Azja

Jedzą, piją, lulki palą

Chodzą słuchy, że Rosja wspomaga militarnie partyzantów Talibańskich w Afganistanie, czemu rząd Rosyjski kategorycznie zaprzecza, ale przypuszczam że Rosja jednak wspiera Talibów i jest to podyktowane, żywotnym Rosyjskim interesem narodowym w kontekście walki przeciwko narkomanii.

Warto więc przypomnieć, że gdy Talibowie rządzili Afganistanem, zlikwidowali w całym kraju uprawę maku na opium, a głównym rynkiem odbioru tego narkotyku była Rosja, i miliony młodych Rosjan pogrążało się wówczas w uzależnieniu, ale dzięki Talibom sytuacja uległa znacznej poprawie i miękkie podbrzusze Rosji zostało zabezpieczone. Ten stan rzeczy nie trwał jednak długo.

W 2002 roku Talibowie tracą władzę i siły wojskowe NATO przejmują kontrolę nad większością Afganistanu, i obecnie uprawy maku są większe niż kiedykolwiek w historii Afganistanu i uzależnienie narkotykowe zbiera w Rosji znowu śmiertelne żniwo i niszczy młodą tkankę narodu rosyjskiego.

Trudno sprecyzować czy ponowne zaangażowanie Rosji w Afganistanie, przyniesie oczekiwane rezultaty i uprawy maku znikną, ale kilka faktów przemawia na korzyść Rosji. Świat, a zwłaszcza bezpośredni sąsiedzi, bardzo Rosję szanują, ponieważ współczesna Rosja, na zawsze pożegnała się z nihilistycznym i ateistycznym ustrojem komunistycznym i stopniowo wraca do wyższych idei ponadmaterialnych, z naciskiem na rozwój duchowy.

Rosja jest państwem multi etnicznym i era komunizmu przyniosła śmierć i zniszczenie wielu narodom komunistycznej Rosji, ale wszystko zmieniło się jak w kalejdoskopie po 1991 roku, i stosunek chrześcijańskiej i kapitalistycznej Rosji do sąsiadów i republik, coraz bardziej przypomina tolerancyjny okres rządów Carskiej Rosji w związku z czym, nawet muzułmanie z Czeczenii, którzy potwornie ucierpieli z rąk Stalina, są obecnie bardzo lojalni wobec Moskwy i nie ulega wątpliwości, że Talibowie również do nowej Rosji są dobrze nastawieni i z pewnością jej pomogą.

Niedawny śmiertelny wróg Rosji, jest obecnie jej sprzymierzeńcem i nic bardziej Rosji by nie ucieszyło, jak ponowny powrót Talibów do władzy, bo oprócz likwidacji upraw maku, można śmiało powiedzieć, że Talibowie są kompasem moralnym dla zepsutego i zgniłego świata zachodniego, do którego Rosja poniekąd się zalicza.

Talibowie są ponadto doskonałymi żołnierzami i zachodzi nurtujące pytanie, skąd się wzięła niesamowita odwaga i waleczność tych ludzi ? W żyłach Afgańczyków płynie Macedońska krew, a jest to ściśle związane ze zdobyciem tego regionu w antycznych czasach, przez niezwyciężone armie Aleksandra wielkiego. Tysiące Macedońskich żołnierzy postanowiło wówczas tam się osiedlić i nawet do dzisiaj, wielu współczesnych Afgańczyków ma Europejskie rysy twarzy, blond włosy oraz niebieskie oczy i jestem pewien, że oni nigdy nie złożą broni.

Skoro Afgańczycy są po części Macedończykami, to jest w nich także cząstka Słowiańska, aczkolwiek wyznają religię muzułmańską i ten aspekt przypuszczam dał im najwięcej siły. Pomieszały się geny oraz wyznania i stworzyły Talibów i mamy przykład jak kiedyś walczyli Słowianie.

Pod pretekstem walki z terroryzmem, siły zachodnie uderzyły zatem na Afganistan i okupują ten kraj do dnia dzisiejszego i większość ludzi sądzi, że zachód prowadzi szlachetną i heroiczną walkę przeciwko bardzo złym Talibom, którzy są odpowiedzialni za zamachy terrorystyczne 09 września 2011 roku w USA, i za większość tragedii i kataklizmów jakie nawiedziły ziemię.

Nic bardziej błędnego, ponieważ wojna w Afganistanie jest tak naprawdę konfliktem wymierzonym w samą Rosję, ale tym razem nie chodzi o militarne osłabienie Rosji, lecz o ponowne zalanie Rosji narkotykami i Afgańskie opium jest bardzo skuteczną bronią zachodu przeciwko Rosji. Jeżeli spojrzymy z perspektywy historycznej, to opium zostało już raz wykorzystane przez zachód w połowie 19 wieku w Chinach, i taktyka okazała się strzałem w dziesiątkę.

Aby osłabić i ostatecznie zdobyć Chiny, zachód a dokładnie rząd Brytyjski, zaczął eksportować do Chin rożnymi kanałami, gigantyczne ilości opium notabene również z Afganistanu znajdującego się wówczas pod kontrolą korony Brytyjskiej i miliony Chińczyków w narkotykowym otępieniu, nie była zdolna podjąć walki w obronie ojczyzny. Wprawdzie rząd Chiński stawiał twardy opór i wybuchły dwie tzw. wojny opiumowe, niemniej Chiny konflikt sromotnie przegrały i niepodległe państwo środka przestało de facto istnieć. Na marginesie warto dodać, że główną rolę w handlu opium odgrywał wtedy żyd Dawid Sassoon i jemu należy się tytuł, pierwszego światowego barona narkotykowego.

W późniejszym rozczłonkowaniu Chin brały udział wszystkie ważniejsze potęgi zachodnie w tym USA, Francja, Niemcy, Włochy, Portugalia i paradoksalnie nawet Carska Rosja zagrabiła kilka części Chin i obecnie w 21 wieku, za błędy ojców Rosjanie muszą płacić ogromną cenę, a karma to bezwzględna suka. Hong Kong, Szanghaj i wiele innych miast oraz regionów w Chinach, były do niedawna tzw. perłami w koronie imperium Brytyjskim, które zostały zdobyte narkotykami i bardzo podejrzliwa i nieufna natura rządu Chińskiego wobec zachodu, jest jak najbardziej uzasadniona.

Do tego stopnia Azjaci są podejrzliwi w stosunku do przedstawicieli państw zachodnich, że określają nas mianem „białych diabłów” i jeżeli weźmiemy pod uwagę nie tylko narkotyki, które w kilku państwach Europejskich i w niektórych stanach USA są już legalne, ale też legalną pornografię, aborcję, to oni powinni postawić na swoich granicach nowy Chiński mur, ale na sto metrów wysoki.

Azjaci wyciągnęli prawidłowe wnioski z lekcji z historii i znakomicie się orientują, jak groźne dla przyszłości narodu są wszelkiego rodzaju narkotyki w związku z tym, bezwzględnie karają przemytników oraz handlarzy i nawet za minimalną ilość opium, heroiny lub haszyszu można trafić w Azji za kratki na dożywocie, natomiast przemytników większych ilości narkotyków, ustawiają przed plutonem egzekucyjnym i rozstrzeliwują.

Pomiędzy bajki zatem włóżmy całą oficjalną narrację zachodu wobec wydarzeń związanych z wojną w Afganistanie, ponieważ wojska zachodnie strzegą i pilnują upraw maku przed Talibami, ponadto samoloty transportowe NATO przerzucają setki ton opium rocznie, między innymi do Polski i te rzekome więzienia dla Talibów w Klewkach, były i nadal są znakomitą przykrywką pod ten proceder.

Bardzo bliski odkrycia prawdy do czego służyły rzekome więzienia dla Talibów w Polsce, był nieżyjący już Andrzej Lepper z Samoobrony i naraził się z tego powodu wielu ważnym Polskim politykom zamieszanych w przemyt. Z pewnością Lepper doszedł by do ostatecznej konkluzji, że nie tylko więzienia, ale wszystkie ważniejsze lotniska i placówki wojskowe w Polsce są zamieszane w szmugiel Afgańskiego opium na gigantyczną skalę i mógł by tą hipotezę nagłaśniać, co by rozniosło się wielkim echem w prasie i mediach, bowiem Lepper miał wówczas spore poparcie narodu.

Lepper jednak tak daleko się nie posunął, aczkolwiek żywy był zbyt niebezpieczny dla mafii i w 2011 roku został zamordowany. Podejrzewam, że katastrofa rządowego Tupolewa na pokładzie którego znajdował się praktycznie cały sztab sił zbrojnych, oraz tajemnicza śmierć wysokiej rangi oficera Polskiego wywiadu pułkownika Petelickiego w 2012 roku, miały na celu wyeliminowanie niewygodnych świadków.

Społeczeństwa zachodnie i naród Polski, są niszczone cichą bronią alkoholową i co sto metrów w Polsce jak grzyby po deszczu wyrosły sklepy monopolowe, ale niebawem do alkoholu dołączy pełna legalizacja marihuany, ale to nie koniec, ponieważ wkrótce państwa zachodnie przyznają obywatelom tzw. minimalny dochód gwarantowany i skrystalizuje się dosłowna utopia i możemy wówczas zgasić światło w cywilizacji białego człowieka, bo ludzie będą pić, skręty palić i siedzieć na dupach i od wewnątrz gnić.

Dasz im palec, a oni wezmą rękę i po legalizacji marihuany motłoch będzie się domagać legalizacji twardych narkotyków i przyjdzie wówczas śmierć całych narodów. Holokaust ludzi już de facto trwa na zachodzie w formie aborcji i proszę spojrzeć jakimi etapami, ten bestialski proceder został prawnie usankcjonowany, a wszystko zaczęło się od przyznania kobietom tzw. równouprawnienia, ale to im nie wystarczyło i cywilizacja zachodnia znajduje się obecnie na krawędzi przepaści, bo kobiety mordują swoje największe skarby.

Na koniec wrócę do alkoholu i jest z tą kwestią związany bardzo ciekawy i mało znany niuans historyczny. Gardzimy Rosjanami z wielu powodów i najbardziej razi nas ich domniemany alkoholizm i faktycznie współcześni Rosjanie piją bez umiaru, ale nie zawsze tak było, bowiem spożycie alkoholu w carskiej Rosji było najmniejsze z wszystkich państw białego człowieka. Naród rosyjski został rozpity do potęgi nie trudno się domyślić, przez komunistów i ten problem dotyka także nasze społeczeństwo i patologii społecznej z roku na rok w Polsce przybywa.

Wprawdzie Stany zjednoczone są bardzo zniszczone na płaszczyźnie moralnej i etycznej, niemniej tam również byli mądrzy ludzie i wiedzieli dokąd prowadzi alkohol i prohibicja alkoholu w latach 30 tych ubiegłego wieku, była najlepszym przykładem ukrytej mądrości Amerykanów. Istnieje nadzieja, że współczesna Ameryka powróci do jakiś konserwatywnych i zdrowych zasad obyczajowych, i pociągnie cały świat ku górze, albowiem Ameryka wyznacza światowe standardy w każdej dziedzinie i tą nadzieją, jest stroniący od używek i alkoholu abstynent Trump.

Alkohol jest nie tylko naszą Polską bolączką i generalnie wszystkich Słowian, lecz jeszcze więcej szkody wyrządził w Ameryce i jego spożywanie, doprowadziło do kompletnej zagłady Indian północnoamerykańskich w związku z tym, zakaz spożywania alkoholu w świecie muzułmańskim jest bardzo chwalebny i podziwiam wyznawców islamu, że oparli się tej podstępnej truciźnie. Mimowolnie, a może z premedytacją kościół katolicki popularyzuje alkohol wśród wiernych, rytuałem mszalnym z zamianą wody w wino i ewangeliami z podobnymi motywami, i mądre przysłowie: „Czym skorupka nasiąknie za młodu, tym na starość trąci”, najlepiej oddaje powagę sprawy.

Opium dla mas

Twórca komunizmu Karol Marks stwierdził, że religia jest opium ludu i w tym jednym punkcie komuniści mieli racje, ale ta uwaga przypuszczam odnosi się wyłącznie do religii Chrześcijańskiej, która oferuje ludziom duchowy narkotyk na każde zmartwienie i człowiek pragnie go więcej. Co prawda żadna religia nie jest idealna, ale w wyznaniu katolickim jest najwięcej niedorzeczności i brakuje w katolicyzmie ortodoksji, a nawet koniecznego fundamentalizmu i dosłownie wszystko u nas przejdzie, albowiem największe grzechy i złe uczynki rozgrzeszy absurdalna spowiedź święta.

Ponadto, ludzie nie mają już bladego pojęcia do czego się modlić, bo jest dość karkołomny koncept trójcy świętej, i Maryi przypisano status bogini, są setki świętych, jest nieomylny papież i w rezultacie, chrześcijaństwo w wydaniu katolickim nabrało cech pogańskich, a przydały by się nie budzące wątpliwości jasne przykazania i reguły oraz jeden męski Bóg, na którym człowiek mógł by skupić całą swoją uwagę i czerpać natchnienie.

