Tajemnice świata

Geocentryzm

Na korzyść hipotezy, że ziemia jest stacjonarna i nie obraca się wokół swojej osi przemawia odległość jaką samoloty pasażerskie pokonują lecąc w kierunku zachodnim, bo jeżeli ziemia by się obracała, to wówczas lot na zachód trwał by znacznie szybciej niż na wschód, a jest inaczej i czas lotu w linii prostej, na ta samą odległość z tego samego miejsca na zachód i na wschód jest identyczny.

Ta anomalia dowodzi, że ziemia jest planetą stacjonarną wokół której krąży księżyc, słońce oraz wszystkie planety tzw. układu słonecznego i żeby przekonać się o słuszności tej na pozór bezsensownej hipotezy, wystarczy przyłożyć palec centymetr nad globusem, powiedzmy nad Warszawą, po czym obrócić go w prawa stronę i ruszyć głową.

Została w nas utrwalona wiedza, że ruch globusa w prawą stronę odpowiada rzeczywistemu kierunkowi obracania się ziemi na wschód, skąd wschodzi słońce, i mając to na uwadze pomyślcie o dwóch samolotach startujących w tej samej chwili z Warszawy, i jeden leci 1000 kilometrów w linii prostej na zachód, natomiast drugi odlatuje 1000 kilometrów na wschód.

Znajdujemy się na pokładzie pierwszego samolotu, a nowoczesne samoloty pasażerskie na dużych wysokościach osiągają szybkość niecałych 1000 km/h, i za godzinę powinniśmy znaleźć się w miejscu docelowym. Aczkolwiek znajdziemy się o wiele dalej bo musimy pamiętać, że ziemia obraca się pod nami w kierunku przeciwnym na wschód w związku z tym, 1000 kilometrów na godzinę, plus szybkość obracania się ziemi, która w tej szerokości geograficznej wynosi około 1000 km/h, daje nam szybkość rzeczywistą rzędu 2000 tysięcy kilometrów na godzinę i gdyby ziemia obracała się wokół swojej osi, to po godzinie lotu na zachód wylądujemy tysiąc kilometrów dalej.

Wracamy do Warszawy i lecimy teraz w kierunku wschodnim z szybkością 1000 km/h, i ziemia pod nami obraca się również na wschód z prędkością 1000 km/h, w związku z tym rezultat podróży jest absurdalny, ponieważ jesteśmy co prawda w powietrzu, ale stoimy de facto w miejscu i po godzinie lotu lądujemy z powrotem w Warszawie. Tak mniej więcej wyglądała by sprawa gdyby ziemia się obracała i aerodynamicznie opływowy sterowiec, zrewolucjonizował by wówczas transport powietrzny.

Sterowiec zbliżony kształtem do pięknego przedwojennego Zeppelina, po obu stronach był by wyposażony w dwa silniki napędzające śmigła, których zadaniem było by ustawienie sterowca w kierunku zachodnim i utrzymanie statku powietrznego w jednym punkcie, bo rzecz jasna sterowiec pozbawiony napędu śmigłowego, zaczął by się poruszać z kierunkiem wiatru. Ponadto napęd służył by do skierowania sterowca na północ lub południe od trajektorii równoleżnikowej. Wznosimy się zatem sterowcem na niewielką wysokość np. 500 metrów, i po godzinie stania w powietrzu lądujemy sterowcem 1000 kilometrów na zachód od miejsca startu, natomiast po 24 godzinach sterczenia w powietrzu okrążylibyśmy całą ziemię!

Ten niezwykły sposób przemieszczania się na duże odległości, był by możliwy na wirującej wokół swojej osi ziemi i z pewnością został by zastosowany na szeroką skalę, ale ziemia jest stacjonarna w związku z tym, uniwersalnym środkiem transportu są samoloty i pasażerowie samolotów, a także pojazdów na ziemnych poruszający się ze wschodu na zachód i vice versa nie doświadczają żadnych anomalii czasowych.

Z samolotami związana jest inna ciekawa kwestia w formie tajemniczego fenomenu chemtrails (smugi kondensacyjne). Są to długie białe linie jakie pozostawiają na niebie samoloty pasażerskie i według popularnej teorii spiskowej, samoloty celowo rozpraszają w atmosferze toksyczne związki chemiczne, które ponoć ludzi zatruwają, ogłupiają lub wywołują zmiany klimatyczne.

Coś w tym jest na rzeczy, ponieważ tylko duże samoloty pasażerskie, pozostawiają na niebie białe smugi, natomiast za myśliwcami odrzutowymi nie ma żadnych śladów, a obydwa typy samolotów posiadają podobne silniki odrzutowe, które podczas pracy nagrzewają się do bardzo wysokich temperatur i powinny kondensować powietrze w parę wodną i w smugi.

Wniosek z tej obserwacji jest następujący. W dużych samolotach pasażerskich, z łatwością można umieścić zbiorniki z płynnymi chemikaliami i nawet w samolocie pełnym pasażerów, jest zarezerwowana specjalna sekcja na ów zbiornik. W porównaniu z samolotami pasażerskimi, myśliwce odrzutowe są małe w związku z tym, nie ma w nich miejsca na montaż zbiorników z chemikaliami i myśliwce spełniają rolę stricte wojskową.

Prawie każda teoria spiskowa jest jak cebula, i pod pierwszą warstwą ukrywa się następna i najbardziej zaskakująca mówi o tym, że silniki turboodrzutowe zamontowane na samolotach pasażerskich, są napędzane paliwem tylko podczas ich rozruchu, gdy samolot znajduje się jeszcze na pasie startowym.

Wkrótce po wprowadzenia silników w ruch, dopływ paliwa do silników jest wstrzymany i od tego momentu silniki pracują na powietrzu, które wewnątrz turbiny jest w jakiś niezwykły sposób sprężane, i energia uzyskana ze sprężonego powietrza, daje samolotom wystarczający ciąg aby unieść się w przestworzach. Ta teoria nie jest wcale głupia i genialny Austriacki naukowiec Wiktor Schauberger (1885-1958), badając właściwości powietrza udowodnił, że zwykłe powietrze może być czystym źródłem energii, jeżeli zostanie poddane odpowiedniemu przepływowi, co powoduje implozję i wyzwolenie z powietrza ogromnej dawki energii.

W związku z tym, Niemcy podczas II wojny światowej, prowadzili prace konstrukcyjne nad pojazdami latającymi według pomysłu Schaubergera, ale pod koniec wojny całą dokumentację techniczną skonfiskował wywiad Amerykański i Rosyjski. Schauberger odkrył również że woda, posiada takie same egzotyczne właściwości energetyczne jak powietrze i wywnioskował, że ruch obrotowy śrub i śmigieł jest mało wydajną i prymitywną metodą napędu statków i samolotów. Wiktor Schauberger nie był typowym naukowcem akademickim, lecz był ostatnim wielkim alchemikiem, ponieważ natchnienie do prowadzenia badań nad wodą i powietrzem czerpał z przyrody. Schauberger doznał odkrywczej eureki obserwując górskie strumienie, płynące w nich ryby i loty ptaków.

