Inne religie

1:0 dla Szatana

Katarzy głęboko wierzyli, że cały świat materialny w tym oczywiście ludzi stworzył zły Bóg, ten kolokwialny Szatan i nasze ciała zostały przez niego celowo skonstruowane słabe fizycznie i umysłowo, po to aby duchową cząstkę dobrego Boga w nich uwięzić i czerpać z dusz energię cierpienia.

Szatan najpierw stworzył mężczyznę, ale żeby spirala cierpienia nakręcała się samoistnie w nieskończoność, dał mężczyźnie zbiornik na jego nasienie, kuszącą i bardzo zmysłową kobietę i od tego momentu, ludzie rozmnażają się dosłownie jak króliki. W gruncie rzeczy, te na pozór głupie i bezmyślne dzikie zwierzęta, są mądrzejsze i bardziej powściągliwe w prokreacji, niż obdarzeni inteligencją ludzie. Szatan póki co wygrywa, ale z każdej pułapki jest wyjście i mimo tego, że jesteśmy skazani na ciała i towarzystwo kobiet, to możemy szatanowi pokrzyżować plany miłością Platoniczną i tylko mężczyźni są do niej zdolni, lecz pod warunkiem że zaczną myśleć mózgami, a nie penisami.

Na poparcie tego argumentu wróćmy do antycznej historii i spójrzmy na potęgę prawdziwej miłości. 2 tysiące lat temu, święta miłość platoniczna Józefa do Maryi wydała na świat Miecz Boży, który w imieniu dobrego Boga, toczy teraz walkę ze złym Bogiem (szatanem) o nasze dusze. Pomóżmy zatem Jezusowi, bo mamy doskonałego zawodnika w naszej drużynie i taka druga szansa na wyzwolenie dusz z ciał, już nigdy się nie powtórzy.

Rodzi się nurtujące pytanie, jakim sprytnym sposobem szatan zdołał odebrać Bogu jego część duchową?

Jako w Niebie, tak i na Ziemi w związku z tym, szatan uciekł się do zwykłej kradzieży, ponieważ zły i dobry Bóg mają charakter ludzi z wszystkimi ich wadami i potrzebami, aczkolwiek Bogowie egzystują już od dawien dawna w stricte duchowym wymiarze, niemniej kiedyś byli z krwi i kości, ponadto obydwaj są wciąż podatni na kaprysy ludzkiego ciała, w tym śmierć. Niewiarygodnie wysoki rozwój umysłowy Bogów, nie stanął im na przeszkodzie w poniekąd trywialnie ludzkiej rywalizacji, o panowanie we wszechświecie.

Największe włamanie w dziejach wszechświata do „sejfu” Boga, powiodło się zatem Szatanowi z prozaicznej ludzkiej potrzeby snu. Bóg z racji człowieczego pochodzenia musi sporadycznie uciszyć swój mózg i odpocząć, zwłaszcza że walka z Szatanem jest bardzo ciężka i chwila nie uwagi Boga, okazała się fatalna dla niego w skutkach.

Dużo prawdy w tym kontekście zawiera Grecka legenda odnośnie Prometeusza, który skradł bogom Olimpu święty ogień i przekazał go ludziom na ziemi.

Priorytetowym zadaniem Boga jest więc odzyskanie skarbu duchowego i dobry Bóg znalazł się w sytuacji podbramkowej i agonalnej. Totalne zniszczenie ludzi i uwolnienie dusz jest wykluczone z wiadomych powodów i Bóg umiera, ponieważ z wieku na wiek ludzi na ziemi przybywa, co powoduje stopniowe uszczuplenie Boskiego skarbu duchowego, który jest esencją życia Boga i de facto jego krwią.

Pierwszy oddech noworodka jest chwilą, gdy część duchowa Boga wnika w ciało dziecka i mały człowiek strasznie wówczas płacze, ale jest to tak naprawdę krzyk rozpaczy konającego Boga. Ludzie są wampirami duchowymi i naszą prokreacją, sączymy coraz więcej duchowej krwi Boga, aż przyjdzie moment wyczerpania cudownej substancji duchowej i dobry Bóg na zawsze zniknie.