Religia spełni pożyteczną rolę w życiu ludzi i zainspiruje ich do poprawy własnego charakteru, gdy Bóg do którego się modlą będzie żywy, ale przez religię chrześcijańską, ciągle przewijają się motywy związane z cierpieniem, torturami, śmiercią i najgorszy wpływ na ludzi, niesie ze sobą owcza śmierć Boga na krzyżu. Być może Boga nie ma, a jeżeli nie ma, to mężczyźni muszą go stworzyć na swoje oblicze i wtedy zwyciężą. Chrześcijańskim Bogiem jest jednak trup, symbolem narzędzie tortur krzyż, w wielu przypadkach kobieta Maryja przewyższa rangą boskości samego Jezusa i chrześcijanie są poddawani praniu mózgów przebaczaniem i spolegliwością.

Wszystko to razem ujęte w całość, doskonale wykastrowało mężczyzn z odwagi i jak byśmy mentalnie się nie gimnastykowali, to religia chrześcijańska jest niereformowalna, ponieważ antyteza rzetelnego męstwa w formie śmierci Boga na krzyżu, jest jej rdzeniem i nikt nie odważy się ruszyć tego fundamentu.

Na te bardzo negatywne aspekty religii chrześcijańskiej, zwrócił uwagę Adolf Hitler, notabene abstynent i zasłużony weteran I wojny światowej i słusznie mówił, że idealną religią Germańską jest tak naprawdę islam, ponieważ jest surowy oraz wymagający innymi słowy konkretny. Hitler szukał dobrego punktu odniesienia dla mężczyzn i wojownicza natura islamu, znakomicie zazębiała się z agresywnym charakterem Germańskim. Natomiast zniewieściałe i uległe chrześcijaństwo z elastycznymi zasadami moralnymi robi z mężczyzn ofermy, które boją się własnych kobiet jak ognia, a gdyby mieli stanąć twarzą w twarz do walki z partyzantami Afgańskimi, to by się ze strachu dosłownie zesrali. Być może obecne, ponowne zderzenie Chrześcijaństwa z Islamem, tchnie w chrześcijan odwagę, męstwo oraz umiar w spożywaniu alkoholu ?

Niemiec Marcin Luther, reformując kościół katolicki w 16 wieku, przywrócił zachodniemu Chrześcijaństwu, ponownie znamiona religii monoteistycznej i on pierwszy z szacunkiem odnosił się do islamu i twierdził, że protestantów z muzułmanami na płaszczyźnie teologicznej więcej łączy aniżeli dzieli, zaś wspólnym moralnym mianownikiem obu wyznań, był surowy zakaz uprawiana lichwy. Aczkolwiek, zmiany reformatorskie kilkaset lat później, przyniosły światu więcej strat niż korzyści i współcześni protestanci, z wyjątkiem ultra konserwatywnych Amiszów z ameryki północnej, niczym szczególnym nie różnią się od reszty chrześcijańskich hipokrytów.

Protestanci oczyścili religię Chrześcijańską z większości katolickich farmazonów i pozbawili Maryję boskości i na pozór sprawy szły w dobrym kierunku, lecz protestanci z biegiem czasu, przyznali kobietom prawo do głoszenia kazań z pulpitu i wynieśli na ołtarz ziemską kobietę. Protestantyzm był kamieniem węgielnym pod tzw. prawa kobiet, które na przełomie 19 i 20 wieku, przekształciły się w feminizm, a ten znowu był fundamentem demokracji oraz socjalizmu i na początku 20 wieku, na świat przychodzi zgniłe dziecko w formie komunizmu.

Wielki sentyment Hitlera do islamu, był z pewnością podyktowany kategorycznym islamskim zakazem udzielania kredytów na procent (Lichwy), która leży u podstaw całego światowego zła. Pod rządami Hitlera, III Rzesza zdołała uwolnić się od lichwy na kilkanaście lat i naród Niemiecki, osiągnął wówczas największy sukces ekonomiczny i gospodarczy w historii człowieka, ale gniew i zemsta międzynarodowego syjonizmu, za podniesienie ręki na finansowego cielca, była jeszcze większa i Niemcy w 1945 roku, zostały obrócone w pył.

Niemcy podczas II wojny stanęli po stronie dobra na kliku płaszczyznach równocześnie. Walczyli z największym wrogiem człowieka z lichwą i odnieśli sukces i uderzyli na drugiego śmiertelnego wroga ludzkości, na komunizm i Bóg powinien Niemcom pomóc. Niemcy posiadali oczywiście znakomity sprzęt, mieli najwyższej światowej klasy naukowców, zdolnych inżynierów i sumiennych robotników oraz bardzo odważnych żołnierzy, ale mimo tylu atutów, doznali druzgocącej klęski. Niemcom zabrakło ostatniego elementu, który zapewnił by im sukces, a mianowicie nie posiadali męskiego Boga wojownika i tu należy szukać przyczyn ich porażki.

Surowego, a czasem okrutnego Boga mieli jednak Żydzi i zmobilizowali do walki przeciwko Niemcom, potężną armię bezwzględnych komunistycznych gojów ze wschodu. Pragmatyczny Hitler zdawał sobie sprawę z tego, że wojna totalna będzie przebiegać w ramach biblijnej zasady: „Oko za oko, ząb za ząb”, a na wojnie takiego kalibru, nie można powoływać się na miłosierdzie Jezusa i na żadne inne zabobony z nowego testamentu. Hitler obiera więc za symbol narodowy Azjatycki znak szczęścia swastykę, kultywuje Germańską wyższość rasową i nosi się zamiarem zaszczepienia w Niemieckich żołnierzach, wojowniczego ducha religii muzułmańskiej.

W III Rzeszy Niemieckiej, krystalizuje się wówczas nowa religia, która odrzuca zniewieściałe wpływy chrześcijańskie i bierze wszystko co najlepsze z buddyzmu, wierzeń starogermańskich, islamu i Bogiem Niemców stał się de facto człowiek i paradoksalnie, nowa Niemiecka religia narodowa, nawiązała bezpośrednio do żydowskiego konceptu „narodu wybranego”. Ale rzekomy naród wybrany jest tylko jeden i Niemcy nie mieli szans, żeby z Żydami o ten tytuł rywalizować, ponieważ Żydzi stworzyli swój kult kilka tysięcy lat wcześniej niż Niemcy. Czas stał po stronie Żydów, którzy mieszaninę wierzeń egipskich, fenickich, sumeryjskich, greckich przelali na papier i tak powstała biblia, ich bóg oraz żydowski naród wybrany.

Pozycja biblii i słowa Bożego odnoszącego się wyłącznie do Żydów, jest na świecie niepodważalna i to dało tym ludziom wielką siłę przetrwania, ale na tym sukcesie żydowscy myśliciele nie poprzestali i na potrzeby gojów, wykreowali Jezusa i każdy naród lub społeczność raz nim zarażona gnije od wewnątrz, a zwłaszcza upada męstwo i duch wojownika. Natomiast chrześcijańskie kobiety czerpią natchnienie od Magdaleny i mogą wówczas uprawiać prostytucję, albowiem miłosierny i litościwy Jezus wszystko im wybaczy.

Piętą achillesową Niemieckiego wskrzeszenia narodowego, okazała się religia chrześcijańska, bo nawet tysiąc lat nie wyleczy ludzi z Jezusa i Niemcy z tego powodu przegrali. Można odnieść wrażenie, że światem rządzą obecnie Żydzi i biblia jest ich wykładnią moralną, ale czas również odbił piętno na judaizmie i powstało tam jeszcze więcej absurdów i głupot niż w chrześcijaństwie. Judaizm nabrał cech chrześcijańskich oraz katolickich i w judaizmie każdy grzech usprawiedliwi żydowski katechizm – Talmud. Sprawdza się więc antyczne powiedzenie, że kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie i Żydów dopadło przekleństwo religii chrześcijańskiej, którą paradoksalnie sami stworzyli.

Hipokryzja zwarta w judaizmie i w chrześcijaństwie nie uszła uwadze Arabom, którzy w 7 wieku, spisują najważniejsze prawa w bardzo logicznym i konkretnym Koranie i nie ulega wątpliwości, że w dużym stopniu bazowali na judaizmie, a nawet chrześcijaństwie, lecz pominęli i odrzucili resztę żydowsko/chrześcijańskich bredni i w ten sposób stworzyli żelazną księgę praw przyrody.

Chrześcijanie, a zwłaszcza katolicy po wyjściu z kościoła, do przykazań nie przywiązują żadnej wagi, a jeżeli przyjdzie refleksja i popełnione złe uczynki jednak zasmucą, to zawsze znajdzie się jakieś wyjście z sytuacji i najczęściej spowiedź rozwiąże dylemat, ponadto średniowieczne odpusty są w Polsce ciągle popularne, ewentualnie po śmierci chwilowy pobyt w przedsionku nieba, w czyśćcu wymaże grzechy. Całkowity brak odpowiedzialności za własne czyny cechuje wyznawców religii chrześcijańskiej, natomiast złamanie przykazań w islamie, wiąże się z surową karą tu na ziemi, a perspektywa zapłaty dłonią za kradzież nie jest ciekawa i ten kluczowy aspekt, wymusza na muzułmanach poprawę własnego charakteru i prowadzi do samodoskonalenia się.

Proszę pamiętać, że zakaz pobierania procentów od pożyczek, pochodzi od samego Boga i jest jednym z najważniejszych, jak nie tym głównym przykazaniem religii judaistycznej, chrześcijańskiej oraz muzułmańskiej, ale już tylko wyznawcy islamu, tej świętej zasady nadal przestrzegają i nie kradną. Muzułmanie nie piją zatem alkoholu, nie ćpają, są w finansach uczciwi, rządzą w ramach patriarchatu i teraz oni walczą o przeżycie, ale zwyciężą, ponieważ stoją po prawicy żywego Boga.

Postscriptum

Zaprawdę powiadam wam: Niemiecki geniusz technologiczny wzmocniony bezkompromisowym islamem, stworzył by największą potęgę w całym wszechświecie, ale jedna kwestia stanęła by na drodze, bo kto jak kto, Niemcy prędzej popełnili by zbiorowe harakiri, niż by mieli odmówić sobie piwa.

 

A.F. Ossendowski (1876-1945)

4f5a1118fcb36739114e6d787e0223d4Antoni Ferdynand Ossendowski (ur. 27 maja 1876 w Lucynie w guberni witebskiej w Rosji, zm. 3 stycznia 1945 w Żółwinie koło Milanówka). Jedna z najbardziej zagadkowych postaci polskiej literatury, człowiek, który przez swoje długie życie był pisarzem, podróżnikiem, szpiegiem, dziennikarzem, uczonym, żołnierzem, działaczem politycznym, anty komunistą i poliglotą władającym biegle 8 językami, wykładowcą kilku wyższych uczelni, członkiem Akademii Francuskiej i prezesem Towarzystwa Literatów i Dziennikarzy, pozostaje w całkowitym zapomnieniu. Kto z ludzi urodzonych po wojnie pamięta Ossendowskiego – polskiego pisarza, który ukrył skarby mongolskich mnichów? Przed wojną książki Ossendowskiego robiły prawdziwą furorę, a jego sensacyjna książka „Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów” była autentycznym światowym bestsellerem. Wydawano ją 142 razy i przełożono na 19 języków.

Kiedy Ferdynand Antoni Ossendowski wkroczył na literackie salony międzywojennej Polski, był już człowiekiem dojrzałym i mocno doświadczonym przez życie. Przeżył rewolucję w Rosji i brał udział w wojnie domowej po stronie białych. Sam z pewnością nie zdawał sobie sprawy, jak te wydarzenia zaważą na jego życiu, a raczej na śmierci. O tym bowiem będziemy mówić – o śmierci dziwnej i zagadkowej, o śmierci, która dokonała się zgodnie z przepowiednią, jak w antycznej tragedii.

oss2Przyjrzyjmy się jednak faktom: wybucha rewolucja w Rosji, Ossendowski, geograf i przyrodnik, absolwent Uniwersytetu w Petersburgu i paryskiej Sorbony, wyrusza na Wschód. Jest uczonym, pasjonatem, którego interesuje Centralna Azja, a szczególnie Mongolia. Tam przeżywa pierwszą metamorfozę – jeden obrót koła historii i dwóch rosyjskich oficerów przemieniło uczonego w awanturnika i żołnierza. Wobec wydarzeń takich jak rewolucja nie sposób przyjąć biernej postawy. Jest się za albo przeciw. Ossendowski był przeciw.

Na początku pobytu w Azji los zetknął go z postacią dziwną i tragiczną – z admirałem Kołczakiem. Został doradcą jego armii i członkiem utworzonego przez niego rządu. Kiedy bolszewicy rozbili tę armię i zlikwidowali rząd, Ossendowski przedostał się przez granicę mongolską i postanowił przemierzyć Azję Centralną, aby dostać się do brytyjskich posiadłości na południu kontynentu. W Mongolii spotkał barona majora Romana Ungern von Sternberg, bałtyckiego Niemca w służbie rosyjskiej, który zafascynowany kulturą Wschodu postanowił zrealizować fantastyczny i utopijny plan stworzenia wielkiego państwa mongolskiego, na którego czele wzorem Tamerlana czy Czyngis-chana stanąć miał on sam. Wbrew faktom i zdrowemu rozsądkowi Ungern von Sternberg ogłosił się chanem Mongolii.

