Azja

Baron Roman M. Max von Ungern – Sternberg

1„Bóg wojny”

Do czasu pokojowego w żadnym wypadku nie pasował. Jego istota tkwiła równocześnie w pustej przestrzeni między niebem i piekłem. Zdolny do czynów najwyższej szlachetności i dobroci, jak i do najbardziej ponurych. Nie miał żadnego stosunku do norm tej zmieszczeniałej planety. Ale jako syberyjski kondotier czynił cuda i będzie tam chyba przez stulecia żył w pieśniach nomadów, którymi dowodził.” – Herman Keyserling.

herb-ungern-sternbergowBaron Roman Mikołaj Maksymilian von Ungern – Sternberg urodził się 29 XII 1885 roku w Grazu w Austrii, w rodzinie niemieckich rycerzy. Sam twierdził, że jest potomkiem „krzyżowców i piratów”. Faktycznie, co najmniej dwóch jego przodków było rycerzami Zakonu Szpitala Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie ( Zakonu Krzyżackiego ) i polegli pod Grunwaldem w 1410 roku. Z czasem możni tego rodu, stali się podwładnymi Imperium Rosyjskiego. W służbie carskiej zginęło wielu członków rodziny barona Ungerna.

Koligacje rodzinne połączyły kilka możnych rodów, min. Habsburgów i Romanowów. Ponoć jego dziadek został buddystą, a później i on sam był zwolennikiem tegoż systemu filozoficznego. Major Antoni Aleksandrowicz, oficer polskiego pochodzenia z mongolskiej artylerii pisał, że „był buddystą i był owładnięty myślą utworzenia zakonu rycerskiego podobnego Zakonowi Krzyżackiemu i japońskiemu buszido.

Z postacią Barona Ungera-Sternberga związany jest znany Polski pisarz i podróżnik Ferdynand Antoni Ossendowski, który w stolicy Mongolii, Urdze poznaje Ungera i zostaje jego doradcą. Dokładne dane na temat roli, jaką Ossendowski odegrał w Mongolii, są okryte tajemnicą; była ona niewątpliwie dość istotna, sam jednak mówił na ten temat niechętnie. Istnieje teza, jakoby Ossendowski stał się depozytariuszem wiedzy o ogromnym skarbie, ukrytym przez „Krwawego Barona” Ungerna gdzieś w mongolskich stepach, a który miałby posłużyć do sfinansowania kolejnej wojny z komunistami. Swoje przygody w Mongolii Ossendowski opisał w pięknym dziele pt. „Przez kraj ludzi, bogów i zwierząt”. W rozmowie z Antonim F. Ossendowskim, baron Ungern mówił:

„– Imię moje jest otoczone taką nienawiścią i strachem, że nikt nie wie naprawdę, kim jestem, gdyż historię splątano z mitem, rzeczywistość z fantazją, prawdę z oszczerstwem. Kiedyś w swoich pamiętnikach opisze pan może tę podróż przez Mongolję i pobyt u „szalonego Ungerna”…

Spuścił powieki i, paląc papierosa, zaczął rzucać urywane zdania, śpiesząc się, nie kończąc słów, jak gdyby w obawie, że ktoś mu może przeszkodzić. – Ród Ungern von Sternbergów jest bardzo stary.  Mieszanina Niemców  z  Węgrami, Hannami  z  czasów  Attyli.  Moi wojowniczy przodkowie  uczestniczyli we  wszystkich wyprawach krzyżowych. Jeden z Ungernów zginął w Jeruzalem, walcząc pod sztandarami Ryszarda „Lwie Serce”, a nawet tragiczna wyprawa krzyżowa dzieci miała w liczbie swych ofiar  Ralfa  Ungerna,  jedenastoletniego  krzyżaka.  Gdy  na  kresy  wschodnie  imperium niemieckiego  posyłano  najśmielszych  i  najokrutniej  szych  rycerzy,  wśród  nich  był  mój przodek, Artur baron Halsa-Ungern-Sternberg. Na wschodzie obszarów niemieckich rycerze ci  założyli  zakon  Teutonów,  ogniem  i  mieczem  szerząc  chrześcijańską  naukę  o  miłości bliźniego wśród dzikich pogan: Litwinów, Estów i Słowian. Teutoński zakon rycerski zawszemiał  pośród  swoich  „braci”  przedstawicieli  mego  rodu.  Pod  Grunwaldem  zginęło  dwóch Ungern von Sternbergów. Ród mój, jak już wspomniałem, był wojowniczy i religijny, więc skłonny do mistycyzmu i ascetyzmu. W XVI i XVII wieku na ziemiach Estów i Łotyszów było kilku baronów Ungernów, po których pozostały stosy kronik z legendami i powieściami o ich życiu i czynach. Henryk Ungern, przezwany  „Toporem”,  był „błędnym  rycerzem”.

Turnieje  Francji,  Włoch,  Hiszpanji  i  Brytanji  znały  to  imię,  strachem  przejmujące  serca zapaśników.  Henryk  odznaczał  się  niezwykłą  sztuką  władania  toporem  bojowym.  Został zabity w Kadyksie przez rycerza maurytańskiego, który rozwalił mu czaszkę wraz z hełmem uderzeniem topora. Ralf Ungern, baron na Sternbergu, miał swoją siedzibę około gościńca pomiędzy Rewlem a Bygą i pod groźbą śmierci zmuszał wszystkich podróżników do płacenia mu daniny. Baron Piotr Ungern był właścicielem zamku na wyspie Dagö na Bałtyku, gdzie wybudował sobie całą flotylę okrętów żaglowych, które stały się postrachem i klęską dla kupców. Od tego przodka, rozbójnika morskiego, rozpoczęła się cała dynastja Ungernów, piratów i marynarzy, do których należę i ja. Wreszcie legendy znają jeszcze jednego barona mego nazwiska,  który  żył  na  schyłku  XVII  wieku.  Miał  na  imię  Wilhelm,  a  przydomek  „Brat Szatana”. Przydomek ten przysługiwał mu z tego powodu, iż baron byt alchemikiem i dawał w swoim domu przytułek wszystkim magom i czarownikom, prześladowanym w Europie za tajemne praktyki.

Wspomniałem już, że Piotr Ungern dał początek morskiej dynastji Ungernów. Potomkiem Piotra – pirata w prostej linji był mój dziad, który dopłynął na własnym żaglowcu aż do Oceanu Indyjskiego, gdzie zajmował się rabunkiem i rozbijaniem angielskich okrętów handlowych.  Do czasów bolszewickich w naszym pałacu przechowywały się wspaniałe, starożytne meble mahoniowe, zdobyte przez dziada na jednym z zatopionych przez niego okrętów. W ciągu kilku lat dziad mój operował bezkarnie na oceanie, lecz nareszcie Anglicy wzięli go do niewoli i oddali w ręce konsula rosyjskiego, który odesłał go do Petersburga. Tam go sądzono i zesłano na całe życie do Zabajkala. Taka jest moja łączność z Syberją Wschodnią. Z wykształcenia jestem marynarzem, gdyż ukończyłem szkołę kadetów morskich w Petersburgu, później zaś wstąpiłem do pułku kozaków zabajkalskich, w którym walczyłem najpierw z Japończykami, a później z Niemcami. W tej ostatniej wojnie zostałem odznaczony za waleczność oficerskim krzyżem ów. Jerzego. W czasie pokoju życie moje upływało na studjowaniu filozofji i buddyzmu. Dziad mój przywiózł z sobą z Indyj kajdany rosyjskie i indyjski buddyzm.  Ojciec mój również był wyznawcą buddyzmu i mnie go przekazał. Posiadam pismo, ofiarowane memu dziadowi przez jednego świętobliwego indyjskiego mahatmę – yoga; dzięki temu pismu miałem wstęp tam, dokąd chyba tylko Dalaj-Lama lub Taszy-Lama bywają dopuszczani przez kapłanów pierwotnego kultu Sakkya-Muni. W swoim czasie chciałem założyć zakon wojskowych buddystów do walki z rozpustą rewolucji…”

Baron ukończył gimnazjum w Rewlu i wstąpił do szkoły oficerskiej w Sankt-Petersburgu, skąd w 1909 roku, został oddelegowany do korpusu kozackiego stacjonującego w Czycie. W Czycie baron po sporze z innym oficerem wyzwał przeciwnika na pojedynek i ciężko go zranił. Sam także otrzymał ciężką ranę, w konsekwencji czego przez resztę życia cierpiał na silne bóle głowy, sprawiające że okresowo niemal tracił wzrok.