 

 

 

 

Strzeż się szpitali, samochodów i samolotów

Najlepsze narządy wewnętrzne pochodzą od młodych ludzi, i od kilkunastu lat dostęp do nich znacznie się poprawił, ponieważ do wypadków samochodowych z udziałem młodych osób służby ratunkowe bardzo szybko przybywają, a niekiedy po rannych przylatuje nawet śmigłowiec i błyskawicznie zabiera do szpitali. W szpitalu ciężko ranny młody człowiek, jest wprowadzany w śpiączkę farmakologiczną, żeby już nigdy nie odzyskał przytomności i śmierć naturalna była by wówczas zbawieniem, ale ranny podpisał swój wyrok śmierci i niebawem umrze w niesamowitych męczarniach.

Większość młodych ludzi podczas wyrabiania dowodów osobistych lub prawa jazdy, z pobudek altruistycznych lub za namową urzędników, wyrażają pisemną zgodę na pobranie swoich organów wewnętrznych, w razie poważnego wypadku i tzw. trwałej utraty przytomności. Jeżeli jednak człowiek nie podpisał zgody na pobranie organów, a straci przytomność i znajdzie się w szpitalu, to często rodzina wyda na niego wyrok śmierci, ponieważ nikt z przeciętnych ludzi nie śmie podważyć autorytetu lekarza i postawionej diagnozy, odnośnie prawdziwego stanu zdrowia nieprzytomnego pacjenta.

Śmierć mózgu = śmierć ciała

Główny pretekst, który pozwala lekarzom transplantologom podjęcie lekkomyślnej decyzji o pobraniu narządów wewnętrznych od człowieka w śpiączce, jest rzekoma śmierć mózgu, co moim zdaniem sugeruje całkowity zanik funkcji czucia układu nerwowego. Aczkolwiek argumentacja lekarzy, dotycząca możliwości pobrania narządów wewnętrznych od osoby z martwym mózgiem jest pozbawiona sensu lub lekarze perfidnie kłamią, ponieważ serce i wszystkie inne narządy człowieka w śpiączce cały czas pracują, co by było niemożliwe gdyby nadający rytm ciału i główny biologiczny procesor – mózg był martwy!.

A zatem śmierć mózgu jest nonsensem i człowiek w śpiączce śpi jedynie snem bardzo głębokim i jego układ nerwowy jest w pełni sprawny, a wtedy nawet najmniejsze ukłucie, jest odbierane przez nerwy i rejestrowane jako ból w mózgu. Człowiek w śpiączce może się przebudzić spontanicznie i zdarzały się takie przypadki dlatego też, tuż przed zabiegiem wycinania narządów wewnętrznych, ofiara jest usypiana potężną dawką płynnych leków usypiających, aby czasem okropny ból jaki za chwile przeżyje jej nie przebudził. Największemu wrogowi nie życzył bym takiej śmierci.

Większość osób, które uległy ciężkim wypadkom drogowym i straciły przytomność, po kilku tygodniach lub miesiącach intensywnego leczenia i zabiegów, odzyskały by przytomność i pełne zdrowie, ale taka rekonwalescencja kosztuje spore pieniądze, natomiast dochód ze sprzedaży narządów wewnętrznych jest ogromny.

Kluczowa kwestia do zapamiętania jest zatem następująca. Nie ma takiego zjawiska medycznego jak śmierć mózgu, jest natomiast np. zawał serca, który wstrzymuje dopływ krwi do mózgu i dopiero wtedy mózg przestaje działać, ale nie natychmiast, ponieważ akcja elektryczna pomiędzy neuronami, może trwać nawet kilkadziesiąt minut po zaniechaniu pracy przez wszystkie inne narządy ciała. Co prawda może nastąpić wylew krwi do mózgu, ale ten uraz dotyka małą część mózgu odpowiedzialną za jakąś czynność np. ruchu, niemniej nawet wylew krwi obejmujący ¾ mózgu, nigdy nie pozbawi go podstawowej funkcji odczuwania bólu.

Praca mózgu i reszty ciała jest zbliżona do funkcjonowania komputera w związku z tym, śmierć mózgu i działanie narządów wewnętrznych jest nie możliwe, ponieważ mózg (procesor) steruje biciem serca, pracą płuc i wątroby, które dostarczają natlenioną i przefiltrowaną krew do całego ciała. Po wyłączeniu elektronicznego procesora, wszystkie komponenty komputera są nadal sprawne, ale nasz biologiczny procesor zachowuje się trochę inaczej i śmierć mózgu oznacza natychmiastowy i permanentny koniec pracy wszystkich części ciała, i pozbawione tlenu narządy wewnętrzne ulegają wtedy bardzo szybkiemu rozkładowi (gniciu).

We wszystkich większych szpitalach na świecie istnieje tajny dział medyczny, który nosi nazwę panel śmierci i składa się z kilku ważniejszych lekarzy i każdy młody nieprzytomny pacjent po wypadku dostaje się pod ich „opiekę”. Lekarze informują wówczas rodzinę, że pacjent jest w stanie wegetatywnym i jego mózg jest martwy i że wspaniałym gestem humanitarnym, który uratuje życie innym ludziom, będzie wyrażenie zgody na pobranie organów wewnętrznych nieprzytomnego człowieka. Rodzina prawie zawsze się zgodzi, ponieważ lekarze mają status Bogów i ludzie ufają im bezkrytycznie w związku z tym myślą, że robią nieprzytomnemu wielką przysługę, natomiast lekarze śmieją się z naiwności ludzi i liczą już pieniądze, jakie uzyskają ze sprzedaży organów wewnętrznych młodego człowieka, którego wkrótce uśmiercą.

Pacjent, a raczej ofiara zostaje wówczas przetransportowana na stół operacyjny i z żywego ciała, czującego ból są wycinane jelita, oczy, nerki, wątroba, płuca i na końcu bijące serce. Wielu ludzi nie ma pojęcia, że organy wewnętrzne nie pobiera się z trupów, lecz z żywych ludzi w których płynie krew i najstraszniejsze jest to, że człowieka przeznaczonego na wycięcie organów, nie poddaje się znieczuleniu anestezjologicznemu, ale zaledwie uśpieniu farmakologicznemu. Układ nerwowy dawcy nie jest znieczulony i ofiara czuje wówczas niesamowity ból, ale jej krzyku nikt nie usłyszy i tak czy owak on/ona jest przeznaczona na uśmiercenie.

Mózg dawcy musi czuć ból w związku z tym, podczas wycinania narządów wewnętrznych nie można stosować anestezjologii znieczulającej, ponieważ tylko wtedy narządy nadają się do transplantacji, a jest to spowodowane tym, że np. nerwy serca dawcy, są w kontakcie z mózgiem i nie są uśpione. Nerwy po wycięciu serca z organizmu dawcy, mimo utraty kontaktu z mózgiem, potrafią zachować przez stosunkowo długi czas żywotność i po transplantacji, układ nerwowy serca z łatwością nawiązuje kontakt z mózgiem i bez problemu ukorzenia się w struktury nerwowe nowego ciała. Natomiast śmierć mózgu o jakiej mówią transplantolodzy, jest równoznaczna ze śmiercią każdego nawet najmniejszego nerwu w każdej komórce ludzkiego organizmu, i narząd pobrany od osoby z rzekomym martwym mózgiem, nie został by wówczas zaakceptowany przez ciało odbiorcy, gdyż nerwy takiego narządu są po prostu martwe.

