Polityka

Jedzą, piją, lulki palą

Chodzą słuchy, że Rosja wspomaga militarnie partyzantów Talibańskich w Afganistanie, czemu rząd Rosyjski kategorycznie zaprzecza, ale przypuszczam że Rosja jednak wspiera Talibów i jest to podyktowane, żywotnym Rosyjskim interesem narodowym w kontekście walki przeciwko narkomanii.

Warto więc przypomnieć, że gdy Talibowie rządzili Afganistanem, zlikwidowali w całym kraju uprawę maku na opium, a głównym rynkiem odbioru tego narkotyku była Rosja, i miliony młodych Rosjan pogrążało się wówczas w uzależnieniu, ale dzięki Talibom sytuacja uległa znacznej poprawie i miękkie podbrzusze Rosji zostało zabezpieczone. Ten stan rzeczy nie trwał jednak długo.

W 2002 roku Talibowie tracą władzę i siły wojskowe NATO przejmują kontrolę nad większością Afganistanu, i obecnie uprawy maku są większe niż kiedykolwiek w historii Afganistanu i uzależnienie narkotykowe zbiera w Rosji znowu śmiertelne żniwo i niszczy młodą tkankę narodu rosyjskiego.

Trudno sprecyzować czy ponowne zaangażowanie Rosji w Afganistanie, przyniesie oczekiwane rezultaty i uprawy maku znikną, ale kilka faktów przemawia na korzyść Rosji. Świat, a zwłaszcza bezpośredni sąsiedzi, bardzo Rosję szanują, ponieważ współczesna Rosja, na zawsze pożegnała się z nihilistycznym i ateistycznym ustrojem komunistycznym i stopniowo wraca do wyższych idei chrześcijańskich, z naciskiem na rozwój duchowy.

Rosja jest państwem multi etnicznym i era komunizmu przyniosła śmierć i zniszczenie wielu narodom komunistycznej Rosji, ale wszystko zmieniło się jak w kalejdoskopie po 1991 roku, i stosunek chrześcijańskiej i kapitalistycznej Rosji do sąsiadów i republik, coraz bardziej przypomina tolerancyjny okres rządów Carskiej Rosji w związku z czym, nawet muzułmanie z Czeczenii, którzy potwornie ucierpieli z rąk Stalina, są obecnie bardzo lojalni wobec Moskwy i nie ulega wątpliwości, że Talibowie również do nowej Rosji są dobrze nastawieni i z pewnością jej pomogą.

Niedawny śmiertelny wróg Rosji, jest obecnie jej sprzymierzeńcem i nic bardziej Rosji by nie ucieszyło, jak ponowny powrót Talibów do władzy, bo oprócz likwidacji upraw maku, można śmiało powiedzieć, że Talibowie są kompasem moralnym dla zepsutego i zgniłego świata zachodniego, do którego Rosja poniekąd się zalicza.

Talibowie są ponadto doskonałymi żołnierzami i zachodzi nurtujące pytanie, skąd się wzięła niesamowita odwaga i waleczność tych ludzi ? W żyłach Afgańczyków płynie Macedońska krew, a jest to ściśle związane ze zdobyciem tego regionu w antycznych czasach, przez niezwyciężone armie Aleksandra wielkiego. Tysiące Macedońskich żołnierzy postanowiło wówczas tam się osiedlić i nawet do dzisiaj, wielu współczesnych Afgańczyków ma Europejskie rysy twarzy, blond włosy oraz niebieskie oczy i jestem pewien, że oni nigdy nie złożą broni.

Skoro Afgańczycy są po części Macedończykami, to jest w nich także cząstka Słowiańska, aczkolwiek wyznają religię muzułmańską i ten aspekt przypuszczam dał im najwięcej siły. Pomieszały się geny oraz wyznania i stworzyły Talibów i mamy przykład jak kiedyś walczyli Słowianie.

Pod pretekstem walki z terroryzmem, siły zachodnie uderzyły zatem na Afganistan i okupują ten kraj do dnia dzisiejszego i większość ludzi sądzi, że zachód prowadzi szlachetną i heroiczną walkę przeciwko bardzo złym Talibom, którzy są odpowiedzialni za zamachy terrorystyczne 09 września 2011 roku w USA, i za większość tragedii i kataklizmów jakie nawiedziły ziemię.

Nic bardziej błędnego, ponieważ wojna w Afganistanie jest tak naprawdę konfliktem wymierzonym w samą Rosję, ale tym razem nie chodzi o militarne osłabienie Rosji, lecz o ponowne zalanie Rosji narkotykami i Afgańskie opium jest bardzo skuteczną bronią zachodu przeciwko Rosji. Jeżeli spojrzymy z perspektywy historycznej, to ten sam scenariusz zachód przeprowadził już ponad sto lat temu w Chinach i taktyka okazała się strzałem w dziesiątkę.