1 2 3 4

W wyniku pojedynku został usunięty z korpusu w lipcu 1910 roku i odtąd zaczęły się jego wędrówki po Syberii w towarzystwie tylko jednego kompana – psa myśliwskiego wabiącego się Misza. W jakiś sposób dostał się do Mongolii, której sądzone było stać się jego przeznaczeniem. Niezwykły, pustynny, dziki i surowy kraj oczarował Ungerna. W Mongolii Baronowi udało się wejść w bliski kontakt z żywym Buddą, z Bogdo Chanem, najwyższym dostojnikiem mongolskiego lamaizmu. W tym czasie Mongolia przeżywała odrodzenie nastrojów imperialnych i starała się wywalczyć niezależność od Chin W Urdze, stolicy Mongolii, silna osobowość Barona została szybko zauważona i Bogda Chan osobiście mianował go głównodowodzącym mongolską kawalerią. Korzystając z niepokojów i z rewolucji w samych Chinach, Mongołom udało się przepędzić z kraju chińskich okupantów i w 1911 roku, „żywy Budda” zaprowadził w Mongolii niezależny ustrój monarchiczny.

Wojenne zasługi Ungerna na służbie Bogdy Chana zostały docenione i stał się on osobą wielce poważaną w świecie mongolskim. Przed swoim wyjazdem z Mongolii, baron Ungern w towarzystwie swojego przyjaciela, księcia Dżam Bolona i za jego namową, odwiedził wieszczkę należącą do starego i poważanego rodu szamańskiego. W tym szczególnej wagi momencie wieszczka w stanie transowym odkryła przed Baronem tajemnicę jego duchowej natury:

Widzę Boga Wojny…

Jedzie na siwym koniu po naszych stepach i górach. Będziesz władał ogromnym terytorium, biały Bogu Wojny…

Widzę krew, dużo krwi…

Koń…

Dużo krwi…

Czerwonej krwi…

Więcej nic nie widzę. Biały Bóg Wojny zniknął.

W 1912 roku Ungern odwiedził Europę: Austrię, Niemcy, Francję. Wedle informacji zawartych w książce Krauthoffa Ich BefehleRozkazuję – w Paryżu spotkał i pokochał damę swojego serca, Danielle. Było to w przededniu pierwszej wojny światowej. Wierny swemu obowiązkowi stawienia się na wezwanie cara, baron zmuszony był wrócić do Rosji by podjąć służbę w szeregach armii cesarskiej. Do ojczyzny Ungern udał się wraz ze swą ukochaną Danielle. W Niemczech jednak groził mu areszt jako oficerowi wrogiej armii. Baron przedsięwziął nadzwyczaj ryzykowną podróż na barce przez Morze Bałtyckie. W czasie burzy maleńki statek uległ jednak zniszczeniu i dziewczyna zginęła. On sam uratował się niemal cudem. Od tej pory Baron nigdy już nie był taki jak wcześniej. Od tego momentu nie zwracał w ogóle uwagi na kobiety. Stał się we wszystkim skrajnie ascetyczny i niewiarygodnie, wręcz nieludzko surowy. Juliusz Evola w swojej recenzji książki Krauthoffa pisał: „Wielka strata wypaliła w nim wszystkie elementy ludzkie i od tej pory pozostała w nim tylko święta siła, stojąca wyżej niż życie i śmierć.” Wciągnął go wir wojny.

Z niezrównanym męstwem walczył z Austriakami, wielokrotnie był ranny i nagrodzono go Krzyżem Świętego Jerzego oraz Szpadą Honoru za męstwo i poświęcenie. Po rewolucji bolszewickiej Ungern jako jeden z pierwszych rozpoczął bezwzględną walkę przeciw czerwonym pod rozkazami atamana Siemionowa. W wojnie tej odznaczył się nieokiełznaną odwagą i nieugiętością, a także wielkim znawstwem taktyki wojskowej.

Stopniowo Ungern organizował swoją własną dywizję, złożoną z wiernych prawowitemu Carowi rosyjskich oficerów, kozaków i przedstawicieli narodów Syberii (szczególnie Buriatów). Jej pełna nazwa brzmiała Azjatycka Dywizja Konna. W oddziałach Ungerna panowała niewiarygodna, nieludzka dyscyplina. Za najmniejsze przewinienia w sposób najbardziej bezwzględny karano śmiercią.

W roku 1918, baron Ungern mianowany został komendantem Daurii, która pod jego rządami doczekała się miana „szubienicy Wschodu”. Wśród oficerów utarło się powiedzenie, że „nawet śmierć jest lepsza od barona”. Baron nienawidził bolszewików. Jeden z jego żołnierzy wspominał:

 „Agenci sprowadzali tysiącami bolszewików na sąd generała, który krótkim „Kończyć!” rozstrzygał los schwytanych. Trupy pokrywały gęsto okoliczne wzgórza.”

Antoni F. Ossendowski również opisywał jedno z takich zdarzeń:

 „Ungern nacisnął czapkę na głowę, schwycił swój nieodstępny „taszur” i wypadł z jurty. Wyszedłem za nim. Przed jurtą stali jeńcy, otoczeni przez uzbrojonych kozaków, zziajanych daleką i szybką jazdą. Baron zatrzymał się przed czerwonymi żołnierzami i przez kilka minut wpatrywał się w ich oczy, nie odrywając od nich wzroku. Na jego twarzy znać było ogromny wysiłek myśli i woli. Wreszcie odszedł, usiadł na progu jurty, zdjął czapkę i, utkwiwszy oczy w ziemię, jął mocno trzeć czoło. Nagle powstał i stanowczym krokiem zbliżył się do jeńców.

– Stań więcej na lewo – a ty na prawo… – rozkazywał baron jeńcom, z lekka uderzając każdego taszurem w prawe ramię. Dwóch przeszło na lewo, czterech na prawo.

– Zrewidować ubranie tych dwóch! – zakomenderował. – To są komisarze sowieccy!

Zwracając się zaś do czterech wylęknionych jeńców, stojących na prawo, rzekł do nich:

– A wy jesteście chłopami, zmobilizowanymi przez bolszewików.

– Wedle rozkazu, ekscelencjo!…  wrzasnęli jeńcy zupełnie nie  podług  dyscypliny bolszewickiej. – My nic ze swojej woli.

– Idźcie do komendanta i powiedzcie mu, że przyjmuję was do oddziału tybetańskiego – rzekł spokojnie baron.

Ucieszeni „bolszewicy” natychmiast opuścili podwórze strasznego generała. Tymczasem u dwóch  pozostałych  znaleziono  w  podszewce  cholew  paszporty  politycznych  komisarzy sowieckich. Baron nachmurzył czoło i, powoli wymawiając każde słowo, rzucił w przestrzeń rozkaz;

– Zatłuc ich kijami!”

Major Antoni Aleksandrowicz, oficer białych pochodzenia polskiego, będący instruktorem mongolskiej artylerii, pisał: „Baron Ungern był niezwykłym człowiekiem, niezwykle złożonym, tak z psychologicznego, jak i z politycznego punktu widzenia.

