Religie

1:0 dla Szatana

Katarzy głęboko wierzyli, że cały świat materialny w tym oczywiście ludzi stworzył zły Bóg, ten kolokwialny Szatan i nasze ciała zostały przez niego celowo skonstruowane słabe fizycznie i umysłowo, po to aby duchową cząstkę dobrego Boga w nich uwięzić i czerpać z dusz energię cierpienia.

Szatan najpierw stworzył mężczyznę, ale żeby spirala cierpienia nakręcała się samoistnie w nieskończoność, dał mężczyźnie zbiornik na jego nasienie, kuszącą i bardzo zmysłową kobietę i od tego momentu, ludzie rozmnażają się dosłownie jak króliki. W gruncie rzeczy, te na pozór głupie i bezmyślne dzikie zwierzęta, są mądrzejsze i bardziej powściągliwe w prokreacji, niż obdarzeni inteligencją ludzie. Szatan póki co wygrywa, ale z każdej pułapki jest wyjście i mimo tego, że jesteśmy skazani na ciała i towarzystwo kobiet, to możemy szatanowi pokrzyżować plany miłością Platoniczną i tylko mężczyźni są do niej zdolni, lecz pod warunkiem że zaczną myśleć mózgami, a nie penisami.

Na poparcie tego argumentu wróćmy do antycznej historii i spójrzmy na potęgę prawdziwej miłości. 2 tysiące lat temu, święta miłość platoniczna Józefa do Maryi wydała na świat Miecz Boży, który w imieniu dobrego Boga, toczy teraz walkę ze złym Bogiem (szatanem) o nasze dusze. Pomóżmy zatem Jezusowi, bo mamy doskonałego zawodnika w naszej drużynie i taka druga szansa na wyzwolenie dusz z ciał, już nigdy się nie powtórzy.

Rodzi się nurtujące pytanie, jakim sprytnym sposobem szatan zdołał odebrać Bogu jego część duchową?

Jako w Niebie, tak i na Ziemi w związku z tym, szatan uciekł się do zwykłej kradzieży, ponieważ zły i dobry Bóg mają charakter ludzi z wszystkimi ich wadami i potrzebami, aczkolwiek Bogowie egzystują już od dawien dawna w stricte duchowym wymiarze, niemniej kiedyś byli z krwi i kości, ponadto obydwaj są wciąż podatni na kaprysy ludzkiego ciała, w tym śmierć. Niewiarygodnie wysoki rozwój umysłowy Bogów, nie stanął im na przeszkodzie w poniekąd trywialnie ludzkiej rywalizacji, o panowanie we wszechświecie.

Największe włamanie w dziejach wszechświata do „sejfu” Boga, powiodło się zatem Szatanowi z prozaicznej ludzkiej potrzeby snu. Bóg z racji człowieczego pochodzenia musi sporadycznie uciszyć swój mózg i odpocząć, zwłaszcza że walka z Szatanem jest bardzo ciężka i chwila nie uwagi Boga, okazała się fatalna dla niego w skutkach.

Dużo prawdy w tym kontekście zawiera Grecka legenda odnośnie Prometeusza, który skradł bogom Olimpu święty ogień i przekazał go ludziom na ziemi.

Priorytetowym zadaniem Boga jest więc odzyskanie skarbu duchowego i dobry Bóg znalazł się w sytuacji podbramkowej i agonalnej. Totalne zniszczenie ludzi i uwolnienie dusz jest wykluczone z wiadomych powodów i Bóg umiera, ponieważ z wieku na wiek ludzi na ziemi przybywa, co powoduje stopniowe uszczuplenie Boskiego skarbu duchowego, który jest esencją życia Boga i de facto jego krwią.

Pierwszy oddech noworodka jest chwilą, gdy część duchowa Boga wnika w ciało dziecka i mały człowiek strasznie wówczas płacze, ale jest to tak naprawdę krzyk rozpaczy konającego Boga. Ludzie są wampirami duchowymi i naszą prokreacją, sączymy coraz więcej duchowej krwi Boga, aż przyjdzie moment wyczerpania cudownej substancji duchowej i dobry Bóg na zawsze zniknie.

Życie Boga i przyszłość wszechświata leży w dosłownym tego słowa znaczeniu, w naszych męskich dłoniach i jeżeli zakochałeś się w kobiecie, to wyrażeniem prawdziwej miłości w stosunku do twojej wybranki serca jest dotknięcie jej dłoni, i na tym powinien skończyć się kontakt cielesny. Bądź zatem mężczyzną, a nie narzędziem szatana i pohamuj swoje żądze cielesne wobec kobiety, a wtedy owocem waszej miłości będzie coś znacznie piękniejszego i wartościowszego niż dziecko i następny mały złodziej dusz.

Ta najczystsza forma miłości we wszechświecie, potomstwa na świat oczywiście nie wyda i drugi Jezus z tego związku raczej się nie narodzi, choć nic nie wykluczam, niemniej wspólny celibat mężczyzny i kobiety ma to do siebie, że oczyszcza dusze i ludzie podejmują inne mądre decyzje życiowe np. pokarmowe i przechodzą na dietę wegetariańską.

Kwestia z duszami robi się teraz wielce skomplikowana, ponieważ jak wspomniałem każde nowo narodzone dziecko odbiera Bogu jego część duchową. A może jest na odwrót i dusze po śmierci ciał wracają jednak do Boga, lecz ze względu na wpływ świata materialnego na nasze ciała i rozumy, dusze gdy przebywały w ciele człowieka ulegają poważnemu zatruciu złymi słowami, uczynkami, a przede wszystkim krwawą dietą.

Domyślacie się pewnie jaki będzie wniosek końcowy. Powrót skażonych dusz do Boga jest dla niego trucizną.

Natomiast dusze ludzi żyjący w celibacie, bezdzietnych, jaroszy, pacyfistów i samotników wracają do Boga w dość dobrym stanie i oni podtrzymują dobrego Boga przy życiu, ale takich ludzi jest na ziemi coraz mniej i obojętnie która z dwóch teorii odnośnie dusz jest właściwa, tak czy owak Bóg umiera.

Prawdopodobnie obydwie hipotezy się zazębiają i powstaje pytanie za milion dolarów, jak poznamy że Bóg umarł? Nawet się nie zorientujemy i przypomnę punkt kluczowy felietonu. Każdy człowiek posiada duszę, aczkolwiek co do kobiet mam poważne wątpliwości, niemniej nawet zbrodniarz sporadycznie słucha głosu duszy i okaże skruchę bądź litość. Egzystencja na ziemi jest coraz trudniejsza, są wojny, jest wyzysk itd., ale przyszłość ludzi, po wyczerpaniu Boskiej substancji duchowej będzie koszmarem z najgorszego horroru, ponieważ człowiek bez duszy jest żywym trupem, innymi słowy zombie.

Temat wymaga sprostowania i nadmienię, że dusze które obecnie posiadamy, są bezpośrednio połączone z Bogiem linią życia, i dlatego zachowujemy jeszcze cechy istot rozumnych, bo w mniejszym lub większym stopniu, słuchamy głosu Boga. Natomiast po jego śmierci, jesteśmy odcięci od Boskiego natchnienia i ludzie z najbardziej zniszczonymi duszami, błyskawicznie zamienią się w krwawe potwory i jak dzikie zwierzęta rzucą się do gardeł, posiadaczom relatywnie czystych dusz. Szybkość transformacji ludzi w zombie zależy więc od stanu duszy.

Po pewnym czasie życie na ziemi przestanie istnieć, lecz upadek człowieka poprzedzi piekło i lepiej popełnić samobójstwo zanim dojdzie do rzezi, ale nikt nie zna dnia, ani też godziny. Niewykluczone, że w dzień sądny, pojawi się Jezus na ziemi i zabierze ze sobą garstkę szlachetnych ludzi, którzy szlifowali swoje dusze dobrymi słowami, myślami i uczynkami. Dwunastu wspaniałych Jezusa, będzie wówczas zaczynem pod nową planetę Bogów w innej galaktyce.

Konkluzja

Zapewne rozumiecie teraz, dlaczego żydzi tak bardzo nienawidzą Jezusa i dlaczego obrzucają najgorszymi obelgami Maryję matkę jego, a nawet oskarżają tą kobietę o uprawianie prostytucji. Powodem tego stanu rzeczy jest fakt, że Szatan jest stwórcą ciała i materii i ze wszystkich ludzi na ziemi, żydzi do tych kwestii są najbardziej przywiązani. Szatan jest żydowskim Bogiem i pośrednio naszym Chrześcijańskim. Natomiast Jezus znalazł się w ogniu żydowskiej krytyki, ponieważ jest owocem miłości duchowej zwykłego mężczyzny, do zwykłej kobiety i każdy z nas jest zdolny powtórzyć ten cud.

Wielki udział żydów, w rozpowszechnianiu pornografii jest podyktowany tym właśnie czynnikiem, co dowodzi że żydzi nie chcą aby ludzie poznali prawdę, odnośnie czym jest miłość i co ona może dać. Miliardy ludzi myli więc zauroczenie cielesne, z prawdziwą miłością i nie ulega wątpliwości, że ich głównym zajęciem i pasją życiową, oprócz zaspokojenia instynktu głodu i snu jest uprawianie stosunków seksualnych, które nic dobrego nie przynoszą i w kilku wymiarach są bardzo niszczące. Po pierwsze, rodzą się dzieci – mimowolne złodzieje ducha Bożego. Po drugie, mnóstwo niechcianych dzieci jest mordowanych procedurą aborcji, a to wszystko razem wzięte wzmacnia Szatana i zabija Boga.

 

Reklamy

Wyzwolenie

Już od kilkunastu lat praktykuję skrajny weganizm i ciągle szukałem odpowiedzi, jaki czynnik odegrał główną rolę w wyborze tego sposobu odżywiania i chyba wreszcie znalazłem klucz do zagadki, ale wstępne oświecenie przyszło dopiero po bliższym zapoznaniu się z wierzeniami Hinduistycznymi i filozofią Buddyjską. Wprawdzie dalekowschodnie religie są źródłem wielkiej mądrości i natchnienia, lecz średniowieczny Europejski dualistyczny ruch Katarski, i sprzeczne z teologią chrześcijańską zasady duchowe, ułożyły wszystko w całość.

Dwie kwestie wpłynęły na wybór diety bezmięsnej i pierwsza to rzecz jasna poszanowanie życia zwierząt, natomiast drugą odkryłem stosunkowo niedawno, lecz praktykowałem tą zasadę podświadomie już od młodocianego wieku, na długo przed zupełnym wykluczeniem produktów pochodzenia zwierzęcego z mojej diety.

Z roku na rok jadłem coraz mniej i najpierw zacząłem pomijać śniadanie, następnie obiad, aż w końcu zrezygnowałem z kolacji i obecnie moje potrzeby pokarmowe, ograniczają się do jednego posiłku dziennie. Poranną energię zapewnia mi mocna kawa z dużą porcją cukru, a w parze z kawą idzie oczywiście tytoń i palę papierosy dosłownie jak komin, ale z tym wyjątkiem, że tytoń uprawiam na własnym kawałku ziemi i ekologiczny „czysty”, dym ma właściwości wizjonerskie i lecznicze.

Do posiłku zasiadam późną nocą w samotności i absolutnej ciszy i najważniejszy aspekt tego rytuału polega na tym, że nigdy nie jem do syta. Korzyści jakie gwarantuje mi ten wstrzemięźliwy styl odżywiania są ogromne i po pierwsze, nie obciążone pokarmem ciało ma optymalną wagę, po drugie mózg pracuje świetnie i po trzecie, mój zmysł smaku jest bardzo wyostrzony i odnoszę wrażenie, że każdy łyk wody, kawałek chleba i porcja potrawy pochodzi od samego Boga.

Nie mam już innej alternatywy, jak dopiąć celu i końcem tej ziemskiej wędrówki i moim przeznaczeniem, jest świadoma śmierć głodowa, która w Hinduizmie jest jedną z trzech dopuszczalnych form samobójstwa i zapewnia ona, przerwanie cyklu reinkarnacji na ziemi i życie duchowe w wyższym (boskim) wymiarze. A zatem głodówkę całodobową mam poza sobą i daję sobie radę i teraz czeka mnie głodówka kilkudniowa, po której przyjdzie czas na wieczną.

Na ten krok nie jestem jeszcze gotowy i być może umrę śmiercią naturalną z powodu choroby lub ulęgnę śmiertelnemu wypadkowi, co by było wielką tragedią, ponieważ mimo diety wegetariańskiej i względnie czystego serca, wyrządzałem zwierzętom straszne katusze gdy byłem młody i bagaż złej karmy posiadam ogromny.

W związku z czym, śmierć z przyczyn poza moją kontrolą wiążę się z pewną reinkarnacją mojej duszy w ciele zwierzęcym i na własnej skórze odczuję wówczas ból, jaki kiedyś zadawałem np. muchom odrywając im skrzydełka bądź kończyny. Jestem więc pewien, że dobrowolną śmiercią głodową odkupię wszystkie winy i na ziemię już nigdy nie powrócę.

Stosunkowo prosta dieta wegetariańska, jest zaledwie jednym elementem procesu odchodzenia od świata materialnego. Od bardzo długiego czasu żyję w celibacie, przez co nie mam dzieci i kobiety przestały mnie interesować, ale sporadycznie kobiece wdzięki w głowie mi mieszają, niemniej staram się upraszczać egzystencję do minimum i wówczas rozłąka z ciałem i ziemią nie będzie zbyt bolesna. Bez wątpienia, moim życiem już od narodzin kieruje jakaś gnostyczna siła kosmiczna, ponieważ z natury jestem kochającym ciszę i ciemność samotnikiem.

Ciało jest przekleństwem i związany z nim ciężar nałogów i trywialnych przyzwyczajeń trzyma mnie i większość z nas mocno na dnie, bo na pozór bardzo relaksujące sobotnie nocne oglądanie telewizji z piwem w ręku, tylko na moment uśmierza ból istnienia. To jest chwila warta życia, lecz alkohol i TV niszczą duszę i intelekt. Znacznie zdrowsze i dłuższe wyrwanie z więzów ciała gwarantuje jednak sen, który uskrzydla duszę i pozwala jej szybować w przestworzach jak ptak.