Ossendowski doskonale znający geografię i miejscowe języki został jego zaufanym politycznym doradcą, ekspertem i osobistym powiernikiem. Polskiemu pisarzowi, „profesorowi” – jak nazywano go w oddziale – powierzono tajną misję nawiązania kontaktów z Pekinem, Japonią, a nawet z USA. Czy misja się powiodła? Nie wiemy, szczegóły i okoliczności tych wydarzeń do dziś pozostają tajemnicą. Równie tajemnicze są losy legendarnego carskiego skarbu przekazanego pod opiekę Ungerna przez generała Kołczaka. Skarb stanowiący kasę białej armii, dodatkowo uzupełniony przez lamaickie dobra i kosztowności z buddyjskich klasztorów, zniknął ukryty gdzieś w stepach Mongolii. Gdzie? Nie wiadomo.

un1Ungern von Sternberg być może był szalony, ale nie na tyle, by nie spostrzec, że nadchodzące czasy należą do bolszewików, a nie do niego. Zagarnięte złoto chciał wywieźć za granicę. Ossendowski, który pojawił się w oddziale, był dla niego cieniem nadziei, nadziei na uratowanie życia i skarbów. Znajomość geografii i miejscowych języków to była wiedza, której baron von Sternberg potrzebował najbardziej; dzięki niej chciał wydostać się z Azji. Niestety nie przemyślał do końca swoich posunięć. Z natury okrutny i najprawdopodobniej obłąkany zrażał do siebie wszystkich i ryzykował życie własne i podwładnych. Zgubiła go pycha. Ogłoszenie się chanem Mongolii to było dla czerwonej Rosji stanowczo za dużo. Bolszewicy wytropili i schwytali barona. Został osądzony i rozstrzelany w 1921 roku. Po jego śmierci wszyscy byli zgodni co do tego, kto zna losy skarbów – Ferdynand Antoni Ossendowski. On sam stanowczo temu zaprzeczał, mimo że pojawili się świadkowie twierdzący, jakoby von Sternberg polecił Ossendowskiemu ukryć złoto.

Po rewolucji i wojnie Ferdynand Ossendowski znalazł się w Polsce. Tu nastąpiła jego następna metamorfoza – został pisarzem i dziennikarzem. Sprawa ukrytego w Mongolii złota pozostawała na marginesie jego życia, przemieniona w pół bajkę, pół sen. Sam Ossendowski nigdy nie powracał w rozmowach do tamtych czasów, niekiedy tylko wspominał o tym, że lama w jednej z wiosek przepowiedział śmierć jego i Romana Fiodorowicza. Ungern miał żyć jeszcze szesnaście tygodni, a on – Ossendowski – miał umrzeć dopiero wtedy, kiedy baron mu o tym przypomni. Była to anegdota, zabawna historyjka do opowiadania znudzonym damom. Pisarz żartował, że będzie żył wiecznie.

W czasie wojny Ossendowski opuścił Warszawę i zamieszkał w dworku państwa Witaczków w Żółwinie. Prawdopodobnie stało się to już podczas walk powstańczych w 1944 roku. Od tej chwili życie Ferdynanda Antoniego Ossendowskiego zamieniło się w wielką zagadkę. Ossendowski – człowiek w sile wieku, ale zmęczony życiem i schorowany, czeka na śmierć. Przed żółwiński dworek pełen uciekinierów z płonącej Warszawy zajechała pewnego dnia pokryta ochronnym brezentem limuzyna. Z samochodu wysiadł młody oficer w stopniu porucznika, wszedł na ganek i zapytał o Ossendowskiego. Potem się przedstawił. – Nazywam się Ungern von Sternberg – powiedział. Następnego dnia, 3 stycznia, Ferdynand Antoni Ossendowski zmarł na skutek poważnych dolegliwości żołądka.

Dwa tygodnie później Armia Czerwona wkroczyła do Warszawy. W nocy z 17 na 18 stycznia przed żółwiński dwór podjechało kilka samochodów z funkcjonariuszami NKWD. Teren otoczono, a mieszkańców wyciągnięto z łóżek i wyprowadzono na zewnątrz. Rosjanie z bronią gotową do strzału wtargnęli do środka. Przeszukali wszystkie pomieszczenia od strychu po piwnice.

Gdzie wróg ludu Ferdynand Antoniewicz Ossendowskij? Nu kak eto, jewo niet? Przerażeni mieszkańcy wyjaśniali, że niedawno zmarł i jest pochowany na milanowskim cmentarzu. Rosjanie nie wierzyli, ale pozostawiając kilku swoich, ruszyli sprawdzić informację, zabierając ze sobą ściągniętego z łóżka grabarza. Za pomocą kilofów i łopat niemałym wysiłkiem rozkopano przemarzniętą na metr ziemię, wyciągnięto trumnę i odbito wieko. Najstarszy stopniem oficer wyciągnął ze skórzanej raportówki zdjęcie pisarza i z uwagą przyglądał się nieboszczykowi. Aby mieć pewność, sprowadzono siłą dentystę i po dokonaniu identyfikacji i wykonaniu serii fotografii kazano zamknąć wieko i zasypać mogiłę. Niezadowoleni enkawudziści odjechali z niczym, a tajemnica skarbu szalonego barona pozostaje do dziś niewyjaśniona. (Michał Radoryski)

Aharta to kraina w głębinach ziemi, której mieszkańcami są spadkobiercy Atlantów – tak mówią o nich apokryfy tybetańskich lamów. W swojej książce „Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów” Ferdynand A. Ossendowski przytacza rozmowę z jednym z lamaickich mnichów:

zh66x

[…] W tym miejscu książę Czułtun – Bejle dodał:
– Jest to państwo Aharty. Rozciąga się ono przez wszystkie podziemia świata. Słyszałem jednego uczonego kanpo z Chin, opowiadającego, że podziemia Ameryki są zamieszkane przez starożytny lud, który ukrył się pod powierzchnią ziemi. Tymi podziemnymi ludami rządzą obrani przez nich królowie, którzy najwyższą władze i kierownictwo przyznają Władcy Świata. Czyż jest w tym coś dziwnego? Czyż wy, Europejczycy, nie wiecie, że w oceanie Zachodu [Ocean Atlantycki] była olbrzymia ziemia, która znikła w otchłani wraz z miastami i ludźmi?! Znikała jednak stopniowo. Ludzie więc potrafili uratować się przechodząc do podziemi. W głębi jaskiń pała osobliwy ogień, przy świetle którego proso i jarzyny wydają obfite urodzaje, a życie staje się długie i bezbolesne. […]

Dalej zaś Ossendowski pisze: Bibliotekarz długo szperał na półkach z foliałami i zwojami bibuły, aż wreszcie wyjął jedną księgę i zaczął uważnie przewracać jej karty.

31a01-5149303223944881764

– Niech pan posłucha! – szepnął. – Przez cały rok Władca Świata kieruje pracami pandita i goro w Aharty. Czasami, w chwilach jemu tylko znanych, oddala się do najgłębszej świątyni, gdzie w trumnie z czarnego agatu złożone są balsamowane zwłoki poprzedniego władcy. Gdy do tej zawsze ciemnej jaskini wchodzi Brahytma, na ścianach zapalają się znaki ogniste, na grobie zjawia się płomienny język. Natychmiast ukazuje się przy zwłokach czarna postać najstarszego goro z zasłoniętą twarzą i z rękami, ukrytymi pod płaszczem. Ten goro nigdy nie ukazuje swego oblicza i głowy, bo jest to głowa szkieletu o żywych oczach i mówiącym języku. Włada on możnością łączenia się z duszami zmarłych, a nosi imię Marzy, co znaczy – książę śmierci…

Władca świata zaczyna się modlić, później zaś zbliża się do grobu i wyciąga do niego ręce. Wówczas znaki ogniste wznoszą się wyżej. Płomienie na ścianach i sklepieniach jaskini gasną i znowu się zapalają, przeplatają się i drżą, tworząc znaki tajemniczej pisowni waten. Z trumny zmarłego władcy zaczynają wypływać i kołysać się w powietrzu strugi przezroczystego światła, ledwo dostrzegalnego. Są to myśli zmarłego. Po chwili postać żyjącego władcy spowita jest tymi strugami, a znaki ogniste układają inne wyrazy, mówiące o woli Boga. Brahytma w takiej chwili łączy się niewidzialnymi więzami z duszami ludzi, którzy mają wpływ na losy i życie całej ludzkości: królów, chanów, arcykapłanów, wodzów i uczonych; poznaje ich myśli i zamiary. Jeżeli są one zgodne z wolą Boga, Władca Świata dopomoże im potęgą swojej wiedzy, jeżeli zaś te plany są wrogie Bogu, doprowadzi je do zguby. Tę siłę dała Wielkiemu Nieznanemu najwyższa magiczna nauka – Om, której nazwą rozpoczynamy wszystkie nasze modlitwy. Om – jest to imię starożytnego człowieka świętobliwego, pierwszego goro, który poznał Boga i nauczył ludzkość radości, wiary, nadziei i miłości. On też oddzielił dobro od zła i pierwszy rozpoczął walkę ze złem. Za to Bóg dał mu poznanie nauki, którą ludzie zowią Om.

Gdy Władca skończy niemą rozmowę ze zmarłym, zwołuje wielką radę Boga i poddaje jej sądowi czyny i zamiary ludzi, wspomaga je lub niszczy, a Mahytma i Mahynga znajdują dla nich miejsce w łańcuchu przyczyn i celów, kierujących światem. Po skończonej Radzie, Władca Świata wstępuje do świątyni i pogrąża się w samotnej modlitwie. Na ołtarzu zapala się wielki ogień, stopniowo ogarniający cały ołtarz, a z płomieni tworzy się oblicze Boga. Władca Świata przedstawia mu wyroki rady Boga i otrzymuje wskazówki od Wszechmocnego. Gdy Brahytma powraca ze świątyni, podobny jest do promiennego widma, przed którym gaśnie słońce.

– Czy ktoś z żyjących widział Władcę? – zapytałem.
– Tak! – odparł lama. […]
– Gdzieś na północy istnieje jeszcze wymierający szczep, który przed wiekami opuścił Aharty. Kapłani tego szczepu posiadają władzę nad duchami, unoszącymi się w powietrzu.

Lama umilkł, a po chwili, odpowiadając na moje myśli, ciągnął dalej:
– W Aharty panditowie zapisują na tabliczkach z agatu i nefrytu całą naukę, istniejącą pod ziemią, na ziemi i na dalekich gwiazdach. Chińscy uczeni – buddyści wiedzą o tym. Ich nauka jest najdonioślejsza z nauk ludów, żyjących na powierzchni ziemi. Dlatego co 100 lat na odosobnionym brzegu morza zbiera się stu chińskich mędrców, do których przypływają stare żółwie żyjące po 8000 lat. Na ich tarczach mędrcy notują wszystkie wyniki nauki w ciągu ubiegłego stulecia, potem żółwie powracają do Aharty.

Podczas jednego z takich spotkań, mędrzec Lo Shu otrzymał wiedzę o Magicznym Kwadracie.

1 2

Każde poziome, pionowe oraz ukośne zsumowanie cyfr z magicznego kwadratu, daje liczbę 15. Po środku chiński kwadrat magiczny narysowany przez nieznanego Tybetańskiego artystę. W centrum ilustracji znajduje się okrągła wersja kwadratu z napisami liczb w języku Tybetańskim. Figury zwierzęce przedstawiają dwanaście Chińskich znaków zodiakalnych, natomiast osiem czarnych przerywanych i ciągłych kresek na obrzeżach rysunku, to starochiński koncept filozoficzny, według którego siły przyrody można uprościć do ośmiu podstawowych elementów, reprezentowanych przez tzw. trygramy. Na zdjęciu po prawej, święta góra Kajlas.


Według legend i mitów Tybetańskich, gdzieś w wysokich Himalajach znajduje się wejście do świata wewnętrznego, zaś wnoszący się na wysokość 6714 m. n.p.m. szczyt Kajlas, jest świętą górą wyznawców czterech głównych religii dalekowschodnich: hinduizmu, buddyzmu, dżinizmu oraz bön. Hindusi wierzą, że góra Kajlas jest siedzibą boga Śiwy, który przebywa w jej wnętrzu w stanie metafizycznej medytacji (hibernacji). Bardzo zbliżone legendy odnośnie śpiących w skałach królach bądź rycerzach spotykamy w całej Europie i na myśl przychodzi nasz polski Giewont. Można zatem spekulować, że bóg Śiwa strzeże bramy do wnętrza ziemi znajdującej się w górze Kajlas.

W Sanskrycie słowo Kajlas oznacza kryształ, ponadto u podnóża góry znajdują się źródła wielkich rzek Azji: Indusu i jego dopływu Satledz oraz Brahmaputry. Pomimo stosunkowo niewielkiej wysokości w porównaniu z innymi himalajskimi kolosami w pobliżu, Kajlas uszanowano do tego stopnia, że w oficjalnych danych nie odnotowano żadnego jej zdobycia.

Wybitny alpinista Reinhold Messner, otrzymał od władz chińskich pozwolenie na zdobycie szczytu w połowie lat 80–tych XX wieku, ale odmówił i być może kierował się przekazami Tybetańskimi, które mówią, że na szczyt może wejść tylko człowiek wolny od grzechu ? Inny znany alpinista Austriak Herbert Tichy, nosił się z zamiarem wejścia na Kajlas w 1936 roku, ale po zapoznaniu się z powyższym ostrzeżeniem również zdecydował się nie kusić losu.