Życie Boga i przyszłość wszechświata leży w dosłownym tego słowa znaczeniu, w naszych męskich dłoniach i jeżeli zakochałeś się w kobiecie, to wyrażeniem prawdziwej miłości w stosunku do twojej wybranki serca jest dotknięcie jej dłoni, i na tym powinien skończyć się kontakt cielesny. Bądź zatem mężczyzną, a nie narzędziem szatana i pohamuj swoje żądze cielesne wobec kobiety, a wtedy owocem waszej miłości będzie coś znacznie piękniejszego i wartościowszego niż dziecko i następny mały złodziej dusz.

Ta najczystsza forma miłości we wszechświecie, potomstwa na świat oczywiście nie wyda i drugi Jezus z tego związku raczej się nie narodzi, choć nic nie wykluczam, niemniej wspólny celibat mężczyzny i kobiety ma to do siebie, że oczyszcza dusze i ludzie podejmują inne mądre decyzje życiowe np. pokarmowe i przechodzą na dietę wegetariańską.

Kwestia z duszami robi się teraz wielce skomplikowana, ponieważ jak wspomniałem każde nowo narodzone dziecko odbiera Bogu jego część duchową. A może jest na odwrót i dusze po śmierci ciał wracają jednak do Boga, lecz ze względu na wpływ świata materialnego na nasze ciała i rozumy, dusze gdy przebywały w ciele człowieka ulegają poważnemu zatruciu złymi słowami, uczynkami, a przede wszystkim krwawą dietą.

Domyślacie się pewnie jaki będzie wniosek końcowy. Powrót skażonych dusz do Boga jest dla niego trucizną.

Natomiast dusze ludzi żyjący w celibacie, bezdzietnych, jaroszy, pacyfistów i samotników wracają do Boga w dość dobrym stanie i oni podtrzymują dobrego Boga przy życiu, ale takich ludzi jest na ziemi coraz mniej i obojętnie która z dwóch teorii odnośnie dusz jest właściwa, tak czy owak Bóg umiera.

Prawdopodobnie obydwie hipotezy się zazębiają i powstaje pytanie za milion dolarów, jak poznamy że Bóg umarł? Nawet się nie zorientujemy i przypomnę punkt kluczowy felietonu. Każdy człowiek posiada duszę, aczkolwiek co do kobiet mam poważne wątpliwości, niemniej nawet zbrodniarz sporadycznie słucha głosu duszy i okaże skruchę bądź litość. Egzystencja na ziemi jest coraz trudniejsza, są wojny, jest wyzysk itd., ale przyszłość ludzi, po wyczerpaniu Boskiej substancji duchowej będzie koszmarem z najgorszego horroru, ponieważ człowiek bez duszy jest żywym trupem, innymi słowy zombie.

Temat wymaga sprostowania i nadmienię, że dusze które obecnie posiadamy, są bezpośrednio połączone z Bogiem linią życia, i dlatego zachowujemy jeszcze cechy istot rozumnych, bo w mniejszym lub większym stopniu, słuchamy głosu Boga. Natomiast po jego śmierci, jesteśmy odcięci od Boskiego natchnienia i ludzie z najbardziej zniszczonymi duszami, błyskawicznie zamienią się w krwawe potwory i jak dzikie zwierzęta rzucą się do gardeł, posiadaczom relatywnie czystych dusz. Szybkość transformacji ludzi w zombie zależy więc od stanu duszy.

Po pewnym czasie życie na ziemi przestanie istnieć, lecz upadek człowieka poprzedzi piekło i lepiej popełnić samobójstwo zanim dojdzie do rzezi, ale nikt nie zna dnia, ani też godziny. Niewykluczone, że w dzień sądny, pojawi się Jezus na ziemi i zabierze ze sobą garstkę szlachetnych ludzi, którzy szlifowali swoje dusze dobrymi słowami, myślami i uczynkami. Dwunastu wspaniałych Jezusa, będzie wówczas zaczynem pod nową planetę Bogów w innej galaktyce.