  • Widział w bolszewizmie wroga cywilizacji.
  • Gardził Rosjanami za to, że zdradzili swojego prawowitego władcę i nie zdołali zrzucić komunistycznego jarzma.
  • Spośród Rosjan wyróżniał jednak i obdarzał miłością chłopów i prostych żołnierzy, zawzięcie nienawidził zaś inteligencji.
  • Był buddystą i był owładnięty myślą utworzenia zakonu rycerskiego podobnego Zakonowi Krzyżackiemu i japońskiemu buszido.
  • Czynił starania dla zorganizowania wielkiej koalicji azjatyckiej, z pomocą której chciał zawojować Europę, aby nawrócić ją na nauki Buddy.
  • Utrzymywał kontakt z Dalajlamą i z azjatyckimi muzułmanami. Posiadał tytuł mongolskiego chana i godność „bonza”, wyświęconego w lamaizmie.
  • Był tak bezwzględny, jak może być tylko asceta. Całkowite odrzucenie emocji, które było dla niego charakterystyczne, można spotkać jedynie u istoty nie znającej ani bólu, ani radości, ani litości, ani smutku.
  • Był nadzwyczajnie inteligentny i posiadał rozległą wiedzę. Zdolności mediumiczne pozwalały mu dokładnie poznać naturę rozmówcy już w pierwszej minucie rozmowy.

To świadectwo o baronie Ungernie, pozostawione przez człowieka który służył pod jego rozkazami, opublikował w 1938 roku nie kto inny jak sam René Guénon na łamach głównego organu tradycjonalizmu – pisma „Etudes Traditionelles”.

W tym czasie Mongolia ponownie straciła niepodległość i jej stolica Urga faktycznie była okupowana przez wojska chińskie, aktywnie współpracujące z bolszewickimi agentami i prowokatorami działającymi pośród Mongołów. Bogda Chan, żywy Budda został umieszczony w areszcie domowym i z suwerennego władcy o szczególnej pozycji duchowej, władcy Wielkiej i Wolnej Mongolii stał się budzącym politowanie więźniem.

Także i biali przegrywali na wszystkich frontach. Po upadku Kołczaka tylko ataman Siemionow  i baron Ungern wciąż nieprzejednanie stawiali na wschodzie poważny opór. Naciskana ze wszystkich stron przez czerwonych Azjatycka Dywizja Konna wycofała się do Mongolii. W jej skład wchodzili przedstawiciele wielu narodów – zarówno europejskich, jak i azjatyckich. Utraciwszy Imperium Rosyjskie, bohaterowie Azjatyckiej Dywizji Konnej, wierni Zasadzie, szli by ustanowić Imperium Mongolskie.

Stopniowo u Ungerna rodzi się zuchwały plan geopolityczny – utworzyć w Azji, konkretnie zaś w Mongolii, unikalną strefę, wolną zarówno od wpływu bolszewickiego, jak i od obecności wojsk profańskiego Zachodu. Chodzi o osobny świat, gdzie obowiązywać będą najdawniejsze prawa Świętej Tradycji. Ungernowi znane były prace Saint Yvesa d’Alveydre’a i wiedział o istnieniu tajemnej podziemnej krainy Aggarthy, w której nie obowiązują reguły czasu i gdzie przebywa Władca Świata, Szakrawarti. Na podobieństwo dawnych templariuszy, którzy ochraniali nie tyle europejskich pątników przed Saracenami, ale przede wszystkim wielkie tajemnice duchowego poznania przed zwyrodniałym katolicyzmem i zsekularyzowaną monarchią francuską, Ungern rozmyśla o utworzeniu osobnej strefy, rozciągającej się pomiędzy świątyniami Tybetu, gdzie według podań znajduje się wejście do Aggarthy, a pozostałą częścią świata.

Nazwa Mongolii – Chalha – oznacza „Tarczę”. To dawna ojczyzna Dżyngis-chana, twórcy Imperium. Misją Mongolii jest służyć jako bariera wobec wściekłych hord owładniętego przez szatana apokaliptycznego człowieczeństwa – gogów i magogów bolszewizmu i demokracji, profańskiego świata. To właśnie tu trzeba ustanowić Tradycję i wydać walkę siłom Zachodu – tej cytadeli wynaturzeń, źródłu Zła. Losem mojego rodu było zdążanie na Wschód, w stronę Wschodzącego Słońca. Nie mam następców i sam doszedłem do wschodniej granicy Eurazji. Dalej już nie ma gdzie iść. Z tego magicznego punktu świętej geografii powinna zacząć się Wielka Restauracja… Chalha – święte stepy – Wielka Tarcza…

Ungern wkracza do Mongolii nie jako dowódca ostatniego oddziału rozgromionej przez czerwonych armii ale jako „bohater mityczny”, inkarnacja „Boga Wojny”, jako spełnienie przepowiedni szwedzkiego mistyka Svedenborga, który mówił że „tylko u mędrców eurazjatyckich stepów – Tatarii – Mongolii – znaleźć można Tajemne Słowo, klucz do zagadek sakralnych cyklów, a także oryginał mistycznego manuskryptu, dawno temu utraconego przez ludzkość, a znanego pod niezwykłym imieniem „Wojna Jehowy”…

Oddziały Ungerna podchodzą pod Urgę, zajętą przez Chińczyków 3 kwietnia 1920 roku Ungern rozkazał rozpocząć atak na bronione przez wielokrotnie przewyższający liczebnością wojska Barona chiński garnizon mongolskie miasto Urga. Dzięki szybkiej i zdecydowanej operacji, w której wziął też osobiście udział Ungern, grupie jego ludzi udało się uwolnić Bogdę Chana, żywego Buddę, którego strzegł liczny i dobrze uzbrojony chiński oddział. Następnie, Azjatycka Dywizja Konna, wraz ze wszystkimi oddziałami mongolskimi które przyłączyły się do Barona, napadła na Urgę. Było to błyskotliwe i nadzwyczaj ważne zwycięstwo. Tradycja i Porządek zostały w Mongolii ustanowione. Bogda Chan mianował Barona absolutnym dyktatorem Mongolii. Baron  Ungern był pierwszym Europejczykiem który otrzymał tytuł „Boga Wojny”, Chana-Czan-Czuna.

Nie tylko, był pierwszym Europejczykiem, który został „Bogiem Wojny”. Nie tylko, był słynny z odwagi i bezwzględności. Nie tylko, zasłynął z mordowania bolszewików i żydów odpowiedzialnych za rewolucję. Dzięki niemu, ulice Urgi pierwszy raz w historii oświetliły lampy elektryczne. Wznowił działalność kopalń i uruchomił fabryki. Bano się go, ale i kochano. W Urgdze, gdzie walczył o niepodległość Mongolii z Chińczykami, również wyróżniał się z tłumu. Wśród chińskich żołnierzy krążyła legenda o żołnierzu na białym koniu, którego nie dosięgają kule. Jeśli do tego dodamy, że lubił przechadzać się po wzgórzach w towarzystwie oswojonych wilków, to mamy już dość wyraźny obraz barona Romana von Ungern – Sternberga.