Prawie każdy z nas może być przymusowym dawcą narządów wewnętrznych i uśmiercony, bo utrata przytomności w miejscu publicznym wywołana np. atakiem epilepsji lub udarem słonecznym, może być fałszywie zdiagnozowana w szpitalu przez lekarskich łowców ciał, za pogrążenie się organizmu w stan wegetatywny i śmierć mózgu. Byłem niedawno świadkiem utraty przytomności przez kilkunastoletnią dziewczynkę, której szósty zmysł coś istotnego podpowiadał i w trakcie czekania na karetkę, będąc w objęciach ojca resztkami sił szeptała – ja się boję.

Kwestionowanie procedury pobierania narządów wewnętrznych uchodzi za wielki grzech, i można spotkać się z wrogością lekarzy, gdy przeciętny człowiek wyrazi jakieś wątpliwości, ale byli odważni ludzie i jeden z rodziców nie zgodził się na pobranie narządów ze swojego nieprzytomnego 27 letniego syna, który stracił przytomność w skutek ataku serca. Do tego wstrząsającego wydarzenia doszło w USA w 2015 roku i według diagnozy lekarskiej, mózg młodego człowieka był martwy i nie było już sensu podtrzymywanie „warzywa” przy życiu respiratorem, ale ojciec instynktownie czuł, że syn wkrótce odzyska przytomność, natomiast lekarze kłamią i chodzi im o narządy wewnętrze syna.

W związku z tym, ojciec udał się do szpitala i z pistoletem w dłoni zabarykadował się w pokoju z synem. Syn słyszał i czuł obecność swojego ojca i dał mu znak ściskając trzy razy jego dłoń, zaś po chwili otworzył oczy i po kilku dniach odzyskał w pełni zdrowie. Miłość mądrego i odważnego ojca, wyrwała więc syna z objęć męczeńskiej śmierci i ten epizod dobitnie świadczy o tym, że śmierć mózgu jest medyczną bzdurą. W poniższym linku dokładny opis zdarzenia ze zdjęciami (wersja angielska).

https://www.lifesitenews.com/news/dad-from-three-hour-armed-hospital-standoff-that-saved-his-sons-life-is-fre

Na ziemi

Nowoczesne samochody są pełne elektroniki i każdy nowy samochód z łatwością można zdalnie przejąć oraz nim sterować i doprowadzić do kontrolowanej kolizji, zwłaszcza wypadki kiedy to w samochodzie przebywa więcej młodych osób, prawie nigdy nie są następstwem błędu kierowcy, lub innego nieszczęśliwego splotu okoliczności. We wszystkich nowych autach są zainstalowane urządzenia szpiegowskie w postaci nawigacji satelitarnej, mikrofonów i kamer za pomocą których, można się przekonać gdzie się znajduje auto, oraz ile osób i w jakim wieku przebywa w samochodzie. Gdy w stosunkowo nowoczesnym samochodzie przebywa kilku nastolatków, a ich narządy wewnętrzne są najcenniejsze, to  wypadki z ich udziałem zawsze są podejrzane.

Cześć pieniędzy uzyskanej z handlu organami wewnętrznymi pochodzących od osób, które uległy tzw. wypadkom drogowym, mafia lekarska przekazuje zaufanym ludziom z wydziałów policyjnych zajmujących się badaniem przyczyn wypadków. Przekupieni policjanci tuszują wówczas prawdziwe przyczyny wypadków z udziałem młodych ludzi i w klasyfikacji policyjnej, wypadki te są następstwem winy kierowców, złych warunków pogodowych lub usterki technicznej.

Ponadto wszystkie nowe samochody są wyposażone w samochodową „czarną skrzynkę”, która rejestruje najważniejsze parametry jazdy i podczas oględzin samochodu, kluczowym obowiązkiem śledczego jest wymazanie z pamięci oryginalnej informacji i zapisanie fałszywej.

Na marginesie dodam, że zdalne przejęcie kontroli nad samochodem i doprowadzenie do kolizji, jest również dość popularną metodą likwidacji osób i taki los spotkał Austriackiego prawicowego polityka Joerga Haidera, który za swoje narodowo/prawicowe poglądy zginął w „wypadku” samochodowym do jakiego doszło11 października 2008 roku. Jego nowoczesny Volkswagen Phateon, na stosunkowo prostej i szerokiej drodze, gdzie obowiązywało ograniczenie szybkości do 70 km/h, nagle przyspieszył do 140 km/h i z całym impetem został skierowany w kamienną balustradę.

Policyjne śledztwo wykazało obecność alkoholu we krwi Haidera, co oczywiście jest kłamstwem, ponadto media zaczęły oczerniać jego postać i szerzyły insynuacje, że Haider był homoseksualistą i otrzymywał pieniądze od Kaddafiego i Husseina. Zadajcie sobie pytanie, kto rządzi środkami masowego przekazu, a uzyskacie odpowiedź komu zależało na śmierci Haidera.

Muszę nadmienić, że ciężko ranny Haider „umarł” dopiero w szpitalu i prawdopodobnie został zamordowany w trakcie wycinania narządów wewnętrznych. Śmierć Joerga Haidera ma znamiona morderstwa rytualnego i krytycy izraela dość często giną w podobnych okolicznościach.

Dostęp do świeżych organów wewnętrznych, za sprawą nowoczesnej technologii jest zatem stosunkowo prosty i rzekomych wypadków drogowych będzie coraz więcej, ponieważ popyt na organy wewnętrzne jest ogromny. Ludzie żyją coraz krócej, a chcą żyć jak najdłużej, zaś niektórzy pragną żyć wiecznie, i faktycznie taka znana osobistość jak miliarder David Rockefeller, pomimo 99 lat, cieszy się bardzo dobrą kondycją fizyczną i jest to zasługą bodajże szóstego przeszczepu serca..

Wracam na moment do kwestii związanej ze śmigłowcami ratunkowymi, ponieważ czas jest na wagę złota nie tylko w transporcie pacjentów do szpitali, ale też w szybkiej dostawie narządów wewnętrznych. Śmigłowce spełniają rolę kurierską i po dostarczeniu pacjentów do szpitala, często odbierają ze szpitali narządy wewnętrzne zapakowane w kriogenicznych pojemnikach i transportują je za granicę, do centralnych punktów zbiorczych, skąd po aukcji handlowej i uzyskaniu dobrej ceny, narządy wewnętrzne są rozsyłane do kupców na całym świecie. To jest świetnie zorganizowana grupa przestępcza o globalnym zasięgu.

W powietrzu

Na jednym ogniu można upiec dwie, a nawet trzy pieczenie i według tej zasady pewni bardzo sprytni i bezduszni ludzie, prowadzą politykę oraz interesy i znacznie lepszymi od samochodów maszynami do pobierania organów wewnętrznych na masową skalę, są współczesne samoloty pasażerskie, które można określić mianem latających komputerów. Zaawansowana technologia umożliwiająca zdalne przejęcie kontroli nad samolotami, istniała już jakieś 50 lat temu i przecież każdy samolot pasażerski, jest wyposażony w system autopilotażu.

Malezyjski samolot pasażerski MH 370, został zdalnie sprowadzony na ziemię 8 marca 2014 roku i 17 czerwca tego samego roku, ten sam samolot, ale pod numerem MH 17 został zdalnie rozbity na Ukrainie, i na jego pokładzie były zwłoki pasażerów z lotu MH 370, z których zostały wycięte organy wewnętrzne. Ten fakt potwierdzają oględziny miejsca katastrofy jakich dokonali  miejscowi ludzie, którzy natychmiast tam przybyli i zaobserwowali, że ciała pasażerów były w stanie poważnego rozkładu i w całej okolicy roznosił się niesamowity fetor gnijących ciał.