Kajlas jest zatem najświętszą górą na ziemi, zaś nieopodal szczytu znajduje się także czczone przez wyznawców hinduizmu i buddyzmu święte jezioro o nazwie Manasarowar, czyli jezioro Umysłu, nad którym w tajemniczy sposób pojawił się w 5 wieku p.n.e. Budda.

W Tybetańskiej mitologii i folklorze, kluczową rolę odgrywa tajemniczy i nieuchwytny człowiek śniegu potocznie zwany „Yeti”, i być może jest on produktem bujnej fantazji tubylców, ewentualnie nieznanym gatunkiem małpy lub niedźwiedzia aczkolwiek, niektórzy himalaiści podczas wspinaczek, natrafili na pokaźnych rozmiarów odciski stóp człekokształtnej istoty. Podobno Yeti żyje na wysokości ponad 5000 m n.p.m., w miejscach odludnych, pokrytych wiecznym śniegiem i w większości dotąd nie zbadanych, w których nie występuje żadne pożywienie roślinne i zwierzęce.

Sądzę że Yeti naprawdę istnieje i zagadkę jego pochodzenia oraz miejsca zamieszkania, można rozwiązać biorąc pod uwagę brak pokarmu w wysokich górach Himalajskich, i ten bardzo istotny szczegół wskazuje, że domem Yeti są wnętrza gór, a dokładnie podziemny świat Agharty, bo jak książę Czułtun – Bejle wspominał: „W głębi jaskiń pała osobliwy ogień, przy świetle którego, proso i jarzyny wydają obfite urodzaje, a życie staje się długie i bezbolesne”.

Region góry Kajlas jest pierwotnym centrum wyznawców religii Bon, i na długo przed pojawieniem się Buddyzmu, wyznawcy Bon hołdowali legendę, że Kajlas jest zbudowany w kształcie dziewięciu piętrowej swastyki i jest sklepieniem nieba, centralnym punktem ziemi oraz siedzibą największej siły duchowej znanej człowiekowi. Warto więc przypomnieć, że słowo swastyka pochodzi z sanskrytu i oznacza szczęście w związku z tym, ekspedycja naukowa III Rzeszy Niemieckiej w 1938 roku do tego regionu daje dużo do myślenia, bo symbolem Niemców była również swastyka.

W kulminacyjnym momencie II wojny światowej, doszło do bardzo tajemniczego wydarzenia z udziałem Tybetańczyków. Wkraczający do Berlina żołnierze armii Czerwonej, odkryli w jednym z domów ciała sześciu mnichów buddyjskich leżących w kole, po środku zaś leżał siódmy mnich, ale tego od reszty wyróżniały zielone rękawiczki na dłoniach. Wszystko wskazywało na to, że mnisi popełnili zbiorowe samobójstwo. Przez następne kilka tygodni w innych częściach miasta Rosjanie znajdują setki innych martwych mnichów Tybetańskich ubranych w mundury formacji zbrojnej SS.

Tyle z mitologii oraz historii odnośnie świętej góry Kajlas i na uwagę zasługuje zbliżony do piramidy kształt góry, a jak wiemy piramidy były wznoszone w każdych zakątkach ziemi. W jakim celu, trudno jest sprecyzować. Bardzo podobne formacje skalne, można spotkać również na Antarktydzie i jak niektórzy przypuszczają, Antarktyda jest oryginalną Atlantydą, która była kiedyś oazą życia, ale w skutek jakiś katastrofalnych zmian, pokryła się wiecznym lodem niemniej jednak, pod lodowcami znajdują się ponoć ruiny bardzo zaawansowanej antycznej cywilizacji. W kontekście Antarktydy pojawia się istotny wątek Niemiecki, ponieważ III Rzesza w 1938 roku, wysyła na Antarktydę ekspedycję i w Nowej Szwabii (obecnie ziemia królowej Maud), Niemcy zakładają bazę i prowadzą tajemnicze badania naukowe.

1 2Na zdjęciu obok jedna z rzekomych piramid znajdujących się na Antarktydzie i zachodzi pytanie, czy jest to dzieło inteligentnych istot, a może jednak siła natury stworzyła ten unikat geologiczny ? Błyskawiczne zlodowacenie niegdyś zielonego i tętniącego życiem kontynentu Antarktycznego, mogą potwierdzać zielono/błękitne formacje lodowe, które do złudzenia przypominają fale oceanu. Relatywnie niedawno, doszło zatem do gwałtownego ochłodzenia klimatu i zlodowacenia północnych oraz południowych regionów ziemi, i świadczą o tym znalezione na Syberii zamarznięte Mamuty. Naukowcy po bliższych oględzinach odkryli w paszczach mamutów, nie przeżutą świeżą trawę co może sugerować, że te bardzo odporne na niskie temperatury zwierzęta, zamarzały dosłownie w kilka sekund.

Antarktyczne i Arktyczne anomalie geologiczne i biologiczne rzucają nowe światło odnośnie dawnego ciepłego klimatu dzisiejszych polarnych regionów ziemi. Ale hipoteza nabierze głębszego sensu, gdy przypomnimy sobie, że największą podbiegunową północną wyspę Wikingowie nazwali Grenlandią (zielona wyspa), i zrobili to nie bez powodu, bowiem ci ludzie byli nie tylko odważni, ale praktyczni, dokładni i bardzo inteligentni i nazywali odkryte krainy od specyficznego ukształtowania terenu, występującej fauny bądź flory. Obfita zieleń tej ogromnej polarnej wyspy, z pewnością zaskoczyła Wikingów do tego stopnia, że dali jej nazwę Grenlandia i nie rosły tam zwykłe arktyczne porosty i mchy skalne, lecz konkretne lasy iglaste.

 

 

 

 

 

 

Baron Roman M. Max von Ungern – Sternberg

1„Bóg wojny”

Do czasu pokojowego w żadnym wypadku nie pasował. Jego istota tkwiła równocześnie w pustej przestrzeni między niebem i piekłem. Zdolny do czynów najwyższej szlachetności i dobroci, jak i do najbardziej ponurych. Nie miał żadnego stosunku do norm tej zmieszczeniałej planety. Ale jako syberyjski kondotier czynił cuda i będzie tam chyba przez stulecia żył w pieśniach nomadów, którymi dowodził.” – Herman Keyserling.

herb-ungern-sternbergowBaron Roman Mikołaj Maksymilian von Ungern – Sternberg urodził się 29 XII 1885 roku w Grazu w Austrii, w rodzinie niemieckich rycerzy. Sam twierdził, że jest potomkiem „krzyżowców i piratów”. Faktycznie, co najmniej dwóch jego przodków było rycerzami Zakonu Szpitala Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie ( Zakonu Krzyżackiego ) i polegli pod Grunwaldem w 1410 roku. Z czasem możni tego rodu, stali się podwładnymi Imperium Rosyjskiego. W służbie carskiej zginęło wielu członków rodziny barona Ungerna.

Koligacje rodzinne połączyły kilka możnych rodów, min. Habsburgów i Romanowów. Ponoć jego dziadek został buddystą, a później i on sam był zwolennikiem tegoż systemu filozoficznego. Major Antoni Aleksandrowicz, oficer polskiego pochodzenia z mongolskiej artylerii pisał, że „był buddystą i był owładnięty myślą utworzenia zakonu rycerskiego podobnego Zakonowi Krzyżackiemu i japońskiemu buszido.

Z postacią Barona Ungera-Sternberga związany jest znany Polski pisarz i podróżnik Ferdynand Antoni Ossendowski, który w stolicy Mongolii, Urdze poznaje Ungera i zostaje jego doradcą. Dokładne dane na temat roli, jaką Ossendowski odegrał w Mongolii, są okryte tajemnicą; była ona niewątpliwie dość istotna, sam jednak mówił na ten temat niechętnie. Istnieje teza, jakoby Ossendowski stał się depozytariuszem wiedzy o ogromnym skarbie, ukrytym przez „Krwawego Barona” Ungerna gdzieś w mongolskich stepach, a który miałby posłużyć do sfinansowania kolejnej wojny z komunistami. Swoje przygody w Mongolii Ossendowski opisał w pięknym dziele pt. „Przez kraj ludzi, bogów i zwierząt”. W rozmowie z Antonim F. Ossendowskim, baron Ungern mówił:

„– Imię moje jest otoczone taką nienawiścią i strachem, że nikt nie wie naprawdę, kim jestem, gdyż historię splątano z mitem, rzeczywistość z fantazją, prawdę z oszczerstwem. Kiedyś w swoich pamiętnikach opisze pan może tę podróż przez Mongolję i pobyt u „szalonego Ungerna”…

Spuścił powieki i, paląc papierosa, zaczął rzucać urywane zdania, śpiesząc się, nie kończąc słów, jak gdyby w obawie, że ktoś mu może przeszkodzić. – Ród Ungern von Sternbergów jest bardzo stary.  Mieszanina Niemców  z  Węgrami, Hannami  z  czasów  Attyli.  Moi wojowniczy przodkowie  uczestniczyli we  wszystkich wyprawach krzyżowych. Jeden z Ungernów zginął w Jeruzalem, walcząc pod sztandarami Ryszarda „Lwie Serce”, a nawet tragiczna wyprawa krzyżowa dzieci miała w liczbie swych ofiar  Ralfa  Ungerna,  jedenastoletniego  krzyżaka.  Gdy  na  kresy  wschodnie  imperium niemieckiego  posyłano  najśmielszych  i  najokrutniej  szych  rycerzy,  wśród  nich  był  mój przodek, Artur baron Halsa-Ungern-Sternberg. Na wschodzie obszarów niemieckich rycerze ci  założyli  zakon  Teutonów,  ogniem  i  mieczem  szerząc  chrześcijańską  naukę  o  miłości bliźniego wśród dzikich pogan: Litwinów, Estów i Słowian. Teutoński zakon rycerski zawszemiał  pośród  swoich  „braci”  przedstawicieli  mego  rodu.  Pod  Grunwaldem  zginęło  dwóch Ungern von Sternbergów. Ród mój, jak już wspomniałem, był wojowniczy i religijny, więc skłonny do mistycyzmu i ascetyzmu. W XVI i XVII wieku na ziemiach Estów i Łotyszów było kilku baronów Ungernów, po których pozostały stosy kronik z legendami i powieściami o ich życiu i czynach. Henryk Ungern, przezwany  „Toporem”,  był „błędnym  rycerzem”.

Turnieje  Francji,  Włoch,  Hiszpanji  i  Brytanji  znały  to  imię,  strachem  przejmujące  serca zapaśników.  Henryk  odznaczał  się  niezwykłą  sztuką  władania  toporem  bojowym.  Został zabity w Kadyksie przez rycerza maurytańskiego, który rozwalił mu czaszkę wraz z hełmem uderzeniem topora. Ralf Ungern, baron na Sternbergu, miał swoją siedzibę około gościńca pomiędzy Rewlem a Bygą i pod groźbą śmierci zmuszał wszystkich podróżników do płacenia mu daniny. Baron Piotr Ungern był właścicielem zamku na wyspie Dagö na Bałtyku, gdzie wybudował sobie całą flotylę okrętów żaglowych, które stały się postrachem i klęską dla kupców. Od tego przodka, rozbójnika morskiego, rozpoczęła się cała dynastja Ungernów, piratów i marynarzy, do których należę i ja. Wreszcie legendy znają jeszcze jednego barona mego nazwiska,  który  żył  na  schyłku  XVII  wieku.  Miał  na  imię  Wilhelm,  a  przydomek  „Brat Szatana”. Przydomek ten przysługiwał mu z tego powodu, iż baron byt alchemikiem i dawał w swoim domu przytułek wszystkim magom i czarownikom, prześladowanym w Europie za tajemne praktyki.

Wspomniałem już, że Piotr Ungern dał początek morskiej dynastji Ungernów. Potomkiem Piotra – pirata w prostej linji był mój dziad, który dopłynął na własnym żaglowcu aż do Oceanu Indyjskiego, gdzie zajmował się rabunkiem i rozbijaniem angielskich okrętów handlowych.  Do czasów bolszewickich w naszym pałacu przechowywały się wspaniałe, starożytne meble mahoniowe, zdobyte przez dziada na jednym z zatopionych przez niego okrętów. W ciągu kilku lat dziad mój operował bezkarnie na oceanie, lecz nareszcie Anglicy wzięli go do niewoli i oddali w ręce konsula rosyjskiego, który odesłał go do Petersburga. Tam go sądzono i zesłano na całe życie do Zabajkala. Taka jest moja łączność z Syberją Wschodnią. Z wykształcenia jestem marynarzem, gdyż ukończyłem szkołę kadetów morskich w Petersburgu, później zaś wstąpiłem do pułku kozaków zabajkalskich, w którym walczyłem najpierw z Japończykami, a później z Niemcami. W tej ostatniej wojnie zostałem odznaczony za waleczność oficerskim krzyżem ów. Jerzego. W czasie pokoju życie moje upływało na studjowaniu filozofji i buddyzmu. Dziad mój przywiózł z sobą z Indyj kajdany rosyjskie i indyjski buddyzm.  Ojciec mój również był wyznawcą buddyzmu i mnie go przekazał. Posiadam pismo, ofiarowane memu dziadowi przez jednego świętobliwego indyjskiego mahatmę – yoga; dzięki temu pismu miałem wstęp tam, dokąd chyba tylko Dalaj-Lama lub Taszy-Lama bywają dopuszczani przez kapłanów pierwotnego kultu Sakkya-Muni. W swoim czasie chciałem założyć zakon wojskowych buddystów do walki z rozpustą rewolucji…”

Baron ukończył gimnazjum w Rewlu i wstąpił do szkoły oficerskiej w Sankt-Petersburgu, skąd w 1909 roku, został oddelegowany do korpusu kozackiego stacjonującego w Czycie. W Czycie baron po sporze z innym oficerem wyzwał przeciwnika na pojedynek i ciężko go zranił. Sam także otrzymał ciężką ranę, w konsekwencji czego przez resztę życia cierpiał na silne bóle głowy, sprawiające że okresowo niemal tracił wzrok.