Konkluzja

Zapewne rozumiecie teraz, dlaczego żydzi tak bardzo nienawidzą Jezusa i dlaczego obrzucają najgorszymi obelgami Maryję matkę jego, a nawet oskarżają tą kobietę o uprawianie prostytucji. Powodem tego stanu rzeczy jest fakt, że Szatan jest stwórcą ciała i materii i ze wszystkich ludzi na ziemi, żydzi do tych kwestii są najbardziej przywiązani. Szatan jest żydowskim Bogiem i pośrednio naszym Chrześcijańskim. Natomiast Jezus znalazł się w ogniu żydowskiej krytyki, ponieważ jest owocem miłości duchowej zwykłego mężczyzny, do zwykłej kobiety i każdy z nas jest zdolny powtórzyć ten cud.

Wielki udział żydów, w rozpowszechnianiu pornografii jest podyktowany tym właśnie czynnikiem, co dowodzi że żydzi nie chcą aby ludzie poznali prawdę, odnośnie czym jest miłość i co ona może dać. Miliardy ludzi myli więc zauroczenie cielesne, z prawdziwą miłością i nie ulega wątpliwości, że ich głównym zajęciem i pasją życiową, oprócz zaspokojenia instynktu głodu i snu jest uprawianie stosunków seksualnych, które nic dobrego nie przynoszą i w kilku wymiarach są bardzo niszczące. Po pierwsze, rodzą się dzieci – mimowolne złodzieje ducha Bożego. Po drugie, mnóstwo niechcianych dzieci jest mordowanych procedurą aborcji, a to wszystko razem wzięte wzmacnia Szatana i zabija Boga.

 

Reklamy

Na niebie błysnął biały nóż…

Wiele starych religii, posiada imponujące rzeźby i obrazy bóstw, ale najpiękniejsze posągi oraz malowidła pochodzą z wciąż żywej religii Hinduistycznej i z pewnością każdy mężczyzna i kobieta znajdzie w nich coś inspirującego, co da im chęć do życia i rozweseli duszę człowieka. Natomiast w chrześcijaństwie, mamy okrwawionego trupa Jezusa na krzyżu, oraz wizerunki smutnej Maryi i spoglądając na te dwa oblicza odechciewa się po prostu żyć, albowiem całokształt religii chrześcijańskiej obraca się wokół tortur, śmierci, wiecznej męki i stękania.

Wychodzę z prostego założenia, że Bóstwa ludzi narażonych na choroby, śmierć, nieszczęścia i klęski naturalne, od zarania dziejów przedstawiały życie i siłę witalną, oraz zdrową porcję nadprzyrodzonej przemocy i erotyki. Pozytywne Bóstwa, spełniały zatem rolę odskoczni od problemów dnia codziennego i ludziom żyło się znacznie lepiej, zwłaszcza dzieci z ogromną ciekawością słuchały opowiadań starszyzny odnośnie życia Bogów i Bogiń. Tak jest nadal w Hinduizmie, tak było również w Słowiańszczyźnie i we wszystkich antycznych religiach i kultach. Dziwnym splotem okoliczności i przy pomocy ognia i miecza, około 1000 lat temu Słowiańskie Bóstwa ustąpiły jednak miejsca religii trupa, męki i Maryjnemu zamartwianiu. Pomimo powszechnego już ateizmu, wirus Jezusowo/Maryjny wgryzł się głęboko w rozumy ludzi, ale nasze organizmy są jeszcze relatywnie zdrowe i odrzucają chorobę, gdyż nie kojarzymy tych postaci z dobrem, lecz z bólem i złem. Bo jak słownie reagujemy na cierpienie lub katastrofę? Przeważnie nieszczęścia i tragedie określamy zwrotami: Jezus Maryja!, O Jezu!, albo Matko Boska!

Wprawdzie oficjalnie Maryja nie posiada statusu bóstwa, lecz na przestrzeni wieków jej ranga w religii chrześcijańskiej bardzo urosła, ale w Polsce najwięcej i została intronizowana na Polską królową i stała się de facto Boginią. Maryja jest więc częstszym tematem niezliczonych ilustracji, obrazów i rzeźb niż postać samego Jezusa, i wspólnym mianownikiem wyobrażeń artystycznych Maryi, jest smutek i rozpacz malujący się na jej twarzy. Pełne żałości wizerunki Maryi, wywierają na ludzi jakiś tajemniczy urok i nawet wielu ateistom, nogi w kolanach uginają się przed jej ponurymi obrazami, biją się w piersi i pokornie wołają: Moja wina, moja wina, moja Bardzo Wielka Wina.