Odpowiedzialność za katastrofę MH 17 przypisano Rosji i od tego momentu w stosunku do Rosji uruchomiono światową kampanię nienawiści, natomiast za wydarzenia z 9 września 2001 roku w USA są ponoć odpowiedzialni Arabowie i gojom wmówiono, że kilku arabów nie potrafiących pilotować awionetek, potrafiło po mistrzowsku sterować dużymi boeingami 767. Propaganda jednak chwyciła i państwa zachodnie uderzyły na Irak oraz Afganistan i generalnie cała zachodnia opinia publiczna uwierzyła, że muzułmańskie są wrogiem ludzkości.

W rzeczywistość jednak katastrofy samolotów w USA 9 września, są dziełem wspomnianej wcześniej grupy ludzi, którzy zarobili dużo pieniędzy na handlu organami wewnętrznymi pasażerów z czterech samolotów, i zarobili prawdziwe fortuny z ataku zbrojnego na Irak i na przejęciu złóż ropy i okupacji Afganistanu, gdzie za aprobatą armii USA,  zaczęto znowu uprawiać mak, a z maku pochodzi  heroina i wielki pieniądz z jej sprzedaży. Nie zapomnijmy też o ubezpieczeniu wieżowców WTC w Nowym Jorku, z którego to właściciele budynków uzyskali również znaczne sumy, a posiadaczami większości nieruchomości w Nowym Jorku są również ludzie z końcówkami nazwisk berg, stein itp.

Schemat akcji z 9 września 2011 roku, wyglądał następująco. Na pokładzie samolotów biorących udział w zamachach 9/11, po starcie do pokładowej atmosfery został wtłoczony gaz usypiający, i po zdalnym sprowadzeniu czterech samolotów na ziemie, na pobliskim lotnisku wojskowym nieprzytomnych pasażerów wyniesiono z samolotów i poddano wycięciu organów wewnętrznych, natomiast puste samoloty zostały naprowadzone na cele w Nowym Yorku i Pensylwanii, a w kierunku Pentagonu wystrzelono rakietę typu Tomahawk.

Zapotrzebowanie na organy wewnętrzne jest ogromne, lecz w środowisku żydowskim największe ze względu na poważne dolegliwości zdrowotne, jakie dotykają duży procent żydowskiej populacji. Są to choroby genetyczne wywołane przez blisko spokrewnione i w wielu wypadkach kazirodcze związki małżeńskie jakie są dozwolone wśród żydów. Potomstwo z takich związków, jest psychiczne a zwłaszcza fizycznie chore, i żydowska płeć męska jest najbardziej poszkodowana na ciele i duchu, ponieważ mali chłopcy w ósmym dniu swojego życia przechodzą prawdziwy koszmar, związany z obrzezaniem penisów. Po dorośnięciu, mutanci i psychopaci w jakiś kuriozalny sposób potrafili jednak osiągnąć szczyt władzy w prawie każdym państwie na świecie.

Ludzka krew jest również bardzo cenna i tylko mała część oddanej przez dawców krwi, trafia do pacjentów podczas zabiegów chirurgicznych i większość krwi jest używana w cyklicznych transfuzjach mających na celu odmłodzenie organizmu, na które to zabiegi stać bardzo zamożnych ludzi. W USA placówki zajmujące się pobieraniem krwi noszą nazwę Blood Banks (banki krwi) i komentarz jest zbędny.

Krew jest eliksirem odmładzającym, ale młoda krew zawiera najwięcej cudownej substancji odmładzającej i stąd pochodzi legenda, a w każdej legendzie jest ziarno prawdy, odnośnie porywania i mordowania małych dzieci jakich dopuszczali się ponoć żydzi w średniowiecznej Europie. Najsłynniejsza jest jednak żyjąca w 17 wieku węgierska hrabina Elżbieta Batory, która zleciła swoim podwładnym porwanie i zamordowanie 650 młodych kobiet (dziewic). W krwi ofiar hrabina Batory urządzała kąpiele odmładzające i obydwie kwestie, przyczyniły się do narodzin w europejskim folklorze mrożących krew w żyłach opowieści o wampirach.

W innym wymiarze

Legenda o wampirach przetrwała do XX wieku, i w komunistycznej Polsce sporą panikę wśród ludzi wzbudzały pogłoski o czarnych samochodach marki Wołga, którymi porywano dzieci i spuszczano im krew. Mimo wszystko, na świecie co roku tysiące ludzi w rożnym przedziale wiekowym przepada bez wieści i odnoszę wrażenie, że egzystujemy w rzeczywistości kontrolowanej przez wampiry, i jesteśmy dla nich mięsem w dwóch wymiarach. Armatnim, w sensie łatwości z jaką rzucają nas na wojny, podczas których mordujemy i giniemy i jesteśmy mięsem dosłownym, w formie dawców organów. Nasze życie wyzwala więc niesamowitą ilość energii cierpienia, która jest najbardziej pożądanym i najdoskonalszym pokarmem prawdziwych wampirów.

Zwłoki nienarodzonych dzieci zamordowanych podczas aborcji, są również bardzo pożądanym i cennym produktem handlowym i komórki macierzyste pobrane z ludzkich embrionów, wykorzystuje się min., w produkcji szczepionek i kremów przeciwzmarszczkowych, ale na tym horror się nie kończy, ponieważ dla poprawy walorów smakowych do takich napoi jak Coca – cola i do niektórych pokarmów, dodaje się również śladową ilość komórek macierzystych z zabitych dzieci. W tym kontekście dodam, że choroba wściekłych krów na jaką kilka lat temu zapadały krowy, była wywołana dodawaniem do paszy białka pochodzącego z martwych krów, zaś ludzki odpowiednik tej choroby, straszne schorzenie układu nerwowego Alzheimer, jest następstwem naszego współczesnego kanibalizmu.

Konkluzja

Dawcy narządów wewnętrznych są dosłownie patroszeni jak zwierzęta w rzeźniach, ale z tą kluczową różnicą, że zwierzęta są faktycznie martwe, ponieważ ich mózgi zostały doszczętnie zniszczone w trakcie tzw. ogłuszania, które polega na wbiciu pod ciśnieniem w mózg zwierzęcia, grubego metalowego bolca, natomiast mózg dawcy jak wspominałem jest uśpiony farmakologicznie i doświadcza ból związany z wycinaniem narządów z ciała. Pobieranie narządów wewnętrznych powinno być natychmiast zakazane, bo to jest okropne torturowanie i mordowanie ludzi dla czystego zysku i wprawdzie niektóre narządy trafiają do naprawdę potrzebujących i przedłużają im życie, ale cierpienie jakie przechodzą dawcy, jest niewspółmiernie większe, od radości z życia jaką odczują przyszli odbiorcy narządów. Zakaz pobierania narządów jest jednak wykluczony, ponieważ w tej naszej kolokwialnej żydowskiej rzeczywistości, pieniądz jest Bogiem, zaś ludzie towarem.

 

Posłaniec Boga i płynny metal – Merkury

Zakup termometrów rtęciowych przez przeciętnych ludzi jest już niemożliwy i sprzedaż rtęci,  w internetowych sklepach z odczynnikami chemicznymi jest surowo zabroniona, ale nie jest to podyktowane troską o nasze zdrowie w razie zbicia się termometru i wylaniu paru kropel toksycznej rtęci na podłogę.