1 2 4 5

Bolszewicy nie mogli sobie pozwolić na wroga, z tak wielkim autorytetem. 35 Dywizja Armii Czerwonej, otrzymała rozkaz, aby „zaatakować oddział barona Ungerna, rozbić go i zniszczyć”. Po jakimś czasie „białe” oddziały Ungerna dały się zwabić w zasadzkę silnie uzbrojonego wroga, który przewyższał ich liczebnością. Około połowę z 4 tysięcy żołnierzy, baron Ungern zdołał wyciągnąć z rzezi. Bolszewicy oczywiście nie odpuścili, a wódz rewolucji, Lenin podjął decyzję o „wyzwoleniu” ( skąd my to znamy? ) Mongolii. Na Urgę ruszyło 10 tysięcy bolszewików…

Choć wojska Ungerna, jak wcześniej, dzierżyły mocno władzę w Mongolii, sytuacja wokół nich stawała się coraz bardziej złowieszcza. Bolszewicy zwyciężają na wszystkich frontach. Ungern gromadzi oficerów w swojej kwaterze głównej w Urdze i mówi:

– Panowie, złe wiadomości. Ataman Siemionow ustąpił z Czyty. Sowiecki generał Blücher – czerwona teutońska siła – właśnie zajął miasto; jego kwatera znajduje się w Wierchnieudińsku, tuż przy jeziorze Bajkał. Cała Syberia dostała się w ręce bolszewików.

– A Krym?

– Krymu już nie ma. Resztki armii Wrangla zbiegły na pokładach statków naszych zachodnich pseudosojuszników.

Sytuacja była prosta i śmiercionośna jak ostrze miecza. Baron podsumował jednym prostym zdaniem:

– Panowie, pozostała tylko jedna zachowująca zdolność bojową biała ramia: Pierwsza Azjatycka Dywizja Konna.

– Jesteśmy ostatni…

– To katastrofa.

– Nie, Borysie Iwanowiczu, to nie katastrofa – to honor.

Dla Ungerna honorem jest wierność. „Gdy wszyscy zdradzą, my pozostaniemy wierni, Nie zapomnimy, i nie wybaczymy,” – Powiedziała w innym ale podobnym kontekście przenikliwa współczesna poetka Savitri Devi Mukherji.

Zbierają się chmury. W książce Jeana Mabire o baronie Ungernie znajduje się opis ostatniego spotkania Ungerna z Bogda Chanem, zanim Chan Wojny na zawsze opuścił Urgę, by udać się na północ, na Syberię i wydać tam bolszewikom swój ostatni bój.

„Bogda Chan, Żywy Budda zajął swoje miejsce… Jego twarz ukryta za ciemnymi okularami była jak wcześniej nieprzenikniona, ale straszliwe zmęczenie dawało się poznać w całym jego wyglądzie; starzec z trudem powstrzymywał nerwowe drżenie.

Ogromny tron z wielkim, złoconym zagłówkiem, zawalony żółtymi jedwabnymi poduszkami. Ungern się ukłonił. Rozejrzał się. Baron nie zamierzał przedłużać sprawy i ograniczył się do poinformowania o podjętej decyzji:

– Za kilka dni wyjeżdżam z Mongolii. Udaję się na Zabajkale, by walczyć z naszymi wspólnymi wrogami  – z czerwonymi. Wasz kraj jest już wolny i jego synowie, rozsiani po całym świecie, powinni powrócić do ojczyzny. Wkrótce imperium Dżyngis-chana się odrodzi. Powinniście obronić wywalczoną wolność. 

W duszy jego rozmówcy szalała jednak burza: bez pomocy Ungerna był nikim – po prostu ślepym starcem, niezdolnym przepędzić z kraju młodych rewolucjonistów – Suche-Batora i Czojbolsana. Bogda Chan poprosił Ungerna, by przeszedł z nim do jego gabinetu, by mogli porozmawiać sam na sam.

bogda-chanBogda Chan podszedł do sejfu, wyraźnie odróżniającego się na tle wschodniego wystroju pokoju. Długo mocował się z zamkiem. W końcu ciężkie drzwi powoli się otworzyły… Bogda Chan zdjął z metalowej półki szkatułkę z kości słoniowej. W środku był rubinowy pierścień ze znakiem słońca Hackenkreuz, symbolem starożytnych aryjskich zdobywców.

– Dżyngis-chan nigdy nie zdejmował go z prawej ręki.

Roman Fiodorowicz von Ungern-Sternberg patrzył oszołomiony na skarb. Jak we śnie wyciągnął rękę w stronę Bogdy Chana. Starzec drżał, z trudem udało mu się naciągnąć na palec Barona pierścień wielkiego zdobywcy. Żywy Budda pobłogosławił Ungerna: położywszy mu ręce na głowie, powiedział:

Nie umrzesz: odrodzisz się w najdoskonalszej formie bycia. Zapamiętaj to, żywy bogu wojny, chanie obiecanej ci Mongolii.

Ungernowi wydawało się, że pierścień pali mu rękę.

Książę Mongolii i wierny namiestnik Bogdy Chana wychodził z pałacu Nogon Orga. Lamowie rozstępowali się przed nim, i, głośno pobrzękując ostrogami, Ungern szybko przemierzał korytarze. Nie obejrzawszy się ani razu, wyszedł z pałacu i bezsilnie rzucił się na tylne siedzenie samochodu.

– Do sztabu, powiedział Makajewowi.

Baron czuł, że krąg się zamyka.

Oddział Ungerna znowu wkracza na rosyjską ziemię. Teraz to już jednak nie wojna, lecz działania partyzanckie. Tym niemniej, Ungern stale wprawia czerwonych w poważne zaniepokojenie. Pojawia się to tu, to tam, niespodziewanie, błyskawicznie, raptownie, zostawiając za sobą zniszczenie, zagładę i śmierć. Dla niego – Boga Wojny – to naturalne. Do walki z nim wysłane zostają najlepsze oddziały Armii Czerwonej na Syberii, za całą operację osobiście odpowiada Blücher.

Ale to już agonia. W świecie materialnym wszystko rakowacieje. Poza tym, Ungern zanurza się w inną rzeczywistość, widzi obrazy tryumfu i zwycięstwa, spełnienia najskrytszych marzeń. Niedostrzegalnie wkracza w odmienny, subtelny wymiar, który mieszać się zaczyna ze zwyczajną rzeczywistością. Jego podwładni coraz wyraźniej zaczynają rozumieć, że ich dowódca oszalał.

Ungern wstał, przyniósł mapy, rozwinął je. Położywszy jedną na trawie, bambusową laską nakreślił trasę wyobrażonej marszruty, i powiedział zwracając się do swojego wiernego pomocnika, generała Rezuchina:

– Użyjcie wyobraźni, Borysie Iwanowiczu. Przemieszczamy się w górę Selengi. Tym gorzej dla Urgi. Trzeba wybierać. W zachodniej Mongolii ukrywają się resztki białych armii. Nie wszyscy kozacy i atamanowie poginęli. Razem idziemy dalej na zachód. Teraz jesteśmy na Ałtaju. Góry, pieczary, jaskinie, pasterze wciąż jeszcze wierzący we wcielonego boga wojny. Bez trudu przekroczymy zachodnią granicę Turkiestanu.

– W Syn-Tzanie aresztują cię Chińczycy.

– Szybko się z nimi uporamy i pójdziemy dalej. Na południe. Musimy przejść przez całe Chiny. Przeraża cię taka perspektywa, Borysie Iwanowiczu? Ale ten kraj się rozpada, rewolucja jest tam w swoim apogeum. Jedynymi, na których możemy się natknąć to tchórzliwi dezerterzy i maruderzy. Zaledwie jakieś tysiąc kilometrów i – jesteśmy w niezdobytej twierdzy. I możemy zacząć wszystko od początku. Absolutnie wszystko.

– Tybet?

– Tak. Dach Świata. W Lhasie jest Dalajlama, najwyższy buddyjski kapłan. W porównaniu z nim Bogda Chan zajmuje trzeci stopień w hierarchii. Pomyliłem się już na początku: centrum Azji nie znajduje się bynajmniej w Mongolii. Ona jest tylko najbardziej zewnętrznym kręgiem – Tarczą. Musimy iść do Tybetu…

Nieustannie uderzał bambusową laską tam, gdzie były najwyższe szczyty Himalajów.

