moi wojowniczy przodkowie  uczestniczyli we  wszystkich wyprawach krzyżowych. Jeden z Ungernów zginął w Jeruzalem, walcząc pod sztandarami Ryszarda „Lwie Serce”, a nawet tragiczna wyprawa krzyżowa dzieci miała w liczbie swych ofiar  Ralfa  Ungerna,  jedenastoletniego  krzyżaka.  Gdy  na  kresy  wschodnie  imperium niemieckiego  posyłano  najśmielszych  i  najokrutniej  szych  rycerzy,  wśród  nich  był  mój przodek, Artur baron Halsa-Ungern-Sternberg. Na wschodzie obszarów niemieckich rycerze ci  założyli  zakon  Teutonów,  ogniem  i  mieczem  szerząc  chrześcijańską  naukę  o  miłości bliźniego wśród dzikich pogan: Litwinów, Estów i Słowian. Teutoński zakon rycerski zawszemiał  pośród  swoich  „braci”  przedstawicieli  mego  rodu.  Pod  Grunwaldem  zginęło  dwóch Ungern von Sternbergów. Ród mój, jak już wspomniałem, był wojowniczy i religijny, więc skłonny do mistycyzmu i ascetyzmu. W XVI i XVII wieku na ziemiach Estów i Łotyszów było kilku baronów Ungernów, po których pozostały stosy kronik z legendami i powieściami o ich życiu i czynach. Henryk Ungern, przezwany  „Toporem”,  był „błędnym  rycerzem”.

Turnieje  Francji,  Włoch,  Hiszpanji  i  Brytanji  znały  to  imię,  strachem  przejmujące  serca zapaśników.  Henryk  odznaczał  się  niezwykłą  sztuką  władania  toporem  bojowym.  Został zabity w Kadyksie przez rycerza maurytańskiego, który rozwalił mu czaszkę wraz z hełmem uderzeniem topora. Ralf Ungern, baron na Sternbergu, miał swoją siedzibę około gościńca pomiędzy Rewlem a Bygą i pod groźbą śmierci zmuszał wszystkich podróżników do płacenia mu daniny. Baron Piotr Ungern był właścicielem zamku na wyspie Dagö na Bałtyku, gdzie wybudował sobie całą flotylę okrętów żaglowych, które stały się postrachem i klęską dla kupców. Od tego przodka, rozbójnika morskiego, rozpoczęła się cała dynastja Ungernów, piratów i marynarzy, do których należę i ja. Wreszcie legendy znają jeszcze jednego barona mego nazwiska,  który  żył  na  schyłku  XVII  wieku.  Miał  na  imię  Wilhelm,  a  przydomek  „Brat Szatana”. Przydomek ten przysługiwał mu z tego powodu, iż baron byt alchemikiem i dawał w swoim domu przytułek wszystkim magom i czarownikom, prześladowanym w Europie za tajemne praktyki.

Wspomniałem już, że Piotr Ungern dał początek morskiej dynastji Ungernów. Potomkiem Piotra – pirata w prostej linji był mój dziad, który dopłynął na własnym żaglowcu aż do Oceanu Indyjskiego, gdzie zajmował się rabunkiem i rozbijaniem angielskich okrętów handlowych.  Do czasów bolszewickich w naszym pałacu przechowywały się wspaniałe, starożytne meble mahoniowe, zdobyte przez dziada na jednym z zatopionych przez niego okrętów. W ciągu kilku lat dziad mój operował bezkarnie na oceanie, lecz nareszcie Anglicy wzięli go do niewoli i oddali w ręce konsula rosyjskiego, który odesłał go do Petersburga. Tam go sądzono i zesłano na całe życie do Zabajkala. Taka jest moja łączność z Syberją Wschodnią. Z wykształcenia jestem marynarzem, gdyż ukończyłem szkołę kadetów morskich w Petersburgu, później zaś wstąpiłem do pułku kozaków zabajkalskich, w którym walczyłem najpierw z Japończykami, a później z Niemcami. W tej ostatniej wojnie zostałem odznaczony za waleczność oficerskim krzyżem ów. Jerzego. W czasie pokoju życie moje upływało na studjowaniu filozofji i buddyzmu. Dziad mój przywiózł z sobą z Indyj kajdany rosyjskie i indyjski buddyzm.  Ojciec mój również był wyznawcą buddyzmu i mnie go przekazał. Posiadam pismo, ofiarowane memu dziadowi przez jednego świętobliwego indyjskiego mahatmę – yoga; dzięki temu pismu miałem wstęp tam, dokąd chyba tylko Dalaj-Lama lub Taszy-Lama bywają dopuszczani przez kapłanów pierwotnego kultu Sakkya-Muni. W swoim czasie chciałem założyć zakon wojskowych buddystów do walki z rozpustą rewolucji…”

Baron ukończył gimnazjum w Rewlu i wstąpił do szkoły oficerskiej w Sankt-Petersburgu, skąd w 1909 roku, został oddelegowany do korpusu kozackiego stacjonującego w Czycie. W Czycie baron po sporze z innym oficerem wyzwał przeciwnika na pojedynek i ciężko go zranił. Sam także otrzymał ciężką ranę, w konsekwencji czego przez resztę życia cierpiał na silne bóle głowy, sprawiające że okresowo niemal tracił wzrok.

1 2 3 4

W wyniku pojedynku został usunięty z korpusu w lipcu 1910 roku i odtąd zaczęły się jego wędrówki po Syberii w towarzystwie tylko jednego kompana – psa myśliwskiego wabiącego się Misza. W jakiś sposób dostał się do Mongolii, której sądzone było stać się jego przeznaczeniem. Niezwykły, pustynny, dziki i surowy kraj oczarował Ungerna. W Mongolii Baronowi udało się wejść w bliski kontakt z żywym Buddą, z Bogdo Chanem, najwyższym dostojnikiem mongolskiego lamaizmu. W tym czasie Mongolia przeżywała odrodzenie nastrojów imperialnych i starała się wywalczyć niezależność od Chin W Urdze, stolicy Mongolii, silna osobowość Barona została szybko zauważona i Bogda Chan osobiście mianował go głównodowodzącym mongolską kawalerią. Korzystając z niepokojów i z rewolucji w samych Chinach, Mongołom udało się przepędzić z kraju chińskich okupantów i w 1911 roku, „żywy Budda” zaprowadził w Mongolii niezależny ustrój monarchiczny.

Wojenne zasługi Ungerna na służbie Bogdy Chana zostały docenione i stał się on osobą wielce poważaną w świecie mongolskim. Przed swoim wyjazdem z Mongolii, baron Ungern w towarzystwie swojego przyjaciela, księcia Dżam Bolona i za jego namową, odwiedził wieszczkę należącą do starego i poważanego rodu szamańskiego. W tym szczególnej wagi momencie wieszczka w stanie transowym odkryła przed Baronem tajemnicę jego duchowej natury:

Widzę Boga Wojny…

Jedzie na siwym koniu po naszych stepach i górach. Będziesz władał ogromnym terytorium, biały Bogu Wojny…

Widzę krew, dużo krwi…

Koń…

Dużo krwi…

Czerwonej krwi…

Więcej nic nie widzę. Biały Bóg Wojny zniknął.