Wylanie na dywan kilku mililitrów rtęci zawartej w termometrze, nikomu krzywdy nie zrobi i takie przypadki zdarzały się w domach niezmiernie rzadko, ponieważ termometry rtęciowe były dość solidnie skonstruowane i trzeba by porządnie rzucić takim termometrem o podłogę, by się rozbił.

Rtęć jest jedynym metalem występującym w stanie płynnym w temperaturze pokojowej, ponadto ten osobliwy metal ma niesamowite własności elektryczne, które za sprawą zakazu handlu rtęci zostały utajnione, i na zawsze odebrano amatorom konstruktorom możliwość eksperymentowania i odkrycia nowej formy energii lub napędu. W kręgach twórców teorii spiskowych natknąłem się na hipotezę, która mówi o tym że Niemieckie pojazdy latające z końca II wojny światowej tzw. foo – fighters, czyli Hitlerowskie latające talerze osiągały fenomenalną szybkość i zwrotność, dzięki zastosowaniu napędu bazującego właśnie na rtęci.

Kwestię z hipotetycznymi Niemieckimi latającymi talerzami zostawię w spokoju i chciałbym omówić inną ciekawą własność rtęci o której usłyszałem w czasach komunistycznych, około roku 1981. Uczęszczałem wtedy do szkoły technicznej i prawdopodobnie któryś s z kolegów elektroników powiedział mi, że można radykalnie polepszyć odbiór fal radiowych przez radio wlewając rtęć do anteny, która jest najczęściej wykonana z cienkiej rurki aluminiowej i przypomina spłaszczoną literę O. Mowa jest o zwykłej antenie radiowej, czyli o dipolu.

Miałem wtedy akurat dość pokaźną ilość rtęci w domu i wziąłem się za konstrukcję anteny wspomaganej rtęcią. Eksperyment niestety mi nie wyszedł i o sprawie wkrótce zapomniałem. Od tamtego czasu minęło dziesiątki lat i o właściwościach rtęci znowu zacząłem niedawno myśleć, ponieważ na jednym z amerykańskim forum z teoriami spiskowymi, przeczytałem interesujący wpis w którym autor opisuje historię pewnego Rosjanina i jego anteny radiowej wypełnionej rtęcią.

Działo się to bodajże w latach komunistycznych w dawnym Związku Radzieckim i anonimowy bohater opowieści, był bardzo sfrustrowany słabym odbiorem stacji radiowych, a że mieszkał w małym Syberyjskim miasteczku, to wiadomości radiowe były jego jedynym źródłem informacji o świecie.

Na Syberii mieszkają geniusze w związku z tym, mężczyzna postanowił skonstruować antenę wypełnioną rtęcią, i po ponownym zamontowaniu anteny na dachu, ku swojemu wielkiemu zdziwieniu jego radio zaczęło odbierać stacje radiowe nadające z dalekiej Europy zachodniej. Radość mężczyzny nie trwała jednak zbyt długo, ponieważ kilka dni po uruchomieniu radia, do jego domu przyjeżdża oddział wojskowy i rekwiruje antenę oraz radio. Opowieść na tym się kończy i nie wiadomo czy mężczyzna został aresztowany lub ewentualnie zlikwidowany.

Nurtujące jest jednak pytanie, w jaki sposób wojsko dowiedziało się o antenie wypełnionej rtęcią, skoro w tamtych czasach rtęć była nawet w krajach komunistycznych produktem legalnym i stosunkowo łatwo dostępnym.

Prawdopodobnie siła ściągania fal radiowych przez jego prostą antenę była tak potężna, że zakłócała pracę wojskowych urządzeń nadawczo odbiorczych, lub wywiad wojskowy obawiał się że mężczyzna zacznie bliżej interesować się tajemniczymi właściwościami rtęci i odkryje, że rtęć można użyć do konstrukcji wręcz fantastycznego napędu pojazdów latających. Nowy i czysty napęd, którego sercem była by rtęć, gruntownie zrewolucjonizował by wówczas światowy transport i każdy inny aspekt naszej morderczej rzeczywistości.

Ale to są już moje osobiste spekulacje, lecz gdy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze i w tym przypadku o największe światowe fortuny, zdobyte z wydobycia i przeróbki ropy naftowej w paliwo napędzające świat, za które ludzie płacą krwią.

Rtęć zastosowana w napędzie zbliżyła by ludzkość do gwiazd i do samego Boga, ponieważ bóg we wszystkich antycznych religiach był utożsamiany z gwiazdą Słońcem.

Od najbliższej słońcu planety Merkury, pochodzi więc grecko-rzymska legenda o boskim posłańcu Merkurym i właśnie z tego  powodu, rtęć została nazwana w języku angielskim mercury. Warto nadmienić, że w potocznej angielskiej gwarze, na ten fascynujący metal mówi się quicksilver i w dosłownym tłumaczeniu oznacza szybkie srebro, od możliwości zwinnego latania przez mitycznego Merkurego.

Gwiazdor jest prawdziwą postacią

Na świecie istnieją już tylko trzy państwa, w których nie ma żydowskiego banku centralnego i jest to Kuba, Korea północna oraz Iran. Moim skromnym zdaniem Kuba długo nie pociągnie i władcy tego kraju, powoli przygotowują ekonomię i urabiają ludzi na przyjęcie pierwszych żydowskich pasożytów finansowych, natomiast los Korei północnej jest także przesądzony i pod naciskiem komunistycznych Chin, USA i Rosji w perspektywie kilku lat, w Korei północnej zacznie również funkcjonować żydowski bank centralny.

Korea północna oraz Kuba są małymi peryferyjnymi państwami, i żydom tak naprawdę nie śpieszy się z zainstalowaniem w nich swoich ludzi, natomiast strategicznie położony Iran, z ponad 80 milionową populacją stanowi realne zagrożenie dla żydowskich mafijnych interesów, ponieważ jeżeli naród Irański jest wolny od płacenia procentów (haraczu-lichwy) od pobieranych kredytów, i ten kraj jest stosunkowo zamożny, to przykład wolnego i suwerennego finansowo Iranu, może być zastosowany w szerokim świecie, a zwłaszcza w sąsiednich państwach muzułmańskich, które jeszcze niedawno prowadziły suwerenną politykę finansową w oparciu o tzw. bankowość islamską. W bankowości islamskiej, udzielanie kredytów na procent i drukowanie pieniędzy bez pokrycia w złocie bądź srebrze, jest surowo zabronione!.

Czas pokaże czy Iran wytrwa poważne sankcje gospodarcze, prowokacje oraz groźby wojny, ale mając na uwadze fakt, że kontrola własnej waluty w tej materialistycznej rzeczywistości jest prawdziwym skarbem, a naród Irański jest stary i mądry, to oni nigdy nie oddadzą żydom władzy nad swoim pieniądzem, bo to oznaczało by zniewolenie i de facto śmierć narodu.

Teraz już wiecie dlaczego na Iran trwa światowa nagonka i wściekłość żydów w stosunku do Iranu jest największa. Brak możliwości dyktowania Iranowi polityki finansowej, z pewnością doprowadza żydow do szału, i głównym powodem żydowskiej obsesji na punkcie Iranu, jest nieznany epizod z antycznej historii, który zwiastował koniec rajskiej egzystencji ludzi na Ziemi. Irańczycy są dalekimi potomkami Arian i tysiące lat temu, na terenie obecnych Chin i Syberii toczyli już wojnę defensywną, z żydowsko Chazarskim diabelskim nasieniem i wprawdzie Arianie zostali wówczas pokonani, ale żydzi są mściwi i nigdy nie darują narodowi Irańskiemu odwagi, z jaką ich Aryjscy przodkowie potrafili się bronić.