Oprócz wizualnej smuty chrześcijańskiej, jest słowna w postaci liturgii oraz ewangelii i najwięcej szkody, wyrządza chrześcijański dogmat odnośnie grzesznego i nieczystego ciała ludzkiego, a przecież jesteśmy stworzeni na Boskie podobieństwo i jakoś trzeba w końcu się rozmnażać. Rodzi się zatem mnóstwo kompleksów, i z jednej strony szerzą się wynaturzenia seksualne, z drugiej zaś pruderia i jak tak dalej pójdzie, to kraj zamieni się w jeden wielki burdel, lub wszyscy przejdą na celibat. W obydwu przypadkach naród Polski umrze, ale obecnie przerabiamy wariant pierwszy.

Prawie wszystkie msze święte, do złudzenia przypominają nabożeństwa pogrzebowe i nikogo nie powinien dziwić fakt, że mnóstwo mężczyzn po mszy kieruje się prosto do barów, aby tam pozbierać się do kupy i ochłonąć przy piwie z chrześcijańskiej smuty i zawodzenia. W rezultacie rośnie nam potężna armia sfrustrowanych chrześcijan – alkoholików i przybywa marginesu społecznego. Ale nie ma na całym świecie nic bardziej posępnego niż gorzkie żale, msze celebrujące mękę chrystusową i ukrzyżowanie i wtedy z żalu, można dosłownie wejść na krzyż i samemu się do niego przybić gwoździami.

Ponadto, zniewieściałe teksty i pieśni mszalne oraz owcza śmierć Jezusa na krzyżu, niszczą męską zaradność, determinację i logikę, a ubolewająca i płacząca Maryja, wywołuje wśród kobiet poważne zaburzenia psychiczne i ostatecznie doprowadza do szaleństwa. Proszę się zastanowić, co pozytywnego i jakie natchnienie duchowe oraz nadzieję może czerpać przeciętna matka, z żałosnych litanii odprawianych do „cudownie” przygnębiającego obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, lub do innej czarnej Madonny? Jedynie zmysły materialne i co za tym idzie chciwość, będą silnie pobudzone widokiem tandetnych ozdób i świecidełek umieszczonych na obrazach.

Młodsze kobiety można jeszcze wyleczyć z chrześcijańskiego obłędu, byle w ateistycznym proteście nie popadły w inne bezduszne skrajności i rozrywki w formie bezmyślnego seksu, uzależnień, tatuaży etc., ale starsze nawiedzone są już nieuleczalnie chore, ponieważ Maryjne zamartwianie jest już cząstką ich DNA. Spójrzcie na swoje starsze matki, przecież to są wariatki, które zatruwają środowisko naturalne ponurą chrześcijańską atmosferą i jeszcze większą hipokryzją. Czy nie dosyć codziennego stresu, żeby zaprzątać sobie głowy męczennictwem religijnym? Skrzynka piwa temu, kto wyjaśni mi jakim cudem ten religijny masochizm, zapuścił głębokie korzenie w Polskiej ziemi i w psychice ludzi.

Religijne wizerunki Bóstw i świętych powinny spełniać pozytywną rolę, w sensie kształtowania nadziei i optymizmu w rozumach wiernych, i powinny przedstawiać estetyczne walory ludzkiego ciała. Religia chrześcijańska jest pozbawiona tych ważnych elementów wobec tego, kieruję mój wzrok do dalekich Indii i poniższe dwa przykłady, są doskonałym odzwierciedleniem wszystkiego, do czego normalni ludzie w życiu fizycznym i duchowym aspirują. Do męskiej siły i opanowania, oraz do wdzięku i urody kobiecego ciała.