W 1912 roku Ungern odwiedził Europę: Austrię, Niemcy, Francję. Wedle informacji zawartych w książce Krauthoffa Ich BefehleRozkazuję – w Paryżu spotkał i pokochał damę swojego serca, Danielle. Było to w przededniu pierwszej wojny światowej. Wierny swemu obowiązkowi stawienia się na wezwanie cara, baron zmuszony był wrócić do Rosji by podjąć służbę w szeregach armii cesarskiej. Do ojczyzny Ungern udał się wraz ze swą ukochaną Danielle. W Niemczech jednak groził mu areszt jako oficerowi wrogiej armii. Baron przedsięwziął nadzwyczaj ryzykowną podróż na barce przez Morze Bałtyckie. W czasie burzy maleńki statek uległ jednak zniszczeniu i dziewczyna zginęła. On sam uratował się niemal cudem. Od tej pory Baron nigdy już nie był taki jak wcześniej. Od tego momentu nie zwracał w ogóle uwagi na kobiety. Stał się we wszystkim skrajnie ascetyczny i niewiarygodnie, wręcz nieludzko surowy. Juliusz Evola w swojej recenzji książki Krauthoffa pisał: „Wielka strata wypaliła w nim wszystkie elementy ludzkie i od tej pory pozostała w nim tylko święta siła, stojąca wyżej niż życie i śmierć.” Wciągnął go wir wojny.

Z niezrównanym męstwem walczył z Austriakami, wielokrotnie był ranny i nagrodzono go Krzyżem Świętego Jerzego oraz Szpadą Honoru za męstwo i poświęcenie. Po rewolucji bolszewickiej Ungern jako jeden z pierwszych rozpoczął bezwzględną walkę przeciw czerwonym pod rozkazami atamana Siemionowa. W wojnie tej odznaczył się nieokiełznaną odwagą i nieugiętością, a także wielkim znawstwem taktyki wojskowej.

Stopniowo Ungern organizował swoją własną dywizję, złożoną z wiernych prawowitemu Carowi rosyjskich oficerów, kozaków i przedstawicieli narodów Syberii (szczególnie Buriatów). Jej pełna nazwa brzmiała Azjatycka Dywizja Konna. W oddziałach Ungerna panowała niewiarygodna, nieludzka dyscyplina. Za najmniejsze przewinienia w sposób najbardziej bezwzględny karano śmiercią.

W roku 1918, baron Ungern mianowany został komendantem Daurii, która pod jego rządami doczekała się miana „szubienicy Wschodu”. Wśród oficerów utarło się powiedzenie, że „nawet śmierć jest lepsza od barona”. Baron nienawidził bolszewików. Jeden z jego żołnierzy wspominał:

 „Agenci sprowadzali tysiącami bolszewików na sąd generała, który krótkim „Kończyć!” rozstrzygał los schwytanych. Trupy pokrywały gęsto okoliczne wzgórza.”

Antoni F. Ossendowski również opisywał jedno z takich zdarzeń:

 „Ungern nacisnął czapkę na głowę, schwycił swój nieodstępny „taszur” i wypadł z jurty. Wyszedłem za nim. Przed jurtą stali jeńcy, otoczeni przez uzbrojonych kozaków, zziajanych daleką i szybką jazdą. Baron zatrzymał się przed czerwonymi żołnierzami i przez kilka minut wpatrywał się w ich oczy, nie odrywając od nich wzroku. Na jego twarzy znać było ogromny wysiłek myśli i woli. Wreszcie odszedł, usiadł na progu jurty, zdjął czapkę i, utkwiwszy oczy w ziemię, jął mocno trzeć czoło. Nagle powstał i stanowczym krokiem zbliżył się do jeńców.

– Stań więcej na lewo – a ty na prawo… – rozkazywał baron jeńcom, z lekka uderzając każdego taszurem w prawe ramię. Dwóch przeszło na lewo, czterech na prawo.

– Zrewidować ubranie tych dwóch! – zakomenderował. – To są komisarze sowieccy!

Zwracając się zaś do czterech wylęknionych jeńców, stojących na prawo, rzekł do nich:

– A wy jesteście chłopami, zmobilizowanymi przez bolszewików.

– Wedle rozkazu, ekscelencjo!…  wrzasnęli jeńcy zupełnie nie  podług  dyscypliny bolszewickiej. – My nic ze swojej woli.

– Idźcie do komendanta i powiedzcie mu, że przyjmuję was do oddziału tybetańskiego – rzekł spokojnie baron.

Ucieszeni „bolszewicy” natychmiast opuścili podwórze strasznego generała. Tymczasem u dwóch  pozostałych  znaleziono  w  podszewce  cholew  paszporty  politycznych  komisarzy sowieckich. Baron nachmurzył czoło i, powoli wymawiając każde słowo, rzucił w przestrzeń rozkaz;

– Zatłuc ich kijami!”

Major Antoni Aleksandrowicz, oficer białych pochodzenia polskiego, będący instruktorem mongolskiej artylerii, pisał: „Baron Ungern był niezwykłym człowiekiem, niezwykle złożonym, tak z psychologicznego, jak i z politycznego punktu widzenia.

  • Widział w bolszewizmie wroga cywilizacji.
  • Gardził Rosjanami za to, że zdradzili swojego prawowitego władcę i nie zdołali zrzucić komunistycznego jarzma.
  • Spośród Rosjan wyróżniał jednak i obdarzał miłością chłopów i prostych żołnierzy, zawzięcie nienawidził zaś inteligencji.
  • Był buddystą i był owładnięty myślą utworzenia zakonu rycerskiego podobnego Zakonowi Krzyżackiemu i japońskiemu buszido.
  • Czynił starania dla zorganizowania wielkiej koalicji azjatyckiej, z pomocą której chciał zawojować Europę, aby nawrócić ją na nauki Buddy.
  • Utrzymywał kontakt z Dalajlamą i z azjatyckimi muzułmanami. Posiadał tytuł mongolskiego chana i godność „bonza”, wyświęconego w lamaizmie.
  • Był tak bezwzględny, jak może być tylko asceta. Całkowite odrzucenie emocji, które było dla niego charakterystyczne, można spotkać jedynie u istoty nie znającej ani bólu, ani radości, ani litości, ani smutku.
  • Był nadzwyczajnie inteligentny i posiadał rozległą wiedzę. Zdolności mediumiczne pozwalały mu dokładnie poznać naturę rozmówcy już w pierwszej minucie rozmowy.

To świadectwo o baronie Ungernie, pozostawione przez człowieka który służył pod jego rozkazami, opublikował w 1938 roku nie kto inny jak sam René Guénon na łamach głównego organu tradycjonalizmu – pisma „Etudes Traditionelles”.

W tym czasie Mongolia ponownie straciła niepodległość i jej stolica Urga faktycznie była okupowana przez wojska chińskie, aktywnie współpracujące z bolszewickimi agentami i prowokatorami działającymi pośród Mongołów. Bogda Chan, żywy Budda został umieszczony w areszcie domowym i z suwerennego władcy o szczególnej pozycji duchowej, władcy Wielkiej i Wolnej Mongolii stał się budzącym politowanie więźniem.

Także i biali przegrywali na wszystkich frontach. Po upadku Kołczaka tylko ataman Siemionow  i baron Ungern wciąż nieprzejednanie stawiali na wschodzie poważny opór. Naciskana ze wszystkich stron przez czerwonych Azjatycka Dywizja Konna wycofała się do Mongolii. W jej skład wchodzili przedstawiciele wielu narodów – zarówno europejskich, jak i azjatyckich. Utraciwszy Imperium Rosyjskie, bohaterowie Azjatyckiej Dywizji Konnej, wierni Zasadzie, szli by ustanowić Imperium Mongolskie.