– Tam, na szczytach znajdziemy ludzi, którzy jeszcze nie zapomnieli swoich aryjskich przodków. Tam, na przyprawiającej o zawrót głowy granicy Indii i Chin, odrodzi się moje imperium. Będziemy mówić sanskrytem i żyć wedle zasad „Rig-Wedy”. Przywrócimy prawa, o których zapomniano w Europie. I na nowo zajaśnieje światło Północy. Wieczne prawo, nurzając się w wodach Gangesu i Morza Śródziemnego, zatryumfuje.

Baron podniósł się. Jego oczy błyszczały. Zachrypnięty głos rwał się. Zapadłe z wycieńczenia policzki pokrywała jasna szczecina. Odrzucił włosy z czoła, odsłaniając czoło wielkich rozmiarów. Samotny i wątły dowódca pochłoniętego przez mroki wieków narodu. Kontynuował:

– Zakon mój powstanie na wierzchołkach gór. Pomiędzy Nepalem a Tybetem otworzę szkołę, w której będę uczył o sile, która potrzebna jest bardziej, niż mądrość.

Z gorączkowo błyszczącymi oczyma wykrzyknął:

– Wszystko gotowe! Czekają na mnie w Lhasie! Odkryję sekret run przyniesionych z północy i ukrytych w tajemnych miejscach świątyń. Mój zakon mnichów-wojowników przekształci się w  armię, jakiej świat jeszcze nie widział. I Azja, i Europa, i Ameryka będą przy niej niczym…

– Nie, Romanie Fiodorowiczu, nie.

Baron wzdrygnął się i spojrzał na niego. Wydawać by się mogło, że owo „nie” niespodziewanie zburzyło jego marzenie: zupełnie jak niespodziewanie spadająca lawina zmiata ukrytą nad  krawędzią skały buddyjską świątynię,  i spada ona w przepaść wraz z młynkami do modlitwy i bonzami w szafranowych odzieniach.

– Nie potrafię zrozumieć twoich planów. – wyjaśnił Rezuchin. – Znam tylko jedną armię – carską. I tylko jedną religię – chrześcijaństwo. Ale nie w tym rzecz. Rzecz w tym, że nigdy nie dojdziemy do Lhasy. Popatrz na mapę. Nie uda nam się przejść chińskiego Turkiestanu. Tymczasem Mandżuria jest o dwa kroki od nas. Wystarczy tylko chcieć i pójść na wschód.

– Nigdy! – wykrzyknął baron, – tylko Tybet…

Ungern został niemal sam. Towarzyszył mu tylko maleńki krąg tych, którzy nie zginęli i pozostali mu wierni. Dla kogo, tak jak dla niego, wierność jest honorem. Ungern jedzie ku wzgórzom Ałtaju na ulubionej kobyle Maszy i zatapia się w wizjach…

Nad klasztorem-twierdzą powiewa zloty sztandar z podkową i słonecznym znakiem Dżyngis-Chana. Fale Morza Bałtyckiego rozbijają się o masyw Tybetu. Wspinaczka, wieczna wspinaczka na Dach Świata, gdzie rządzą światło i siła. Wspinaczka…”  

Siwy koń potknął się o kamień. I marzenie prysło, pochłonięte przez pył unoszący się ze spieczonej ziemi.

Marzenia Boga Wojny… Przeczucie tego, co zdarzyć się musi – nie teraz, ale w innym obrocie koła Wiecznego Powrotu… Ten, kto żył naprawdę, nigdy nie doświadcza śmierci…

Rok 1921. Koniec. Zdrada. Ungern zostaje schwytany przez Czerwonych. Generał Blücher rozkazał w przypadku aresztowania Ungerna obchodzić się z nim „jak z sowieckim oficerem”. Czerwonogwardziści odwieźli go do kwatery dowództwa kompanii przy rewolucyjnej radzie wojennej Jeniseju.

Blücher szybko spotyka się z nim, proponując przejście na stronę bolszewików. Obydwaj rozmawiają po niemiecku. Blücher mówi o eurazjatach, o narodowym bolszewizmie, o odrębnym nacjonalistycznym nurcie w kierownictwie sowieckim, które choć na zewnątrz kryje się pod „frazeologią marksistowską”, w rzeczywistości jednak dąży do utworzenia ogromnego kontynentalnego tradycjonalistycznego państwa, nie tylko w granicach Mongolii, ale w całej Eurazji… Blücher obiecuje baronowi pełną amnestię i wysokie stanowisko. Wówczas już, w tajnej podjednostce OGPU na czele której stał martynista Gleb Boki, trwały prace nad przygotowaniem ekspedycji do Tybetu oraz duchowego przeobrażenia bolszewizmu w jakiegoś rodzaju nowy, spirytualny byt…

1 2 3 4

Baron Ungern odpowiada odmownie na wszystkie propozycje. Przynajmniej tak mówi oficjalna historia. W Nowonikołajewsku urządzono pokazowy proces barona Ungerna – Sternberga. Po wydaniu wyroku, za próbę obalenia rewolucyjnej władzy bolszewików 15 września 1921 roku, baron został rozstrzelany. Umarł Bóg Wojny… Ale czy bogowie w ogóle umierają? – zapytacie z niedowierzaniem, i będziecie mieć całkowitą rację. Oni mogą odejść, ale umrzeć nie mogą.

 Do dziś w religijnych kręgach mongolskich i buriackich krąży następujące podanie:

„Z północy nadszedł biały wojownik i poderwał Mongołów, wzywając ich by zerwali niewolnicze łańcuchy, skuwające ich swobodną ziemię. W tego białego wojownika wcielił się Dżyngis-chan, i przepowiedział on nadejście jeszcze większego od siebie…”

Chodzi o Dziesiątego Awatara, Mściciela, Tryumfatora, Groźnego Sędziego. Różne tradycje nazywają go różnymi imionami. Nie zmienia to jednak istoty rzeczy. Klęska „naszych” to tylko eschatologiczna iluzja. Poddawanie się jej jest niemoralne. Naszym zadaniem jest wytrwać do końca. Nieważne że przegramy wszyscy do ostatniego i stracimy wszystko co jeszcze można stracić… Naszym honorem jest Wierność.

3Rzucić wyzwanie przeznaczeniu ciemnych wieków – w samym tym geście zawiera się już najwyższa nagroda. A nieco później nadciągną też i mściciele…Ostatni Batalion…Okrutne Łowy Jednego…Siła „naszych”. Ze złotym sztandarem, na którym lśni czarna runa UR – znak Kosmicznej Północy – osobisty sztandar Boga Wojny, barona Romana Fiodorowicza Ungern – Sternberga. Zwiastuna Awatara.

Postscriptum

Piotr Wrangler, generał porucznik armii Imperium Rosyjskiego, tak opisuje barona Ungera – Sternberga:

„Średniego wzrostu blondyn, chudy i pozornie wątły, ale żelaznego zdrowia i energii, Ungern żyje wojną. Nie jest to oficer w powszechnie przyjętym znaczeniu tego słowa, jak że nie tylko nie zna najbardziej elementarnych przepisów i podstawowych zasad służby, ale nieustannie popełnia wykroczenia zarówno przeciwko dyscyplinie zewnętrznej, jak i wychowaniu wojskowemu – jest to typ partyzanta amatora, łowcy tropiciela śladów z powieści Mayne – Reida. Obszarpany i brudny, śpi zawsze na podłodze, wśród Kozaków z sotni, jada ze wspólnego kotła i mimo, że wychowany w dostatku i komforcie, robi wrażenie człowieka, któremu zupełnie na nich nie zależy. Na próżno próbowałem przekonać go o konieczności zadbania przynajmniej o wygląd zewnętrzny”.