Jedno z trzech największych bóstw Hinduizmu, Bóg niszczyciel Śiwa. Wspaniała statua Śiwy, znajduje się nad brzegiem Gangesu, w mieście Rishikesh w stanie Uttarakhand. Brahma stwórca, Wisznu obrońca i Śiwa niszczyciel są Hinduską trójcą świętą (Trimurti). Relatywnie nowy, chrześcijański koncept trójcy świętej, pochodzi bezpośrednio z antycznego Hinduskiego. Trimurti w formie bóstwa przedstawiane jest jako postać ludzka z trzema twarzami i według wyznawców Trimurti, trzy aspekty bóstwa są różnymi objawieniami jednego Boga. Hinduska trójca jest przejrzysta i logiczna, bo są trzy konkretne bóstwa, zaś ogarnięcie mózgiem chrześcijańskiej wersji trójcy, sprawia więcej kłopotów ze względu na ducha świętego. Czy ta spektakularna pod każdym względem statua, pomimo niszczycielskiej natury Boga Śiwy, nie jest znakomitym punktem odniesienia dla mężczyzny? Dosłownie chce się zrzucić z siebie, swój własny Jezusowy codzienny krzyż, działać i szczęśliwie żyć!

Uosabiający wielkie współczucie Bodhisattwa Awalokiteśwara. W sanskrycie bodhisattwa oznacza przebudzone dobro i jest to istota, która poprzez systematyczne ćwiczenia i altruistyczną motywację przynoszenia pomocy innym, dąży do osiągnięcia stanu Buddy. Na zdjęciu widzimy jego żeńską Chińską wersję Guanyin. Jej chrześcijańskim odpowiednikiem moim zdaniem jest Maryja, ale jak diametralnie rożne są te dwie postacie. Oblicze współczującej Awalokiteśwary nie wyraża smutku, lecz wewnętrzną siłę, kobiecą finezję i subtelną erotykę, natomiast Maryja zawsze jest przygnębiona, roni łzy i w przeciwieństwie do mądrej Awalokiteśwary, Maryja dąży do osiągnięcia stanu wiecznej żałoby. Zdrowie psychiczne kobiet, uległo by znacznej poprawie, gdyby zamiast obrazu Maryjnego, postawiły na biurkach lub powiesiły na ścianach, powyższy optymistyczny i ciepły wizerunek.

W całym dorobku artystycznym religii chrześcijańskiej, nie znajdziemy choćbyśmy szukali pod mikroskopem, żadnego pozytywnego motywu, bo każdy obraz, rzeźba oraz ilustracja przedstawia smutną osobę/osoby lub jakiś makabryczny Armagedon i nawet twarze Józefa i Maryi, tuż po narodzinach ich dziecka Jezusa, są zmartwione i posępne, a powinny promieniować radością z racji przyjścia na świat Boga. Jedynie ufne zwierzęta towarzyszące małemu Jezusowi w stajence, manifestują trudną do opisania, prawie że ludzką nadzieję i wesołość, aczkolwiek nadzieja zwierząt okazała się złudna, bowiem słowa Jezusa: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”, nie znalazły oddźwięku w sercach wiernych i chrześcijanie przelewają krew niewinnych zwierząt.

Bajecznie kolorowe i pogodne wyobrażenie Dattatreji, Awatara Bogów Trimurti, w towarzystwie zwierząt.

Przygnębiający smutek, jest głównym wątkiem w chrześcijańskiej sztuce sakralnej, natomiast w obrzędach religijnych, akcentuje się grzechy i męki jakie czekają ludzi w piekle, aczkolwiek jest kilka radosnych i kolorowych uroczystości, w formie Bożego narodzenia i Wielkiej Nocy. Święta te jednak, pochodzą z pogańskiej Słowiańszczyzny, oraz z innych pogańskich kultur północnej Europy. Nasze święta, celebrowały równonoc, czyli narodziny światła, po najdłuższej nocy w roku i wiosenne przebudzenie do życia zwierząt i roślin. Innymi słowy, oddawaliśmy hołd Słońcu oraz świętej Matce ziemi i jej dzieciom.