Aby osłabić i ostatecznie zdobyć Chiny, zachód a dokładnie rząd Brytyjski, zaczął eksportować do Chin rożnymi kanałami, gigantyczne ilości opium notabene również z Afganistanu znajdującego się wówczas pod kontrolą korony Brytyjskiej i miliony Chińczyków w narkotykowym otępieniu, nie była zdolna podjąć walki w obronie ojczyzny. Wprawdzie rząd Chiński stawiał twardy opór i wybuchły dwie tzw. wojny opiumowe, niemniej Chiny konflikt sromotnie przegrały i niepodległe państwo środka przestało de facto istnieć.

W późniejszym rozczłonkowaniu Chin brały udział wszystkie ważniejsze potęgi zachodnie w tym USA, Francja, Niemcy, Włochy, Portugalia i paradoksalnie nawet Carska Rosja zagrabiła kilka części Chin i obecnie w 21 wieku, za błędy ojców Rosjanie muszą płacić ogromną cenę, a karma to bezwzględna suka. Hong Kong, Szanghaj i wiele innych miast oraz regionów w Chinach, były do niedawna tzw. perłami w koronie imperium Brytyjskim, które zostały zdobyte narkotykami i bardzo podejrzliwa i nieufna natura rządu Chińskiego wobec zachodu, jest jak najbardziej uzasadniona.

Do tego stopnia Azjaci są podejrzliwi w stosunku do przedstawicieli państw zachodnich, że określają nas mianem „białych diabłów” i jeżeli weźmiemy pod uwagę nie tylko narkotyki, które w kilku państwach Europejskich i w niektórych stanach USA są już legalne, ale też legalną pornografię, aborcję, to oni powinni postawić na swoich granicach nowy Chiński mur, ale na sto metrów wysoki.

Azjaci wyciągnęli prawidłowe wnioski z lekcji z historii i znakomicie się orientują, jak groźne dla przyszłości narodu są wszelkiego rodzaju narkotyki w związku z tym, bezwzględnie karają przemytników oraz handlarzy i nawet za minimalną ilość opium, heroiny lub haszyszu można trafić w Azji za kratki na dożywocie, natomiast przemytników większych ilości narkotyków, ustawiają przed plutonem egzekucyjnym i rozstrzeliwują.

Pomiędzy bajki zatem włóżmy całą oficjalną narrację zachodu wobec wydarzeń związanych z wojną w Afganistanie, ponieważ wojska zachodnie strzegą i pilnują upraw maku przed Talibami, ponadto samoloty transportowe NATO przerzucają setki ton opium rocznie, między innymi do Polski i te rzekome więzienia dla Talibów w Klewkach, były i nadal są znakomitą przykrywką pod ten proceder.

Bardzo bliski odkrycia prawdy do czego służyły rzekome więzienia dla Talibów w Polsce, był nieżyjący już Andrzej Lepper z Samoobrony i naraził się z tego powodu wielu ważnym Polskim politykom zamieszanych w przemyt. Z pewnością Lepper doszedł by do ostatecznej konkluzji, że nie tylko więzienia, ale wszystkie ważniejsze lotniska i placówki wojskowe w Polsce są zamieszane w szmugiel Afgańskiego opium na gigantyczną skalę i mógł by tą hipotezę nagłaśniać, co by rozniosło się wielkim echem w prasie i mediach, bowiem Lepper miał wówczas spore poparcie narodu.

Lepper jednak tak daleko się nie posunął, aczkolwiek żywy był zbyt niebezpieczny dla mafii i w 2011 roku został zamordowany. Podejrzewam, że katastrofa rządowego Tupolewa na pokładzie którego znajdował się praktycznie cały sztab sił zbrojnych, oraz tajemnicza śmierć wysokiej rangi oficera Polskiego wywiadu pułkownika Petelickiego w 2012 roku, miały na celu wyeliminowanie niewygodnych świadków.

Społeczeństwa zachodnie i naród Polski, są niszczone cichą bronią alkoholową i co sto metrów w Polsce jak grzyby po deszczu wyrosły sklepy monopolowe, ale niebawem do alkoholu dołączy pełna legalizacja marihuany, ale to nie koniec, ponieważ wkrótce państwa zachodnie przyznają obywatelom tzw. minimalny dochód gwarantowany i skrystalizuje się dosłowna utopia i możemy wówczas zgasić światło w cywilizacji białego człowieka, bo ludzie będą pić, skręty palić i siedzieć na dupach i od wewnątrz gnić.