Drugą hindusko/buddyjską metodą na unikniecie reinkarnacji poprzez samobójstwo, jest bardzo drastyczne samospalenie, natomiast trzecia wymaga odizolowania się od świata zewnętrznego np. w jaskini i wstrzymaniu oddechu.

Aczkolwiek wstrzymanie oddechu, aż do śmierci jest dla mnie niezbyt zrozumiałym konceptem, niemniej powolna śmierć głodowa może okazać się o wiele gorszym przeżyciem niż szybka śmierć w ogniu, ponieważ w pierwszym przypadku, mózg ciągle pracuje i domaga się pokarmu, zaś po podpaleniu się od śmierci nie ma już w zasadzie odwrotu.

Tylko najwięksi mistycy i ludzie obdarzeni żelazną dyscypliną, są w stanie stawić czoła ogniu i sporadycznie mnisi buddyjscy wybierają tą opcję śmierci samobójczej. W mojej pamięci bardzo głęboko utkwił poniższy materiał filmowy, przedstawiający Wietnamskiego mnicha umierającego ze stoickim spokojem w płomieniach ognia.

Niestety byłem wychowany w stricte materialnej–chrześcijańskiej rzeczywistości i umierający w płomieniach mnich, wzbudził we mnie wielką odrazę i z pewnością prawie każdy Polak podobnie zareaguje, bo najwięksi materialiści i hipokryci świata, chrześcijanie boją się śmierci dosłownie jak ognia i robią wszystko co w ich mocy, by ich ciała fizyczne żyły jak najdłużej. Chrześcijanie żyją żeby jeść i cała filozofia religii chrześcijańskiej zamyka się w ramach teologii „Pełnego brzucha”. W związku z tym, najważniejszymi wydarzeniami dnia przeciętnych chrześcijan, są częste posiłki z naciskiem na potrawy mięsne, ponadto kobiety chcą być wiecznie młode i każda zmarszczka oraz siwy włos, jest powodem tragedii życiowej.

Na krótką metę, rożne zabiegi odmładzające i napęczniałe od nadmiaru pokarmu ciała, dają ludziom iluzje nieśmiertelności, lecz ich wnętrza fizyczne są w fatalnej kondycji, natomiast ich dusze w poważnym stopniu zatrute. Chrześcijanie zapomnieli, że ciało jest przejściową fazą istnienia i aby zapewnić sobie lepszą reinkarnację, nieśmiertelną duszę trzeba karmić pozbawionym krwi pokarmem. Lecz chrześcijanie swoje święte kielichy duchowe, wypełniają po brzegi krwią niewinnych zwierząt i skazują siebie na ponowną reinkarnację w ziemskim piekle. Podstawowa zasada reinkarnacji mówi, że ludzkie dusze przebywają w ciałach zwierząt i dlatego spożywanie mięsa w hinduizmie jest zabronione.

Spożywanie mięsa jest kanibalizmem duchowym i co mądrego odnośnie diety wegetariańskiej, mają do powiedzenia przedstawiciele kleru i świeccy uczeni w piśmie? Ci pierwsi bez ceregieli twierdzą, że wegetarianie są opętani szatańską mocą i karmią ludzi w trakcie mszy, symbolicznym ciałem oraz krwią Jezusa w postaci wafelków i wina. Religijni znawcy tematu bardziej kombinują i subtelnie powołują się na Jezusa, w kontekście nazwiska Chrystus, które pochodzi od starogreckiego słowa Ichtys i jest skrótem: Jezus Chrystus Syn Boga Zbawiciela. W języku greckim słowo Ichtys oznacza po prostu rybę i stąd się wzięło błędne przekonanie, że Jezus jadł mięso.

Z tego powodu, w ideologii chrześcijańskiej ryba straciła de facto status zwierzęcia i jedna z największych religijnych paranoi współczesnego świata, zezwala w dzień postny od potraw mięsnych spożywanie mięsa ryb. Na domiar złego, w rzekomy dzień narodzin Jezusa, chrześcijanie radośnie zabijają ryby. W religii chrześcijańskiej wszystko przejdzie i biorąc pod uwagę mnóstwo innych absurdów, konkluzja staje się oczywista. Religia chrześcijańska jest narzędziem szatana, ponadto znakomicie pierze ludzkie mózgi z podstawowej inteligencji i dlatego znalazła tylu zwolenników na całym świecie, bo do niczego szlachetnego ludzi nie zobowiązuje. Parę mądrych tez w chrześcijaństwie istnieje, ale jedna metafora jest uniwersalną prawdą wszechświata i my ostatni Mohikanie, podporządkowujemy swoje życie cielesne i przyszłe duchowe świętym słowom: „Droga do szczęścia jest kręta i stroma”.

Drogą wojownika i żołnierza Boga, nie są zatem skrajnie elastyczne chrześcijańskie zasady moralno-etyczne, w ramach róbta co chceta, bo miłosierny Jezus wszystko przebaczy, lecz wymagająca wielu poświęceń dieta bezmięsna i jeszcze trudniejszy w utrzymaniu celibat. Niemniej długotrwały wegetarianizm ma ten cudowny wpływ na organizm, że stopniowo zmniejsza popęd seksualny, aż w końcu mózg staje się czysty i wówczas duszę człowieka wypełnia po brzegi Boska energia.

Słowo kluczowe to energia, lub jak kto woli aura bądź też aureola, którą posiadał min. Budda oraz wielu innych świętych ludzi na przestrzeni tysiącleci. Ich ciała za sprawą krystalicznie czystych dusz świeciły, zaś wokół przebywających na bardzo niskim stopniu energetycznym chrześcijan i ateistów, co oznacza jedno i to samo, roznosi się ponura aura śmierci duchowej i fetor zgnilizny cielesnej.

Montsegur 1244

Wracając do mnicha w ogniu. Najpierw nim gardziłem, później twierdziłem że tylko tchórze popełniają ten typ samobójstwa, ale z wiekiem zmądrzałem i obecnie jestem wolny od chrześcijańskich bredni odnośnie życia i śmierci i uważam mnicha z filmu za jednego z największych bohaterów świata. Próbę ognia z podniesionym czołem przeszli także antykatoliccy Katarscy mężczyźni i kobiety, których kilkusetosobowa grupa została spalona żywcem w zbiorowym stosie, przez chrześcijańskich krzyżowców w południowej Francji 16 Marca 1244 roku, i ponoć sami inkwizytorzy zaniemówili z wrażenia, gdy nikt z palonych nie krzyczał.

Na zdjęciu w tle, góra Montsegur w Pirenejach. Szczyt wzniesienia wieńczyła ostatnia twierdza Katarów, zdobyta przez wojska papiesko – królewskie po długim oblężeniu w 1244 roku. Na planie pierwszym, obelisk upamiętniający śmierć ponad dwustu pojmanych obrońców w płomieniach katolickiego stosu.

Warto dodać, że najwyżsi rangą Katarzy zwani doskonałymi (perfecti), byli wegetarianami, przechodzili głodówki, przestrzegali celibatu i z pewnością odporność na ból, zapewniły im te bardzo wymagające zasady życia. Umierający w płomieniach buddyjski mnich oraz paleni Katarzy zachowali umiar w jedzeniu i wstępnie zahartowali swoje ciała. W trakcie palenia ich węglowe powłoki przeszły błyskawiczną metamorfozę i zamieniły się w diamenty. W prawie identyczny sposób w środowisku naturalnym powstają twarde diamenty i głęboko pod ziemią w wysokiej temperaturze i pod wielkim ciśnieniem, zwykły węgiel krystalizuje się w diament.

Katarska filozofia życia i śmierci jest bardzo zbliżona do fundamentu buddyzmu w formie wstrzemięźliwości od pokarmu mięsnego, idei reinkarnacji i pacyfizmu wobec tego, niektórzy religioznawcy określają Katarów mianem średniowiecznych Europejskich buddystów. Co by zrobił kościół katolicki gdyby nurt Katarski zawładnął sercami ówczesnych Europejczyków? Kościół i powiązane z nim monarchie, straciły by majątki i armię bezmyślnego chrześcijańskiego mięsa armatniego.

Gniew kościoła chrześcijańskiego oraz elit w stosunku do Katarów był więc zrozumiały, ale wyrokiem śmierci Katarów okazała się ich wiara, że świat materialny został stworzony przez złego Boga lub szatana, toczącego walkę z Bogiem dobrym, stwórcą świata duchowego.

Katarzy przyjęli dualistyczną wizję świata i zestawiali ze sobą przeciwieństwa takie jak: dobro i zło, duch i materia, Światło i Ciemność, Bóg i Szatan. Zasadzie dobra, stwórcy świata duchowego, przeciwstawia się zasada zła, albo również wieczny, lecz buntowniczy boski Syn, albo upadły anioł, demiurg. W obu przypadkach czynnik zła był stwórcą świata materialnego.

Według katarów szatan (lub zły bóg) stworzył ciała ludzkie. Obiegowa opinia mówi, że stworzył on również seksualność, co doprowadziło do niechęci katarów wobec instytucji małżeństwa. W rzeczywistości katarzy sprzeciwiali się małżeństwu, gdyż przyczyniało się ono do narodzin dziecka, które jako fragment świata materialnego było złe. Wśród wyznawców kataryzmu występował nakaz całkowitej wstrzemięźliwości seksualnej, lecz obowiązywał jednak tylko „doskonałych”.

Podporządkowanie się przekonaniu, że cykl reinkarnacji można przerwać abstynencją seksualną, lub hindusko/buddyjską śmiercią głodową, wyeliminował by całkowicie liczbę powłok cielesnych, do których wnikają dusze aby przejść w nich następne wcielenie i przeżyć ziemskie męczarnie w efekcie czego, zniknęła by energia ludzkiego cierpienia z której szatan lub inna kosmiczna siła zła czerpie moc.

Katarzy dzielili się na „wyznawców” i „doskonałych”. Przejście od jednego etapu do drugiego odbywało się poprzez określony rytuał, będący odpowiednikiem bierzmowania w kościele katolickim. Choć wszystkich katarów obejmował nakaz ascezy i umartwiania się, to „doskonałych” obowiązywała asceza znacznie surowsza aniżeli „wyznawców”. Wśród „doskonałych” byli zarówno mężczyźni, jak i kobiety.

Duchowni katarscy, „doskonali”, odcinali się od dominacji świata materialnego nad światem duchowym, stąd ich sprzeciw wobec składania przysiąg, gromadzenia dóbr materialnych, wierze budowanej na sakramentach, dominacji nad jednostką świeckich lub religijnych struktur społecznych. „Doskonali” nie mogli, według ich wierzeń, zgrzeszyć ani razu, ponieważ to oznaczałoby nieodwracalną utratę zbawienia. Grzechem było m.in. spożycie nabiału lub mięsa, dotknięcie skóry osoby płci przeciwnej lub złamanie któregokolwiek z postów.

„Doskonali” sprawowali liturgię inicjacji (consolamentum), która polegała na przejściu ze stanu wierzących do stanu „doskonałych”. Obrzęd wejścia w kategorię „doskonałych” rozpoczynał się pytaniem, czy chce się oddać Bogu i ewangelii. Po uzyskaniu pozytywnej odpowiedzi, proszono go o złożenie obietnicy, że nigdy nie będzie jadł mięsa, jajek, sera ani żadnego innego pokarmu, z wyjątkiem potraw roślinnych przygotowanych na oleju. Kandydat również obiecywał, że nie będzie kłamał, przeklinał, oddawał się cielesności, i że nie odrzuci katarskiej wspólnoty nawet w obliczu śmierci w ogniu, wodzie czy w obliczu innego zagrożenia. Po złożeniu tych obietnic, kandydat odmawiał Pater Noster „na sposób heretycki”, a „doskonali” kładli mu na głowę ręce i księgę Nowego Testamentu, po czym udzielali pocałunku pokoju i przyklękali przed nim i na tym obrządek inicjacji się kończył.

Katarzy uważali ascezę, a nie łaskę bożą i silną wiarę jako konieczną do zbawienia. Wielu „doskonałych”, aby nie ryzykować utraty zbawienia, bezpośrednio po rytuale inicjacyjnym dobrowolnie poddawało się endurze (poszczeniu aż do śmierci).

Mądre poglądy Katarów ilustrują, że droga do prawdziwej wolności, polega na przecięciu cyklu reinkarnacji wstrzemięźliwością seksualną, ale perspektywa uniwersalnego celibatu jest utopijną mrzonką wobec tego, pozostaje indywidualna próba wyzwolenia się za pomocą śmierci głodowej. W obydwu przypadkach instynkt prokreacji i głodu prawie zawsze pokona rozum w związku z czym, ludzi na ziemi przybywa i naszym cierpieniem w kruchych i ułomnych ciałach karmimy i wzmacniamy szatana.

Paradoksalnie pogoń za wygodnym życiem materialnym, pieniądzem, homoseksualizm i feminizm oraz powszechne używanie środków antykoncepcyjnych, przyczyniły się do drastycznie niskiego przyrostu naturalnego w zachodnim świecie, aczkolwiek niektóre sposoby zmniejszenia pogłowia ludzkiego np. aborcją są haniebne, zaś samobójstwo szybkiego typu przez powieszenie lub zastrzelenie, skazuje duszę umarłego na przejście procesu reinkarnacji od samego dołu drabiny. Cywilizacja zachodnia wymiera i można odnieść wrażenie, że wśród przedstawicieli białej rasy, Katarska filozofia życia i śmierci przetrwała w szczątkowej formie i ludzie coś istotnego rozumieją, ale jeszcze nie potrafią podjąć właściwej decyzji i stosują bardzo szkodliwe metody wyzwolenia się z cielesnej pułapki dusz.

Dlatego taki nacisk w mediach masowego przekazu kładzie się na seks, co ma motywować ludzi do dalszego bezmyślnego rozmnażania. Akcent na pokarm jest jeszcze większy, a żywność zwłaszcza czekolada, jest znakomitym afrodyzjakiem seksualnym i w narkotykowym pokarmowym upojeniu, ludzki mózg reaguje wówczas jedynie na bodźce natury seksualnej.