Stopniowo u Ungerna rodzi się zuchwały plan geopolityczny – utworzyć w Azji, konkretnie zaś w Mongolii, unikalną strefę, wolną zarówno od wpływu bolszewickiego, jak i od obecności wojsk profańskiego Zachodu. Chodzi o osobny świat, gdzie obowiązywać będą najdawniejsze prawa Świętej Tradycji. Ungernowi znane były prace Saint Yvesa d’Alveydre’a i wiedział o istnieniu tajemnej podziemnej krainy Aggarthy, w której nie obowiązują reguły czasu i gdzie przebywa Władca Świata, Szakrawarti. Na podobieństwo dawnych templariuszy, którzy ochraniali nie tyle europejskich pątników przed Saracenami, ale przede wszystkim wielkie tajemnice duchowego poznania przed zwyrodniałym katolicyzmem i zsekularyzowaną monarchią francuską, Ungern rozmyśla o utworzeniu osobnej strefy, rozciągającej się pomiędzy świątyniami Tybetu, gdzie według podań znajduje się wejście do Aggarthy, a pozostałą częścią świata.

Nazwa Mongolii – Chalha – oznacza „Tarczę”. To dawna ojczyzna Dżyngis-chana, twórcy Imperium. Misją Mongolii jest służyć jako bariera wobec wściekłych hord owładniętego przez szatana apokaliptycznego człowieczeństwa – gogów i magogów bolszewizmu i demokracji, profańskiego świata. To właśnie tu trzeba ustanowić Tradycję i wydać walkę siłom Zachodu – tej cytadeli wynaturzeń, źródłu Zła. Losem mojego rodu było zdążanie na Wschód, w stronę Wschodzącego Słońca. Nie mam następców i sam doszedłem do wschodniej granicy Eurazji. Dalej już nie ma gdzie iść. Z tego magicznego punktu świętej geografii powinna zacząć się Wielka Restauracja… Chalha – święte stepy – Wielka Tarcza…

Ungern wkracza do Mongolii nie jako dowódca ostatniego oddziału rozgromionej przez czerwonych armii ale jako „bohater mityczny”, inkarnacja „Boga Wojny”, jako spełnienie przepowiedni szwedzkiego mistyka Svedenborga, który mówił że „tylko u mędrców eurazjatyckich stepów – Tatarii – Mongolii – znaleźć można Tajemne Słowo, klucz do zagadek sakralnych cyklów, a także oryginał mistycznego manuskryptu, dawno temu utraconego przez ludzkość, a znanego pod niezwykłym imieniem „Wojna Jehowy”…

Oddziały Ungerna podchodzą pod Urgę, zajętą przez Chińczyków 3 kwietnia 1920 roku Ungern rozkazał rozpocząć atak na bronione przez wielokrotnie przewyższający liczebnością wojska Barona chiński garnizon mongolskie miasto Urga. Dzięki szybkiej i zdecydowanej operacji, w której wziął też osobiście udział Ungern, grupie jego ludzi udało się uwolnić Bogdę Chana, żywego Buddę, którego strzegł liczny i dobrze uzbrojony chiński oddział. Następnie, Azjatycka Dywizja Konna, wraz ze wszystkimi oddziałami mongolskimi które przyłączyły się do Barona, napadła na Urgę. Było to błyskotliwe i nadzwyczaj ważne zwycięstwo. Tradycja i Porządek zostały w Mongolii ustanowione. Bogda Chan mianował Barona absolutnym dyktatorem Mongolii. Baron  Ungern był pierwszym Europejczykiem który otrzymał tytuł „Boga Wojny”, Chana-Czan-Czuna.

Nie tylko, był pierwszym Europejczykiem, który został „Bogiem Wojny”. Nie tylko, był słynny z odwagi i bezwzględności. Nie tylko, zasłynął z mordowania bolszewików i żydów odpowiedzialnych za rewolucję. Dzięki niemu, ulice Urgi pierwszy raz w historii oświetliły lampy elektryczne. Wznowił działalność kopalń i uruchomił fabryki. Bano się go, ale i kochano. W Urgdze, gdzie walczył o niepodległość Mongolii z Chińczykami, również wyróżniał się z tłumu. Wśród chińskich żołnierzy krążyła legenda o żołnierzu na białym koniu, którego nie dosięgają kule. Jeśli do tego dodamy, że lubił przechadzać się po wzgórzach w towarzystwie oswojonych wilków, to mamy już dość wyraźny obraz barona Romana von Ungern – Sternberga.

1 2 4 5

Bolszewicy nie mogli sobie pozwolić na wroga, z tak wielkim autorytetem. 35 Dywizja Armii Czerwonej, otrzymała rozkaz, aby „zaatakować oddział barona Ungerna, rozbić go i zniszczyć”. Po jakimś czasie „białe” oddziały Ungerna dały się zwabić w zasadzkę silnie uzbrojonego wroga, który przewyższał ich liczebnością. Około połowę z 4 tysięcy żołnierzy, baron Ungern zdołał wyciągnąć z rzezi. Bolszewicy oczywiście nie odpuścili, a wódz rewolucji, Lenin podjął decyzję o „wyzwoleniu” ( skąd my to znamy? ) Mongolii. Na Urgę ruszyło 10 tysięcy bolszewików…

Choć wojska Ungerna, jak wcześniej, dzierżyły mocno władzę w Mongolii, sytuacja wokół nich stawała się coraz bardziej złowieszcza. Bolszewicy zwyciężają na wszystkich frontach. Ungern gromadzi oficerów w swojej kwaterze głównej w Urdze i mówi:

– Panowie, złe wiadomości. Ataman Siemionow ustąpił z Czyty. Sowiecki generał Blücher – czerwona teutońska siła – właśnie zajął miasto; jego kwatera znajduje się w Wierchnieudińsku, tuż przy jeziorze Bajkał. Cała Syberia dostała się w ręce bolszewików.

– A Krym?

– Krymu już nie ma. Resztki armii Wrangla zbiegły na pokładach statków naszych zachodnich pseudosojuszników.

Sytuacja była prosta i śmiercionośna jak ostrze miecza. Baron podsumował jednym prostym zdaniem:

– Panowie, pozostała tylko jedna zachowująca zdolność bojową biała ramia: Pierwsza Azjatycka Dywizja Konna.

– Jesteśmy ostatni…

– To katastrofa.

– Nie, Borysie Iwanowiczu, to nie katastrofa – to honor.

Dla Ungerna honorem jest wierność. „Gdy wszyscy zdradzą, my pozostaniemy wierni, Nie zapomnimy, i nie wybaczymy,” – Powiedziała w innym ale podobnym kontekście przenikliwa współczesna poetka Savitri Devi Mukherji.

Zbierają się chmury. W książce Jeana Mabire o baronie Ungernie znajduje się opis ostatniego spotkania Ungerna z Bogda Chanem, zanim Chan Wojny na zawsze opuścił Urgę, by udać się na północ, na Syberię i wydać tam bolszewikom swój ostatni bój.

„Bogda Chan, Żywy Budda zajął swoje miejsce… Jego twarz ukryta za ciemnymi okularami była jak wcześniej nieprzenikniona, ale straszliwe zmęczenie dawało się poznać w całym jego wyglądzie; starzec z trudem powstrzymywał nerwowe drżenie.