Struktury obronne Arian przetrwały do czasów współczesnych w formie tzw. wielkiego muru Chińskiego i jeszcze większych kamiennych wałów na Syberii. Mur został wzniesiony przez antycznych Arian, którzy po klęsce uciekali z Chin na północ i w trakcie wieloletniego odwrotu, Arianie budowali za sobą mury obronne i inne imponujące fortyfikacje. Warto dodać, że zanim doszło do inwazji i konfliktu, pokojowo nastawieni i genialni architekci Arianie, stawiali na całym obszarze Chin i Azji południowej ogromne piramidy.

Po przegranej wojnie Arianie rozeszli się po całej ziemi i niewielka ich grupa udała się na daleką północ do Arktyki, gdzie w okolicach bieguna północnego, odkryli wejście do bajkowej podziemnej krainy Agarthy, w której żyją w pokoju i dostatku do dnia dzisiejszego. Podczas wędrówki przez Syberię, Arianie zaobserwowali migrację stad reniferów na północ, co ich bardzo zainteresowało i doszli do wniosku, że trzeba iść za reniferami, ponieważ one instynktownie podążają w kierunku cieplejszych terenów, gdzie będzie więcej pokarmu roślinnego. Renifery tolerowały towarzystwo ludzi, ze względu na wegetariańskie zwyczaje pokarmowe Arian i Arianie stali się częścią wielkiego stada reniferów. Ludzie i zwierzęta żyli w symbiozie i pomagali sobie wzajemnie, w trudnej wędrówce przez lodowatą Arktykę, aż w końcu renifery wskazały Arianom wejście do Agarthy.

Po dojściu do celu, nastał czas pożegnania wiernych zwierzęcych przyjaciół, lecz więzy miłości pomiędzy ludźmi a reniferami były nie do rozerwania, a zwłaszcza dzieci bardzo kochały małe renifery i płakały na myśl o rozłące z nimi. W związku z tym, kilka młodych zwierząt udało się z dziećmi do Agarthy i wśród tych dzieci był mały chłopiec o imieniu Gwiazdor. Z wdzięczności za uzyskaną pomoc, Arianie obrali renifera za symbol swojej wspaniałej podziemnej cywilizacji.

Święty Mikołaj, czyli sympatyczny Gwiazdor lub jego rosyjski odpowiednik dziadek mróz, jest więc prawdziwą postacią i jest to jeden z mieszkańców Agarthy, który z nostalgii za życiem na powierzchni ziemi w towarzystwie wiernych reniferów, odwiedza sporadycznie ludzi, ale on kontaktuje się już tylko z czystymi duchowo małymi dziećmi.

Gwiazdor istnieje i pochodzi z Agarthy, ponieważ kojarzymy go z siłami nadprzyrodzonymi, ale najbardziej utkwił nam w głowach wizerunek gwiazdora, który przedstawia brodatego mężczyznę, o śnieżno białej karnacji skóry i niebieskich oczach, co wynika z przebywania organizmu z dala od palących skórę promieni słonecznych, jakie występują na powierzchni ziemi.

Umiarkowana iluminacja, a właściwie półmrok jaki panuje w Agarcie, przyczynił się do tego, że ciała ludzi nie wytwarzają ochronnej melaniny, która jest odpowiedzialna za brązowienie ciała i skóra mieszkańców Agarthy, jest biała jak kartka papieru. Źródło światła w podziemnym świecie, nie emituje fal ultrafioletowych i nie niszczy organizmów, przez co ludzie i zwierzęta żyją setki, a być może tysiące lat. Ucieczka Arian z powierzchni ziemi okazała się zatem błogosławieństwem, i exodus Arian można określić mianem – ucieczki z raju, do Nieba.

Światowe rządy wiedzą o istnieniu wejścia do podziemnej krainy szczęścia i dobrobytu w której przebywają wysoko zaawansowani duchowo i technologicznie Arianie, i dlatego też cały region Arktyki jest terenem zmilitaryzowanym. W związku z tym, dla zmylenia opinii publicznej USA, Kanada, Norwegia oraz Dania, prowadzą pozorną rywalizację militarną i ekonomiczną z Rosją w tym regionie, ale w rzeczywistości wszystkie te państwa wspólnie pilnują Arktykę przed niepowołanymi intruzami, którzy chcieli by uciec z żydowskiego piekła na powierzchni ziemi i dotrzeć do podziemnej Agarthy. Sprawa wygląda podobnie z południowym wejściem do Agarthy, i cały kontynent Antarktyczny znajduje się również pod kontrolą wojskową największych mocarstw światowych.

Kwestia kto z władców tego świata wie o istnieniu Agarthy, jest dość skomplikowana i jestem winien sprostowania. W strukturach światowych rządów, są świetnie zakonspirowani dobrzy ludzie – elity nad elitami, wywodzący się z kręgów naukowych, religijnych, politycznych i wojskowych, którzy w bardzo wyrafinowany sposób strzegą dostępu do Agarthy przed nami przeciętnymi ludźmi, albowiem dusza prawie każdego dorosłego człowieka, w mniejszym lub większym stopniu jest zatruta pieniądzem, chciwością i niewinnym zwierzętom wyrządzamy okropny ból.

Wszyscy jesteśmy już właściwie żydami, a tacy ludzie nie mają wstępu do boskiej podziemnej Agarthy, ponieważ w mgnieniu oka zamienili by idylliczne pokojowe życie, bez pieniądza, chorób i przelewu krwi, w taki sam koszmar jaki zgotowali sobie i zwierzętom na powierzchni. Patrzcie zatem głęboko w oczy małych dzieci i uważnie słuchajcie ich słów, bo przez nie przemawia prawda i miłość i coś bardzo ważnego odnośnie dzieci, powiedział już kiedyś brat Gwiazdora – Jezus.

Złote kopuły i energia z ziemi

W połowie 18 wieku, Holenderski fizyk i matematyk Pieter van Musschenbroek z Lejdy, wymyślił wczesny kondensator w formie tzw. butelki Lejdejskiej, która potrafi akumulować energię elektryczną, natomiast w 20 wieku Amerykański fizyk holenderskiego pochodzenia Robert J. Van de Graaff, skonstruował nowy rodzaj generatora elektrostatycznego.

W prostocie tkwi geniusz techniczny i maszyna elektrostatyczna Van de Graaffa składa się z dwóch ruchomych rolek, po których porusza się pas lateksowy i okrągłej metalowej czaszy, najczęściej kuli. Głównie od rozmiarów kuli zależy wysokość wytwarzanego napięcia, aczkolwiek napięcie można także zwiększyć, zwiększając odległość pomiędzy rolkami.

Generator Van de Graaffa wytwarza bardzo wysokie napięcie rzędu setek tysięcy a nawet milionów Voltów, lecz o małym natężeniu i ta ciekawa maszyna służyła fizykom nuklearnym, do nadawania cząstkom nuklearnym dużej energii kinetycznej, ale z biegiem czasu opracowano cyklotrony i generator Van de Graaffa stracił na znaczeniu. Generatory Van de Graaffa są obecnie używane jedynie w szkołach na zajęciach fizyki podczas których są demonstrowane ciekawe efekty elektrostatyczne np. ze stojącymi włosami.