Religia żywych trupów

Prokreacja i ciało stanowią teologiczny filar religii chrześcijańskiej, a drugim są motywy związane z pokarmem, zaś kontekst duszy zszedł na trzeci plan i w zasadzie nikt już nie zawraca sobie głów jakimś życiem duchowym. Infantylna indoktrynacja chrześcijańska ukształtowała pogląd, że człowiek jest stworzony na podobieństwo Boga w związku z tym, ciało człowieka musi być święte i ludzie na życie ziemskie i po śmierci, spoglądają wyłącznie przez pryzmat własnego wątłego ciała, z całkowitym pominięciem nieśmiertelnej świętej duszy, tej prawdziwej cząstki Boga. Przywiązanie do powłoki cielesnej wśród chrześcijan jest największe i przybiera tragikomicznego wymiaru.

Chrześcijanie są przekonani, że po śmierci gdzieś tam w niebie będą posiadać identyczną postać jak na ziemi i kiedyś w średniowieczu gromadzili relikwie świętych tj. ich kości, włosy, krew, ale w Polsce ten zwyczaj funkcjonuje do dziś. Prędzej wielki dąb wyrwie się gołymi rękoma z korzeniami z ziemi, niż chrześcijanina z matrixu ciała i jaki śmieszny dylemat ma wielu ludzi, gdy kosa śmierci do nich się zbliża i chcą wyglądać ładnie w trumnie, lub boją się kremacji. Katolickie cmentarze i bogato zdobione groby, są kwintesencją chrześcijańskiego strachu przed śmiercią.

Skrajne przywiązanie do ciała nie jest wyłącznie chrześcijańską domeną i paranoicznych proporcji nabrało w antycznym Egipcie w formie mumifikowania ludzkich zwłok z nadzieją zmartwychwstania. Niemniej zmartwychwstanie Jezusa, jego przywrócenie do życia Łazarza i mnóstwo innych cudownych przypadków ożywiania trupów, zostały wzięte serio i ludzie naprawdę są przekonani, że po śmierci wyjdą z grobów. O wiele mądrzejsi są protestanci, gdzie panuje powszechny zwyczaj kremacji i oczywiście palenie zwłok jest na porządku dziennym w Indiach.

Najbardziej racjonalny i piękny, aczkolwiek z chrześcijańskiej perspektywy budzący wielką grozę obrządek pośmiertny istnieje w Tybecie wśród Buddystów, gdzie zwłoki są porzucane w górach i stanowią pokarm dla sępów oraz innych ptaków drapieżnych. Ten bardzo nietypowy typ pochówku, zwany jest niebiańskim lub powietrznym i podobny istniał w religii Zaratusztriańskiej, ale tam ciała umarłych pozostawiano w tzw. wieżach milczenia, w których zwłoki były również wystawione na działanie elementów naturalnych.

Ceremonia Tybetańskiego niebiańskiego pogrzebu wymaga wstępnego nacięcia zwłok. Po kilku dniach sępy oczyszczą szkielet z mięsa, a następnie kości zostaną roztrzaskane w proch. Po ciele nie zostanie żaden ślad i tak powinno być, ale opcja porzucenia zwłok na pastwę losu, nie mieści się w chrześcijańskich głowach. Rzekoma profanacja świętego ciała, wywoła z pewnością wśród wierzących jak i ateistów powszechne oburzenie, bo życie materialne wyparło z ich ciał duchowe.

Chrześcijańska propaganda ustąpiła obecnie miejsca medialnej, którą cechują prawie te same chrześcijańskie wątki, lecz w bardziej ordynarnej, świeckiej postaci i dwie podstawowe kwestie są akcentowane w mediach: Żyje się tylko raz i szczęśliwą egzystencję zapewni jedzenie. I proszę zwrócić uwagę na kluczowy fakt a mianowicie, jak bardzo tematy odnośnie ciała rezonują wśród kobiet i prędzej łysemu włosy na głowie wyrosną, niż by współczesna biała kobieta oderwała nawet na sekundę myśli od swojego ciała i zastanowiła się nad stanem własnej duszy i leczyła ją dietą wegetariańską.

Kto jak kto, ale to kobiety powinny być największymi wegetariankami, ponieważ nienawidzą przelewu krwi, przemocy oraz wojen, ponadto kochają dzieci, kwiaty, małe zwierzątka i generalnie gdy komuś dzieje się krzywda kobiety ronią łzy itd. To wszystko pięknie wygląda na papierze, ale w praktyce sprawa wygląda nie ciekawie i wegetarianizm kobiet zaczyna się i kończy na pustej retoryce. Aczkolwiek właścicielki psów potrafiły stworzyć wokół siebie aurę szlachetnych obrończyń praw zwierząt, lecz gdy przyjdzie co do czego, to ich kamienne serca nie okażą psu litości.

Jestem kompletnie zdruzgotany, gdy kobiety arogancko oświadczają, że swojego starego lub chorego psa zaniosły do weterynarza i kazały uśpić. Spotkałem się z tym okropnym zjawiskiem wiele razy, a przecież pies jest największym przyjacielem człowieka i darem od Boga, lecz kobiety oddanego na śmierć i życie przyjaciela bez mrugnięcia oka zamordują. Kobiety usprawiedliwiają podjęcie decyzji o zamordowaniu chorego lub starego psa w gabinecie weterynarza, standardową wrażliwością na cierpienie albo zamiarem skrócenia zwierzęciu bólu i tymi wygodnymi pretekstami, kobiety umywają ręce od kłopotów związanych z opieką nad potrzebującym miłości i domowego ciepła zwierzęciem, które mimo choroby i podeszłego wieku, pragnie spędzić ostatnie dni swojego życia u boku kochanego człowieka. Za kilka tygodni w domu pojawi się następny pies i biedną istotę czeka ten sam los, co poprzednika.

W języku angielskim na psa mówi się dog i mamy tutaj bardzo ciekawą anomalię lingwistyczną, która daje wiele do myślenia w mistycznym kontekście, bo słowo dog czytane od tyłu to god, po polsku bóg.

To jest tragedia największego kalibru, ponieważ najczystszą formą miłości we wszechświecie jest psia miłość do człowieka. Miłość wszystko wyleczy, ale śmierci nie odwróci, lecz człowiecza miłość okazana staremu lub choremu psu, ukoi zwierzęciu każdy ból i pies umrze w domu szczęśliwy. Natomiast w gabinecie weterynarza umierający pies płacze, ale nad losem duszy swego pana/pani. Tłumaczyłem ten Boski koncept miłości matce, siostrze oraz innym kobietom, bez większego odzewu i doszedłem do smutnego wniosku, że większość współczesnych kobiet nie posiada wyższych uczuć. Znakomitym sprawdzianem charakteru człowieka jest posiadanie psa, ale jeżeli kobiety zwierzęcego i bardzo oddanego członka rodziny traktują z pogardą, to strach myśleć jaki jest ich stosunek do swoich starych bądź schorowanych rodziców i do reszty człowieczeństwa.

Nie było by w tym wielkiego dramatu, bo każdy człowiek po śmierci odpowie za swoje czyny, ale szkopuł w tym, że żyjemy w państwach zdominowanych przez kobiety. Kobiecą materialną prostotę umysłową, podchwycili sfeminizowani mężczyźni i niebawem znikną prawdziwi mędrcy, szamani i mistycy, którzy wskazali by ludziom drogę do prawdziwej miłości i wolności duchowej.

Dlatego też od pewnego czasu zacząłem modlić się do Boga tymi słowami; „Chroń mnie Boże przed chrześcijanami i kobietami”, ale nie wszystkimi, ponieważ ostatnie dobre i mądre kobiety żyją w dalekiej Azji w Indiach. Ignorancja współczesnych europejskich kobiet sięga zenitu i przekonałem się o tym osobiście w pracy, gdy byłem zmuszony wziąć udział w dyskusji o jedzeniu, notabene temat numer jeden Polaków i jaką wielką radochę ma plebs, gdy w biedronce przecenią kiełbasę.

Wspomniałem więc że w Indiach krowy są święte i na te słowa kobieta buchnęła pogardliwym śmiechem. Dalsze tłumaczenie tępej babie skąd ten szlachetny zwyczaj wziął się u Hindusów było pozbawione już sensu, aczkolwiek ta osoba wykonuje proste czynności sprzątające i inteligencją nie grzeszy, co nie zmienia faktu, że nawet wykształcone kobiety są puste jak bęben i sensem ich życia jest seks, żarcie, zakupy, seriale i wlepianie oczu w telefony komórkowe.

Przebywanie w towarzystwie bezmyślnych ludzi grozi załamaniem nerwowym, ale ma też dużą zaletę, bo ich głupota motywuje mnie do intensywnego myślenia, w ramach Pierwszej Zasady Zachowania Rozumu i jej pochodnej, reguły 180 stopni. Krótko mówiąc, zdanie większości, a zwłaszcza kobiet jest zawsze błędne i przeciwieństwem zdrowego rozsądku, są czyny i słowa motłochu.

Wojna Bogów i koniec świata

Możecie być zatem pewni, że jeżeli lekkomyślne kobiety dorwą się do władzy, na co się zapowiada, to najpierw swoich starych i schorowanych rodziców poddadzą eutanazji, następnie wymordują mężczyzn, swoje dzieci i na końcu żmije zeżrą swoje własne ogony i zginą w wywołanym przez siebie nuklearnym holokauście, który wymaże homo sapiens z powierzchni ziemi. Ale nie ma powodu do zmartwienia, ponieważ nie będzie wówczas ludzkich ciał i nasze dusze połączą się na zawsze z Bogiem.

Sądzę, że cały światowy feminizm z jakim mamy obecnie do czynienia, jest mistrzowskim taktycznym uderzeniem dobrego Boga w Boga złego. Dobry Bóg dał przeciwnikowi wolną rękę i pewny siebie szatan, poprzez najsłabsze kobiecie ogniwo zwycięża, lecz w rzeczywistości przegrywa. Zwycięstwo szatana za sprawą przejęcia władzy na ziemi przez kobiety, obróci się niebawem w triumf dobrego Boga i naszym męskim obowiązkiem jest przyśpieszenie procesu wyzwolenia dusz, dobrowolnie oddając władzę w rodzinie i w państwie kobietom.

Stańcie więc z boku i spokojnie obserwujcie, jak pyskate baby puchną i jak państwa przez kobiety rządzone na naszych oczach jedno po drugim eksplodują. Nie ulega jednak wątpliwości, że czeka nas wszystkich okropne, ale chwilowe fizyczne cierpienie, po którym przyjdzie idylliczne życie wieczne naszych dusz w Edenie. Szatan jednak nie śpi, i na ruch Boga zareagował wysyłając do bitwy bezkompromisowych przeciwników feminizmu, muzułmański ISIS. Na szczęście ISIS przegrywa, co oznacza że dzień sądu ostatecznego się zbliża wobec tego, przygotowujcie swoje dusze na spotkanie z Bogiem.

Podsumowanie

W końcu zrozumiałem, że prawdziwe życie zaczyna się dopiero po śmierci ciała i nieśmiertelną duszę przez cały okres jej przebywania w powłoce cielesnej, trzeba szlifować w brylant dobrym uczynkiem, słowem, a przede wszystkim bezmięsną dietą. Wiara pozbawiona osobistych wyrzeczeń jest niczym i chrześcijańsko/ateistyczny kult ciała prowadzi duszę do piekła, w sensie reinkarnacji duszy na bardzo niskim stopniu rozwoju. Nośnikiem zła we współczesnym świecie, są chrześcijańskie kobiety, bo za iluzoryczną gwarancję utrzymania ciała po jego śmierci, kobiety swoje dusze diabłu już dawno sprzedały.

Mimo tego że do kościołów na msze młode Polki nie chodzą i twierdzą, że są mądrymi ateistkami i wszystko o życiu wiedzą, to jednak na starość, każda jedna pójdzie do chrześcijańskiej świątyni po krzepiące słowo szatana, że ciało jest najważniejsze. Chrześcijańska retoryka odnośnie nieśmiertelnego ciała wśród kobiet, jest skutecznie podtrzymywana w mediach masowego przekazu reklamami środków kosmetycznych i farmaceutycznych, ale zaprawdę powiadam wam kobiecy egoizm i trzymanie się życia za wszelką cenę, będzie naszym duchowym wyzwoleniem.

Sensem życia nie jest spłodzenie potomstwa, bo dzieci są cielesną pułapką dusz, ale tej kluczowej kwestii nie dowiemy się z religii szatana tj. judaizmu, chrześcijaństwa i islamu, które nakłaniają ludzi do rozmnażania się. Jak więc zrozumieć astronomiczny przyrost narodowy Hindusów, w kolebce idei reinkarnacji, gdzie przecież religia chrześcijańska, islam lub judaizm są wyznaniami marginalnymi?

Kuszące zmysły erotyka i seks motywują ludzi do bezmyślnej prokreacji i nakręcają spiralę cierpienia na całej ziemi. Dobry Bóg nie jest zatem wszechmocny i musimy go wyręczyć w zniszczeniu ciała fizycznego osobistym celibatem, lecz największą radość sprawiło by mu wciśniecie przez ludzi nuklearnego „guzika” i mam nadzieję, że kobiety tego dokonają. Tak więc kobiety pomimo swoich wielu wad, mają bardzo ważną Boską misję do spełnienia i będę im wdzięczny jeżeli się pospieszą, ponieważ życie w tym ziemskim piekle staje się nie do zniesienia.

 

 

 

 

 

Na niebie błysnął biały nóż…

Wiele starych religii, posiada imponujące rzeźby i obrazy bóstw, ale najpiękniejsze posągi oraz malowidła pochodzą z wciąż żywej religii Hinduistycznej i z pewnością każdy mężczyzna i kobieta znajdzie w nich coś inspirującego, co da im chęć do życia i rozweseli duszę człowieka. Natomiast w chrześcijaństwie, mamy okrwawionego trupa Jezusa na krzyżu, oraz wizerunki smutnej Maryi i spoglądając na te dwa oblicza odechciewa się po prostu żyć, albowiem całokształt religii chrześcijańskiej obraca się wokół tortur, śmierci, wiecznej męki i stękania.