W chrześcijańskim wydaniu tych cudownych pogańskich świąt, jak wiadomo chodzi o postać Jezusa, który moim zdaniem był ziemskim uosobieniem (awatarem), Hinduskiego Boga obrońcy Wisznu. Wisznu po hebrajsku Joszua, obrońca wszelkiego życia, nie znalazł wśród żydów większego posłuchu i po kilku latach zniknął, ale pragmatyczni żydzi uznali, że Jezus będzie znakomitym koniem Trojańskim na eksport do Europy. Dorobiono mu zatem dziewicze poczęcie, ukrzyżowanie, zmartwychwstanie itp., po to aby Europejczykom, a zwłaszcza Słowianom odciąć pamięć genetyczną odnośnie ich Hinduskiego pochodzenia oraz Hinduskiego rodowodu Słowiańskich Bogów. Kościół stworzył zaś trójcę świętą i Jezus oficjalnie jest synem żydowskiego Boga. Reszta to już smutna historia, bowiem wraz z Jezusem przyszedł do nas ogromny bagaż judejskich farmazonów, które wyprały nasze mózgi, ze Słowiańskiego piękna i Pra-Vedy, a prawda to nic innego jak miłość do życia, w ramach przykazania numer jeden wszechświata – Nie Zabijaj.

W Hinduizmie istnieje zdrowa dawka erotyzmu, co można dostrzec w ich bardzo liberalnej sztuce religijnej i jest oczywiście słynny i stary jak świat, przewodnik erotyczny Kamasutra, i nikt nie robi z seksu, w tych rzekomo zacofanych Indiach wielkiej afery. Podobnie pragmatyczny i zdrowy stosunek do ludzkiego ciała mieli z pewnością Słowianie. Słowiańszczyzna była więc radosną i życiową religią i jej korzenie znajdują się w Indiach, gdzie nadal ma się bardzo dobrze. Mieliśmy wprawdzie złe bóstwa, podobnie jak w mitologii Skandynawskiej, ale istniała pomiędzy nimi a dobrymi równowaga, zaś w religii chrześcijańskiej gniewny bóg lada chwila zniszczy ziemię i wtrąci ludzi do piekła, grzechy cielesne są ulubionym tematem kazań i kobietom przypisano status podludzi. Wszystko to razem wzięte, plus przygnębiające wizerunki, odebrały nam radość życia i ludzie wstydzą się własnych ciał.

Jeżeli mężczyźni nie potrafią otrząsnąć się z tego duchowego i fizycznego chrześcijańskiego marazmu, to kobiety powinny wziąć sprawy we własne dłonie, bo najwięcej cierpią. Jesteście kwiatami, stworzonymi nieść światu dobrą i wesołą nowinę, w formie cudownego śpiewu i zmysłowego tańca, lecz religia chrześcijańska smutkiem i strachem, zdusiła wasze boskie talenty w zalążku, a macie niewyobrażalną moc.

Pomimo bezpowrotnej utraty większości antycznych Słowiańskich tradycji, wierzeń i kultury na rzecz żydowskiego kultu krwi, śmierci, krzyża i mamony, jest jednak nadzieja na wskrzeszenie Słowian, ponieważ posiadamy największy skarb, w formie pięknego i wesołego języka polskiego, który jest de facto językiem sanskryckim, czyli mową Bogów. Sanskryt w Indiach jest już językiem martwym, ale my wciąż go podtrzymujemy w lekko zmienionym kształcie i doszło do ciekawego paradoksu. Hindusi trzymają się antycznej wiary, ale stracili oryginalny język, zaś my na odwrót.

Wysławiajcie się zatem starannie i poprawnie i szlifujcie ten językowy diament, bo to jest słowo Boże i ostatnie ogniwo łączące nas z Bogami, a pewnego dnia Słowiańska radość zabłyśnie jak brylant na cały świat. Dla pokrzepienia waszych Słowiańskich serc, zapraszam do posłuchania poniższej piosenki, ale proszę zwrócić szczególną uwagę na usta śpiewaczki. Na dźwięk jej słów ciarki na ciele przechodzą i góry trzęsą się w posadach, albowiem tak pięknie i starannie śpiewają Boginie w Himalajach.

Na niebie błysnął biały nóż
To księżyc pełni straż
Czy nie znałam Cię w innym życiu już
Kiedyś hen dawno tak