Ogromny tron z wielkim, złoconym zagłówkiem, zawalony żółtymi jedwabnymi poduszkami. Ungern się ukłonił. Rozejrzał się. Baron nie zamierzał przedłużać sprawy i ograniczył się do poinformowania o podjętej decyzji:

– Za kilka dni wyjeżdżam z Mongolii. Udaję się na Zabajkale, by walczyć z naszymi wspólnymi wrogami  – z czerwonymi. Wasz kraj jest już wolny i jego synowie, rozsiani po całym świecie, powinni powrócić do ojczyzny. Wkrótce imperium Dżyngis-chana się odrodzi. Powinniście obronić wywalczoną wolność. 

W duszy jego rozmówcy szalała jednak burza: bez pomocy Ungerna był nikim – po prostu ślepym starcem, niezdolnym przepędzić z kraju młodych rewolucjonistów – Suche-Batora i Czojbolsana. Bogda Chan poprosił Ungerna, by przeszedł z nim do jego gabinetu, by mogli porozmawiać sam na sam.

bogda-chanBogda Chan podszedł do sejfu, wyraźnie odróżniającego się na tle wschodniego wystroju pokoju. Długo mocował się z zamkiem. W końcu ciężkie drzwi powoli się otworzyły… Bogda Chan zdjął z metalowej półki szkatułkę z kości słoniowej. W środku był rubinowy pierścień ze znakiem słońca Hackenkreuz, symbolem starożytnych aryjskich zdobywców.

– Dżyngis-chan nigdy nie zdejmował go z prawej ręki.

Roman Fiodorowicz von Ungern-Sternberg patrzył oszołomiony na skarb. Jak we śnie wyciągnął rękę w stronę Bogdy Chana. Starzec drżał, z trudem udało mu się naciągnąć na palec Barona pierścień wielkiego zdobywcy. Żywy Budda pobłogosławił Ungerna: położywszy mu ręce na głowie, powiedział:

Nie umrzesz: odrodzisz się w najdoskonalszej formie bycia. Zapamiętaj to, żywy bogu wojny, chanie obiecanej ci Mongolii.

Ungernowi wydawało się, że pierścień pali mu rękę.

Książę Mongolii i wierny namiestnik Bogdy Chana wychodził z pałacu Nogon Orga. Lamowie rozstępowali się przed nim, i, głośno pobrzękując ostrogami, Ungern szybko przemierzał korytarze. Nie obejrzawszy się ani razu, wyszedł z pałacu i bezsilnie rzucił się na tylne siedzenie samochodu.

– Do sztabu, powiedział Makajewowi.

Baron czuł, że krąg się zamyka.

Oddział Ungerna znowu wkracza na rosyjską ziemię. Teraz to już jednak nie wojna, lecz działania partyzanckie. Tym niemniej, Ungern stale wprawia czerwonych w poważne zaniepokojenie. Pojawia się to tu, to tam, niespodziewanie, błyskawicznie, raptownie, zostawiając za sobą zniszczenie, zagładę i śmierć. Dla niego – Boga Wojny – to naturalne. Do walki z nim wysłane zostają najlepsze oddziały Armii Czerwonej na Syberii, za całą operację osobiście odpowiada Blücher.

Ale to już agonia. W świecie materialnym wszystko rakowacieje. Poza tym, Ungern zanurza się w inną rzeczywistość, widzi obrazy tryumfu i zwycięstwa, spełnienia najskrytszych marzeń. Niedostrzegalnie wkracza w odmienny, subtelny wymiar, który mieszać się zaczyna ze zwyczajną rzeczywistością. Jego podwładni coraz wyraźniej zaczynają rozumieć, że ich dowódca oszalał.

Ungern wstał, przyniósł mapy, rozwinął je. Położywszy jedną na trawie, bambusową laską nakreślił trasę wyobrażonej marszruty, i powiedział zwracając się do swojego wiernego pomocnika, generała Rezuchina:

– Użyjcie wyobraźni, Borysie Iwanowiczu. Przemieszczamy się w górę Selengi. Tym gorzej dla Urgi. Trzeba wybierać. W zachodniej Mongolii ukrywają się resztki białych armii. Nie wszyscy kozacy i atamanowie poginęli. Razem idziemy dalej na zachód. Teraz jesteśmy na Ałtaju. Góry, pieczary, jaskinie, pasterze wciąż jeszcze wierzący we wcielonego boga wojny. Bez trudu przekroczymy zachodnią granicę Turkiestanu.

– W Syn-Tzanie aresztują cię Chińczycy.

– Szybko się z nimi uporamy i pójdziemy dalej. Na południe. Musimy przejść przez całe Chiny. Przeraża cię taka perspektywa, Borysie Iwanowiczu? Ale ten kraj się rozpada, rewolucja jest tam w swoim apogeum. Jedynymi, na których możemy się natknąć to tchórzliwi dezerterzy i maruderzy. Zaledwie jakieś tysiąc kilometrów i – jesteśmy w niezdobytej twierdzy. I możemy zacząć wszystko od początku. Absolutnie wszystko.

– Tybet?

– Tak. Dach Świata. W Lhasie jest Dalajlama, najwyższy buddyjski kapłan. W porównaniu z nim Bogda Chan zajmuje trzeci stopień w hierarchii. Pomyliłem się już na początku: centrum Azji nie znajduje się bynajmniej w Mongolii. Ona jest tylko najbardziej zewnętrznym kręgiem – Tarczą. Musimy iść do Tybetu…

Nieustannie uderzał bambusową laską tam, gdzie były najwyższe szczyty Himalajów.

– Tam, na szczytach znajdziemy ludzi, którzy jeszcze nie zapomnieli swoich aryjskich przodków. Tam, na przyprawiającej o zawrót głowy granicy Indii i Chin, odrodzi się moje imperium. Będziemy mówić sanskrytem i żyć wedle zasad „Rig-Wedy”. Przywrócimy prawa, o których zapomniano w Europie. I na nowo zajaśnieje światło Północy. Wieczne prawo, nurzając się w wodach Gangesu i Morza Śródziemnego, zatryumfuje.

Baron podniósł się. Jego oczy błyszczały. Zachrypnięty głos rwał się. Zapadłe z wycieńczenia policzki pokrywała jasna szczecina. Odrzucił włosy z czoła, odsłaniając czoło wielkich rozmiarów. Samotny i wątły dowódca pochłoniętego przez mroki wieków narodu. Kontynuował:

– Zakon mój powstanie na wierzchołkach gór. Pomiędzy Nepalem a Tybetem otworzę szkołę, w której będę uczył o sile, która potrzebna jest bardziej, niż mądrość.

Z gorączkowo błyszczącymi oczyma wykrzyknął:

– Wszystko gotowe! Czekają na mnie w Lhasie! Odkryję sekret run przyniesionych z północy i ukrytych w tajemnych miejscach świątyń. Mój zakon mnichów-wojowników przekształci się w  armię, jakiej świat jeszcze nie widział. I Azja, i Europa, i Ameryka będą przy niej niczym…

– Nie, Romanie Fiodorowiczu, nie.

Baron wzdrygnął się i spojrzał na niego. Wydawać by się mogło, że owo „nie” niespodziewanie zburzyło jego marzenie: zupełnie jak niespodziewanie spadająca lawina zmiata ukrytą nad  krawędzią skały buddyjską świątynię,  i spada ona w przepaść wraz z młynkami do modlitwy i bonzami w szafranowych odzieniach.