Wychodzę z prostego założenia, że Bóstwa ludzi narażonych na choroby, śmierć, nieszczęścia i klęski naturalne, od zarania dziejów przedstawiały życie i siłę witalną, oraz zdrową porcję nadprzyrodzonej przemocy i erotyki. Pozytywne Bóstwa, spełniały zatem rolę odskoczni od problemów dnia codziennego i ludziom żyło się znacznie lepiej, zwłaszcza dzieci z ogromną ciekawością słuchały opowiadań starszyzny odnośnie życia Bogów i Bogiń. Tak jest nadal w Hinduizmie, tak było również w Słowiańszczyźnie i we wszystkich antycznych religiach i kultach. Dziwnym splotem okoliczności i przy pomocy ognia i miecza, około 1000 lat temu Słowiańskie Bóstwa ustąpiły jednak miejsca religii trupa, męki i Maryjnemu zamartwianiu. Pomimo powszechnego już ateizmu, wirus Jezusowo/Maryjny wgryzł się głęboko w rozumy ludzi, ale nasze organizmy są jeszcze relatywnie zdrowe i odrzucają chorobę, gdyż nie kojarzymy tych postaci z dobrem, lecz z bólem i złem. Bo jak słownie reagujemy na cierpienie lub katastrofę? Przeważnie nieszczęścia i tragedie określamy zwrotami: Jezus Maryja!, O Jezu!, albo Matko Boska!

Wprawdzie oficjalnie Maryja nie posiada statusu bóstwa, lecz na przestrzeni wieków jej ranga w religii chrześcijańskiej bardzo urosła, ale w Polsce najwięcej i została intronizowana na Polską królową i stała się de facto Boginią. Maryja jest więc częstszym tematem niezliczonych ilustracji, obrazów i rzeźb niż postać samego Jezusa, i wspólnym mianownikiem wyobrażeń artystycznych Maryi, jest smutek i rozpacz malujący się na jej twarzy. Pełne żałości wizerunki Maryi, wywierają na ludzi jakiś tajemniczy urok i nawet wielu ateistom, nogi w kolanach uginają się przed jej ponurymi obrazami, biją się w piersi i pokornie wołają: Moja wina, moja wina, moja Bardzo Wielka Wina.

Oprócz wizualnej smuty chrześcijańskiej, jest słowna w postaci liturgii oraz ewangelii i najwięcej szkody, wyrządza chrześcijański dogmat odnośnie grzesznego i nieczystego ciała ludzkiego, a przecież jesteśmy stworzeni na Boskie podobieństwo i jakoś trzeba w końcu się rozmnażać. Rodzi się zatem mnóstwo kompleksów, i z jednej strony szerzą się wynaturzenia seksualne, z drugiej zaś pruderia i jak tak dalej pójdzie, to kraj zamieni się w jeden wielki burdel, lub wszyscy przejdą na celibat. W obydwu przypadkach naród Polski umrze, ale obecnie przerabiamy wariant pierwszy.

Prawie wszystkie msze święte, do złudzenia przypominają nabożeństwa pogrzebowe i nikogo nie powinien dziwić fakt, że mnóstwo mężczyzn po mszy kieruje się prosto do barów, aby tam pozbierać się do kupy i ochłonąć przy piwie z chrześcijańskiej smuty i zawodzenia. W rezultacie rośnie nam potężna armia sfrustrowanych chrześcijan – alkoholików i przybywa marginesu społecznego. Ale nie ma na całym świecie nic bardziej posępnego niż gorzkie żale, msze celebrujące mękę chrystusową i ukrzyżowanie i wtedy z żalu, można dosłownie wejść na krzyż i samemu się do niego przybić gwoździami.

Ponadto, zniewieściałe teksty i pieśni mszalne oraz owcza śmierć Jezusa na krzyżu, niszczą męską zaradność, determinację i logikę, a ubolewająca i płacząca Maryja, wywołuje wśród kobiet poważne zaburzenia psychiczne i ostatecznie doprowadza do szaleństwa. Proszę się zastanowić, co pozytywnego i jakie natchnienie duchowe oraz nadzieję może czerpać przeciętna matka, z żałosnych litanii odprawianych do „cudownie” przygnębiającego obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, lub do innej czarnej Madonny? Jedynie zmysły materialne i co za tym idzie chciwość, będą silnie pobudzone widokiem tandetnych ozdób i świecidełek umieszczonych na obrazach.

Młodsze kobiety można jeszcze wyleczyć z chrześcijańskiego obłędu, byle w ateistycznym proteście nie popadły w inne bezduszne skrajności i rozrywki w formie bezmyślnego seksu, uzależnień, tatuaży etc., ale starsze nawiedzone są już nieuleczalnie chore, ponieważ Maryjne zamartwianie jest już cząstką ich DNA. Spójrzcie na swoje starsze matki, przecież to są wariatki, które zatruwają środowisko naturalne ponurą chrześcijańską atmosferą i jeszcze większą hipokryzją. Czy nie dosyć codziennego stresu, żeby zaprzątać sobie głowy męczennictwem religijnym? Skrzynka piwa temu, kto wyjaśni mi jakim cudem ten religijny masochizm, zapuścił głębokie korzenie w Polskiej ziemi i w psychice ludzi.

Religijne wizerunki Bóstw i świętych powinny spełniać pozytywną rolę, w sensie kształtowania nadziei i optymizmu w rozumach wiernych, i powinny przedstawiać estetyczne walory ludzkiego ciała. Religia chrześcijańska jest pozbawiona tych ważnych elementów wobec tego, kieruję mój wzrok do dalekich Indii i poniższe dwa przykłady, są doskonałym odzwierciedleniem wszystkiego, do czego normalni ludzie w życiu fizycznym i duchowym aspirują. Do męskiej siły i opanowania, oraz do wdzięku i urody kobiecego ciała.

Jedno z trzech największych bóstw Hinduizmu, Bóg niszczyciel Śiwa. Wspaniała statua Śiwy, znajduje się nad brzegiem Gangesu, w mieście Rishikesh w stanie Uttarakhand. Brahma stwórca, Wisznu obrońca i Śiwa niszczyciel są Hinduską trójcą świętą (Trimurti). Relatywnie nowy, chrześcijański koncept trójcy świętej, pochodzi bezpośrednio z antycznego Hinduskiego. Trimurti w formie bóstwa przedstawiane jest jako postać ludzka z trzema twarzami i według wyznawców Trimurti, trzy aspekty bóstwa są różnymi objawieniami jednego Boga. Hinduska trójca jest przejrzysta i logiczna, bo są trzy konkretne bóstwa, zaś ogarnięcie mózgiem chrześcijańskiej wersji trójcy, sprawia więcej kłopotów ze względu na ducha świętego. Czy ta spektakularna pod każdym względem statua, pomimo niszczycielskiej natury Boga Śiwy, nie jest znakomitym punktem odniesienia dla mężczyzny? Dosłownie chce się zrzucić z siebie, swój własny Jezusowy codzienny krzyż, działać i szczęśliwie żyć!

Uosabiający wielkie współczucie Bodhisattwa Awalokiteśwara. W sanskrycie bodhisattwa oznacza przebudzone dobro i jest to istota, która poprzez systematyczne ćwiczenia i altruistyczną motywację przynoszenia pomocy innym, dąży do osiągnięcia stanu Buddy. Na zdjęciu widzimy jego żeńską Chińską wersję Guanyin. Jej chrześcijańskim odpowiednikiem moim zdaniem jest Maryja, ale jak diametralnie rożne są te dwie postacie. Oblicze współczującej Awalokiteśwary nie wyraża smutku, lecz wewnętrzną siłę, kobiecą finezję i subtelną erotykę, natomiast Maryja zawsze jest przygnębiona, roni łzy i w przeciwieństwie do mądrej Awalokiteśwary, Maryja dąży do osiągnięcia stanu wiecznej żałoby. Zdrowie psychiczne kobiet, uległo by znacznej poprawie, gdyby zamiast obrazu Maryjnego, postawiły na biurkach lub powiesiły na ścianach, powyższy optymistyczny i ciepły wizerunek.

W całym dorobku artystycznym religii chrześcijańskiej, nie znajdziemy choćbyśmy szukali pod mikroskopem, żadnego pozytywnego motywu, bo każdy obraz, rzeźba oraz ilustracja przedstawia smutną osobę/osoby lub jakiś makabryczny Armagedon i nawet twarze Józefa i Maryi, tuż po narodzinach ich dziecka Jezusa, są zmartwione i posępne, a powinny promieniować radością z racji przyjścia na świat Boga. Jedynie ufne zwierzęta towarzyszące małemu Jezusowi w stajence, manifestują trudną do opisania, prawie że ludzką nadzieję i wesołość, aczkolwiek nadzieja zwierząt okazała się złudna, bowiem słowa Jezusa: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”, nie znalazły oddźwięku w sercach wiernych i chrześcijanie przelewają krew niewinnych zwierząt.

Bajecznie kolorowe i pogodne wyobrażenie Dattatreji, Awatara Bogów Trimurti, w towarzystwie zwierząt.

Przygnębiający smutek, jest głównym wątkiem w chrześcijańskiej sztuce sakralnej, natomiast w obrzędach religijnych, akcentuje się grzechy i męki jakie czekają ludzi w piekle, aczkolwiek jest kilka radosnych i kolorowych uroczystości, w formie Bożego narodzenia i Wielkiej Nocy. Święta te jednak, pochodzą z pogańskiej Słowiańszczyzny, oraz z innych pogańskich kultur północnej Europy. Nasze święta, celebrowały równonoc, czyli narodziny światła, po najdłuższej nocy w roku i wiosenne przebudzenie do życia zwierząt i roślin. Innymi słowy, oddawaliśmy hołd Słońcu oraz świętej Matce ziemi i jej dzieciom.

W chrześcijańskim wydaniu tych cudownych pogańskich świąt, jak wiadomo chodzi o postać Jezusa, który moim zdaniem był ziemskim uosobieniem (awatarem), Hinduskiego Boga obrońcy Wisznu. Wisznu po hebrajsku Joszua, obrońca wszelkiego życia, nie znalazł wśród żydów większego posłuchu i po kilku latach zniknął, ale pragmatyczni żydzi uznali, że Jezus będzie znakomitym koniem Trojańskim na eksport do Europy. Dorobiono mu zatem dziewicze poczęcie, ukrzyżowanie, zmartwychwstanie itp., po to aby Europejczykom, a zwłaszcza Słowianom odciąć pamięć genetyczną odnośnie ich Hinduskiego pochodzenia oraz Hinduskiego rodowodu Słowiańskich Bogów. Kościół stworzył zaś trójcę świętą i Jezus oficjalnie jest synem żydowskiego Boga. Reszta to już smutna historia, bowiem wraz z Jezusem przyszedł do nas ogromny bagaż judejskich farmazonów, które wyprały nasze mózgi, ze Słowiańskiego piękna i Pra-Vedy, a prawda to nic innego jak miłość do życia, w ramach przykazania numer jeden wszechświata – Nie Zabijaj.

W Hinduizmie istnieje zdrowa dawka erotyzmu, co można dostrzec w ich bardzo liberalnej sztuce religijnej i jest oczywiście słynny i stary jak świat, przewodnik erotyczny Kamasutra, i nikt nie robi z seksu, w tych rzekomo zacofanych Indiach wielkiej afery. Podobnie pragmatyczny i zdrowy stosunek do ludzkiego ciała mieli z pewnością Słowianie. Słowiańszczyzna była więc radosną i życiową religią i jej korzenie znajdują się w Indiach, gdzie nadal ma się bardzo dobrze. Mieliśmy wprawdzie złe bóstwa, podobnie jak w mitologii Skandynawskiej, ale istniała pomiędzy nimi a dobrymi równowaga, zaś w religii chrześcijańskiej gniewny bóg lada chwila zniszczy ziemię i wtrąci ludzi do piekła, grzechy cielesne są ulubionym tematem kazań i kobietom przypisano status podludzi. Wszystko to razem wzięte, plus przygnębiające wizerunki, odebrały nam radość życia i ludzie wstydzą się własnych ciał.

Jeżeli mężczyźni nie potrafią otrząsnąć się z tego duchowego i fizycznego chrześcijańskiego marazmu, to kobiety powinny wziąć sprawy we własne dłonie, bo najwięcej cierpią. Jesteście kwiatami, stworzonymi nieść światu dobrą i wesołą nowinę, w formie cudownego śpiewu i zmysłowego tańca, lecz religia chrześcijańska smutkiem i strachem, zdusiła wasze boskie talenty w zalążku, a macie niewyobrażalną moc.

Pomimo bezpowrotnej utraty większości antycznych Słowiańskich tradycji, wierzeń i kultury na rzecz żydowskiego kultu krwi, śmierci, krzyża i mamony, jest jednak nadzieja na wskrzeszenie Słowian, ponieważ posiadamy największy skarb, w formie pięknego i wesołego języka polskiego, który jest de facto językiem sanskryckim, czyli mową Bogów. Sanskryt w Indiach jest już językiem martwym, ale my wciąż go podtrzymujemy w lekko zmienionym kształcie i doszło do ciekawego paradoksu. Hindusi trzymają się antycznej wiary, ale stracili oryginalny język, zaś my na odwrót.

Wysławiajcie się zatem starannie i poprawnie i szlifujcie ten językowy diament, bo to jest słowo Boże i ostatnie ogniwo łączące nas z Bogami, a pewnego dnia Słowiańska radość zabłyśnie jak brylant na cały świat. Dla pokrzepienia waszych Słowiańskich serc, zapraszam do posłuchania poniższej piosenki, ale proszę zwrócić szczególną uwagę na usta śpiewaczki. Na dźwięk jej słów ciarki na ciele przechodzą i góry trzęsą się w posadach, albowiem tak pięknie i starannie śpiewają Boginie w Himalajach.

Na niebie błysnął biały nóż
To księżyc pełni straż
Czy nie znałam Cię w innym życiu już
Kiedyś hen dawno tak

 

 

 

Raport z Francji

Francja jest państwem ultra świeckim i oficjalną religią tego kraju jest ateizm i przeciętny francuz w kościele nogi nie postawi, ponadto socjalistyczna Francja słynie z bardzo luźnych zasad moralno/obyczajowych. Można by zatem Francję spisać na straty, ale kilka lat temu doznałem bardzo pozytywnego szoku, w samym epicentrum światowej sodomy i gomory w Paryżu i jeżeli w kolosalnym zachodnim mieście, są porządni ludzie, to z pewnością z dala od wielkich metropolii, spotkamy znacznie więcej mądrości, piękna i serdeczności.

Postęp kojarzymy z imponującą architekturą lub z nowoczesnymi samochodami i relatywnie niedawno też byłem tego zdania i spoglądałem na państwa, przez pryzmat materialnego bogactwa, ale z biegiem czasu zrozumiałem, że największym skarbem narodowym są ludzie, którzy wbrew panującym zgniłym zasadom doczesnego świata, pielęgnują tradycję i potrafią zachować umiar.