Inny ważny oficer armii Carskiej Władimir Aleksandrowicz Kislicyn, takimi słowami wspomina Ungera – Sternberga:

Często się zdarzało, że siedział ze mną do czasu, aż przyszła moja żona lub inna dama. Po ich przybyciu starał się jak najszybciej pożegnać i wyjść; nie znosił towarzystwa kobiet”.

Natomiast Antoni Ferdynand Ossendowski w książce pt. „Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów”, przytacza słowa Ungera – Sternberga na temat rewolucji komunistycznej:

„Miałem zamiar założyć w Rosji zakon wojskowy buddystów. Po co? – Dla obrony moralnej ewolucji ludzkości od zgubnych wpływów rewolucji, gdyż jestem tego zdania, że postęp ewolucyjny prowadzi do ideału, tj. bóstwa, rewolucja zaś po gwałtownym skoku naprzód wstrzymuje rozwój i prowadzi wstecz do zezwierzęcenia”.

 

 

 

 

Korea Północna

Wielu z was pewnie miało niekiedy objawy oświecenia w sprawach polityki lub ekonomii i wypowiedziało te słowa  – Jak mogłem/mogłam dać się nabrać na takie numery ? Istnieje wspólny mianownik pomiędzy wojną w Donbasie i kwestią Korei północnej, gdzie trwa walka wielkiego  kapitału światowego wycelowanego w zdławienie idei komunistycznej obecnej ciągle w Korei północnej i odradzającej się na Ukrainie. Swoim krytycznym i podejrzliwym myśleniem, odkryłem dość niedawno powód konfliktu na Ukrainie, w którym absolutnie nie chodzi o próbę zniszczenia Putina i Rosji lecz jest to wspólna walka Rosji, USA, zachodu przeciwko odradzającej się idei komunistycznej w Doniecku, Ługańsku, w Donbasie! ( wkrótce napiszę obszerny felieton dotyczący tej sprawy i myślę, że otworzę wam oczy na prawdę o Ukrainie i Rosji )

Dziś chcę się trochę skupić na Korei północnej.
A więc głównym państwem trzymającym w szachu Koreę północną są Chiny, następnie USA i Rosja a także elementy polityczne w samej Korei południowej, również Japonia angażuje się w dalsze osłabienie Korei płn. Chiny wbrew utartej opinii nie są komunistyczne w żadnym większym stopniu, oprócz widocznych zewnętrznych elementów, jak czerwona flaga i inne drobne błahostki, natomiast Chiny są czysto kapitalistycznym państwem, bojącym się jak ognia prawdziwej idei i ustroju komunistycznego, który zagraża Chinom ze strony małej Korei północnej. Chiny są najbardziej zainteresowane dalszą ekonomiczną blokadą Korei północnej i za kurtyną razem z USA i Rosją prowadzą walkę w celu zniszczenia Korei północnej i idei komunistycznej.

Cały świat jest zalewany skrajnie anty Koreańską propagandą i tworzy się najbardziej wymyślną indoktrynację w celu zohydzenia światu idei komunistycznej pokazując tłuszczy zachodniej przykład małej Korei północnej i jej rzekomej biedy, spowodowanej przez zły komunizm! Trwa nieustanna kampania, wojna medialna skierowana przeciwko człowiekowi i trwałemu zniszczenia w ludzkich umysłach idei równości i sprawiedliwości społecznej. To poskutkowało już prawie automatycznym, odruchowym, instynktownym wstrętem całej ludzkości do Korei północnej i każde kłamstwo, nawet to idiotycznie prostackie na temat przywódców politycznych Korei północnej przejdzie do świadomości publiki bez żadnego oporu i krytycznej myśli.
Nie będę dziś obalać zachodnich, Chińskich, Rosyjskich i innych mitów medialnych dotyczących Korei północnej bo jest to opcja z góry stracona na porażkę, ale nadmienię tylko jeden przykład tej nagonki medialnej świata na przywódcę Kim Dzong Un, która pomimo oficjalnego zachodniego dementi i przyznania się do jej spreparowania i sfałszowania, zakorzeniła się w świadomości światowej opinii jako prawda i moja obiektywność w tej kwestii na pewno spotka się z waszym niedowierzaniem…No bo przecież pokazywali w TV jaki strasznie krwawy i okrutny jest przywódca Korei północnej i tzw. prawdziwe filmy dokumentalne, najlepiej Niemieckie i Francuskie pokazywały okropieństwo życia w tym kraju !

Na początku sam wierzyłem w rzetelność tej historii, ale na szczęście włączyłem swój mózg i myślałem krytycznie. Ten „fakt” medialny dotyczył rzekomej egzekucji na jakimś ważnym urzędniku lub krewnym Kim Dzong Un, podobno wykonano egzekucję na nim poprzez umieszczenie ofiary w klatce z wygłodniałą watahą psów w środku. Tą informację drukowano najpierw w Chińskich gazetach a później tak tłusty kąsek informacyjny, obleciał cały glob ziemski  szybkością światła, lecz po kilku miesiącach okazało się, że sprawa z egzekucją była czystym wymysłem tej właśnie Chińskiej gazety, ale fałsz i obłuda powtarzana setki, tysiące razy w mediach jak to podobno mówił Goebbels i Geremek, przeistacza się w prawdę.

Korea północna jest bardzo osamotniona i ze strony niby komunistycznych Chin, Korea północna odczuwa największe restrykcje handlowe i ekonomiczne. Chiny ślą pod adresem Korei północnej największe, wręcz fantastyczne kalumnie, obelgi i zmyślony horror, który jest podchwytywany przez ogół światowej prasy, mediów i wyświetlany zahipnotyzowanej publice w Telewizorach. Przydała by się wam chociaż podstawowa wiedza geograficzna regionu Azjatyckiego i wokół Korei północnej,  bo dopiero wtedy możecie dostrzec, komu jest najbardziej na rękę stłumienie i zniszczenie Korei północnej a za wszystkim stoi USA i jej przyjaciele tj. Chiny, Rosja i oddany pies Ameryki, Japonia. Bezpośredni sąsiedzi Korei północnej i mocarstwa nuklearne: kapitalistyczne Chiny, a przede wszystkim kapitalistyczna Rosja, są żywotnie zainteresowane zduszeniem Korei północnej. Z tego względu Rosja prowadzi obecnie zbrojną walkę na zachodzie, przeciwko odradzającemu się komunizmowi na Ukrainie w Donbasie, toczy wojnę informacyjną przeciwko komunistycznej Korei północnej na dalekim wschodzie i ze smutkiem muszę przyznać, że władze Rosji prowadzą trzeci front a mianowicie, za wszelką cenę likwidują u siebie wciąż żywą pamięć w sercach milionów Rosjan o latach komunizmu. To co wygląda na walkę, spory, sankcje, animozje pomiędzy Rosją a zachodem jest gigantyczną iluzją, w rzeczywistości USA i zachód z władzami Rosji ściśle kooperują !

Chociaż Ameryka jest oddalona tysiące km od Azji, ona jako główny pasożyt i pijawka świata  broni się przed największym zagrożeniem w obliczu którego stoi jej kapitalistyczna pseudo cywilizacja, a nim jest odradzający się komunizm w świadomości wielu ludzi na ziemi. Rożnymi metodami i w rożnych formach co kilkanaście lat odradza się idea komunistyczna jak nie w Afryce to w Ameryce południowej, na Bliskim wschodzie lub Azji. Ostatnimi przykładami renesansu komunizmu była Libia, Irak, Afganistan, Jugosławia i jak widzieliśmy zostały te państwa unicestwione, natomiast Syria bezustannie jest bombardowana przez Amerykańsko/NATO-wskie szwadrony śmierci (tzw. państwo islamskie) Natomiast komunistyczna Kuba niedawno się poddała i pieniądz zwyciężył nad rozumem, na Kubę wróci Amerykański burdel, kasyna, mafia i wyzysk. Jeszcze tylko komunistyczna Korea północna trwa, pomimo nałożonych na nią radykalnych restrykcji handlowych i ekonomicznych, które powaliły by każde jedno państwo kapitalistyczne już dawno na łopatki. Korea północna się nie poddaje, bo zwyciężył człowiek, zwyciężył rozum i skromność a siła rozumu jest silniejsza od każdej broni jaką wytoczy USA, zachód z Chinami i Rosją przeciwko ludziom dobrej woli. Nie zaprzeczę że w Korei północnej sytuacja ekonomiczna jest zła, ale na pewno nie do tego stopnia co pokazuje światowe ścierwo medialne.