1 2 3 4

W wyniku pojedynku został usunięty z korpusu w lipcu 1910 roku i odtąd zaczęły się jego wędrówki po Syberii w towarzystwie tylko jednego kompana – psa myśliwskiego wabiącego się Misza. W jakiś sposób dostał się do Mongolii, której sądzone było stać się jego przeznaczeniem. Niezwykły, pustynny, dziki i surowy kraj oczarował Ungerna. W Mongolii Baronowi udało się wejść w bliski kontakt z żywym Buddą, z Bogdo Chanem, najwyższym dostojnikiem mongolskiego lamaizmu. W tym czasie Mongolia przeżywała odrodzenie nastrojów imperialnych i starała się wywalczyć niezależność od Chin W Urdze, stolicy Mongolii, silna osobowość Barona została szybko zauważona i Bogda Chan osobiście mianował go głównodowodzącym mongolską kawalerią. Korzystając z niepokojów i z rewolucji w samych Chinach, Mongołom udało się przepędzić z kraju chińskich okupantów i w 1911 roku, „żywy Budda” zaprowadził w Mongolii niezależny ustrój monarchiczny.

Wojenne zasługi Ungerna na służbie Bogdy Chana zostały docenione i stał się on osobą wielce poważaną w świecie mongolskim. Przed swoim wyjazdem z Mongolii, baron Ungern w towarzystwie swojego przyjaciela, księcia Dżam Bolona i za jego namową, odwiedził wieszczkę należącą do starego i poważanego rodu szamańskiego. W tym szczególnej wagi momencie wieszczka w stanie transowym odkryła przed Baronem tajemnicę jego duchowej natury:

Widzę Boga Wojny…

Jedzie na siwym koniu po naszych stepach i górach. Będziesz władał ogromnym terytorium, biały Bogu Wojny…

Widzę krew, dużo krwi…

Koń…

Dużo krwi…

Czerwonej krwi…

Więcej nic nie widzę. Biały Bóg Wojny zniknął.

W 1912 roku Ungern odwiedził Europę: Austrię, Niemcy, Francję. Wedle informacji zawartych w książce Krauthoffa Ich BefehleRozkazuję – w Paryżu spotkał i pokochał damę swojego serca, Danielle. Było to w przededniu pierwszej wojny światowej. Wierny swemu obowiązkowi stawienia się na wezwanie cara, baron zmuszony był wrócić do Rosji by podjąć służbę w szeregach armii cesarskiej. Do ojczyzny Ungern udał się wraz ze swą ukochaną Danielle. W Niemczech jednak groził mu areszt jako oficerowi wrogiej armii. Baron przedsięwziął nadzwyczaj ryzykowną podróż na barce przez Morze Bałtyckie. W czasie burzy maleńki statek uległ jednak zniszczeniu i dziewczyna zginęła. On sam uratował się niemal cudem. Od tej pory Baron nigdy już nie był taki jak wcześniej. Od tego momentu nie zwracał w ogóle uwagi na kobiety. Stał się we wszystkim skrajnie ascetyczny i niewiarygodnie, wręcz nieludzko surowy. Juliusz Evola w swojej recenzji książki Krauthoffa pisał: „Wielka strata wypaliła w nim wszystkie elementy ludzkie i od tej pory pozostała w nim tylko święta siła, stojąca wyżej niż życie i śmierć.” Wciągnął go wir wojny.

Z niezrównanym męstwem walczył z Austriakami, wielokrotnie był ranny i nagrodzono go Krzyżem Świętego Jerzego oraz Szpadą Honoru za męstwo i poświęcenie. Po rewolucji bolszewickiej Ungern jako jeden z pierwszych rozpoczął bezwzględną walkę przeciw czerwonym pod rozkazami atamana Siemionowa. W wojnie tej odznaczył się nieokiełznaną odwagą i nieugiętością, a także wielkim znawstwem taktyki wojskowej.

Stopniowo Ungern organizował swoją własną dywizję, złożoną z wiernych prawowitemu Carowi rosyjskich oficerów, kozaków i przedstawicieli narodów Syberii (szczególnie Buriatów). Jej pełna nazwa brzmiała Azjatycka Dywizja Konna. W oddziałach Ungerna panowała niewiarygodna, nieludzka dyscyplina. Za najmniejsze przewinienia w sposób najbardziej bezwzględny karano śmiercią.

W roku 1918, baron Ungern mianowany został komendantem Daurii, która pod jego rządami doczekała się miana „szubienicy Wschodu”. Wśród oficerów utarło się powiedzenie, że „nawet śmierć jest lepsza od barona”. Baron nienawidził bolszewików. Jeden z jego żołnierzy wspominał:

 „Agenci sprowadzali tysiącami bolszewików na sąd generała, który krótkim „Kończyć!” rozstrzygał los schwytanych. Trupy pokrywały gęsto okoliczne wzgórza.”

Antoni F. Ossendowski również opisywał jedno z takich zdarzeń:

 „Ungern nacisnął czapkę na głowę, schwycił swój nieodstępny „taszur” i wypadł z jurty. Wyszedłem za nim. Przed jurtą stali jeńcy, otoczeni przez uzbrojonych kozaków, zziajanych daleką i szybką jazdą. Baron zatrzymał się przed czerwonymi żołnierzami i przez kilka minut wpatrywał się w ich oczy, nie odrywając od nich wzroku. Na jego twarzy znać było ogromny wysiłek myśli i woli. Wreszcie odszedł, usiadł na progu jurty, zdjął czapkę i, utkwiwszy oczy w ziemię, jął mocno trzeć czoło. Nagle powstał i stanowczym krokiem zbliżył się do jeńców.

– Stań więcej na lewo – a ty na prawo… – rozkazywał baron jeńcom, z lekka uderzając każdego taszurem w prawe ramię. Dwóch przeszło na lewo, czterech na prawo.

– Zrewidować ubranie tych dwóch! – zakomenderował. – To są komisarze sowieccy!

Zwracając się zaś do czterech wylęknionych jeńców, stojących na prawo, rzekł do nich:

– A wy jesteście chłopami, zmobilizowanymi przez bolszewików.

– Wedle rozkazu, ekscelencjo!…  wrzasnęli jeńcy zupełnie nie  podług  dyscypliny bolszewickiej. – My nic ze swojej woli.

– Idźcie do komendanta i powiedzcie mu, że przyjmuję was do oddziału tybetańskiego – rzekł spokojnie baron.

Ucieszeni „bolszewicy” natychmiast opuścili podwórze strasznego generała. Tymczasem u dwóch  pozostałych  znaleziono  w  podszewce  cholew  paszporty  politycznych  komisarzy sowieckich. Baron nachmurzył czoło i, powoli wymawiając każde słowo, rzucił w przestrzeń rozkaz;

– Zatłuc ich kijami!”

Major Antoni Aleksandrowicz, oficer białych pochodzenia polskiego, będący instruktorem mongolskiej artylerii, pisał: „Baron Ungern był niezwykłym człowiekiem, niezwykle złożonym, tak z psychologicznego, jak i z politycznego punktu widzenia.

  • Widział w bolszewizmie wroga cywilizacji.
  • Gardził Rosjanami za to, że zdradzili swojego prawowitego władcę i nie zdołali zrzucić komunistycznego jarzma.
  • Spośród Rosjan wyróżniał jednak i obdarzał miłością chłopów i prostych żołnierzy, zawzięcie nienawidził zaś inteligencji.
  • Był buddystą i był owładnięty myślą utworzenia zakonu rycerskiego podobnego Zakonowi Krzyżackiemu i japońskiemu buszido.
  • Czynił starania dla zorganizowania wielkiej koalicji azjatyckiej, z pomocą której chciał zawojować Europę, aby nawrócić ją na nauki Buddy.
  • Utrzymywał kontakt z Dalajlamą i z azjatyckimi muzułmanami. Posiadał tytuł mongolskiego chana i godność „bonza”, wyświęconego w lamaizmie.
  • Był tak bezwzględny, jak może być tylko asceta. Całkowite odrzucenie emocji, które było dla niego charakterystyczne, można spotkać jedynie u istoty nie znającej ani bólu, ani radości, ani litości, ani smutku.
  • Był nadzwyczajnie inteligentny i posiadał rozległą wiedzę. Zdolności mediumiczne pozwalały mu dokładnie poznać naturę rozmówcy już w pierwszej minucie rozmowy.

To świadectwo o baronie Ungernie, pozostawione przez człowieka który służył pod jego rozkazami, opublikował w 1938 roku nie kto inny jak sam René Guénon na łamach głównego organu tradycjonalizmu – pisma „Etudes Traditionelles”.

W tym czasie Mongolia ponownie straciła niepodległość i jej stolica Urga faktycznie była okupowana przez wojska chińskie, aktywnie współpracujące z bolszewickimi agentami i prowokatorami działającymi pośród Mongołów. Bogda Chan, żywy Budda został umieszczony w areszcie domowym i z suwerennego władcy o szczególnej pozycji duchowej, władcy Wielkiej i Wolnej Mongolii stał się budzącym politowanie więźniem.

Także i biali przegrywali na wszystkich frontach. Po upadku Kołczaka tylko ataman Siemionow  i baron Ungern wciąż nieprzejednanie stawiali na wschodzie poważny opór. Naciskana ze wszystkich stron przez czerwonych Azjatycka Dywizja Konna wycofała się do Mongolii. W jej skład wchodzili przedstawiciele wielu narodów – zarówno europejskich, jak i azjatyckich. Utraciwszy Imperium Rosyjskie, bohaterowie Azjatyckiej Dywizji Konnej, wierni Zasadzie, szli by ustanowić Imperium Mongolskie.

Stopniowo u Ungerna rodzi się zuchwały plan geopolityczny – utworzyć w Azji, konkretnie zaś w Mongolii, unikalną strefę, wolną zarówno od wpływu bolszewickiego, jak i od obecności wojsk profańskiego Zachodu. Chodzi o osobny świat, gdzie obowiązywać będą najdawniejsze prawa Świętej Tradycji. Ungernowi znane były prace Saint Yvesa d’Alveydre’a i wiedział o istnieniu tajemnej podziemnej krainy Aggarthy, w której nie obowiązują reguły czasu i gdzie przebywa Władca Świata, Szakrawarti. Na podobieństwo dawnych templariuszy, którzy ochraniali nie tyle europejskich pątników przed Saracenami, ale przede wszystkim wielkie tajemnice duchowego poznania przed zwyrodniałym katolicyzmem i zsekularyzowaną monarchią francuską, Ungern rozmyśla o utworzeniu osobnej strefy, rozciągającej się pomiędzy świątyniami Tybetu, gdzie według podań znajduje się wejście do Aggarthy, a pozostałą częścią świata.

Nazwa Mongolii – Chalha – oznacza „Tarczę”. To dawna ojczyzna Dżyngis-chana, twórcy Imperium. Misją Mongolii jest służyć jako bariera wobec wściekłych hord owładniętego przez szatana apokaliptycznego człowieczeństwa – gogów i magogów bolszewizmu i demokracji, profańskiego świata. To właśnie tu trzeba ustanowić Tradycję i wydać walkę siłom Zachodu – tej cytadeli wynaturzeń, źródłu Zła. Losem mojego rodu było zdążanie na Wschód, w stronę Wschodzącego Słońca. Nie mam następców i sam doszedłem do wschodniej granicy Eurazji. Dalej już nie ma gdzie iść. Z tego magicznego punktu świętej geografii powinna zacząć się Wielka Restauracja… Chalha – święte stepy – Wielka Tarcza…

Ungern wkracza do Mongolii nie jako dowódca ostatniego oddziału rozgromionej przez czerwonych armii ale jako „bohater mityczny”, inkarnacja „Boga Wojny”, jako spełnienie przepowiedni szwedzkiego mistyka Svedenborga, który mówił że „tylko u mędrców eurazjatyckich stepów – Tatarii – Mongolii – znaleźć można Tajemne Słowo, klucz do zagadek sakralnych cyklów, a także oryginał mistycznego manuskryptu, dawno temu utraconego przez ludzkość, a znanego pod niezwykłym imieniem „Wojna Jehowy”…

Oddziały Ungerna podchodzą pod Urgę, zajętą przez Chińczyków 3 kwietnia 1920 roku Ungern rozkazał rozpocząć atak na bronione przez wielokrotnie przewyższający liczebnością wojska Barona chiński garnizon mongolskie miasto Urga. Dzięki szybkiej i zdecydowanej operacji, w której wziął też osobiście udział Ungern, grupie jego ludzi udało się uwolnić Bogdę Chana, żywego Buddę, którego strzegł liczny i dobrze uzbrojony chiński oddział. Następnie, Azjatycka Dywizja Konna, wraz ze wszystkimi oddziałami mongolskimi które przyłączyły się do Barona, napadła na Urgę. Było to błyskotliwe i nadzwyczaj ważne zwycięstwo. Tradycja i Porządek zostały w Mongolii ustanowione. Bogda Chan mianował Barona absolutnym dyktatorem Mongolii. Baron  Ungern był pierwszym Europejczykiem który otrzymał tytuł „Boga Wojny”, Chana-Czan-Czuna.