W Paryżu pseudo nowoczesności jest pod dostatkiem, ale wraz z postępem technologicznym, naród stopniowo traci szlachetne cechy charakteru i jakie było moje wielkie zdziwienie, gdy wchodząc ze znajomą kobietą do katedry Notre Dame, zostaliśmy na chwilę zatrzymani, przez osobę odpowiedzialną za utrzymanie porządku w tym ogromnym i pięknym kościele. Temperatura na zewnątrz wahała się w granicach 30 stopni Celsjusza, i tłumy turystów z całego świata, aby uciec przed upałem i przy okazji zobaczyć od wewnątrz gotycki cud świata, waliły dosłownie drzwiami i oknami do mrocznej i chłodnej katedry.

Przejdę do sedna sprawy i przypomnę, że na dworze skwar był niesamowity i ludzie mieli na sobie typowo letnią odzież, zaś znajoma była ubrana w koszulkę na ramiączkach i jej ramiona były całkowicie odkryte, do czego nie przywiązywałem żadnej uwagi, a nawet byłem podekscytowany jej częściowo odkrytym ciałem. Paryż uchodzi za miasto miłości i wiecznego romantyzmu i jeżeli weźmiemy pod uwagę letnią aurę, przytulne uliczne kafejki oraz widok eleganckich i zgrabnych Francuzek, to człowiek traci wówczas rozum i pragnie być lepszym od rdzennych mieszkańców.

Wkraczamy zatem do katedry i kustosz katedry podchodzi do nas i uprzejmie zwraca się do znajomej z prośbą, żeby przykryła ramiona, bo inaczej zostanie wyproszona i na tą sugestię kobieta wrzuciła coś na siebie. Dalsze zwiedzanie katedry przebiegało już bez żadnych instrukcji ze strony służb porządkowych.

Mnie oczywiście ta uwaga nie dotyczyła, ale tak właściwie była do mnie skierowana i mężczyzna chciał dać mi do zrozumienia, że jestem odpowiedzialny za kobietę i jej ubiór świadczy o poziomie mojego rozumu, a dokładnie męstwa. Istnieje prosta zasada, która wszystko w tym kontekście jasno określa i jeżeli dziewczyna, żona lub towarzyszka mężczyzny ubiera się prowokacyjnie, to ten na pozór błahy szczegół świadczy o tym, że jej obecny mężczyzna już ją nie interesuje i szuka nowego.

Ale ona nie szuka kobieciarza i erotomana, choć przeważnie takiego znajdzie, bo syf ściąga syf. Kobieta prowokacyjnie ubrana szuka skały, siły a zwłaszcza charyzmy i jeżeli pozna mężczyznę, który wymusi na niej przyzwoity styl ubioru, to wówczas on będzie jej Bogiem, zaś ona będzie mu wierna na śmierć i życie.

Ten bardzo pouczający epizod utkwił głęboko w mojej pamięci i ukształtował mój obecny dość surowy i poniekąd konserwatywny charakter, aczkolwiek lekcję zapomniałem i kilka lat później, jeszcze większa słoma z butów mi wyszła, gdy przebywając w Wilnie na Litwie, postanowiłem wejść do cerkwi w towarzystwie moich bardzo wierzących rodziców oraz znajomego w średnim wieku.

W relatywnie małej cerkwi oprócz nas była obecna kobieta, która przypuszczam pełniła podobną rolę do mężczyzny z katedry Notre Dame. Wchodzimy więc do cerkwi i głośno rozmawiamy na temat walorów estetycznych i wskazujemy palcami na piękne ikony i ozdoby. Podświadomie odczułem u rodziców zwłaszcza w głosie mojej matki, a także w mojej świadomości wyższość tzw. naszej i lepszej religii katolickiej, nad ruskim prymitywem prawosławnym i szydło wyszło wówczas z worka, albowiem nie potrafiliśmy zachować kultury osobistej w budynku sakralnym.

Dosłownie jak małe dzieci w przedszkolu, zostaliśmy jednak przywołani do porządku przez kobietę, która dość stanowczo poprosiła nas o zachowanie ciszy w cerkwi i od tej chwili jak potulne baranki cichutko siedzieliśmy na ławce i poiliśmy nasze dusze i ciała cerkiewną ciszą, chłodem i zmrokiem, a upał na zewnątrz był identyczny do tego z Paryża kilka lat wcześniej.

Muszę koniecznie nadmienić, że w tym samym dniu zwiedzaliśmy Ostrą Bramę z rzekomym cudownym obrazem Matki Boskiej i zgiełk zebranej tam tłuszczy przypominał jarmark, a nie świątynię i faktycznie kilka metrów od obrazu, można było kupić medaliki, obrazki, gadżety a nawet coca colę.

Refleksja

Francja jest co prawda ateistyczna i moralnie zepsuta, ale podąża w dobrym kierunku i być może wpływ mniejszości muzułmańskiej, mobilizuje rdzennych francuzów w kierunku chrześcijaństwa. Trzeba też wziąć pod uwagę renesans nastrojów prawicowych, w formie konserwatywnego Frontu National i sytuacja we Francji nie jest wcale taka zła.

Wyznawcy prawosławia nienagannie zachowują się w cerkwiach i obowiązkowe chusty na głowach kobiet są tego najlepszym dowodem i z punktu widzenia Słowian, to wyznanie chrześcijańskie posiada wiele cech pogańskiej Słowiańszczyzny. Długie brody i włosy kleru prawosławnego oraz piękny śpiew niskim męskim barytonem na to wskazują.

Kościół katolicki chciał wszystkich zadowolić i jednocześnie stracił wiele dawnego piękna, ale nie jest za późno na odrodzenie i powrót do mszy po łacinie, znacznie poprawił by nasze umiejętności lingwistyczne i kulturę osobistą, bo łacina jest pięknym i budującym intelekt językiem. Podobno przejście z łaciny na j. polski, miało na celu bliższe zapoznanie wiernych z listami apostołów i zbliżyć ich do Boga, ale ludzie mają w dupie ewangelie i lepiej niech już wprowadzą ponownie łacinę. Razi mnie zachowanie Polaków w kościołach i kobiety ubierają się na msze jak na dyskotekę, natomiast mężczyźni niebawem do środka samochodami wjadą.

Nie miałem okazji jeszcze nigdy wejść do meczetu i do tej religii czuję największy sentyment, bo muzułmanów obowiązuje zachowanie absolutnej powagi i zwyczaj zdejmowania butów przed wejściem do ich świątyń świadczy, że ci ludzie są obdarzeni najwyższą kulturą osobistą. Zdejmowanie obuwia przed wejściem do kościołów w naszych warunkach atmosferycznych nigdy się nie sprawdzi, ale wyobraźmy sobie na chwile, co by się stało gdyby taki nakaz jednak obowiązywał. Kościół stracił by oczywiście połowę jak nie więcej wiernych i to, co w Polsce nie jest przybite lub zamknięte na kłódkę, jest niczyje i właściciele lepszych bar butów do domów wracali by na boso.

Do rozumu przez żołądek

W judaizmie istnieje kategoryczny zakaz spożywania wieprzowiny, zaś zwierzęta dopuszczone do konsumpcji, również podlegają surowym prawom religijnym i muszą być zabite rytualnym podcięciem gardeł, aby z ich organizmów uszła jak największa ilość krwi. Na mięso pozyskiwane tą metodą mówi się potocznie, że spełnia wymogi Koszerne, aczkolwiek obecnie większość wyrobów spożywczych w Izraelu oraz w USA, nawet pieczywo i napoje podlegają pod kontrolę koszernych inspektorów i za pieczątkę z literą K, zatwierdzającą koszerność, producenci zobowiązani są uiścić rabinom kilka procent z utargu. Żydzi posiadają genialny zmyśl finansowy i dosłownie na wszystkim potrafią zrobić interes. Podobne zwyczaje pokarmowe, obowiązują w religii muzułmańskiej i tam również spożywanie wieprzowiny jest zabronione, zaś mięso z rytualnych ubojów zwierząt określa się słowem Halal.

W mniejszym lub większym stopniu Żydzi oraz muzułmanie tej zasady pokarmowej przestrzegają i choć aspekt moralny rytualnego zabijania zwierząt budzi odrazę, lecz musi być w tej metodzie jakiś głębszy sens. Relatywnie niedawno, ślepa nienawiść do wszystkiego co Żydowskie, błędnie podpowiadała mi, że rytualne zabijanie zwierząt ma na celu wyrządzenie zwierzęciu jak największego cierpienia. Zarzuty sadyzmu wobec żywych istot, były skutecznie podtrzymywane rzekomym zabijaniem białych dzieci przez Żydów w średniowiecznej Europie, którzy z krwi dzieci sporządzali podobno placki świąteczne. Te i wiele innych fantastycznych bzdur w stosunku do Żydów, znalazły szeroki oddźwięk wśród debili, do których też się niestety zaliczałem, ale z wiekiem zmądrzałem i zrozumiałem, że każde zabijane zwierzę odczuwa koszmarny ból, a czasem tradycyjne przebiega w gorszych warunkach niż rytualne, bo jak wiemy w gigantycznych przemysłowych ubojniach świnie, krowy, owce, kurczaki są często żywcem krojone na kawałki.

Druga z teorii mówi, że podczas kilkuminutowej agonii zwierzę wydziela ogromne ilości tzw. hormonu cierpienia, który przenika wszystkie komórki ciała i świadoma konsumpcja tak skażonego mięsa, odbiera resztki empatii oraz litości i wyzwala w człowieku siłę zła, w sensie braku skrupułów wobec losu innych ludzi. Żydzi faktycznie kontrolują światowe finanse a walka o pieniądz jest zarzewiem większości wojen wobec tego, na stosunkowo zamożnych Żydów spadła odpowiedzialność za całe zło tego świata i ludzie szukają powodu, który pozwolił Żydom osiągnąć tak spektakularne sukcesy finansowe. Bezwzględny i pozbawiony współczucia charakter, niektórzy przypisują spożywaniu przez człowieka mięsa z dużą zawartością wymienionego hormonu cierpienia i teoria trzymała by wody, lecz jest bez sensu, ponieważ każdy człowiek walczy o pieniądz i zrobi dosłownie wszystko by go zdobyć więcej, aczkolwiek kradniemy, oszukujemy i sporadycznie mordujemy na trochę mniejszą skalę.

Mimo wszystko hipoteza jest dość ciekawa, lecz jeżeli hormon cierpienia wzrasta wraz z zadawanym bólem i jest odpowiedzialny za przebiegłość finansową, to Chińczycy powinni być geniuszami zła i najbogatszymi ludźmi na świecie, ponieważ oni celowo potwornie katują zwierzęta np. obdzierają na żywca ze skóry w przekonaniu, że mięso pozyskiwane tą metodą nabiera jakiś magicznych walorów i po spożyciu da im siłę, a w rzeczywistości naród Chiński niczym wyjątkowym się nie wyróżnia i poza potęgą w liczbie ludności są dość zacofani, natomiast Chińskie technologie którymi się zachwycamy w 99 % pochodzą z Europy, USA lub z Japonii.

Natomiast Żydzi obiektywnie patrząc, dystansują inne narody w osiągnięciach naukowych i zdobywają co roku najwięcej nagród Nobla, co jest moim zdaniem bezpośrednią pochodną rytualnego zabijania zwierząt i choć zwierzę cierpi, niemniej ludzie od zawsze zabijali zwierzęta dla pokarmu i nic tego stanu rzeczy raczej nie zmieni, lecz Żydzi upuszczając krew zwierzęciu postępują według świętej zasady. Każda żywa istota posiada duszę i krew jest jej nośnikiem, dlatego Bóg poniekąd zezwoli człowiekowi na zabijanie zwierząt na pokarm, lecz pod surowym warunkiem aby pozbawić najpierw zwierzę duszy, procedurą upuszczenia jak największej ilości krwi.

Rytualne zabijanie zwierząt nie jest zatem jakimś barbarzyńskim czynem, lecz próbą ratowania człowieka, przed pochłanianiem duszy zwierząt i wprawdzie rytualne zabijanie jak sama nazwa sugeruje jest w wielu przypadkach symboliczne, niemniej ortodoksyjni Żydzi skrupulatnie tej zasady przestrzegają, bo są świadomi, że spożywanie krwistego mięsa zwierząt jest de facto pierwszym krokiem do kanibalizmu. Kontekst kanibalizmu leży więc u podstaw rytualnego zabijania zwierząt i druga zasada pokarmowa Żydów, zabraniająca spożywania wieprzowiny tą kwestię najlepiej ilustruje.

pigeye-jpg-653x0_q80_crop-smartBez wątpienia świnie są najbardziej znienawidzonym zwierzęciem na świecie i uniwersalnym symbolem brudu, brzydoty oraz niepohamowanego obżarstwa, ale jeżeli spojrzymy bez jakichkolwiek uprzedzeń religijnych bądź kulturowych w oczy świni, to zauważymy, że do złudzenia przypominają oczy człowieka.Ta zbieżność jest również dostrzegalna u bardzo sympatycznych morskich ssaków delfinów i w mniejszym stopniu u krów oraz koni. Święte pisma Żydów oraz muzułmanów nakazują wstrzemięźliwość od spożywania wieprzowiny, głównie ze względów sanitarnych, bowiem świnie tradycyjnie prowadzą dość niehigieniczny tryb życia, ale każde zwierzę a nawet człowiek uwięzione w małej klatce będzie brudne, ponadto sporadycznie karmione ucieknie się do spożywania własnych odchodów. Aspekt higieniczny nie jest jednak powodem zakazu spożywania wieprzowiny, i wprawdzie większość Żydów oraz muzułmanów tym się wyłącznie kieruje, lecz mądrzejsi z nich potrafili odkryć prawdę, ponieważ w każdym przykazaniu oprócz tego oczywistego i jednoznacznego zakazu istnieje podtekst, który dopiero relatywnie niedawno wyszedł na światło dzienne.