– Nie potrafię zrozumieć twoich planów. – wyjaśnił Rezuchin. – Znam tylko jedną armię – carską. I tylko jedną religię – chrześcijaństwo. Ale nie w tym rzecz. Rzecz w tym, że nigdy nie dojdziemy do Lhasy. Popatrz na mapę. Nie uda nam się przejść chińskiego Turkiestanu. Tymczasem Mandżuria jest o dwa kroki od nas. Wystarczy tylko chcieć i pójść na wschód.

– Nigdy! – wykrzyknął baron, – tylko Tybet…

Ungern został niemal sam. Towarzyszył mu tylko maleńki krąg tych, którzy nie zginęli i pozostali mu wierni. Dla kogo, tak jak dla niego, wierność jest honorem. Ungern jedzie ku wzgórzom Ałtaju na ulubionej kobyle Maszy i zatapia się w wizjach…

Nad klasztorem-twierdzą powiewa zloty sztandar z podkową i słonecznym znakiem Dżyngis-Chana. Fale Morza Bałtyckiego rozbijają się o masyw Tybetu. Wspinaczka, wieczna wspinaczka na Dach Świata, gdzie rządzą światło i siła. Wspinaczka…”  

Siwy koń potknął się o kamień. I marzenie prysło, pochłonięte przez pył unoszący się ze spieczonej ziemi.

Marzenia Boga Wojny… Przeczucie tego, co zdarzyć się musi – nie teraz, ale w innym obrocie koła Wiecznego Powrotu… Ten, kto żył naprawdę, nigdy nie doświadcza śmierci…

Rok 1921. Koniec. Zdrada. Ungern zostaje schwytany przez Czerwonych. Generał Blücher rozkazał w przypadku aresztowania Ungerna obchodzić się z nim „jak z sowieckim oficerem”. Czerwonogwardziści odwieźli go do kwatery dowództwa kompanii przy rewolucyjnej radzie wojennej Jeniseju.

Blücher szybko spotyka się z nim, proponując przejście na stronę bolszewików. Obydwaj rozmawiają po niemiecku. Blücher mówi o eurazjatach, o narodowym bolszewizmie, o odrębnym nacjonalistycznym nurcie w kierownictwie sowieckim, które choć na zewnątrz kryje się pod „frazeologią marksistowską”, w rzeczywistości jednak dąży do utworzenia ogromnego kontynentalnego tradycjonalistycznego państwa, nie tylko w granicach Mongolii, ale w całej Eurazji… Blücher obiecuje baronowi pełną amnestię i wysokie stanowisko. Wówczas już, w tajnej podjednostce OGPU na czele której stał martynista Gleb Boki, trwały prace nad przygotowaniem ekspedycji do Tybetu oraz duchowego przeobrażenia bolszewizmu w jakiegoś rodzaju nowy, spirytualny byt…

1 2 3 4

Baron Ungern odpowiada odmownie na wszystkie propozycje. Przynajmniej tak mówi oficjalna historia. W Nowonikołajewsku urządzono pokazowy proces barona Ungerna – Sternberga. Po wydaniu wyroku, za próbę obalenia rewolucyjnej władzy bolszewików 15 września 1921 roku, baron został rozstrzelany. Umarł Bóg Wojny… Ale czy bogowie w ogóle umierają? – zapytacie z niedowierzaniem, i będziecie mieć całkowitą rację. Oni mogą odejść, ale umrzeć nie mogą.

 Do dziś w religijnych kręgach mongolskich i buriackich krąży następujące podanie:

„Z północy nadszedł biały wojownik i poderwał Mongołów, wzywając ich by zerwali niewolnicze łańcuchy, skuwające ich swobodną ziemię. W tego białego wojownika wcielił się Dżyngis-chan, i przepowiedział on nadejście jeszcze większego od siebie…”

Chodzi o Dziesiątego Awatara, Mściciela, Tryumfatora, Groźnego Sędziego. Różne tradycje nazywają go różnymi imionami. Nie zmienia to jednak istoty rzeczy. Klęska „naszych” to tylko eschatologiczna iluzja. Poddawanie się jej jest niemoralne. Naszym zadaniem jest wytrwać do końca. Nieważne że przegramy wszyscy do ostatniego i stracimy wszystko co jeszcze można stracić… Naszym honorem jest Wierność.

3Rzucić wyzwanie przeznaczeniu ciemnych wieków – w samym tym geście zawiera się już najwyższa nagroda. A nieco później nadciągną też i mściciele…Ostatni Batalion…Okrutne Łowy Jednego…Siła „naszych”. Ze złotym sztandarem, na którym lśni czarna runa UR – znak Kosmicznej Północy – osobisty sztandar Boga Wojny, barona Romana Fiodorowicza Ungern – Sternberga. Zwiastuna Awatara.

Postscriptum

Piotr Wrangler, generał porucznik armii Imperium Rosyjskiego, tak opisuje barona Ungera – Sternberga:

„Średniego wzrostu blondyn, chudy i pozornie wątły, ale żelaznego zdrowia i energii, Ungern żyje wojną. Nie jest to oficer w powszechnie przyjętym znaczeniu tego słowa, jak że nie tylko nie zna najbardziej elementarnych przepisów i podstawowych zasad służby, ale nieustannie popełnia wykroczenia zarówno przeciwko dyscyplinie zewnętrznej, jak i wychowaniu wojskowemu – jest to typ partyzanta amatora, łowcy tropiciela śladów z powieści Mayne – Reida. Obszarpany i brudny, śpi zawsze na podłodze, wśród Kozaków z sotni, jada ze wspólnego kotła i mimo, że wychowany w dostatku i komforcie, robi wrażenie człowieka, któremu zupełnie na nich nie zależy. Na próżno próbowałem przekonać go o konieczności zadbania przynajmniej o wygląd zewnętrzny”.

Inny ważny oficer armii Carskiej Władimir Aleksandrowicz Kislicyn, takimi słowami wspomina Ungera – Sternberga:

Często się zdarzało, że siedział ze mną do czasu, aż przyszła moja żona lub inna dama. Po ich przybyciu starał się jak najszybciej pożegnać i wyjść; nie znosił towarzystwa kobiet”.

Natomiast Antoni Ferdynand Ossendowski w książce pt. „Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów”, przytacza słowa Ungera – Sternberga na temat rewolucji komunistycznej:

„Miałem zamiar założyć w Rosji zakon wojskowy buddystów. Po co? – Dla obrony moralnej ewolucji ludzkości od zgubnych wpływów rewolucji, gdyż jestem tego zdania, że postęp ewolucyjny prowadzi do ideału, tj. bóstwa, rewolucja zaś po gwałtownym skoku naprzód wstrzymuje rozwój i prowadzi wstecz do zezwierzęcenia”.

 

 

 

 

Ludzie ze skał

Jeden z najwybitniejszych strategów i dowódców w historii Aleksander Macedoński zwany wielkim, podbił niemal cały antyczny świat i jego niezwyciężone armie wkroczyły nawet na subkontynent Indyjski i przypuszczam, że Aleksander oraz wierni mu generałowie planowali dalsze kampanie wojenne, z zamiarem uderzenia na same Chiny. Niestety nagła śmierć Aleksandra wielkiego w bardzo młodym wieku 32 lat, przerwała triumf Macedończyków i jego imperium ulega fragmentacji, zaś władzę nad poszczególnymi prowincjami przejmują generałowie Aleksandra i dochodzi wówczas do wojen diadochów ( następców ) o kontrolę nad ziemiami zdobytymi przez Aleksandra.