Nie tylko, był pierwszym Europejczykiem, który został „Bogiem Wojny”. Nie tylko, był słynny z odwagi i bezwzględności. Nie tylko, zasłynął z mordowania bolszewików i żydów odpowiedzialnych za rewolucję. Dzięki niemu, ulice Urgi pierwszy raz w historii oświetliły lampy elektryczne. Wznowił działalność kopalń i uruchomił fabryki. Bano się go, ale i kochano. W Urgdze, gdzie walczył o niepodległość Mongolii z Chińczykami, również wyróżniał się z tłumu. Wśród chińskich żołnierzy krążyła legenda o żołnierzu na białym koniu, którego nie dosięgają kule. Jeśli do tego dodamy, że lubił przechadzać się po wzgórzach w towarzystwie oswojonych wilków, to mamy już dość wyraźny obraz barona Romana von Ungern – Sternberga.

1 2 4 5

Bolszewicy nie mogli sobie pozwolić na wroga, z tak wielkim autorytetem. 35 Dywizja Armii Czerwonej, otrzymała rozkaz, aby „zaatakować oddział barona Ungerna, rozbić go i zniszczyć”. Po jakimś czasie „białe” oddziały Ungerna dały się zwabić w zasadzkę silnie uzbrojonego wroga, który przewyższał ich liczebnością. Około połowę z 4 tysięcy żołnierzy, baron Ungern zdołał wyciągnąć z rzezi. Bolszewicy oczywiście nie odpuścili, a wódz rewolucji, Lenin podjął decyzję o „wyzwoleniu” ( skąd my to znamy? ) Mongolii. Na Urgę ruszyło 10 tysięcy bolszewików…

Choć wojska Ungerna, jak wcześniej, dzierżyły mocno władzę w Mongolii, sytuacja wokół nich stawała się coraz bardziej złowieszcza. Bolszewicy zwyciężają na wszystkich frontach. Ungern gromadzi oficerów w swojej kwaterze głównej w Urdze i mówi:

– Panowie, złe wiadomości. Ataman Siemionow ustąpił z Czyty. Sowiecki generał Blücher – czerwona teutońska siła – właśnie zajął miasto; jego kwatera znajduje się w Wierchnieudińsku, tuż przy jeziorze Bajkał. Cała Syberia dostała się w ręce bolszewików.

– A Krym?

– Krymu już nie ma. Resztki armii Wrangla zbiegły na pokładach statków naszych zachodnich pseudosojuszników.

Sytuacja była prosta i śmiercionośna jak ostrze miecza. Baron podsumował jednym prostym zdaniem:

– Panowie, pozostała tylko jedna zachowująca zdolność bojową biała ramia: Pierwsza Azjatycka Dywizja Konna.

– Jesteśmy ostatni…

– To katastrofa.

– Nie, Borysie Iwanowiczu, to nie katastrofa – to honor.

Dla Ungerna honorem jest wierność. „Gdy wszyscy zdradzą, my pozostaniemy wierni, Nie zapomnimy, i nie wybaczymy,” – Powiedziała w innym ale podobnym kontekście przenikliwa współczesna poetka Savitri Devi Mukherji.

Zbierają się chmury. W książce Jeana Mabire o baronie Ungernie znajduje się opis ostatniego spotkania Ungerna z Bogda Chanem, zanim Chan Wojny na zawsze opuścił Urgę, by udać się na północ, na Syberię i wydać tam bolszewikom swój ostatni bój.

„Bogda Chan, Żywy Budda zajął swoje miejsce… Jego twarz ukryta za ciemnymi okularami była jak wcześniej nieprzenikniona, ale straszliwe zmęczenie dawało się poznać w całym jego wyglądzie; starzec z trudem powstrzymywał nerwowe drżenie.

Ogromny tron z wielkim, złoconym zagłówkiem, zawalony żółtymi jedwabnymi poduszkami. Ungern się ukłonił. Rozejrzał się. Baron nie zamierzał przedłużać sprawy i ograniczył się do poinformowania o podjętej decyzji:

– Za kilka dni wyjeżdżam z Mongolii. Udaję się na Zabajkale, by walczyć z naszymi wspólnymi wrogami  – z czerwonymi. Wasz kraj jest już wolny i jego synowie, rozsiani po całym świecie, powinni powrócić do ojczyzny. Wkrótce imperium Dżyngis-chana się odrodzi. Powinniście obronić wywalczoną wolność. 

W duszy jego rozmówcy szalała jednak burza: bez pomocy Ungerna był nikim – po prostu ślepym starcem, niezdolnym przepędzić z kraju młodych rewolucjonistów – Suche-Batora i Czojbolsana. Bogda Chan poprosił Ungerna, by przeszedł z nim do jego gabinetu, by mogli porozmawiać sam na sam.

bogda-chanBogda Chan podszedł do sejfu, wyraźnie odróżniającego się na tle wschodniego wystroju pokoju. Długo mocował się z zamkiem. W końcu ciężkie drzwi powoli się otworzyły… Bogda Chan zdjął z metalowej półki szkatułkę z kości słoniowej. W środku był rubinowy pierścień ze znakiem słońca Hackenkreuz, symbolem starożytnych aryjskich zdobywców.

– Dżyngis-chan nigdy nie zdejmował go z prawej ręki.

Roman Fiodorowicz von Ungern-Sternberg patrzył oszołomiony na skarb. Jak we śnie wyciągnął rękę w stronę Bogdy Chana. Starzec drżał, z trudem udało mu się naciągnąć na palec Barona pierścień wielkiego zdobywcy. Żywy Budda pobłogosławił Ungerna: położywszy mu ręce na głowie, powiedział:

Nie umrzesz: odrodzisz się w najdoskonalszej formie bycia. Zapamiętaj to, żywy bogu wojny, chanie obiecanej ci Mongolii.

Ungernowi wydawało się, że pierścień pali mu rękę.

Książę Mongolii i wierny namiestnik Bogdy Chana wychodził z pałacu Nogon Orga. Lamowie rozstępowali się przed nim, i, głośno pobrzękując ostrogami, Ungern szybko przemierzał korytarze. Nie obejrzawszy się ani razu, wyszedł z pałacu i bezsilnie rzucił się na tylne siedzenie samochodu.

– Do sztabu, powiedział Makajewowi.

Baron czuł, że krąg się zamyka.

Oddział Ungerna znowu wkracza na rosyjską ziemię. Teraz to już jednak nie wojna, lecz działania partyzanckie. Tym niemniej, Ungern stale wprawia czerwonych w poważne zaniepokojenie. Pojawia się to tu, to tam, niespodziewanie, błyskawicznie, raptownie, zostawiając za sobą zniszczenie, zagładę i śmierć. Dla niego – Boga Wojny – to naturalne. Do walki z nim wysłane zostają najlepsze oddziały Armii Czerwonej na Syberii, za całą operację osobiście odpowiada Blücher.

Ale to już agonia. W świecie materialnym wszystko rakowacieje. Poza tym, Ungern zanurza się w inną rzeczywistość, widzi obrazy tryumfu i zwycięstwa, spełnienia najskrytszych marzeń. Niedostrzegalnie wkracza w odmienny, subtelny wymiar, który mieszać się zaczyna ze zwyczajną rzeczywistością. Jego podwładni coraz wyraźniej zaczynają rozumieć, że ich dowódca oszalał.

Ungern wstał, przyniósł mapy, rozwinął je. Położywszy jedną na trawie, bambusową laską nakreślił trasę wyobrażonej marszruty, i powiedział zwracając się do swojego wiernego pomocnika, generała Rezuchina:

– Użyjcie wyobraźni, Borysie Iwanowiczu. Przemieszczamy się w górę Selengi. Tym gorzej dla Urgi. Trzeba wybierać. W zachodniej Mongolii ukrywają się resztki białych armii. Nie wszyscy kozacy i atamanowie poginęli. Razem idziemy dalej na zachód. Teraz jesteśmy na Ałtaju. Góry, pieczary, jaskinie, pasterze wciąż jeszcze wierzący we wcielonego boga wojny. Bez trudu przekroczymy zachodnią granicę Turkiestanu.

– W Syn-Tzanie aresztują cię Chińczycy.

– Szybko się z nimi uporamy i pójdziemy dalej. Na południe. Musimy przejść przez całe Chiny. Przeraża cię taka perspektywa, Borysie Iwanowiczu? Ale ten kraj się rozpada, rewolucja jest tam w swoim apogeum. Jedynymi, na których możemy się natknąć to tchórzliwi dezerterzy i maruderzy. Zaledwie jakieś tysiąc kilometrów i – jesteśmy w niezdobytej twierdzy. I możemy zacząć wszystko od początku. Absolutnie wszystko.

– Tybet?

– Tak. Dach Świata. W Lhasie jest Dalajlama, najwyższy buddyjski kapłan. W porównaniu z nim Bogda Chan zajmuje trzeci stopień w hierarchii. Pomyliłem się już na początku: centrum Azji nie znajduje się bynajmniej w Mongolii. Ona jest tylko najbardziej zewnętrznym kręgiem – Tarczą. Musimy iść do Tybetu…

Nieustannie uderzał bambusową laską tam, gdzie były najwyższe szczyty Himalajów.

– Tam, na szczytach znajdziemy ludzi, którzy jeszcze nie zapomnieli swoich aryjskich przodków. Tam, na przyprawiającej o zawrót głowy granicy Indii i Chin, odrodzi się moje imperium. Będziemy mówić sanskrytem i żyć wedle zasad „Rig-Wedy”. Przywrócimy prawa, o których zapomniano w Europie. I na nowo zajaśnieje światło Północy. Wieczne prawo, nurzając się w wodach Gangesu i Morza Śródziemnego, zatryumfuje.

Baron podniósł się. Jego oczy błyszczały. Zachrypnięty głos rwał się. Zapadłe z wycieńczenia policzki pokrywała jasna szczecina. Odrzucił włosy z czoła, odsłaniając czoło wielkich rozmiarów. Samotny i wątły dowódca pochłoniętego przez mroki wieków narodu. Kontynuował:

– Zakon mój powstanie na wierzchołkach gór. Pomiędzy Nepalem a Tybetem otworzę szkołę, w której będę uczył o sile, która potrzebna jest bardziej, niż mądrość.

Z gorączkowo błyszczącymi oczyma wykrzyknął:

– Wszystko gotowe! Czekają na mnie w Lhasie! Odkryję sekret run przyniesionych z północy i ukrytych w tajemnych miejscach świątyń. Mój zakon mnichów-wojowników przekształci się w  armię, jakiej świat jeszcze nie widział. I Azja, i Europa, i Ameryka będą przy niej niczym…

– Nie, Romanie Fiodorowiczu, nie.

Baron wzdrygnął się i spojrzał na niego. Wydawać by się mogło, że owo „nie” niespodziewanie zburzyło jego marzenie: zupełnie jak niespodziewanie spadająca lawina zmiata ukrytą nad  krawędzią skały buddyjską świątynię,  i spada ona w przepaść wraz z młynkami do modlitwy i bonzami w szafranowych odzieniach.

– Nie potrafię zrozumieć twoich planów. – wyjaśnił Rezuchin. – Znam tylko jedną armię – carską. I tylko jedną religię – chrześcijaństwo. Ale nie w tym rzecz. Rzecz w tym, że nigdy nie dojdziemy do Lhasy. Popatrz na mapę. Nie uda nam się przejść chińskiego Turkiestanu. Tymczasem Mandżuria jest o dwa kroki od nas. Wystarczy tylko chcieć i pójść na wschód.

– Nigdy! – wykrzyknął baron, – tylko Tybet…

Ungern został niemal sam. Towarzyszył mu tylko maleńki krąg tych, którzy nie zginęli i pozostali mu wierni. Dla kogo, tak jak dla niego, wierność jest honorem. Ungern jedzie ku wzgórzom Ałtaju na ulubionej kobyle Maszy i zatapia się w wizjach…

Nad klasztorem-twierdzą powiewa zloty sztandar z podkową i słonecznym znakiem Dżyngis-Chana. Fale Morza Bałtyckiego rozbijają się o masyw Tybetu. Wspinaczka, wieczna wspinaczka na Dach Świata, gdzie rządzą światło i siła. Wspinaczka…”  

Siwy koń potknął się o kamień. I marzenie prysło, pochłonięte przez pył unoszący się ze spieczonej ziemi.

Marzenia Boga Wojny… Przeczucie tego, co zdarzyć się musi – nie teraz, ale w innym obrocie koła Wiecznego Powrotu… Ten, kto żył naprawdę, nigdy nie doświadcza śmierci…

Rok 1921. Koniec. Zdrada. Ungern zostaje schwytany przez Czerwonych. Generał Blücher rozkazał w przypadku aresztowania Ungerna obchodzić się z nim „jak z sowieckim oficerem”. Czerwonogwardziści odwieźli go do kwatery dowództwa kompanii przy rewolucyjnej radzie wojennej Jeniseju.