Współczesna biologia odkryła, że świńskie organy wewnętrzne oraz DNA są najbardziej zbliżone do narządów wewnętrznych oraz DNA człowieka w związku z tym, spożywanie mięsa pochodzącego od zwierzęcia bardzo przypominającego człowieka jest zwykłym kanibalizmem, aczkolwiek negatywne rezultaty konsumpcji wieprzowiny nie są od razu odczuwalne, tym bardziej, że wyroby mięsne można wspaniale przyrządzić i bardzo smakują. Niemniej jednak ludzie którzy od pokoleń jedli bezmyślnie wieprzowinę, a zwłaszcza świński mózg potocznie zwany móżdżkiem, wyrządzają sobie i własnym dzieciom ogromną krzywdę i wiele poważnych schorzeń układu nerwowego w tym straszna choroba alzheimer, jest bezpośrednią pochodną konsumpcji wieprzowiny.

Narządy wewnętrzne świń są zatem bardzo podobne do ludzkich i współczesna medycyna używa świńskich zastawek serc w transplantacjach, i jeżeli weźmiemy pod uwagę wielką inteligencję tych zwierząt, to można odnieść wrażenie, że w ciałach świń są uwięzieni ludzie. Zwierciadłem duszy są oczy i jedno spojrzenie w smutne oczy świń, zawsze wzbudzało we mnie litość, zwłaszcza że ludzie potwornie znęcają się nad świniami i nie okazują im żadnego współczucia. Żydzi oraz muzułmanie co prawda spożywają mięso innych zwierząt, lecz nie zabijają świń wobec tego, oni znajdują się na wyższym poziomie rozwoju duchowego oraz umysłowego od reszty ludzkości. Mądry i ponad czasowy aforyzm „Jesteś tym, co jesz” idealnie oddaje powagę sprawy.

Można zatem Żydów nie lubić, lecz trzeba docenić ich mądrość i dyscyplinę, bowiem chronią swoją duszę dość nieprzyjemnym, aczkolwiek koniecznym rytualnym zabijaniem zwierząt, natomiast na pozór banalny oraz głupi zakaz spożywania wieprzowiny, zabezpiecza ich rozumy przed poważnymi chorobami układu nerwowego i dlatego Żydzi rządzą tym światem a wszystkożerna reszta człowieczeństwa, jest ich bydłem pociągowym.

Konsumpcja krwistego mięsa powoduje zatem wchłonięcie duszy zwierzęcej i bardziej doskonalsza człowiecza dusza, zostaje trwale skażona świadomością istoty mniej rozwiniętej co hamuje rozwój duchowy i wówczas, człowiek traci większość ludzkich cech i mentalnie przekształca się w zwierzę. Z tego właśnie powodu Żydzi unikają w swojej diecie krwi zwierząt, zaś członkowie chrześcijańskiego odłamu religijnego Świadków Jehowy, poszli o krok dalej i wystrzegają się nawet transfuzji krwi w razie wypadków lub chorób, bowiem krew pobierana od dawców z przeznaczeniem na transfuzję jest już zanieczyszczona duszą zwierząt.

Uznawane za wytwór ludzkiej fantazji Wampiry, zawdzięczają nieśmiertelność spożywaniem ludzkiej krwi, lecz pozorna fizyczna nieśmiertelność wampirów odnosi się do człowieka, którego dusza za sprawą spożywania krwi zwierząt, straciła możliwość wyrwania się po śmierci ciała fizycznego, na wyższy poziom egzystencji i wróci ponownie na ziemię.

Idąc logicznym tokiem myślenia, najlepszym sposobem na zachowanie własnej tożsamości oraz czystej duszy jest zaniechanie spożywanie wszelkiego mięsa, bo mięso pochodzące z rytualnego zabijania zwierząt, mimo wszystko będzie skażone krwią, ale Bóg niektóre przykazania pozostawił ludziom do własnej interpretacji i najmądrzejsi doszli do słusznej konkluzji, że ostatecznym celem jest całkowita wstrzemięźliwość od potraw mięsnych i ci ludzie są jedną nogą w Niebie, natomiast Żydzi kierują się bezpośrednim przekazem i postępują relatywnie słusznie, przez co im przypadł zaszczyt rządzenia światem, natomiast ogromna większość ludzi, bezmyślnie spożywa wszystko co ma nogi i się rusza w związku z czym, oni znajdują się na samym dole piramidy i nie bez powodu Żydzi do tych ludzi odnoszą się z pogardą i określają ich słowem goje.

W świetle tego wszystkiego sentencja „Naród Wybrany”, nabiera więc nowego wymiaru i warto spojrzeć na Żydów bez uprzedzeń, ponieważ oni w tych surowych ziemskich realiach postępują pragmatycznie i generalnie przestrzegają Boskich przykazań, choć niektóre delikatnie przystosowują do wymogów współczesnego życia, lecz kto tego nie robi ? Ale najlepiej spojrzeć w oryginalny tekst Biblijny odnośnie krwi zwierząt:

„Wystrzegaj się tylko, aby nie spożywać krwi, gdyż krew to dusza, a nie będziesz spożywał duszy wraz z mięsem. Nie będziesz jej spożywał, wylejesz ją na ziemię jak wodę. Nie będziesz jej spożywał, aby dobrze się powodziło tobie i twoim synom po tobie, gdy będziesz czynił to, co prawe w oczach Pana.”
„ Bo życie wszelkiego ciała jest we krwi jego – dlatego dałem nakaz synom Izraela: nie będziecie spożywać krwi żadnego ciała, bo życie wszelkiego ciała jest w jego krwi.”

Powyższe słowa pochodzą od samego Boga i jeżeli są prawdziwe w co nie wątpię, to mają kolosalną wartość w kontekście świata zwierząt, ponieważ Bóg w tych kilku zdaniach jasno oświadcza ludziom, że zwierzęta posiadają duszę !

P.S. Na koniec trochę z innej beczki, aczkolwiek temat pokrewny, bo chodzi także o pokarm i muszę koniecznie ustosunkować się do bardzo kontrowersyjnych paktów gospodarczych CETA oraz TTP, które ponoć zagrażają przede wszystkim relatywnie zdrowej Europejskiej żywności i jak tak dalej pójdzie, to wysokie Europejskie normy żywnościowe, pójdą do lamusa i niebawem będziemy żreć Amerykańskie genetycznie modyfikowane pseudo jedzenie i pompowane antybiotykami mięso.

Wielu Polaków panikuje zatem z tego powodu i nagle większość bardzo dba o zdrową żywność, lecz Polski paradoks jest przewidywalny, bo hipokryci mówią jedno a robią drugie i nic ludzi nie powstrzyma przed kupnem w Biedronkach i Lidlach najtańszych kiełbach pełnych antybiotyków i wzmacniaczy smaku, zaś w Macdonaldach i KFC Polacy już od dawna wpieprzają Amerykański syf aż im ślina z ust kapie. Ponadto, sztuczne zupki w proszku robią furorę wśród plebsu, natomiast tradycyjne osiedlowe piekarnie znikają, bo ludzie wolą pseudo chleb z marketów, a najbardziej boli mnie to, że Polacy chleją hektolitry trucizny Coca – Coli, choć Słowianie mają wspaniały i bardzo zdrowy kwas Chlebowy. Rezultatem spożywania śmietnika, bo tylko takim słowem można określić współczesną żywność, jest umysłowe otępienie i rzecz jasna fatalna sytuacja ekonomiczno – gospodarcza, ale życie nie toleruje próżni wobec tego, ludzie którzy rozsądnie się odżywiają, są mądrzejsi i głupków wykorzystują.

Wnioski jakie się nasuwają w kontekście pożywienia są raczej smutne i jestem przekonany, że ludzie nie zdają sobie kompletnie sprawy, jak potężnym narzędziem kontrolującym nasze umysły, jest na pozór trywialna żywność, która potrafi ogłupić jeżeli brak nam silnej woli, lub otworzyć umysł i dusze gdy człowiek do pokarmu podchodzi selektywnie i z umiarem. Większość ludzi poszła niestety na łatwiznę i nie przywiązują żadnej wagi do tego co spożywają, byle było tanio, tłusto i zapełniło brzuch wobec tego, żydowskie określenie goj w stosunku do przeciętnych ludzi ma uzasadnienie w praktyce, bowiem głupie goje wpieprzają co popadnie i na domiar złego mordują własne nienarodzone dzieci, natomiast mądrzy Żydzi do pokarmu podchodzą bardzo poważnie i aborcja w Izraelu jest zabroniona.

Można odnieść wrażenie, że świnie mają więcej rozumu od ludzi, i tylko klatki zmuszają te bardzo inteligentne zwierzęta do tarzania się we własnych odchodach, lecz zdarzają się wypadki ucieczki świń z chlewów, i w dziczy te zwierzęta są bardzo czyste, zdrowe i nie jedzą byle czego, ponadto świniom przebywającym dłuższy czas w naturalnych warunkach, wyrasta długa i gęsta brązowa sierść. Natomiast człowiek może cieszyć się wolnością a robi jednak tyle głupstw i żre to co mu do koryta nasypią.

 

Wilk z Gubbio

Patron przyrody święty Franciszek kochał zwierzęta i podobno potrafił rozmawiać z ptakami, które chętnie przylatywały do niego i siadały mu na rękach. Sam Jezus również okazywał wielką miłość w stosunku do zwierząt i jest często przedstawiany w towarzystwie owieczek, a czasem niesie małe jagnię na swoich barkach. Oczywiście nie wiemy ile w tym wszystkim prawdy i być może te postacie są fikcyjne, lecz z pewnością żyli ludzie na ziemi, którzy posiadali zdolności telepatycznego kontaktu ze zwierzętami i swoim przykładem, pragnęli nauczyć resztę człowieczeństwa miłości do mniejszych braci.

Cała prawda odnośnie zwierząt jest zawarta w pięknych słowach Jezusa:”Cokolwiek byście złego uczynili tym najmniejszym moim braciom, to mnie byście uczynili”. Ponadto zwierzęta towarzyszyły Jezusowi, gdy przychodził na świat w stajni.

Jezus, święty Franciszek i wielu innych dobrych ludzi rozumieli jednak, że człowiek jest upadłym Bogiem, wygnanym z raju i jego egzystencja na powierzchni ziemi, będzie przebiegać w morzu krwi niewinnych istot zwierzęcych i bezpośrednie namowy do porzucenia tego krwawego stylu życia spotkają się ze złością, aczkolwiek mądrzy z nas mają oczy i uszy otwarte i rozumieją co chciał święty Franciszek oraz Jezus przekazać i starają się iść śladem tych wielkich ludzi. Droga do osobistej perfekcji jest kręta i usiana wieloma przeciwnościami losu, bo kto wytrzyma dzień bez kiełbasy ?

Kościół katolicki nie jest idealny, lecz jest zbudowany na dziedzictwie Jezusa oraz Franciszka w związku z czym, na kościele spoczywa obowiązek uświadomienia ludzi, że wszystkie zwierzęta trzeba kochać i subtelną próbą przekazania prawdy jest zakaz spożywania potraw mięsnych w piątek, aczkolwiek katolikom podtekst uszedł całkowicie uwadze i traktują zwierzęta jedynie jako źródło pokarmu, zaś post trywializują. Uniwersalna pogarda życia zwierząt, zmusza zatem kościół do bardzo ostrożnego poruszania tej kwestii i na pozór banalny post, mam nadzieję pobudzi myślenie, skruszy lód obojętności a następnie rozpali niektóre serca ogniem miłości do zwierząt i ta szlachetna postawa, zbliży człowieka ponownie do Boga.

Święty Franciszek z Asyżu żył w 13 wieku we Włoszech i każdy kojarzy tą postać z ptakami, lecz ten człowiek według przekazów historycznych, miał na koncie mnóstwo innych bardzo ciekawych kontaktów ze zwierzętami i jeden z nich opisuje co zaszło pomiędzy Franciszkiem a wilkiem z Gubbio:

blogrwolf

Kiedy święty Franciszek przybył do miasta Gubbio, dowiedział się od jego mieszkańców, że w okolicy pojawił się wielki, okropnie zły i żarłoczny wilk. Pożerał nie tylko owce, które pasterze prowadzili na pastwiska, ale często też napadał na ludzi.
Mieszkańcy Gubbio drżeli ze strachu, zwłaszcza gdy zły wilk zbliżał się do miasta.
Wychodzili za mury ze strachem, uzbrojeni w kije i widły, jakby szli na wojnę. Ale kiedy ktoś napotkał sam na sam tego straszliwego potwora, nie mógł go pokonać i ginął rozszarpany na kawałki.

Wkrótce nikt już z miasta nie ważył się wychodzić, a nawet z własnego domu.

Świętemu Franciszkowi żal się zrobiło nieszczęsnych mieszkańców Gubbio. Postanowił wyjść wilkowi na spotkanie. Ludzie, którzy bardzo go kochali, starali się go za wszelką cenę powstrzymać:
– Na miłość Boską! Nie idź! Wilk cię rozszarpie!
Ale święty Franciszek zrobił znak krzyża i z kilkoma swymi towarzyszami wyszedł za mury miasta, całkowicie zdając się na Pana Boga.
Ledwie uszli kawałek drogi, bracia opuścili Franciszka. Bali się tak strasznie, że nie mogli zrobić ani kroku. Święty nie wahał się jednak ani przez chwilę i spokojnie szedł naprzód aż do miejsca, gdzie wilk miał swoją kryjówkę.
Wszyscy mieszkańcy miasta wdrapali się na mury okalające miasto, by zobaczyć, jak się to spotkanie zakończy. Niektórzy mówili ze smutkiem:
-Wilk na pewno rozszarpie nam świętego Franciszka.

Wilk usłyszał wrzawę i wyszedł ze swej nory groźnie szczerząc kły. Był tak wściekły, że z pyska ciekła mu spieniona ślina. Skoczył w stronę świętego Franciszka. Groźnie łypał przekrwionymi z wściekłości oczyma.
Święty nie miał ze sobą żadnej broni. Nie wziął nawet kija. Ręce trzymał skrzyżowane na piersi.
Wilk stanął naprzeciw świętego, który podniósł rękę i zrobił znak krzyża, po czym zdecydowanym głosem przemówił:
– Choć tu, bracie wilku! Rozkazuje ci, byś nigdy już nie czynił nic złego ani mnie, ani nikomu.
Spojrzał wilkowi głęboko w oczy. Wtedy wilk zamknął paszczę, podkulił ogon, ze spuszczonym łbem podszedł do świętego Franciszka i łagodny jak baranek położył się u jego stóp.