Warto więc nadmienić, że Aleksander wielki w roku 323 p.n.e., zarządzanie Egiptem powierzył generałowi Ptolemeuszowi i śmierć słynnej królowej Kleopatry 300 lat później, kończy panowanie królewskiej dynastii Ptolemeuszy w Egipcie.

Ojciec Aleksandra, Filip II podporządkował sobie większość Grecji i Aleksander odziedziczył po ojcu bardzo silne państwo oraz dobrze zorganizowaną i doświadczoną armię, ale zanim Aleksander Wielki zdobył świat i stworzył największe imperium w dziejach człowieka, to najpierw musiał spacyfikować Greckie polis, które na wieść o śmierci Filipa II zbuntowały się przeciwko Macedończykom. Aleksander z łatwością pokonał wszystkie miasta, ale zostawił w spokoju relatywnie małą Spartę, która pozostała przez cały okres panowania Aleksandra, niepodległym miastem – państwem. Czym była podyktowana wspaniałomyślność Aleksandra wielkiego wobec mikroskopijnej Sparty ?

Nie ulega wątpliwości, że Aleksander darzył Spartan wielką sympatią ze względu na ich waleczność pod Termopilami oraz w wielu innych słynnych bitwach, podczas których Spartanie zawsze wykazywali się ogromnym heroizmem. Ponadto, Spartanie byli najmniej zniszczeni demokracją Ateńską i żyli według stricte wojskowego reżimu, co z pewnością Aleksander jeszcze bardziej cenił. Wprawdzie złoty okres Sparty za czasów panowania Aleksandra już dawno minął niemniej jednak, formacje zbrojne Sparty były nadal bardzo skuteczną siłą militarną i mając na uwadze samobójczą obronę pod Termopilami, Aleksander dobrze wiedział że Spartanie nigdy się nie poddadzą i będą bronić miasta do ostatniej kropli krwi. Zdobycie Sparty wiązało się zatem ze zgładzeniem na zawsze wojowników Spartańskich i Aleksander oszczędzając Spartę, pragnął zachować ich waleczne geny dla przyszłych pokoleń.

Mieszkańcy prawie całej antycznej Grecji i reszty ówczesnego świata, wznosili wokół swoich miast wysokie mury i baszty w obronie przed najeźdźcami, aczkolwiek wyjątkiem od reguły była Sparta, która żadnych obwałowań nie posiadała, bo jak mawiał twórca wojskowego ustroju Sparty, Likurg: „Murem Sparty są jej mężczyźni”.

acdef

bSłynna falanga Spartańska przetrwała tysiąclecia w bardzo zbliżonej formie. Macedończycy udoskonalają falangę do tego stopnia, że na polach bitew antycznego świata armie Aleksandra Wielkiego były niezwyciężone. Szwajcarzy obierają podobny styl walki i żaden średniowieczny najeźdźca nie potrafił zdobyć Szwajcarii. Długie na 5 – 6 metrów włócznie, zostały zaadaptowane także przez Szkotów, a następnie weszły w skład każdej Europejskiej armii i Hiszpańscy pikinierzy w Niderlandach oraz na półwyspie Apenińskim, odnosili niebywałe sukcesy, ale kres tej pięknej broni położył czarny proch i ostatnim wspomnieniem piki, jest współczesny bagnet na końcu karabinu.

Można by odnieść wrażenie, że genotyp Spartański na zawsze zaginął i już nigdy na ziemi nie pojawią się podobni żołnierze i faktycznie Grecja zostaje najpierw zdobyta przez imperium Rzymskie, zaś kilkaset lat później Grecja przechodzi pod kontrolę imperium Osmańskiego.

Ale pamiętajmy, że arystokracja Rzymska zatrudniała w nauce swoich dzieci przeważnie Greckich nauczycieli, zaś Anatolia ( współczesna Turcja ) była przez tysiąclecia pod Grecką kontrolą w związku z czym, mieszanie krwi Greckiej w Rzymie oraz Greckiej w Anatolii, wydało najpierw na świat świetnych żołnierzy Rzymskich, natomiast około 15 wieku Osmańskich.

Nowa era i nowe kłopoty

Bardzo podobny scenariusz rozgrywa się znowu w Europie, ale kilka tysięcy lat później, podczas II wojny światowej i tym razem mała Szwajcaria, zostaje nietknięta przez potężną III rzeszę Niemiecką, choć armie Hitlera mogły by zająć ten mały kraj w kilka dni i nawet rzekome ogromne zasoby złota, srebra oraz pieniędzy w skarbcach banków Szwajcarskich nie sprowokowały Hitlera do ataku.

Szwajcarzy z pewnością stawiali by twardy opór najeźdźcy i pokazali do czego są zdolni w średniowieczu, gdy słynni Szwajcarscy pikinierzy i piechota nie mieli sobie równych w całej Europie. Pikinierzy okryli się tak wielką sławą na polach bitew, że prawie każdy dwór królewski średniowiecznej Europy zatrudniał ich jako najemników lub do obrony dworu i oczywiście do dnia dzisiejszego, żołnierze gwardii Szwajcarskiej bronią papieży i Watykanu.

swiss_vatican_guards_1225630Na marginesie dodam, że największą odwagą gwardia Szwajcarska wykazała się 6 maja 1527 roku, podczas inwazji wojsk niemiecko – francuskich Karola V na Rzym, gdy blisko 500 gwardzistów poświęciło swoje życie w obronie Watykanu i dzięki ich ofierze krwi papież Klemens VII zdołał uciec. Od tamtego pamiętnego dnia, co rocznie 6 maja zaprzysięgani są nowi członkowie gwardii papieskiej.

W 20 wieku, dni świetności Szwajcarskiej piechoty już dawno minęły i Szwajcarzy słyną odtąd na cały świat z produkcji doskonałych zegarków oraz serów i rzecz jasna są świetnymi bankierami, natomiast siły zbrojne Szwajcarii przestały praktycznie istnieć i jedynym utrudnieniem w zdobyciu tego kraju mogły by się okazać wysokie Alpy.

Lecz dla zaprawionego w boju na stepach Rosji i pod Stalingradem, na Saharze lub w górach Kaukazu Wermachtu, zdobycie Szwajcarii przebiegło by w tempie ekspresowym, przy minimalnych stratach własnych, natomiast rzekome bunkry oraz fortyfikacje w Alpach, Niemcy mogli by po prostu ominąć, tak jak zrobili to z potężną linią Maginota w trakcie kampanii Francuskiej.

Z wojskowego punktu widzenia Szwajcaria nie przedstawiała żadnej wartości strategicznej, ale to samo tyczy Holandii lub Danii a jednak Niemcy te państwa zajęli i wszystkie ościenne z wyjątkiem Szwajcarii.

III Rzesza Niemiecka była prekursorem współczesnej Unii Europejskiej i Hitler pragnął zjednoczyć ościenne narody  Germańskie, które przybrały nazwy Danii, Holandii, Belgii i Francji, lecz dyplomatyczne zabiegi spotkały się z odmową w związku z czym, Hitler był zmuszony uderzyć na te państwa, natomiast najbardziej bliska Niemcom, Austria weszła w sojusz z Hitlerem. Hitler dawał wiele razy do zrozumienia Brytyjczykom, że nie dąży do fizycznej zagłady narodów zachodniej Europy, lecz chce Europę zjednoczyć i pierwszym pokojowym gestem Hitlera skierowanym do Brytyjczyków, była decyzja Hitlera o wstrzymaniu ataku na okrążone i bezbronne wojska angielsko – francuskie pod Dunkierką.