Blücher szybko spotyka się z nim, proponując przejście na stronę bolszewików. Obydwaj rozmawiają po niemiecku. Blücher mówi o eurazjatach, o narodowym bolszewizmie, o odrębnym nacjonalistycznym nurcie w kierownictwie sowieckim, które choć na zewnątrz kryje się pod „frazeologią marksistowską”, w rzeczywistości jednak dąży do utworzenia ogromnego kontynentalnego tradycjonalistycznego państwa, nie tylko w granicach Mongolii, ale w całej Eurazji… Blücher obiecuje baronowi pełną amnestię i wysokie stanowisko. Wówczas już, w tajnej podjednostce OGPU na czele której stał martynista Gleb Boki, trwały prace nad przygotowaniem ekspedycji do Tybetu oraz duchowego przeobrażenia bolszewizmu w jakiegoś rodzaju nowy, spirytualny byt…

1 2 3 4

Baron Ungern odpowiada odmownie na wszystkie propozycje. Przynajmniej tak mówi oficjalna historia. W Nowonikołajewsku urządzono pokazowy proces barona Ungerna – Sternberga. Po wydaniu wyroku, za próbę obalenia rewolucyjnej władzy bolszewików 15 września 1921 roku, baron został rozstrzelany. Umarł Bóg Wojny… Ale czy bogowie w ogóle umierają? – zapytacie z niedowierzaniem, i będziecie mieć całkowitą rację. Oni mogą odejść, ale umrzeć nie mogą.

 Do dziś w religijnych kręgach mongolskich i buriackich krąży następujące podanie:

„Z północy nadszedł biały wojownik i poderwał Mongołów, wzywając ich by zerwali niewolnicze łańcuchy, skuwające ich swobodną ziemię. W tego białego wojownika wcielił się Dżyngis-chan, i przepowiedział on nadejście jeszcze większego od siebie…”

Chodzi o Dziesiątego Awatara, Mściciela, Tryumfatora, Groźnego Sędziego. Różne tradycje nazywają go różnymi imionami. Nie zmienia to jednak istoty rzeczy. Klęska „naszych” to tylko eschatologiczna iluzja. Poddawanie się jej jest niemoralne. Naszym zadaniem jest wytrwać do końca. Nieważne że przegramy wszyscy do ostatniego i stracimy wszystko co jeszcze można stracić… Naszym honorem jest Wierność.

3Rzucić wyzwanie przeznaczeniu ciemnych wieków – w samym tym geście zawiera się już najwyższa nagroda. A nieco później nadciągną też i mściciele…Ostatni Batalion…Okrutne Łowy Jednego…Siła „naszych”. Ze złotym sztandarem, na którym lśni czarna runa UR – znak Kosmicznej Północy – osobisty sztandar Boga Wojny, barona Romana Fiodorowicza Ungern – Sternberga. Zwiastuna Awatara.

Postscriptum

Piotr Wrangler, generał porucznik armii Imperium Rosyjskiego, tak opisuje barona Ungera – Sternberga:

„Średniego wzrostu blondyn, chudy i pozornie wątły, ale żelaznego zdrowia i energii, Ungern żyje wojną. Nie jest to oficer w powszechnie przyjętym znaczeniu tego słowa, jak że nie tylko nie zna najbardziej elementarnych przepisów i podstawowych zasad służby, ale nieustannie popełnia wykroczenia zarówno przeciwko dyscyplinie zewnętrznej, jak i wychowaniu wojskowemu – jest to typ partyzanta amatora, łowcy tropiciela śladów z powieści Mayne – Reida. Obszarpany i brudny, śpi zawsze na podłodze, wśród Kozaków z sotni, jada ze wspólnego kotła i mimo, że wychowany w dostatku i komforcie, robi wrażenie człowieka, któremu zupełnie na nich nie zależy. Na próżno próbowałem przekonać go o konieczności zadbania przynajmniej o wygląd zewnętrzny”.

Inny ważny oficer armii Carskiej Władimir Aleksandrowicz Kislicyn, takimi słowami wspomina Ungera – Sternberga:

Często się zdarzało, że siedział ze mną do czasu, aż przyszła moja żona lub inna dama. Po ich przybyciu starał się jak najszybciej pożegnać i wyjść; nie znosił towarzystwa kobiet”.

Natomiast Antoni Ferdynand Ossendowski w książce pt. „Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów”, przytacza słowa Ungera – Sternberga na temat rewolucji komunistycznej:

„Miałem zamiar założyć w Rosji zakon wojskowy buddystów. Po co? – Dla obrony moralnej ewolucji ludzkości od zgubnych wpływów rewolucji, gdyż jestem tego zdania, że postęp ewolucyjny prowadzi do ideału, tj. bóstwa, rewolucja zaś po gwałtownym skoku naprzód wstrzymuje rozwój i prowadzi wstecz do zezwierzęcenia”.

 

 

 

 

Korea Północna

Wielu z was pewnie miało niekiedy objawy oświecenia w sprawach polityki lub ekonomii i wypowiedziało te słowa  – Jak mogłem/mogłam dać się nabrać na takie numery ? Istnieje wspólny mianownik pomiędzy wojną w Donbasie i kwestią Korei północnej, gdzie trwa walka wielkiego  kapitału światowego wycelowanego w zdławienie idei komunistycznej obecnej ciągle w Korei północnej i odradzającej się na Ukrainie. Swoim krytycznym i podejrzliwym myśleniem, odkryłem dość niedawno powód konfliktu na Ukrainie, w którym absolutnie nie chodzi o próbę zniszczenia Putina i Rosji lecz jest to wspólna walka Rosji, USA, zachodu przeciwko odradzającej się idei komunistycznej w Doniecku, Ługańsku, w Donbasie! ( wkrótce napiszę obszerny felieton dotyczący tej sprawy i myślę, że otworzę wam oczy na prawdę o Ukrainie i Rosji )

Dziś chcę się trochę skupić na Korei północnej.
A więc głównym państwem trzymającym w szachu Koreę północną są Chiny, następnie USA i Rosja a także elementy polityczne w samej Korei południowej, również Japonia angażuje się w dalsze osłabienie Korei płn. Chiny wbrew utartej opinii nie są komunistyczne w żadnym większym stopniu, oprócz widocznych zewnętrznych elementów, jak czerwona flaga i inne drobne błahostki, natomiast Chiny są czysto kapitalistycznym państwem, bojącym się jak ognia prawdziwej idei i ustroju komunistycznego, który zagraża Chinom ze strony małej Korei północnej. Chiny są najbardziej zainteresowane dalszą ekonomiczną blokadą Korei północnej i za kurtyną razem z USA i Rosją prowadzą walkę w celu zniszczenia Korei północnej i idei komunistycznej.

Cały świat jest zalewany skrajnie anty Koreańską propagandą i tworzy się najbardziej wymyślną indoktrynację w celu zohydzenia światu idei komunistycznej pokazując tłuszczy zachodniej przykład małej Korei północnej i jej rzekomej biedy, spowodowanej przez zły komunizm! Trwa nieustanna kampania, wojna medialna skierowana przeciwko człowiekowi i trwałemu zniszczenia w ludzkich umysłach idei równości i sprawiedliwości społecznej. To poskutkowało już prawie automatycznym, odruchowym, instynktownym wstrętem całej ludzkości do Korei północnej i każde kłamstwo, nawet to idiotycznie prostackie na temat przywódców politycznych Korei północnej przejdzie do świadomości publiki bez żadnego oporu i krytycznej myśli.
Nie będę dziś obalać zachodnich, Chińskich, Rosyjskich i innych mitów medialnych dotyczących Korei północnej bo jest to opcja z góry stracona na porażkę, ale nadmienię tylko jeden przykład tej nagonki medialnej świata na przywódcę Kim Dzong Un, która pomimo oficjalnego zachodniego dementi i przyznania się do jej spreparowania i sfałszowania, zakorzeniła się w świadomości światowej opinii jako prawda i moja obiektywność w tej kwestii na pewno spotka się z waszym niedowierzaniem…No bo przecież pokazywali w TV jaki strasznie krwawy i okrutny jest przywódca Korei północnej i tzw. prawdziwe filmy dokumentalne, najlepiej Niemieckie i Francuskie pokazywały okropieństwo życia w tym kraju !

Na początku sam wierzyłem w rzetelność tej historii, ale na szczęście włączyłem swój mózg i myślałem krytycznie. Ten „fakt” medialny dotyczył rzekomej egzekucji na jakimś ważnym urzędniku lub krewnym Kim Dzong Un, podobno wykonano egzekucję na nim poprzez umieszczenie ofiary w klatce z wygłodniałą watahą psów w środku. Tą informację drukowano najpierw w Chińskich gazetach a później tak tłusty kąsek informacyjny, obleciał cały glob ziemski  szybkością światła, lecz po kilku miesiącach okazało się, że sprawa z egzekucją była czystym wymysłem tej właśnie Chińskiej gazety, ale fałsz i obłuda powtarzana setki, tysiące razy w mediach jak to podobno mówił Goebbels i Geremek, przeistacza się w prawdę.

Korea północna jest bardzo osamotniona i ze strony niby komunistycznych Chin, Korea północna odczuwa największe restrykcje handlowe i ekonomiczne. Chiny ślą pod adresem Korei północnej największe, wręcz fantastyczne kalumnie, obelgi i zmyślony horror, który jest podchwytywany przez ogół światowej prasy, mediów i wyświetlany zahipnotyzowanej publice w Telewizorach. Przydała by się wam chociaż podstawowa wiedza geograficzna regionu Azjatyckiego i wokół Korei północnej,  bo dopiero wtedy możecie dostrzec, komu jest najbardziej na rękę stłumienie i zniszczenie Korei północnej a za wszystkim stoi USA i jej przyjaciele tj. Chiny, Rosja i oddany pies Ameryki, Japonia. Bezpośredni sąsiedzi Korei północnej i mocarstwa nuklearne: kapitalistyczne Chiny, a przede wszystkim kapitalistyczna Rosja, są żywotnie zainteresowane zduszeniem Korei północnej. Z tego względu Rosja prowadzi obecnie zbrojną walkę na zachodzie, przeciwko odradzającemu się komunizmowi na Ukrainie w Donbasie, toczy wojnę informacyjną przeciwko komunistycznej Korei północnej na dalekim wschodzie i ze smutkiem muszę przyznać, że władze Rosji prowadzą trzeci front a mianowicie, za wszelką cenę likwidują u siebie wciąż żywą pamięć w sercach milionów Rosjan o latach komunizmu. To co wygląda na walkę, spory, sankcje, animozje pomiędzy Rosją a zachodem jest gigantyczną iluzją, w rzeczywistości USA i zachód z władzami Rosji ściśle kooperują !

Chociaż Ameryka jest oddalona tysiące km od Azji, ona jako główny pasożyt i pijawka świata  broni się przed największym zagrożeniem w obliczu którego stoi jej kapitalistyczna pseudo cywilizacja, a nim jest odradzający się komunizm w świadomości wielu ludzi na ziemi. Rożnymi metodami i w rożnych formach co kilkanaście lat odradza się idea komunistyczna jak nie w Afryce to w Ameryce południowej, na Bliskim wschodzie lub Azji. Ostatnimi przykładami renesansu komunizmu była Libia, Irak, Afganistan, Jugosławia i jak widzieliśmy zostały te państwa unicestwione, natomiast Syria bezustannie jest bombardowana przez Amerykańsko/NATO-wskie szwadrony śmierci (tzw. państwo islamskie) Natomiast komunistyczna Kuba niedawno się poddała i pieniądz zwyciężył nad rozumem, na Kubę wróci Amerykański burdel, kasyna, mafia i wyzysk. Jeszcze tylko komunistyczna Korea północna trwa, pomimo nałożonych na nią radykalnych restrykcji handlowych i ekonomicznych, które powaliły by każde jedno państwo kapitalistyczne już dawno na łopatki. Korea północna się nie poddaje, bo zwyciężył człowiek, zwyciężył rozum i skromność a siła rozumu jest silniejsza od każdej broni jaką wytoczy USA, zachód z Chinami i Rosją przeciwko ludziom dobrej woli. Nie zaprzeczę że w Korei północnej sytuacja ekonomiczna jest zła, ale na pewno nie do tego stopnia co pokazuje światowe ścierwo medialne.

Głosy rozsądku i dążenia do równości społecznej coraz bardziej dają o sobie znaki, dlatego tyle konfliktów, one są bezpośrednią pochodną coraz bardziej pogłębiających się różnic społecznych, ponieważ chciwość elit światowych nie zna umiaru i swoją ślepą, niepohamowaną rządzą pieniądza zniszczą samych siebie a my zarażeni podobnym łakomstwem pójdziemy z nimi na dno. Ale przecież miliarderzy i elity świata są na tyle mądrzy i powinni to wiedzieć, że nie mogą doprowadzić do całkowitego upadku swoich żywicieli tj. społeczeństwa na dole piramidy, bo tym samym piszą na sobie wyrok śmierci ? Niestety myślę, ze pieniądze i żądza bogactwa odebrały tym na górze i na dole piramidy całkowicie rozumy i stoimy na progu zagłady ziemi. Współpraca, równość czyli Komunizm albo Kapitalistyczna śmierć, przed takim dylematem jest cała ludzkość świata.