Święty spokojnie mu tłumaczył:
– Bracie wilku, wyrządziłeś wiele szkód bez Bożego pozwolenia. Zabiłeś mnóstwo Jego stworzeń. Pożerałeś nie tylko zwierzęta. Ośmieliłeś się nawet zabijać mężczyzn, kobiety i dzieci. Tą niegodziwością zasłużyłeś sobie na stryczek jak najgorszy zbójca. Wszyscy mieszkańcy okolicy nienawidzą cię i są twoimi wrogami. Ale ja, bracie wilku, chcę, by między tobą i ludźmi z Gubbio zapanował pokój. Jeśli nie będziesz już ich krzywdził, przebaczą ci wszystkie dawne winy.
Stojący wysoko na murach mieszkańcy miasta, z ustami szeroko otwartymi ze zdumienia, słuchali świętego Franciszka.
Wilk machnął ogonem, skulił uszy i skłonił łeb, jakby chciał pokazać, że zrozumiał słowa Świętego i obiecuje poprawę.

Franciszek mówił dalej:
– Bracie wilku, rozkazuję ci, byś teraz poszedł ze mną, nie obawiając się niczego. Musimy zawrzeć pokój między tobą i mieszkańcami Gubbio.
Święty odwrócił się i ruszył w stronę miasta, a wilk szedł za nim posłusznie jak wierny pies.
– Och – Z ust oglądających tę scenę mieszkańców Gubbio wyrwał się pełen zachwytu okrzyk.
Wieść o cudownym wydarzeniu szybko rozeszła się po mieście. Ludzie, którzy ze strachu siedzieli w domach, wyszli teraz na dwór i wszyscy pobiegli na plac miejski. Otoczyli kręgiem Świętego i wilka. Dzieci, jak zwykle ciekawe, stały oczywiście w pierwszym rzędzie, by zobaczyć z bliska wielkiego, strasznie złego i żarłocznego wilka.
Święty Franciszek zwrócił się do zebranych:
– Posłuchajcie mnie, bracia najmilsi. Ten oto stojący przed wami brat wilk, obiecał mi, że zawrze pokój z wami wszystkimi, ale musicie mi przyrzec, że codziennie będziecie dawać mu tyle jedzenia, by nie chodził głodny. A ja ręczę, że mój brat wilk dotrzyma obietnicy i nigdy już was nie skrzywdzi.

Wszyscy zaczęli klaskać i jednogłośnie przyjęli warunki pokoju. Wtedy Święty odwrócił się do wilka, który przez cały czas ze spuszczonym łbem leżał u jego stóp.
– A ty, bracie wilku, czy przyrzekasz uroczyście, że dotrzymasz obietnicy? Czy przyrzekasz , że nie będziesz już nigdy krzywdzić ani ludzi, ani zwierząt, ani żadnego żywego Bożego stworzenia?
Wilk ugiął przednie łapy i ukląkł przed Franciszkiem. Stulił uszy i kilka razy kiwnął głową, pomachał ogonem. Tak jak potrafił, pokazał, że szczerze pragnie przestrzegać warunków umowy.
Święty poprosił go jeszcze:
– Bracie wilku, a teraz chciałbym, abyś tu, wobec wszystkich ludzi dał mi jakiś dowód, że na pewno zachowasz pokój.
Słysząc tę prośbę wilk wstał, podniósł prawą łapę i podał ją świętemu Franciszkowi.
Święty mocno uścisnął łapę wilka. Wszyscy wokół głośno klaskali, a dzieci podeszły do wilka i zaczęły go głaskać. Wilk zaś lizał ich ręce zupełnie tak samo jak domowy piesek. Niektóre, co odważniejsze siadały wilkowi na grzbiecie.

Od tego dnia wilk zamieszkał w mieście Gubbio. Wchodził do domów, wędrował od drzwi do drzwi i chętnie bawił się z dziećmi. Nikt mu nie dokuczał i on nie krzywdził nikogo. Nie był zły nawet wtedy, gdy dzieci dla zabawy ciągnęły go za ogon. Nawet psy za nim nie szczekały.
Mieszkańcy Gubbio zawsze pamiętali, by zgodnie z daną świętemu Franciszkowi obietnicą codziennie jadł do syta.
Po kilku latach brat wilk umarł ze starości. Znaleziono go pewnego ranka przed bramą miejską.
Kiedy wieść o jego śmierci rozeszła się po okolicy, wszystkim było bardzo smutno, bo bardzo kochali brata wilka. Wiele osób płakało. Zwłaszcza dzieci.

A WE MNIE SAMYM WILKI SĄ DWA,
OBLICZE DOBRA, OBLICZE ZŁA.
WALCZĄ ZE SOBĄ NIEUSTANNIE,
WYGRYWA TEN, KTÓREGO KARMIĘ.

 

Skazani na ciało ?

Z materialnego punku widzenia, złoty kielich obsadzany cennymi kamieniami ma w sobie pewną wartość, ale jest bezcenny dopiero gdy znajduje się w nim szlachetne wino. Ciało człowieka jest już dość pięknym kielichem i analogia do kościelnego rekwizytu mszalnego ilustruje prawdę, bowiem wartość człowieka kolosalnie wzrasta, gdy jego ciało wypełnia czysta dusza a nośnikiem duszy jest krew. Wielu ludzi nie przywiązuje wagi do zagadnień duchowych i powyższą interpretację z pewnością odrzuci, ale proszę pamiętać, że podstawowym elementem chemicznym organizmu ludzkiego jest co prawda woda, natomiast drugim węgiel a kruchy węgiel pod wpływem wielkiego ciśnienia i temperatury, przekształca się w twardy i lśniący diament.

Biblijne jabłko grzechu w dłoni Ewy jest metaforą odnośnie ciała kobiety, które potrafiło wzbudzić w Adamie wielkie pożądanie, mimo że nic do szczęścia w raju mu nie brakowało i wówczas związek cielesny mężczyzny z kobietą, zakończył erę człowieka w pełni duchowego i doskonałego i zapoczątkował stopniowy umysłowy oraz fizyczny upadek człowieka, do formy stricte cielesnej z jej wszystkimi negatywnymi konsekwencjami. Wprawdzie bramy do raju za nami się zamknęły, lecz nie na klucz i każdy z nas jest w stanie je uchylić miłością platoniczną, rozumem oraz silną wolą.

Sensem życia człowieka na ziemi jest samodoskonalenie i szlifowanie własnego charakteru, co z biegiem czasu pozwoli zrozumieć wyższe aspekty egzystencji  w związku z tym, bardzo wskazany jest umiar we wszystkim co robimy, a zwłaszcza w sferze intymnej trzeba koniecznie zachować rozsądek i wstrzemięźliwość a najlepiej celibat, bowiem świadoma abstynencja seksualna jest kluczem do osiągnięcia Boskości, ale żyjemy w świecie przesiąkniętym bodźcami seksualnymi, zaś współczesna nauka twierdzi, że człowiek jest de facto biologiczną maszyną pozbawioną duszy i tajemnica istnienia człowieka kończy się na rozmnażaniu i przekazaniu genów potomstwu.

Ale naukowcy są ludźmi twardo stąpającymi po ziemi i problematyka życia po śmierci w zasadzie ich nie interesuje, aczkolwiek w kwestii rozmnażania się mają absolutną rację i faktycznie potomstwo dziedziczy geny rodziców, lecz na tym nie koniec, bowiem rodzice przekazują swojemu potomstwu także swoje dusze, które będą uwiezione w ciele dziecka, aż do momentu gdy dorosłe już dziecko, nie przetnie cyklu reinkarnacji duszy bezdzietną śmiercią albo świadomym celibatem. Dusza każdego żyjącego człowieka jest kompozytem poprzednich i bezpotomna śmierć nie gwarantuje przejścia w inny lepszy wymiar do kolokwialnego nieba, niemniej za akcje rodziców i swoich przodków człowiek nie jest odpowiedzialny, lecz za osobiste czyny owszem i każda uwolniona dusza będzie odpowiednio oceniona. Wobec tego, dusza nie splamiona krwią ludzi oraz zwierząt będzie wynagrodzona wiecznym życiem, natomiast los duszy okrutnej i bezmyślnej przejdzie proces czyszczenia w formie reinkarnacji w postać zwierzęcą, roślinną lub nawet w kamienną.

Na przestrzeni tysiącleci ludzie, którzy potrafili zachować absolutną wstrzemięźliwość od potraw mięsnych, alkoholu i prowadzili ascetyczny tryb życia byli zawsze bardzo szanowani, ponieważ wyostrzone zmysły pozwalały im nawiązać kontakt z przyrodą a nawet z samym Bogiem. Pustelnicy, mnisi, kapłanki orientowali się również, że kluczem do osiągnięcia oświecenia umysłowego i zbawienia duszy jest celibat.  Mamy więc przykłady mądrych duchowo kobiet Westalek w antycznym Rzymie, wieszczkę Sybillę oraz Grecką wyrocznię w Delfach i wiele innych i wszystkie te świątynie znajdowały się pod władaniem kobiet oraz mężczyzn żyjących w absolutnym celibacie. Nieistniejąca już chrześcijańska sekta religijna Katarów, była zarządzana przez grupę kapłanów zwanych doskonałymi, którzy żyli w celibacie, ponadto nie spożywali mięsa. W skład „doskonałych” wchodziły również kobiety i warto nadmienić, że słowo Katarzy (katharoi) pochodzi z j. greckiego i w odniesieniu do ludzi oznacza czystych.

We wszystkich religiach i kultach znajdziemy zatem bardzo mądrą osobę lub grupę ludzi stroniących od seksu, zwłaszcza w Słowiańskich wierzeniach wieszczkami lub wiedźmami były dziewice i przeciętni ludzi udawali się do tych mądrych kobiet po rady, prosili o uzdrowienie ziołami lub przepowiedzenie przyszłości. Niemniej jednak, współczesna religie odeszły od tej tradycji i przedstawiciele duchowi mogą zawierać związki małżeńskie, aczkolwiek katolicyzm trzyma się zasady celibatu kleru w związku z czym, ci na pozór głupi księża, mnisi, biskupi i siostry zakonne, znalazły się pod ostrzałem opętanej seksem światowej publiki, albowiem oni już jako ostatni ludzie na ziemi, wskazują człowieczeństwu swoją abstynencją seksualną drogę do Nieba i Boga.

Bardzo niski a właściwie ujemny przyrost narodowy obserwowany we wszystkich państwach białego człowieka, nie jest moim zdaniem rezultatem czynnika cywilizacyjnego w formie materializmu lub braku pieniędzy, lecz jest intuicyjną wolą kolektywu w danym państwie, aby uwolnić duszę z ciała i to co może wyglądać na narodowe samobójstwo, jest w rzeczywistości drogą do wolności. Również Japończyków cechuje bardzo niski przyrost narodowy i potocznie mówi się, że to państwo umiera, zaś inne rasy ludzkie rozmnażają się bez opamiętania, bowiem nie posiadają głębi duchowej białych ludzi, którą wzbudził w nich katolicki przykład celibatu. Białe narody wymierają i podobnie dzieje się z Japońskim, a wszystkie łączy ogniwo w formie religii chrześcijańskiej, bo nie zapomnijmy, że katolicyzm wywarł duży wpływ na świadomość Japończyków w efekcie czego, spora część narodu Japońskiego straciła zainteresowanie seksem i żyje de facto w celibacie.

Japonię łączy z Europejczykami coś więcej niż katolicyzm, bowiem oryginalnymi mieszkańcami wysp Japońskim są Ainu, którzy obecnie stanowią mniejszość i cechuje ich biała skóra, zbliżony język do mowy europejskich Basków, ponadto mężczyźni Ainu mają obfity zarost i nie posiadają charakterystycznej dla Mongoloidów tzw. drugiej powieki. Przypuszczam, że słynna samurajska waleczność, honor i fenomen samobójstwa pochodzą od Ainu, a te tradycje bardzo przypominają obyczaje Wikingów.

Celibat istniejący w katolicyzmie jest powszechnie krytykowany i wielu ludzi jest przekonanych, że zakaz zawierania związków małżeńskich przez kler, powoduje wśród księży oraz sióstr zakonnych, rożnego rodzaju patologie obyczajowe i moralne począwszy od pedofilii, afer z kobietami, homoseksualizmu, a skończywszy na  malwersacjach finansowych, natomiast siostry zakonne mogą liczyć również na krytykę i pod adresem tych młodszych i ładniejszych sióstr, sporadycznie usłyszymy podobne zarzuty z naciskiem na współżycie seksualne z młodszymi księżmi na plebaniach.

Współcześni ludzie twierdzą, że celibat jest staroświeckim, prymitywnym i barbarzyńskim zwyczajem, który trzeba koniecznie usunąć z kościoła i dopiero wówczas wszystkie patologie obyczajowe z kościoła znikną włącznie z finansowymi, ponadto zamężny ksiądz z racji doświadczenia życiowego tj. uprawiania seksu z małżonką i wychowywania własnego potomstwa będzie lepszym nauczycielem w kontekście zachowania wierności i czystości cielesnej. Argument braku doświadczenia życiowego jest często stosowany przez młodych ludzi, którzy muszą pobierać w kościele lekcje przedmałżeńskie, ale przecież Mikołaj Kopernik jedynie obserwował zachowanie ciał niebieskich i doszedł do logicznych konkluzji.

Niektórzy bardziej świadomi doszukują się w celibacie żydowskiej intrygi finansowej związanej z próbą zatrzymania ziemi przez średniowieczny kościół, bowiem celibat kleru w kościele katolickim został wprowadzony we wczesnym średniowieczu i za jego sprawą po śmierci księdza, proboszcza, biskupa ich majątek w formie ziemi i nieruchomości oraz innych bogactw materialnych przechodził automatycznie na własność kościoła katolickiego i faktycznie kościół katolicki w średniowiecznej Europie zachodniej był największym posiadaczem ziemi i można odnieść wrażenie, że celibat kleru był podyktowany zachłannością kościoła katolickiego.

Kościół był i jest nadal wielkim posiadaczem ziemi oraz nieruchomości w wielu zakątkach ziemi i nie powinien być to powód do zmartwienia, bowiem każdy człowiek, a tym bardziej instytucja religijna, aby istnieć w tym świecie i spełniać swoją rolę, musi zadbać o własne finanse i celibat był genialnym posunięciem, ponieważ pozwolił scementować tą instytucję religijną w jedną sprawnie zarządzaną całość.