Innym ważnym epizodem i próbą porozumienia się Niemców z Brytyjczykami, był lot Rudolfa Hessa w 1941 roku do Wielkiej Brytanii, aczkolwiek źródła oficjalne mówią, że Hess poleciał bez wiedzy Hitlera w co bardzo wątpię, bowiem Hess był trzecim najważniejszym człowiekiem w rządzie III Rzeszy i ludzie takiej rangi nie schodzą z oczu służb specjalnych.

Z Rudolfem Hessem wiąże się bardzo ciekawy splot okoliczności, bo urodził się w 1894 roku w Aleksandrii i kontekst mistyczny oraz historyczny związany z archeologią Egipską i Aleksandrem wielkim z pewnością odgrywał tutaj istotną rolę, a jak wiemy Brytyjczycy prowadzili szeroko zakrojone badania archeologiczne w Egipcie i być może oprócz próby zawarcia pokoju z rządem Brytyjskim, Hess chciał im przekazać jakąś ważną informację ezoteryczną ?

Przez cały okres II wojny Niemcy rożnymi kanałami próbowali zatem nawiązać pokojowy dialog z kluczowym narodem Brytyjskim i Niemcy bardzo dobrze traktowali zachodnich w tym naszych jeńców wojennych, aczkolwiek na froncie wschodnim kolosalne odległości i związane z tym kłopoty logistyczne, uniemożliwiły Niemcom ludzkie traktowanie jeńców Rosyjskich. Musimy też pamiętać, że narodowi Francuskiemu pod okupacją Niemiecką powodziło się znacznie lepiej niż przed wojną, natomiast Białorusini, Ukraińcy i obywatele państw nad Bałtyckich witali żołnierzy Wermachtu – wyzwolicieli od komunizmu z kwiatami.

Adolf Hitler wybiegał myślami daleko w przyszłość i brał pod uwagę klęskę III Rzeszy i wiedział, że następna porażka militarna wiąże się z wymazaniem Niemców z powierzchni ziemi i tym razem nie będą to przelewki, bowiem Niemcy narazili się Żydom w podwójnym wymiarze. Niemcy uderzyli w żydowską lichwę i zaledwie w kilka lat po usunięciu z kraju pieniądza bez pokrycia, likwidacji giełdy i spekulacji finansowych osiągnęli kolosalny sukces ekonomiczny i socjalny, ponadto armie Niemieckie były o krok od zniszczenia żydowskiego komunizmu w Rosji.

Hitler miał do wykonania prawie tą samą świętą misję, jaką z sukcesem spełnił Aleksander kilka tysięcy lat wcześniej. Wtedy armie Aleksandra Macedończyka przynoszą światu wschodniemu Hellenistyczne piękno i oświecenie w formie greckiej sztuki i edukacji i w najdalszych zakątkach ówczesnego świata, powstają miasta noszące jego imię, w których kwitnie najwyższa myśl naukowa, literacka i sławna biblioteka Aleksandryjska była tego wybitnym przykładem. Aleksander podbił, ale też zjednoczył ludzi z najdalszych zakątków ówczesnego świata i każdy zdobyty naród traktował bardzo tolerancyjnie.

Hitler osiągnął by to samo a nawet więcej, lecz bardzo skomplikowane realia polityczne 20 wieku, potwornie utrudniły mu dokończenia dzieła Aleksandra. Mimo wszystko Hitler uwolnił swój naród z niewoli żydowskiego pieniądza, lecz niestety nie zdołał pokonać komunistycznego zamordyzmu. Gdyby jednak Hitler odniósł by ten podwójny sukces, to Niemcy przyniosły by wówczas całemu światu większe oświecenie niż sto Aleksandrów.

Klęska Niemców podczas II wojny światowej była prawie totalna i wpływowi syjoniści w rządzie USA, domagali się wówczas użycia broni nuklearnej przeciwko ocalałym, natomiast inni proponowali sterylizację wszystkich Niemców i ta druga opcja została poniekąd na współczesnych Niemcach zastosowana. Jesteśmy więc świadkami miękkiej anihilacji Niemców, na płaszczyźnie etnicznej w formie napływu do tego kraju milionów uchodźców z trzeciego świata, ponadto za sprawą rzekomych „praw człowieka”, tj. aborcji oraz feminizmu, Niemcy popełniają zbiorowe samobójstwo. Obawiam się, że naród Niemiecki drugi raz z kolan już się nie podniesie i ktoś inny będzie musiał podjąć nową próbę wyzwolenia i zjednoczenia białych ludzi, aczkolwiek prawie cała Europa zachodnia umiera i jedynie neutralna Szwajcaria prowadzi stosunkowo suwerenną politykę.

Współczesna Szwajcaria na mapie Europy zachodniej wygląda zatem dość dobrze, choć problemy z uchodźcami ten kraj także dotykają, ale nie w tak katastrofalnym stopniu jak sąsiada z północy, a zapewnili sobie Szwajcarzy relatywne bezpieczeństwo, najpierw odwagą i siłą mięśni średniowiecznych wojowników, natomiast w 19 – 20 wieku, siła mózgów jest ich doskonałą bronią i Szwajcarska tajemnica bankowa gwarantuje im nietykalność.

Mądra i dalekowzroczna decyzja Hitlera o pozostawieniu Szwajcarii neutralnej, pozwoliła Germanom zachować względną czystość etniczną do dnia dzisiejszego, ponadto Szwajcaria była dla Hitlera, tym czym Sparta była dla Aleksandra. Hitler był mistykiem, ale przede wszystkim żołnierzem i zasłużonym weteranem I wojny światowej i z pewnością bardzo cenił odważnych żołnierzy, a relatywnie niedawno w średniowieczu, garstka zjednoczonych Szwajcarskich górali i szlachty, pokonała w kilkunastu krwawych bitwach potęgę Burgundii oraz Austrii i zdobyła niepodległość.

Pod znakiem krzyża

Zjednoczona i neutralna Szwajcaria w 20 wieku, była najmniej zniszczona komunizmem, nie uczestniczyła w podbojach kolonialnych, ponadto wiatry rewolucji ją omijały i Germańska krew w żyłach tego narodu do czasów dzisiejszych jest najczystsza. Można więc odnieść wrażenie, że Szwajcaria tamtego okresu była ideałem dla Hitlera, ponieważ uzyskała wszystko co Hitler pragnął osiągnąć w makro skali i głównie z tego powodu Hitler nie odważył się ruszyć Szwajcarów. Każda inwazja militarna niszczy nie tylko infrastrukturę, lecz jeszcze większej zagładzie ulegają wówczas ponadczasowe więzi etniczne, a w żyłach Szwajcarów i Niemców płynie ta sama krew.

Oczywiście Szwajcarzy bronili Watykanu, zaś Hitlerowi wiara katolicka była bardzo bliska sercu i podpisał z Watykanem układ polityczny w formie konkordatu i z pewnością konkordat stypulował Niemcom powściągliwość militarną wobec Szwajcarii, bowiem atak militarny na ojczyznę obrońców świętego miasta, był by atakiem na samego Boga. O bliskości Niemców do wiary chrześcijańskiej podczas II wojny światowej, świadczą klamry do pasów żołnierzy Wehrmachtu z napisem „Got mit uns”, ( Bóg z nami ).