Prawdopodobnie dawno temu na terenie obecnej Rosji, stały kolosalnych rozmiarów generatory Van de Graaffa, które wytwarzały energię elektryczną i ładowały połączone szeregowo dużych rozmiarów butelki Lejdena. Ta wymarła cywilizacja w jakiś zapomniany już sposób, potrafiła przetworzyć impuls elektryczny z butelek Lejdenowskich o bardzo dużym natężeniu, w użyteczne i niewyczerpalne źródło energii elektrycznej.

Do czasów współczesnych po wielkich generatorach Van de Graaffa pozostał trwały, aczkolwiek szczątkowy ślad w formie Rosyjskich cerkwi prawosławnych, zwieńczonych wspaniałymi złotymi kopułami.

Van de Graaf oraz van Musschenbroek nie wymyślili zatem nic nowego, albowiem ponowne wskrzeszenie tych dwóch ciekawych urządzeń elektrycznych, było możliwe za sprawą natchnienia duchowego, a raczej zdolności przywołania w sobie pamięci genetycznej o osiągnięciach technicznych naszych dawnych genialnych przodków, którzy zamieszkiwali onegdaj wielką Syberię.

Zasada działania generatora Van de Graafa jest stosunkowo prosta, i bardzo pomocna w zrozumieniu całego procesu wytwarzania energii elektrostatycznej przez to urządzenie, jest tabela trybo elektryczna. Tabela ilustruje zdolność z jaką rożne materiały tracą lub zyskują elektrony i to jest kwintesencja elektrostatyki.

Kluczowe elementy generatora a mianowicie pas i dwie rolki są elektrycznie neutralne i cała akcja elektrostatyczna zaczyna się po wprawieniu maszyny w ruch. W trakcie ruchu, rolka nylonowa traci elektrony na rzecz pasa lateksowego i nabiera wówczas bardzo silnego ładunku dodatniego, natomiast wewnętrzna strona pasa lateksowego staje się ujemna.

Rolka nylonowa wytwarza silne dodatnie pole elektryczne, które przyciąga elektrony. Elektrony wędrują z ziemi przez grzebień i pragną połączyć się z dodatnią rolką, lecz pomiędzy rolką a grzebieniem znajduje się pas. Elektrony są więc poddawane bardzo silnemu dodatniemu polu elektrycznemu, które nadaje im dużą siłę kinetyczną. Elektrony za sprawą silnego pola dodatniego wytwarzanego w rolce są dosłownie wstrzeliwane w struktury kowalencyjne lateksu i w trakcie tego procesu wytwarzają z powietrza plazmę, w formie pięknej niebieskiej poświaty. Warto dodać, że generator produkuje niewielkie napięcie nawet bez podłączenia z ziemią, lecz pełną moc osiąga dopiero po uziemieniu.

 

Naładowana ujemnie zewnętrzna i wewnętrzna strona pasa przesuwa się do góry i napotyka rolkę teflonową, która z łatwością wychwytuje wewnętrzne elektrony i staje się silnie ujemna. Naładowana ujemnie rolka teflonowa wytwarza silne ujemne pole elektryczne, które odpycha elektrony z zewnętrznej strony pasa. Wypchnięte elektrony wędrują przez górny grzebień do zbiornika (kuli) i przy okazji wytwarzają również plazmę. Maszyna Van de Graaffa jest w zasadzie pompą elektronów i ładunek elektrostatyczny zebrany przez sferę, może osiągnąć miliony volt.

Generatory Van de Graaffa własnej konstrukcji. Pracuję obecnie nad trzecim generatorem o znacznie większych gabarytach i lepszych osiągach. Blisko metrowej średnicy kula, będzie zamontowana na 2 metrowej kolumnie ze szkła akrylowego (pleksi).

 

 

 

 

 

W poszukiwaniu El Dorado

Na pograniczu Peru i Boliwii w dżungli Amazońskiej żyją niewielkich rozmiarów ptaki z rodziny zimorodkowatych, które wiją gniazda w położonych nad brzegami rzek, stromych ścianach skalnych i nie było by w tym nic dziwnego, ponieważ wiele gatunków ptaków gnieździ się w skałach, lecz te ptaki robią rzecz niemożliwą, na co zwrócił uwagę brytyjski podróżnik, archeolog i oficer Percival Harrison Fawcett. Amerykański dziennikarz David Grann w książce pt. „Zaginione miasto Z”, opisał Amazońskie przygody Fawcetta, który odnotował zaskakujący fakt, a mianowicie wejścia do gniazd są idealnie okrągłe i wyglądają jak dziuple wydrążone w drzewach, co wyklucza ich naturalne pochodzenie związane z atmosferyczną erozją skał.

Na pytanie w jaki sposób ptaki są w stanie stworzyć gniazda w twardej skale, P.H. Fawcett usłyszał od tubylców bardzo ciekawą historię, którą najpierw zlekceważył i uznał za bajkę, lecz niebawem Indianie opowiedzieli mu inną opowieść i stwierdził, że ma do czynienia z prawdą.

Z relacji naocznych świadków wynika więc, że ptak po wypatrzeniu optymalnego miejsca na założenie gniazda, przylatuje do skały z listkami w dziobie i następnie okrągłymi ruchami pociera liśćmi powierzchnię. Ptak powtarza tą czynność kilkanaście razy, po czym przylatuje w to samo miejsce już bez liści i z łatwością wydłubuje dziobem skałę tak jak by była z gliny. Po wydłubaniu wstępnego otworu, ptak ponownie zbiera liście, pociera nimi skałę i pogłębia wewnętrzną część dziury, aż będzie wystarczająco obszerna na założenie komfortowego gniazda.

Fawcett nie udziela szczegółowych informacji odnośnie nazwy rośliny z której pochodzą liście, niemniej tubylcy twierdzą że jest to niepozorna 30 centymetrowa roślina z ciemno czerwonymi liśćmi.

Liście zawierają zatem jakąś cudowną substancję uplastyczniającą skały i nie tylko, ponieważ według drugiej opowieści Indian, pewien farmer jechał na koniu przez las i w bliżej nie wyjaśnionych okolicznościach stracił konia i był zmuszony iść na pieszo parę kilometrów przez gęste zarośla, a na butach miał założone żelazne ostrogi. Po dojściu do celu farmer ku swojemu wielkiemu zdziwieniu spostrzegł, że jego ostrogi są w cząstkowym stanie i wyglądają jak by zostały rozpuszczone w kwasie.

P.H. Fawcett bazując na tych dwóch intrygujących historiach doszedł do wniosku, że liście tej niesamowitej rośliny mają coś wspólnego ze znajdującymi się w Peru i Boliwii tajemniczymi ruinami Inków, a dokładnie z ogromnymi murami obronnymi złożonych z wielkich kamiennych głazów. Ważące wiele ton ogromne kawałki skał zostały tak dokładnie obrobione, że każdy element muru pasuje do siebie idealnie.