Niemniej jednak działalność finansowa kościoła nie będzie tematem felietonu, bo jest drugorzędna i właściwie mnie nie interesuje, aczkolwiek ludzie zarzucają kościołowi wynaturzenia finansowe a jest to podyktowane zwykłą zazdrością, lecz obiektywnie rzecz biorąc żyjemy w świecie pieniądza i o forsę każdy musi  dbać. Drobne potknięcia kościoła w kwestiach pieniężnych z pewnością się zdarzają, ale warto spojrzeć na własne akcje, zanim zaczniemy krytykować innych.  W związku z tym, proszę nie wypominać przedstawicielom kleru, że przyjmują koperty z pieniędzmi podczas wizyt gwiazdkowych, bo ludzie sami wciskają im forsę w dłonie i nikt nikogo nie zmusza do wrzucania pieniędzy na tacę w trakcie mszy.

Kościół znalazł się zatem pod ostrzałem ze względu na rzekome bogactwo finansowe, ale jeszcze większym niebezpieczeństwem dla kościoła jest sam celibat, ponieważ ludzka żądza seksu jest  większa niż pazerność na pieniądz a celibat ma to do siebie, że sugeruje ciało i związaną z celibatem kategoryczną wstrzemięźliwość seksualną, co dla ludzi jest absurdem i największym zamachem na człowieczeństwo. Księża jak każdy człowieka są podatni na korupcję cielesną i pewna część kleru nie dotrzyma przysięgi celibatu, ale jest to proces nieunikniony i bardzo wskazany, bowiem pozostaną jednostki obdarzone żelazną dyscypliną.

Celibat stanowi największe wyzwanie przed jakim można postawić człowieka a zwłaszcza mężczyznę. Ponadto kto by z nas przeciętnych ludzi wytrzymał bez alkoholu, rozrywek, obfitych pokarmów, komfortowych mieszkań, a tym pokusom muszą się przeciwstawić w mniejszym lub większym stopniu przedstawiciele kleru katolickiego.

Nic tak nie przykuwa uwagi współczesnych ludzi jak aspekt seksualny, zwłaszcza w cywilizacji białego człowieka, satysfakcja z uprawiana stosunków seksualnych odgrywa kolosalną rolę a czasem większą niż zaspokojenie podstawowych funkcji życiowych w związku z czym, ludzie opętani żądzą seksu, indoktrynowani medialną propagandą seksualną i powszechną pornografią internetową, przypisują swoje odchyły obyczajowe innym i kler katolicki z racji celibatu, już od wielu lat jest ulubionym  obiektem oszczerstw oraz szyderstw i w stosunku do kleru, ludzie wymyślają najbardziej fantastyczne scenariusze rzekomego całkowitego zepsucia kościoła katolickiego na płaszczyźnie obyczajowej.

Bez wątpienia ludzie są pod ogromnym wpływem czynnika medialnego i temat pedofilii kleru nie schodzi z ekranów zażydzonych liberalno – lewackich programów telewizyjnych i co prawda czarna owca wśród kleru może się znaleźć, lecz większość zarzutów jest wyssana z palca, niemniej kampania nienawiści w stosunku do kleru jest bardzo intensywna i graniczy na paranoi, zaś publika podchodzi do tych tanich i głupich sensacji bardzo poważnie.

Zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie kościół katolicki znalazł się w bardzo poważnych tarapatach i jest bliski upadku. Głównym powodem bezpardonowej krytyki kościoła w USA, jest katolicki zakaz aborcji i dla odwrócenia uwagi naiwnej publice, żydowskie media wciskają kit o pedofilii wśród kleru katolickiego i jak przystało tradycji, kobiecy segment Amerykańskiego społeczeństwa bezmyślnie połknął żydowskie bzdury odnośnie kościoła i kobiety twierdzą, że każdy ksiądz jest ucieleśnieniem pedofila.

Oczerniane kościoła katolickiego kwestiami związanych z seksem i pedofilią znalazło na świecie bardzo podatny grunt z kilku istotnych powodów, do których relatywnie nie dawno, nie przywiązywałem żadnej uwagi, ponieważ byłem jeszcze bardziej ogłupiony anty katolicką propagandą niż nowoczesne liberalne goje i bezmyślny seks stanowił dla mnie sens życia w związku z czym, nie potrafiłem dostrzec moim poważnie zażydzonym mózgiem, że wściekła światowa krytyka kościoła katolickiego jest podyktowana dwoma czynnikami.

  •  Celibat i wstrzemięźliwość seksualna ma ogromny wpływ na rozwój duchowy człowieka.
  •  Kościół katolicki jest kategorycznym przeciwnikiem mordowania nienarodzonych dzieci.

W związku z tym, uruchomiono kolosalną oraz bardzo skuteczną machinę propagandową wymierzoną w kościół, bowiem w kwestiach moralnych jest ostatnim głosem rozsądku w państwach białego człowieka i mimo wszystko kościół posiada nadal ogromny wpływ na świadomość ludzi.

Trudno od przeciętnych ludzi oczekiwać absolutnej wstrzemięźliwości seksualnej i kościół jest tego jak najbardziej świadomy, lecz wprowadzenie celibatu do kościoła miało na celu nakłonienie średniowiecznego człowieka do zachowania względnej czystości cielesnej, bowiem kościół orientował się doskonale, że ludzka moralność, etyka, obyczajowość stacza się w dół i osiągnie w przyszłości dno, do czego faktycznie obecnie doszło i trwanie kościoła katolickiego przy tej na pozór prymitywnej tradycji, w nowoczesnych czasach jest jeszcze bardziej istotne i konieczne.

Od czego możemy zacząć osobistą walkę z naszymi nieobliczalnymi zmysłami ? Celibat oczywiście wykluczam, lecz wstrzemięźliwość seksualna nie jest wcale trudna do osiągnięcia a wszystko jest w rękach kobiet. Kobiety mają niewyobrażalną siłę, ale siłę subtelności i za jej sprawą mogą zmienić świat na lepsze, zmieniając mężczyzn w mądrych opiekunów i wiernych mężów lub w opętanych seksem chłopców. Spoglądając z Polskiej i zachodniej perspektywy, kobiety niestety dokonały tego drugiego, lecz są jeszcze na ziemi mądre kobiety.

Muzułmański ubiór kobiet – Hidżab, który nadal jest standardowym elementem garderoby kobiet Arabskich, chroni ciało kobiet przed pożądliwym wzrokiem mężczyzn, bowiem nic tak nie wzbudza męskich zmysłów jak ciało kobiety a zwłaszcza jej biodra i żeby nie dochodziło do skrajności obyczajowych, mądre kobiety na przestrzeni dziejów preferowały konserwatywny ubiór i wówczas relacje damsko-męskie przebiegały na płaszczyźnie intelektualnej, ponieważ wdzięki kobiet były zakryte. Natomiast w cywilizacji białego człowieka, kobiety już od renesansu zaczynają stopniowo łamać kanon konserwatywnego ubioru i obecnie kobiety mogły by właściwie się nie ubierać, bowiem od świata zewnętrznego i od wzroku mężczyzn, ciało kobiet oddziela milimetrowa warstwa skrajnie obcisłego materiału. W związku z tym, czar rozmowy oraz subtelnego ponawiania się mężczyzny z kobietą zniknął i mężczyźnie przyświeca wówczas tylko zaspokojenie zwierzęcego pragnienia seksu, które zostało w nim wzbudzone przez kobietę.

Męska obsesja seksualna jest zatem bezpośrednim następstwem, braku wśród kobiet skromności przede wszystkim w ubiorze, bo jednak ciało kobiet jest dziełem sztuki i było zawsze źródłem inspiracji artystycznej, aczkolwiek obecnie stanowi obiekt pożądania seksualnego, ponieważ kobiety ubierają się jak dziwki i mądre przysłowie: „Jak cię widzą, tak cię piszą”,  sprawdza się w tym przypadku znakomicie.

Jesteśmy wygnanymi z raju upadłymi Bogami i od tamtego momentu rozmnażamy się drogą bezpośredniego kontaktu seksualnego i nic nie wskazuje na to, że proces fizycznej reprodukcji kiedykolwiek się skończy, niemniej jednak dzieci posiadają Boski potencjał, ale tylko takie, które zostały świadomie spłodzone przez mężczyznę oraz kobietę, czujących do siebie prawdziwą miłość, która przebiegała najpierw na płaszczyźnie miłości platonicznej. Sprawa wygląda zupełnie inaczej, gdy dziecko jest produktem ubocznym fascynacji cielesnej, lub zostało spłodzone przypadkowym kontaktem seksualnym i wówczas dochodzi do podwójnej tragedii, bowiem niechciana ciąża jest w wielu przypadkach usuwana, co jest morderstwem i kosmos dosłownie płacze, a jeżeli dziecko ujrzy świat, to jest niestety pozbawione iskry miłości kochających się rodziców i ma mniejsze szanse na osiągniecie wyższego pułapu duchowego, choć nie można wykluczyć cudu, gdy dziecko przebywa wśród mądrych ludzi.

Wymienione wyżej aspekty człowieczeństwa i zwykła edukacja, leżały moim zdaniem u podstaw niedawnej epickiej kontrowersji z zaostrzeniem ustawy antyaborcyjnej przez PiS, i nie był to jakiś zamach na prawa kobiet, lecz próba ich ratowania, bowiem aborcja w Polsce jest de facto legalna w postaci tabletki poronnej i sytuacja wymagała natychmiastowej reakcji. Powszechna akceptacja tej miękkiej formy aborcji, może otworzyć w niedalekiej przyszłości drzwi do jej pełnej legalizacji w związku z tym, politykom PiS przyświecało dobro narodu, natomiast kościół pragnął subtelnie wskazać ludziom krętą i jedyną ścieżkę do raju, ale szlachetne zamiary oraz mądre słowa nie znalazły wśród kobiet pozytywnego oddźwięku i wzbudziły niespotykaną od dawna furię i agresję.

Czarne protesty ilustrowały infantylne pojmowanie kwestii intymnych i moralnych przez Polskie kobiety, natomiast prymitywne i chamskie slogany „Moje ciało, moja macica” oraz transparenty z kobiecymi narządami płciowymi utrwaliły we mnie smutne przekonanie, że młodsze kobiety straciły podstawową przyzwoitość i fantazjują o seksie więcej niż mężczyźni. Można odnieść wrażenie, że kobiecy mózg znajduje się poniżej jej pępka i sensem życia kobiety jest wyłącznie seks, ciało oraz materia i swoim przyziemnym zachowaniem, te współczesne Ewy niszczą resztki duchowości mężczyzn.

Jak wspomniałem kobiety kształtują zmysły mężczyzn i kobiety w demokracji często posiadają decydujący głos i przypuszczam, że PiS przyszłych wyborów za sprawą kobiet nie wygra wobec tego, istnieje realna perspektywa, że Polska zamieni się w sodomę, lecz do całkowitej gomory nie dojdzie, bo jest w Polsce wzór rozsądku, moralności i abstynencji – Kościół katolicki, lecz wściekłe plucie na kościół do jakiego dochodziło w trakcie protestów nic dobrego tej instytucji religijnej i Polsce nie wróży. Pospolity kretynizm i hipokryzja Polskich kobiet przynoszą hańbę głupocie, ponieważ większość kobiet uczestniczących w protestach w niedzielę można spotkać w kościołach, gdzie na kolanach gorliwie modlą się o zbawienie.

Problematyka z aborcją, prostytucją, pornografią z rozwodami oraz wiele innych ludzkich tragedii mogą być zatem rozwiązane zwykłą wstrzemięźliwością seksualną, ponadto wyzwolony mózg lepiej pracuje i dusza się szlifuje. Tyle z moich wypocin na ten temat i zapraszam do wysłuchania bardzo ciekawej wypowiedzi Rosyjskiego filozofa Łazariewa odnośnie seksu i pornografii.

Medialny nacisk na seks spotęgowany powszechną pornografią jest więc świadomym działaniem jakiejś światowej lub nadprzyrodzonej siły, która pragnie uwięzić ludzkie dusze na zawsze w delikatnych ciałach. Człowiek na bodźce natury seksualnej jest najmniej odporny wobec tego, indoktrynacja seksualna jest głównym tematem wielu programów 2000px-heart_corazon-svgtelewizyjnych, filmów, publikacji i edukacji małych dzieci a wszystko po to aby człowiek ciągle się rozmnażał i żeby jego dusza nigdy nie opuściła ciała. Zanim indoktrynacja seksualna przybrała współczesnych ordynarnych i chamskich cech, ludzie przez setki lat byli poddawani dość subtelnemu praniu mózgów i na pozór niewinny oraz piękny symbol serca, po obróceniu o 180 stopni, do złudzenia przypomina kobiecą anatomię i pozycję kobiety podczas stosunku.

P.S. Może jednak w aborcji jest jakiś głębszy, ukryty sens i ta skrajnie brutalna forma eugeniki, oczyszcza ziemię z ludzkich pasożytów, bo czy matka która rozważała usunięcie ciąży, wychowa swoje dzieci na szlachetnych ludzi ? Niemniej jednak, wykluczam tą opcję, bowiem środki prowadzące do celu są niewspółmierne do cierpienia zadawanego nienarodzonemu dziecku, a ziemia i Bóg nigdy by do tego się nie posunęli, aczkolwiek ludzie swoim bestialskim zachowaniem w stosunku do ziemi, zwierząt i roślin oraz samych sobie nie pozostawili wyższej sile wyboru. Nasze zdolności umysłowe zobowiązują do roztoczenia opieki nad całym życiem na ziemi, ale nic z tego nie wyszło i nawet sami wysłannicy Boga – Budda, Jezus, Mahomet nie potrafili wzbudzić w człowieku mądrości w związku z tym, Bóg umył od nas ręce i dał nam absolutną wolność.

Działalność człowieka w ramach „Róbta co chceta”, zamieniła ziemię w śmietnik w efekcie czego, rasa ludzka ulega samozagładzie na wiele sposobów w tym poprzez aborcję, wojny, choroby, ale jestem pewien, że kilku zdyscyplinowanych ludzi ogień i presja dnia codziennego zahartuje do tego stopnia, że będą odporni na pokusy materialne oraz cielesne i te ludzkie diamenty będą w przyszłości spadkobiercami ziemi.