Szwajcarzy świecili zatem przykładem politycznym i wojskowym w kontekście walki o wolność i niepodległość oraz byli znakomitymi obrońcami wiary chrześcijańskiej i namiestnika Boga na ziemi papieża, lecz proszę nie zapomnieć o mistycyzmie Hitlera, który wywierał na jego decyzje większy wpływ, niż pragmatyzm polityczno – militarny i kto wie, czy przyjazny stosunek Hitlera do Szwajcarów, nie był podyktowany starymi i pięknymi legendami Europejskimi odnośnie ludzi z gór

giewontHitler nie ruszył Szwajcarów, ludzi gór, bo sam z podnóża Alp pochodził i wierzył, że po jego klęsce śpiący w skałach rycerze znowu się przebudzą, lecz podobną legendę hołduje prawie każdy naród Europejski, a w Polsce istnieje piękny mit o śpiącym rycerzu w górze Giewont i być może nie Szwajcaria, lecz Polska wyda na świat nowych i doskonałych świętych wojowników ?

odznaka-4-pulku-strzelcow-podhalanskichMamy do tego wszelkie predyspozycje, ponieważ jesteśmy chrześcijanami z krwi i kości i bardzo czystym etnicznie białym narodem i musimy pamiętać, że na długo przed II wojną światową, znakiem podhalańskich żołnierzy z wysokich Tatr była święta Swastyka. Pokazaliśmy relatywnie niedawno światu, że jesteśmy wspaniałymi żołnierzami i obrońcami piękna, gdy pod znakiem krzyża pierwsi toczyliśmy zdeterminowaną walkę przeciwko komunizmowi w latach 20 – tych ubiegłego wieku pod przywództwem Piłsudskiego i Polscy żołnierze, byli wtedy o krok od  pokonania żydowskiego komunistycznego raka w zalążku.

Niestety Polska co dopiero zdobyła niepodległość i byliśmy po I wojnie bardzo słabi oraz całkowicie zrujnowani i nasze prośby o pomoc militarną spotkały się na zachodzie z obojętnością, co wskazuje że komuniści infiltrowali najwyższe struktury rządów zachodnich, natomiast Niemcy leżą na łopatkach i przechodzą rewolucję komunistyczną. Nową próbę zniszczenia komunizmu podjął Hitler, ale cały świat go wówczas zdradził, lecz potencjalny sojusz militarny Niemiec i Polski w formie doskonałych wojsk pancernych i lotnictwa Niemieckiego z naszą świetną piechotą i kawalerią, zmiótł by komunizm w Rosji w miesiąc i nie było by II wojny światowej.

Józef Piłsudski miał absolutną rację wypowiadając słowa pogardy pod adresem cywilnych rządów przedwojennej Polski: „Rzeczpospolita to wielki burdel, konstytucja to prostytutka, a posłowie to kurwy”, ponieważ w 1939 roku, naród Polski został zdradzony przez własne władze, które  opowiadając się po stronie zachodu, przeciwko Niemcom zrobiły największą graal_5przysługę komunizmowi. Odbiegam trochę od tematu i na koniec w kontekście swastyki przypomnę, że III Rzesza prowadziła badania w samym źródle swastyki, w sklepieniu niebios i w najwyższych górach świata w Himalajach.

 

Dobry gospodarz

Większość ludzi nie potrafi mentalnie ogarnąć bardzo prostych zasad funkcjonowania rynku pracy, ale sporadycznie doznajemy oświecenia i rozumiemy, że im więcej rąk do pracy, tym mniejsze zarobki i ta korelacja dotyczy gospodarki każdego państwa na świecie. Nasz kraj zmaga się z milionową imigracją ekonomiczną Ukraińców, i możemy zaobserwować wzmożoną konkurencję w zatrudnieniu i rodowitym Polakom ten stan rzeczy generalnie się nie podoba, bowiem pracy jest mało i pracodawcy mają do wyboru tańszą siłę roboczą.

Wiele kontrowersji wzbudziła niedawna decyzja Trumpa związana z ograniczeniem imigracji z kilku państw muzułmańskich i według oficjalnej narracji, rozporządzenie Trumpa było podyktowane próbą ochrony USA przed terroryzmem. Aczkolwiek, terroryzm odgrywał w tym przypadku marginalną rolę i w rzeczywistości administracja Trumpa, tym ważnym rozporządzeniem, uczyniła pierwszy krok w obronie Amerykańskiego rynku pracy.

Warto więc nadmienić, że do USA rocznie przybywa niecałe milion osób legalnie, natomiast drugie tyle a może i więcej różnymi kanałami dostaje się do Ameryki nielegalnie w związku czym, rynek pracy jest przesycony tanią siłą roboczą i pensje przeciętnych Amerykanów drastycznie maleją.

Amerykański sędzia federalny ze stanu Waszyngton, zablokował jednak rozporządzenie Trumpa, i granice dla taniej siły roboczej są ponownie otwarte, lecz walka ciągle trwa i być może Trump wygra. Innym ważnym krokiem Trumpa, była decyzja o budowie muru na granicy z Meksykiem i nie kierowały nim pobudki rasistowskie, lecz ten sam cel ochrony rynku pracy dla rodowitych Amerykanów.

Musimy pamiętać, że z Meksyku przybywa do USA najwięcej nielegalnej i taniej siły roboczej, ponadto dziurawe granice z Meksykiem umożliwiają przemyt do USA setek ton narkotyków rocznie. Mur z pewnością powstanie i ustabilizuje rynek pracy oraz zapewni obywatelom większe bezpieczeństwo.

Niemniej jednak, obydwie bardzo słuszne decyzje Trumpa, zostały źle zrozumiane przez spory segment Amerykańskiego społeczeństwa i głównym promotorem tej opinii, są wielkie korporacje, którym najbardziej zależy na taniej sile roboczej i poprzez swoje środki masowego przekazu, kształtują kompletnie fałszywy punkt widzenia odnośnie postanowień Trumpa.

Krytyka medialna w stosunku do Trumpa spadła do rynsztokowego poziomu i gorzej być nie może, ale nie dla Trumpa, bo on kieruje się świętą zasada wojownika: „Co cię nie zabije, to cię wzmocni”. Ponadto trzeba pamiętać, że jeżeli komuś brakuje konstruktywnych argumentów, to wtedy uderza w przeciwnika plotkami, epitetami, oszczerstwami lub groźbami pozbawienia życia, a to znaczy że adresat pomówień jest człowiekiem szlachetnym i prawym. Tak mniej więcej światowe media traktują Trumpa i plebs podchwycił te sentymenty, bo ich mózgami rządzą media, które znajdują się pod kontrolą mega korporacji.

Jeżeli zatem połączymy ograniczenie imigracji z krajów muzułmańskich, z murem na granicy z Meksykiem, to wówczas prawdziwy cel tych działań staje się jasny i administracja Trumpa, zaczyna budowę twardych fundamentów wielkiego Amerykańskiego domu, od zapewnienia ludziom stabilnej i dobrze płatnej pracy oraz bezpieczeństwa na ulicy.

W kontekście imigracji pamiętajmy, że Polacy obawiali się uchodźców muzułmańskich i dzięki umiejętnej polityce Prawa i Sprawiedliwości, problem z uchodźcami nas ominął. Natomiast Ukraińska „inwazja” ruszyła zanim PiS objął władzę i prawdę mówiąc Ukraińcy są naszymi etnicznymi braćmi i nie stanowią poważnego zagrożenia w związku z tym, nie miejmy pretensji do Ameryki, bo do tego państwa dosłownie cały świat wali drzwiami i oknami. Pozdrawiam.