Głosy rozsądku i dążenia do równości społecznej coraz bardziej dają o sobie znaki, dlatego tyle konfliktów, one są bezpośrednią pochodną coraz bardziej pogłębiających się różnic społecznych, ponieważ chciwość elit światowych nie zna umiaru i swoją ślepą, niepohamowaną rządzą pieniądza zniszczą samych siebie a my zarażeni podobnym łakomstwem pójdziemy z nimi na dno. Ale przecież miliarderzy i elity świata są na tyle mądrzy i powinni to wiedzieć, że nie mogą doprowadzić do całkowitego upadku swoich żywicieli tj. społeczeństwa na dole piramidy, bo tym samym piszą na sobie wyrok śmierci ? Niestety myślę, ze pieniądze i żądza bogactwa odebrały tym na górze i na dole piramidy całkowicie rozumy i stoimy na progu zagłady ziemi. Współpraca, równość czyli Komunizm albo Kapitalistyczna śmierć, przed takim dylematem jest cała ludzkość świata.

Indie – Największa demokracja świata i „Tygrys” Azji

W dzisiejszym wpisie umieszczam link aby zobrazować nim ostrzeżenie dla Polski i Polaków co nas czeka w demokracji i kapitalizmie na przykładzie podobno świetnie rozwijających się Indii. Większość ludzi patrzy na kapitalizm przez pryzmat Niemiec, Skandynawii, Francji lub przez pryzmat coca coli/hamburgera lub nowego iphona  ale nie łudźcie się, nasze życie wkrótce zmieni się w kompletny koszmar na wzór Indii. Ten tzw. nowoczesny kapitalistyczny, demokratyczny świat to zaledwie 5 % ogółu ludzkości  wykorzystujący Indie, Afrykę, Amerykę południową i Europę wschodnią. Obywatele tych państw i kontynentów żyją w kompletnym szambie ale …..demokratycznym

Wyjątek stanowią komunistyczne Chiny które pomimo wielkiej ilości obywateli potrafiły w jakiś sposób zapewnić ludziom w miarę stabilne i godne życie a tym wybitnym przykładem dobrego systemu był komunistyczny Związek Radziecki.

Indie znakomicie ilustrują kapitalistyczną nędzę i rozpacz a sądzę, że ci obecnie bardzo biedni ludzie w dawnych czasach mieli wysoko rozwiniętą kulturę ale jednak  absolutny fanatyzm religijny  i wpływ Angielskiego kolonialnego feudalizmu spowodowały kompletny upadek niegdyś wielkiej cywilizacji Hinduskiej. Mówi się że biała rasa pochodzi z Indii i że nasze DNA jest ściśle powiązane z DNA hindusa a także widać gołym okiem, że twarze Hindusów (pomijając ich ciemną karnację skóry) przypominają  rysy twarzy białego człowieka, lecz po bliższym zapoznaniu się z faktami nie chce mi się wierzyć, że my i hindusi mamy coś wspólnego z wyjątkiem podobnie ogłupiających religii i tępej wiary w zbawienną rękę wolnego rynku. Wychodzi na to że religia jest głównym źródłem całego zła.

Chcecie zobaczyć efekt niepohamowanej fanatycznej religii i apokalipsę kapitalizmu ? Tego wam  TVN ani Onet nigdy nie pokaże.  Zapraszam więc do obejrzenia poniższego linku (uwaga drastyczne zdjęcia) W Indiach kapitalizm osiągnął punkt szczytowy ludzkiego upodlenia a religia Hinduska jak chrześcijańska zrobiła z ludzi prawdziwe zombie.

http://www.chinasmack.com/2010/pictures/filthy-india-photos-chinese-netizen-reactions.html

Czy USA dobierze się do Chin poprzez „demokratyzację” Tybetu?

Wszystko wskazuje na to, że już w niedalekiej przyszłości Chiny będą mieć kłopoty z Tybetem który ma zostać zdemokratyzowany przez USA.
Rzucą jankesy na Tybet trochę dolców, gumę do żucia, hamburgery i Tybetańskie cymbały jak na Ukrainie wyjdą na ulice by domagać się kapitalizmu no i w ten sposób tępy lud będzie użyty aby zniszczyć Chiny i wprowadzać oczywiście dupokrację.
USA użyją Tybetu w ten sam sposób jak używają Ukrainy by dobrać się do Rosji.
Przywództwo Chin i Rosji dobrze wie co jest grane i na pewno obydwa kraje zaszachują USA ale znowu będzie zamieszanie, wiele tysięcy ofiar, prowokacje z samolotami i inne.
(Chiny już miały kiedyś namiastkę tzw. kolorowej rewolucji na placu Tiananmen w latach 80tych, a wieku 19-stym Chiny były całkowicie rozwalone przez zachód, patrz tzw.” Wojny Opiumowe”)

Sprawę z Ukrainą i samolotem odłożę na inny felieton bo nie połączyłem jeszcze do końca wszystkich faktów a dzieją się na Ukrainie rzeczy przełomowe które wpłyną na zmianę strategiczną w całej Europie a może i reszcie świata .Zmiany na lepsze ale póki co będą jeszcze ofiary i niestety prowokacje zachodu typu ostatniej – samolotowej.

Tybet …to zbieranina fanatyków religijnych typu Polskiego – katolskiego..
Ci z Tybetu też mają swojego „papieża” jakiegoś tam dupka Dalaj Lame uśmiechającego się zawsze pajaca, mającego miliony fanów(kobiet) na zachodzie .Facet jest kochany przez naiwnych debili zachodnich a w reszcie świata azjatyckiego Dalaj Lama jest znienawidzony za swój serwilizm wobec zachodu i obłudę. Podobno Lama wyznaje religię/filozofię Buddyjską ? W Buddyzmie jak wiemy podstawa to nie zabijanie i wegetarianizm, „ale co wolno wojewodzie to nie Tobie smrodzie”
Dalaj Lama wcina mięsiwo aż się kurzy. Nie wierzyta? to se wyguglujta i poczytajta !

Dali-Lama-and-Pope-John-Paul-II19860202-dalai-lam_1880468i

Ten cały Bóg Lama to pasożyt pokroju papieży i innych szejków, rabinów i całej tej hołoty monarcho-religijnej.
Co do samej Religi/filozofii Buddyjskiej to mam ją tak samo głęboko w dupie jak ten cały mojżeszowo/jezusowy śmietnik. Jedyne co jeszcze daje duży plus buddyzmowi to ten wegetarianizm, a reszta ? toż to jeszcze gorsze poniżenie i serwilizm aniżeli judaistyczne piekło ( chrześcijaństwo i muzułmanizm)

Fakty są takie, że Chiny przejęły Tybet w latach 50 tych bo widziały co się wyrabia u ich granic i wprowadziły tam względny porządek, przede wszystkim dość dobrze dały w czapę wszystkim tym pasożytom religijnym od mnichów po Lame który musiał się ewakuować z całym dworem i dolarami do Indii. Indie ? to jest dopiero burdel na kółkach, znaczy się demokracja! żydowskie kukły w TV i eksperci od ich pseudo ekonomii wmawiają naiwnym, że Indie to prawdziwy tygrys gospodarczy, tłumacząc na język zrozumiały: Indie to kompletne dno, 4 świat albo gorzej ale demokratyczne.