Mury i inne antyczne budowle Inków składają się z tysiąca głazów o nieregularnych kształtach, ale przecież Inkowie nie znali żelaza w związku z tym, Fawcett wywnioskował, że do obróbki kamieni Inkowie używali liści wspomnianej rośliny, które rozpuszczali w wodzie lub innym płynie i po posmarowaniu krawędzi kamieni płynem, kamienie miękły i można było wtedy z łatwością formować dowolne kształty. Pozostaje jednak kluczowy dylemat z podnoszeniem i ustawianiem kolosalnych rozmiarów elementów muru na duże wysokości i skłaniam się ku teorii, że mur nie był ustawiany, lecz po prostu lepiony.

Proces budowy muru i innych obiektów polegał na polaniu płynem skał w podłożu, które miękły do konsystencji plasteliny, a następnie garść po garści plastyczną substancją skalistą Inkowie lepili mury, domy, świątynie. Po uformowaniu jakiejś struktury i wyparowaniu wody, plastyczna skała twardniała i prawdopodobnie słynne kryształowe czaszki znalezione w górach i dżunglach Ameryki południowej, były również formowane podobną techniką.

 

Percival H. Fawcett jak przystało na Brytyjczyka cechował się nienagannymi manierami i dzięki kurtuazyjnemu i przyjacielskiemu zachowaniu w stosunku do Indian zyskał ich zaufanie, które zaowocowało tą ciekawą opowieścią na temat cudownej rośliny rozpuszczającej skały.

Ostatnia ekspedycja Fawcetta z 1925 roku okazała się pechowa lub szczęśliwa, ponieważ Fawcett wraz ze swoim najstarszym synem i paroma innymi ludźmi udali się w dżunglę Amazońską w poszukiwaniu legendarnego zaginionego miasta Z, i ślad po nich zaginął. Być może znaleźli mityczne Eldorado, które próbowali już odnaleźć wcześniejsi Hiszpańscy konkwistadorzy? Lecz próby konkwistadorów okazały się płonne, gdyż konkwistadorzy szukali zysku i chciwość ich zgubiła, zaś Fawcett był dobrym człowiekiem i Indianie go kochali. Aczkolwiek legendy niektórych Indian Amazońskich mówią, że kraina szczęścia i dobrobytu znajduje się głęboko pod ziemią.

P.S.
Inteligencja ptaków jest zdumiewająca i najmądrzejsze ze wszystkich są krukowate tj. kruki, wrony, kawki, szpaki. Zdarzały się przypadki, że ludzie którzy dokarmiali te piękne czarne ptaki w zimę, otrzymywali od nich w podziękowaniu prezenty w formie szkiełek, kapselków, śrubek i innych lśniących kolorowych drobiazgów.

Najcięższa bitwa

Ludzie którzy twierdzą, że są ateistami, agnostykami lub ludzie nowocześni i liberalni, są w rzeczywistości bardzo wierzący i konserwatywni w swoich poglądach. Ich mózgi są przesiąknięte prymitywną katolicką wiarą w religijne piekło, ponieważ samobójstwo nie mieści im się w głowach i każdego samobójcę automatycznie skazują na wieczne potępienie w ognistym piekle. Ewentualnie straszą reinkarnacją na niższym szczeblu rozwoju, ponadto uważają ze samobójcy są tchórzami.

Wszystko w tym naszym życiu jest obrócone do góry nogami i bohaterem jest np. żołnierz, który oddał swoje życie za „ojczyznę” rzucając się na bagnety wroga, i choć jest to chwalebny czyn, niemniej jednak on zginął za interesy bankierów, bo wszystkie wojny są ich wojnami na których ginie plebs. Natomiast ten przeciętny cichy samobójca, musiał stoczyć najtrudniejszą walkę z wewnętrznymi demonami i on wojnę wygrał.

Paradoksalnie w oryginalnym wydaniu pisma świętego i biblii, żaden wers nie potępiał śmierci samobójczej i ten koncept został dorobiony w średniowieczu, wkrótce po wymordowaniu przez kościół katolicki prawdziwych chrześcijan – katarów, którzy po osiągnięciu rangi perfect (doskonałych), popełniali samobójstwa poprzez śmierć głodową. Warto wspomnieć, że wśród doskonałych były także kobiety.

Zagłada Katarów w XIII wieku, była podyktowana pieniądzem, a raczej jego potencjalnym brakiem, gdyż żyjący w celibacie wegetariańscy Katarzy słusznie uważali, że powłoka cielesna jest duchową pułapką i tylko śmierć samobójcza uratuje duszę przed całkowitym zniszczeniem. Istniało więc poważne ryzyko że ludzie biorąc przykład z Katarów zrozumieją, że życie nie ma sensu i kościół wraz z monarchami stracili by wówczas mięso armatnie oraz podatników. Jeden problem kościół brutalnie rozwiązał, lecz niebawem przyszedł nowy.

Kościół w średniowieczu był największym obszarnikiem ziemskim i podczas czarnej plagi stracił sporo taniej siły roboczej, i nawet po przejściu dżumy rąk do pracy wciąż ubywało. Działo się tak ponieważ ludzie którzy stracili całe rodziny, nie widzieli sensu dalszego życia i masowo popełniali samobójstwa. Mniejsza liczba parobków przekładała się na większy koszt uprawy ziemi należącej do kościoła, ale prostą manipulacją w tekstach religijnych, ideę samobójstwa wybito ludziom z głów straszną wizją smażenia w piekle. Od tamtego czasu akt samobójczy uchodzi za największy grzech w kosmosie.

Współcześni ludzie, a bynajmniej 99 procent obywateli tego kraju, są do tego stopnia ogłupieni katolickimi bredniami, że prędzej wybaczą mordercy np., kobiecie która zabiła swoje dziecko, aniżeli mieli by powiedzieć jedno dobre słowo o samobójcy. Ruszcie swoimi mózgami i zrozumcie, że przecież Jezus tak naprawdę popełnił samobójstwo umierając dobrowolnie na krzyżu. Jednego samobójcę ludzie zatem pokochali i uznali za Boga, zaś wszystkimi innymi gardzą.

Przez uniwersalną nienawiść w stosunku do samobójców, przemawia jednak słabość żywych, bo trzyma nas przy życiu banalny seks, ogłupiający alkohol, TV lub zakupy w związku z tym, w głębi serc jesteśmy pełni podziwu dla odwagi jaką trzeba posiadać, żeby skończyć z tą życiową czarną komedią i odebrać sobie życie, a do odważnych świat należy, lecz w tym szczególnym przypadku za-świat, zwany także niebem, rajem lub innym lepszym wymiarem.

Tajemnica śmierci Jezusa Chrystusa na krzyżu stała się teraz jasna i śmierć samobójcza jest duchowym wyzwoleniem, aczkolwiek prawda została sfałszowana absurdalną ideą zmartwychwstania i na rzeczywistość spoglądamy przez pryzmat ciała, natomiast o kluczowej duszy zapomnieliśmy i zatruwamy największy skarb wszechświata, życiem za wszelką cenę.

P.S.

Ruch Katarski wykształcił się w rejonie gór Pirenejskich zamieszkiwanych przez wspaniałych żeglarzy Basków, których język nie przypomina żadnego innego ziemskiego i według baskijskich legend, ich ojczyzną była Atlantyda. Wyjątkowość tego ludu nie kończy się na zagadkowym języku i prawie wszyscy Baskowie, posiadają bardzo rzadki współczynnik krwi Rh-, przez niektórych uważany za pierwiastek anielski, zaś zewnętrznym znakiem szczególnym Basków, jest noszony przez mężczyzn tradycyjny duży czarny beret.