Indie – Największa demokracja świata i „Tygrys” Azji

W dzisiejszym wpisie umieszczam link aby zobrazować nim ostrzeżenie dla Polski i Polaków co nas czeka w demokracji i kapitalizmie na przykładzie podobno świetnie rozwijających się Indii. Większość ludzi patrzy na kapitalizm przez pryzmat Niemiec, Skandynawii, Francji lub przez pryzmat coca coli/hamburgera lub nowego iphona  ale nie łudźcie się, nasze życie wkrótce zmieni się w kompletny koszmar na wzór Indii. Ten tzw. nowoczesny kapitalistyczny, demokratyczny świat to zaledwie 5 % ogółu ludzkości  wykorzystujący Indie, Afrykę, Amerykę południową i Europę wschodnią. Obywatele tych państw i kontynentów żyją w kompletnym szambie ale …..demokratycznym

Wyjątek stanowią komunistyczne Chiny które pomimo wielkiej ilości obywateli potrafiły w jakiś sposób zapewnić ludziom w miarę stabilne i godne życie a tym wybitnym przykładem dobrego systemu był komunistyczny Związek Radziecki.

Indie znakomicie ilustrują kapitalistyczną nędzę i rozpacz a sądzę, że ci obecnie bardzo biedni ludzie w dawnych czasach mieli wysoko rozwiniętą kulturę ale jednak  absolutny fanatyzm religijny  i wpływ Angielskiego kolonialnego feudalizmu spowodowały kompletny upadek niegdyś wielkiej cywilizacji Hinduskiej. Mówi się że biała rasa pochodzi z Indii i że nasze DNA jest ściśle powiązane z DNA hindusa a także widać gołym okiem, że twarze Hindusów (pomijając ich ciemną karnację skóry) przypominają  rysy twarzy białego człowieka, lecz po bliższym zapoznaniu się z faktami nie chce mi się wierzyć, że my i hindusi mamy coś wspólnego z wyjątkiem podobnie ogłupiających religii i tępej wiary w zbawienną rękę wolnego rynku. Wychodzi na to że religia jest głównym źródłem całego zła.

Chcecie zobaczyć efekt niepohamowanej fanatycznej religii i apokalipsę kapitalizmu ? Tego wam  TVN ani Onet nigdy nie pokaże.  Zapraszam więc do obejrzenia poniższego linku (uwaga drastyczne zdjęcia) W Indiach kapitalizm osiągnął punkt szczytowy ludzkiego upodlenia a religia Hinduska jak chrześcijańska zrobiła z ludzi prawdziwe zombie.

http://www.chinasmack.com/2010/pictures/filthy-india-photos-chinese-netizen-reactions.html

Czy USA dobierze się do Chin poprzez „demokratyzację” Tybetu?

Wszystko wskazuje na to, że już w niedalekiej przyszłości Chiny będą mieć kłopoty z Tybetem który ma zostać zdemokratyzowany przez USA.
Rzucą jankesy na Tybet trochę dolców, gumę do żucia, hamburgery i Tybetańskie cymbały jak na Ukrainie wyjdą na ulice by domagać się kapitalizmu no i w ten sposób tępy lud będzie użyty aby zniszczyć Chiny i wprowadzać oczywiście dupokrację.
USA użyją Tybetu w ten sam sposób jak używają Ukrainy by dobrać się do Rosji.
Przywództwo Chin i Rosji dobrze wie co jest grane i na pewno obydwa kraje zaszachują USA ale znowu będzie zamieszanie, wiele tysięcy ofiar, prowokacje z samolotami i inne.
(Chiny już miały kiedyś namiastkę tzw. kolorowej rewolucji na placu Tiananmen w latach 80tych, a wieku 19-stym Chiny były całkowicie rozwalone przez zachód, patrz tzw.” Wojny Opiumowe”)

Sprawę z Ukrainą i samolotem odłożę na inny felieton bo nie połączyłem jeszcze do końca wszystkich faktów a dzieją się na Ukrainie rzeczy przełomowe które wpłyną na zmianę strategiczną w całej Europie a może i reszcie świata .Zmiany na lepsze ale póki co będą jeszcze ofiary i niestety prowokacje zachodu typu ostatniej – samolotowej.

Tybet …to zbieranina fanatyków religijnych typu Polskiego – katolskiego..
Ci z Tybetu też mają swojego „papieża” jakiegoś tam dupka Dalaj Lame uśmiechającego się zawsze pajaca, mającego miliony fanów(kobiet) na zachodzie .Facet jest kochany przez naiwnych debili zachodnich a w reszcie świata azjatyckiego Dalaj Lama jest znienawidzony za swój serwilizm wobec zachodu i obłudę. Podobno Lama wyznaje religię/filozofię Buddyjską ? W Buddyzmie jak wiemy podstawa to nie zabijanie i wegetarianizm, „ale co wolno wojewodzie to nie Tobie smrodzie”
Dalaj Lama wcina mięsiwo aż się kurzy. Nie wierzyta? to se wyguglujta i poczytajta !

Dali-Lama-and-Pope-John-Paul-II19860202-dalai-lam_1880468i

Ten cały Bóg Lama to pasożyt pokroju papieży i innych szejków, rabinów i całej tej hołoty monarcho-religijnej.
Co do samej Religi/filozofii Buddyjskiej to mam ją tak samo głęboko w dupie jak ten cały mojżeszowo/jezusowy śmietnik. Jedyne co jeszcze daje duży plus buddyzmowi to ten wegetarianizm, a reszta ? toż to jeszcze gorsze poniżenie i serwilizm aniżeli judaistyczne piekło ( chrześcijaństwo i muzułmanizm)

Fakty są takie, że Chiny przejęły Tybet w latach 50 tych bo widziały co się wyrabia u ich granic i wprowadziły tam względny porządek, przede wszystkim dość dobrze dały w czapę wszystkim tym pasożytom religijnym od mnichów po Lame który musiał się ewakuować z całym dworem i dolarami do Indii. Indie ? to jest dopiero burdel na kółkach, znaczy się demokracja! żydowskie kukły w TV i eksperci od ich pseudo ekonomii wmawiają naiwnym, że Indie to prawdziwy tygrys gospodarczy, tłumacząc na język zrozumiały: Indie to kompletne dno, 4 świat albo gorzej ale demokratyczne.

Wracając do Tybetu za Lamów przed inwazją Chin.
Gdyby nie Chiny to te chciwe debile Lamy rozebrali i sprzedali by nawet Himalaje żydowskim spekulantom z Wall street..
Skąd u was tak fascynacja wszystkim co z Tybetu ? Bo wam zasrana TV wmówiła, że życie za Lamy w Tybecie było rajem, prawdziwym Szangri – La. Tak ! może i było rajem ale dla kasty religijnej i milionów mnichów z bogiem Lama na tronie ( identyko jak obecnie z milionami kleru w Polsce) Ta buddyjska szarańcza żerowała na ludzkiej pracy i utrzymywała ludność w feudalizmie gdzie za byle przewinienie można było stracić rękę, oko lub żywot !
W Tybecie klasztor na klasztorze, namnożyło się tych pasożytów mnichów tyle, że w końcu Chiny musiały zareagować. Chiny weszły, wprowadziły zdrowy rozsadek, edukację, uprzemysłowiły ten prymityw i na razie jest spokojnie ale hieny z USA już szkolą w Indiach miliony łysych pał uzbrojonych w paciorki pod przywództwem zawsze uśmiechniętego sprzedajnego pionka Dalaj Lamę ( „nasz” Wojtyła)..To wszystko przypomina mi obecną Polskę, seminaria trenują miliony pedofilii/czarnoksiężników w sukmanach i rzucają ich do Polskich szkół, przedszkoli a te wampiry piorą dziecięce mózgi i nie tylko.

Konkluzja:

  • Chiny nie będą się patyczkować z nawiedzoną religijnie hołotą i tym pajacem Dalaj Lamą.
  • Rosja mimo pozornej akceptacji cerkwi tak naprawdę też ma głęboko w dupie religijnych pasożytów i całą tą żydowską jezusową farmazonade.
  • Syria również ma dość tych nawiedzonych debili muzułmańskich i jak widzimy ostro tępi to kurewstwo.
  • A Polska na odwrót, im gorzej w kraju tym niżej nawiedzony Polak się kłania przed Panem biskupem lub innym rabinem.

Nie będzie ataku na Iran. Religia ponad wszystko, nawet ropę

Dopóki Iran jest państwem, religijnym dopóty ani USA ani Izrael nie zaatakuje Iranu. Całe to bicie piany o Irańskiej bombie to pic na wodę. Iran o tym dobrze wie ba! Powiem nawet tak że władze Irańskie współpracują z Izraelem. Psy syjonizmu zaatakowały świecki, postępowy Irak, Syrię, Libię bo ( te państwa połapały się o co chodzi w Religi żydowskiej – islamie i powoli odchodziły od muzułmanizmu lub powoli usuwały religię z życia politycznego co spowodowało że te kraje w zdecydowany sposób polepszyły swoją ekonomię, życie społeczne itd ) i trzeba je niszczyć.

Państwa gdzie judaizm w postaci islamu kwitnie jak A. Saudyjska, Bahrajn, Kuwejt (ultra feudalne królestwa religijne) są pielęgnowane przez Izrael lub bezpośrednio rządzone przez Izrael. Bo widzicie judaizm w postaci islamu i chrześcijaństwa są religiami mamony pochodzącymi bezpośrednio od tej niby starszej judaizmu a w tej Religi forsa liczy się ponad wszystko i ważny aspekt żydowskie religie promują tzw. naród żydowski jako wybrany przez samego Boga. Jeżeli państwa arabskie świeckie nie zostały by zniszczone wtedy Izrael znalazł by się w prawdziwych opałach, system pieniężny świata uległ by wstrząsowi i ogólnie świadomość uległa by zmianie na lepsze – świadomość że forsa to nie cel życia ludzkości a forsa jest całym credo żydowskiej Religi i jej pochodnych chrześcijaństwa, islamu.

A więc można spać spokojnie ataku na Iran nie będzie dopóki nie wykształci się tam świecki system władzy. Gdy taki ruch w Iranie powstanie wtedy macie na bank pewną interwencję „pokojowo-demokratyczną” USA psa gończego izraela, a Polacy też chętnie pojadą przelewać krew za swojego starszego brata w wierze. Wystarczy że rabin w sukience ksiądz poświęci karabin wtedy Polskie mięso armatnie ruszy tam gdzie Pan wskaże. Zaiste ogłupieli Polacy przez te ostatnie 25 lat. Amen. Do następnego.

P.S. Nie chodzi też o żadną ropę ale jak pisałem o utrzymanie świata arabskiego w kajdanach  Religi pieniądza i wbijanie w mózgi miliardom ludzi pojęcia o narodzie wybranym. Dlatego też żydowski kapitalizm dozbroił Hitlera by ten za wszelka cenę zniszczył komunizm (ruch wyzwolenia ludzkości) – największe zagrożenie jakie istniało dla żydowskiego feudalnego systemu .Gdzie się komunizm narodził? W Rosji, a komunizm czyli gromada, braterstwo, równość była naszym Słowiańskim pradawnym systemem społeczno- gospodarczym który niestety został zniszczony przez żydowski kościół ale ! w Rosji duch Słowiański przetrwał w największym stopniu dlatego to tam powstał nowoczesny komunizm inaczej renesans Słowiaństwa i w Rosji on na nowo powstanie ! Dlatego też obecna Rosja jest tak demonizowana przez cały zachód który służy Izraelowi, ponieważ Hitler należał do nich. Rosja nigdy. Temat II wojny opisze w niedługim czasie bo to arcyciekawe wydarzenie tragiczne w głównej mierze dla nas Słowian !

P.S. Powie mi ktoś że przecież religia muzułmańska nauczyła arabów np. bycia miłym dla gości. Bzdura! Arabowie od zawsze byli wobec podróżnych, wobec gości bardzo otwarci i pomocni .Podobnie mówią że religia chrześcijańska nauczyła ludzi miłości do bliźniego Taaak?? To następny nielogiczny farmazon. Gdyby nasi przodkowie nie znali miłości, poszanowania bliźniego to by ulegli samozagładzie i to dotyczy każdej cywilizacji .Zobaczcie na obecnych przykładach religijnego neokolonializmu w Afryce lub w innych miejscach świata ..Tam gdzie przychodzi religia chrześcijańska lub muzułmańska tam zaraz przychodzi kult pieniądza, konflikt, cierpienie . Religie wspierają kapitalizm, szczurzą konkurencję, kult jednostki, podział klasowy natomiast komunizm wspiera edukację, zdrowy rozsądek, braterstwo, równość.

P.S A ateistyczny zachód gdzie prawie nikt nie chodzi do kościołów ? Odpowiem tak : zachód nie jest ateistyczny, ludzie  nie chodzą do kościołów – zgoda ale wierzą we wszystkie wyssane z palca historie o Bogu , Jezusie, Mojżeszach, cudach i najważniejsze:  wierzą w bajdy o Narodzie wybranym.  Dlatego nie można mówić że dany naród jest ateistyczny bo nie uczęszcza na msze. Nie chodzić do kościołów a wierzyć – to jest właśnie cały trik  i na tym polega tzw. ateizm w krajach zachodnich .Wiele razy można spotkać się z opinią że :  ten lub tamten ksiądz lub jakiś  kardynał, biskup  jest zły, niedobry ale człowiek to mówiący zaraz doda  coś takiego:  ja nie wierzę w księży w kler ale wierzę w biblijne i nowo testamentowe historie.  No i macie jak na tacy do czego doprowadziło pranie mózgów.