Wracając do Tybetu za Lamów przed inwazją Chin.
Gdyby nie Chiny to te chciwe debile Lamy rozebrali i sprzedali by nawet Himalaje żydowskim spekulantom z Wall street..
Skąd u was tak fascynacja wszystkim co z Tybetu ? Bo wam zasrana TV wmówiła, że życie za Lamy w Tybecie było rajem, prawdziwym Szangri – La. Tak ! może i było rajem ale dla kasty religijnej i milionów mnichów z bogiem Lama na tronie ( identyko jak obecnie z milionami kleru w Polsce) Ta buddyjska szarańcza żerowała na ludzkiej pracy i utrzymywała ludność w feudalizmie gdzie za byle przewinienie można było stracić rękę, oko lub żywot !
W Tybecie klasztor na klasztorze, namnożyło się tych pasożytów mnichów tyle, że w końcu Chiny musiały zareagować. Chiny weszły, wprowadziły zdrowy rozsadek, edukację, uprzemysłowiły ten prymityw i na razie jest spokojnie ale hieny z USA już szkolą w Indiach miliony łysych pał uzbrojonych w paciorki pod przywództwem zawsze uśmiechniętego sprzedajnego pionka Dalaj Lamę ( „nasz” Wojtyła)..To wszystko przypomina mi obecną Polskę, seminaria trenują miliony pedofilii/czarnoksiężników w sukmanach i rzucają ich do Polskich szkół, przedszkoli a te wampiry piorą dziecięce mózgi i nie tylko.

Konkluzja:

  • Chiny nie będą się patyczkować z nawiedzoną religijnie hołotą i tym pajacem Dalaj Lamą.
  • Rosja mimo pozornej akceptacji cerkwi tak naprawdę też ma głęboko w dupie religijnych pasożytów i całą tą żydowską jezusową farmazonade.
  • Syria również ma dość tych nawiedzonych debili muzułmańskich i jak widzimy ostro tępi to kurewstwo.
  • A Polska na odwrót, im gorzej w kraju tym niżej nawiedzony Polak się kłania przed Panem biskupem lub innym rabinem.

Nie będzie ataku na Iran. Religia ponad wszystko, nawet ropę

Dopóki Iran jest państwem, religijnym dopóty ani USA ani Izrael nie zaatakuje Iranu. Całe to bicie piany o Irańskiej bombie to pic na wodę. Iran o tym dobrze wie ba! Powiem nawet tak że władze Irańskie współpracują z Izraelem. Psy syjonizmu zaatakowały świecki, postępowy Irak, Syrię, Libię bo ( te państwa połapały się o co chodzi w Religi żydowskiej – islamie i powoli odchodziły od muzułmanizmu lub powoli usuwały religię z życia politycznego co spowodowało że te kraje w zdecydowany sposób polepszyły swoją ekonomię, życie społeczne itd ) i trzeba je niszczyć.

Państwa gdzie judaizm w postaci islamu kwitnie jak A. Saudyjska, Bahrajn, Kuwejt (ultra feudalne królestwa religijne) są pielęgnowane przez Izrael lub bezpośrednio rządzone przez Izrael. Bo widzicie judaizm w postaci islamu i chrześcijaństwa są religiami mamony pochodzącymi bezpośrednio od tej niby starszej judaizmu a w tej Religi forsa liczy się ponad wszystko i ważny aspekt żydowskie religie promują tzw. naród żydowski jako wybrany przez samego Boga. Jeżeli państwa arabskie świeckie nie zostały by zniszczone wtedy Izrael znalazł by się w prawdziwych opałach, system pieniężny świata uległ by wstrząsowi i ogólnie świadomość uległa by zmianie na lepsze – świadomość że forsa to nie cel życia ludzkości a forsa jest całym credo żydowskiej Religi i jej pochodnych chrześcijaństwa, islamu.

A więc można spać spokojnie ataku na Iran nie będzie dopóki nie wykształci się tam świecki system władzy. Gdy taki ruch w Iranie powstanie wtedy macie na bank pewną interwencję „pokojowo-demokratyczną” USA psa gończego izraela, a Polacy też chętnie pojadą przelewać krew za swojego starszego brata w wierze. Wystarczy że rabin w sukience ksiądz poświęci karabin wtedy Polskie mięso armatnie ruszy tam gdzie Pan wskaże. Zaiste ogłupieli Polacy przez te ostatnie 25 lat. Amen. Do następnego.

P.S. Nie chodzi też o żadną ropę ale jak pisałem o utrzymanie świata arabskiego w kajdanach  Religi pieniądza i wbijanie w mózgi miliardom ludzi pojęcia o narodzie wybranym. Dlatego też żydowski kapitalizm dozbroił Hitlera by ten za wszelka cenę zniszczył komunizm (ruch wyzwolenia ludzkości) – największe zagrożenie jakie istniało dla żydowskiego feudalnego systemu .Gdzie się komunizm narodził? W Rosji, a komunizm czyli gromada, braterstwo, równość była naszym Słowiańskim pradawnym systemem społeczno- gospodarczym który niestety został zniszczony przez żydowski kościół ale ! w Rosji duch Słowiański przetrwał w największym stopniu dlatego to tam powstał nowoczesny komunizm inaczej renesans Słowiaństwa i w Rosji on na nowo powstanie ! Dlatego też obecna Rosja jest tak demonizowana przez cały zachód który służy Izraelowi, ponieważ Hitler należał do nich. Rosja nigdy. Temat II wojny opisze w niedługim czasie bo to arcyciekawe wydarzenie tragiczne w głównej mierze dla nas Słowian !

P.S. Powie mi ktoś że przecież religia muzułmańska nauczyła arabów np. bycia miłym dla gości. Bzdura! Arabowie od zawsze byli wobec podróżnych, wobec gości bardzo otwarci i pomocni .Podobnie mówią że religia chrześcijańska nauczyła ludzi miłości do bliźniego Taaak?? To następny nielogiczny farmazon. Gdyby nasi przodkowie nie znali miłości, poszanowania bliźniego to by ulegli samozagładzie i to dotyczy każdej cywilizacji .Zobaczcie na obecnych przykładach religijnego neokolonializmu w Afryce lub w innych miejscach świata ..Tam gdzie przychodzi religia chrześcijańska lub muzułmańska tam zaraz przychodzi kult pieniądza, konflikt, cierpienie . Religie wspierają kapitalizm, szczurzą konkurencję, kult jednostki, podział klasowy natomiast komunizm wspiera edukację, zdrowy rozsądek, braterstwo, równość.

P.S A ateistyczny zachód gdzie prawie nikt nie chodzi do kościołów ? Odpowiem tak : zachód nie jest ateistyczny, ludzie  nie chodzą do kościołów – zgoda ale wierzą we wszystkie wyssane z palca historie o Bogu , Jezusie, Mojżeszach, cudach i najważniejsze:  wierzą w bajdy o Narodzie wybranym.  Dlatego nie można mówić że dany naród jest ateistyczny bo nie uczęszcza na msze. Nie chodzić do kościołów a wierzyć – to jest właśnie cały trik  i na tym polega tzw. ateizm w krajach zachodnich .Wiele razy można spotkać się z opinią że :  ten lub tamten ksiądz lub jakiś  kardynał, biskup  jest zły, niedobry ale człowiek to mówiący zaraz doda  coś takiego:  ja nie wierzę w księży w kler ale wierzę w biblijne i nowo testamentowe historie.  No i macie jak na tacy do czego doprowadziło pranie mózgów.