Dasz im palec, a oni wezmą rękę i po legalizacji marihuany motłoch będzie się domagać legalizacji twardych narkotyków i przyjdzie wówczas śmierć całych narodów. Holokaust ludzi już de facto trwa na zachodzie w formie aborcji i proszę spojrzeć jakimi etapami, ten bestialski proceder został prawnie usankcjonowany, a wszystko zaczęło się od przyznania kobietom tzw. równouprawnienia, ale to im nie wystarczyło i cywilizacja zachodnia znajduje się obecnie na krawędzi przepaści, bo kobiety mordują swoje największe skarby.

Na koniec wrócę do alkoholu i jest z tą kwestią związany bardzo ciekawy i mało znany niuans historyczny. Gardzimy Rosjanami z wielu powodów i najbardziej razi nas ich domniemany alkoholizm i faktycznie współcześni Rosjanie piją bez umiaru, ale nie zawsze tak było, bowiem spożycie alkoholu w carskiej Rosji było najmniejsze z wszystkich państw białego człowieka. Naród rosyjski został rozpity do potęgi nie trudno się domyślić, przez komunistów i ten problem dotyka także nasze społeczeństwo i patologii społecznej z roku na rok w Polsce przybywa.

Wprawdzie Stany zjednoczone są bardzo zniszczone na płaszczyźnie moralnej i etycznej, niemniej tam również byli mądrzy ludzie i wiedzieli dokąd prowadzi alkohol i prohibicja alkoholu w latach 30 tych ubiegłego wieku, była najlepszym przykładem ukrytej mądrości Amerykanów. Istnieje nadzieja, że współczesna Ameryka powróci do jakiś konserwatywnych i zdrowych zasad obyczajowych, i pociągnie cały świat ku górze, albowiem Ameryka wyznacza światowe standardy w każdej dziedzinie i tą nadzieją, jest stroniący od używek i alkoholu abstynent Trump.

Alkohol jest nie tylko naszą Polską piętą achillesową i generalnie wszystkich Słowian, lecz jeszcze więcej szkody wyrządził w Ameryce i jego spożywanie, doprowadziło do kompletnej zagłady Indian północnoamerykańskich w związku z tym, zakaz spożywania alkoholu w świecie muzułmańskim jest bardzo chwalebny i podziwiam wyznawców islamu, że oparli się tej podstępnej truciźnie.

Mimowolnie, a może celowo kościół katolicki popularyzuje alkohol wśród wiernych, rytuałem mszalnym z zamianą wody w wino i ewangeliami z podobnymi motywami, i mądre przysłowie: „Czym skorupka nasiąknie za młodu, tym na starość trąci”, najlepiej oddaje powagę sprawy. Co prawda żadna religia nie jest idealna, ale wyznanie katolickie ma więcej minusów niż plusów i brakuje w katolicyzmie ortodoksji, a nawet koniecznego fundamentalizmu i dosłownie wszystko u nas przejdzie, albowiem największe grzechy i złe uczynki rozgrzeszy absurdalna spowiedź święta.

Ponadto, ludzie nie mają już bladego pojęcia do czego się modlić, bo jest dość karkołomny koncept trójcy świętej, i Maryi przypisano status bogini, są setki świętych, jest nieomylny papież i w rezultacie, chrześcijaństwo w wydaniu katolickim nabrało cech pogańskich, a przydały by się nie budzące wątpliwości jasne przykazania i reguły oraz jeden męski Bóg, na którym człowiek mógł by skupić całą swoją uwagę i czerpać natchnienie.

Religia spełni pożyteczną rolę w życiu ludzi i zainspiruje ich do poprawy własnego charakteru, gdy Bóg do którego się modlą będzie żywy, ale przez religię chrześcijańską, ciągle przewijają się motywy związane z cierpieniem, torturami, śmiercią i najgorszy wpływ na ludzi, niesie ze sobą owcza śmierć Boga na krzyżu. Być może Boga nie ma, a jeżeli nie ma, to mężczyźni muszą go stworzyć na swoje oblicze i wtedy zwyciężą. Chrześcijańskim Bogiem jest jednak trup, symbolem narzędzie tortur krzyż, w wielu przypadkach kobieta Maryja przewyższa rangą boskości samego Jezusa i chrześcijanie, są poddawani praniu mózgów przebaczaniem i spolegliwością.

Wszystko to razem ujęte w całość, doskonale wykastrowało mężczyzn z odwagi i jak byśmy się nie gimnastykowali, to religia chrześcijańska jest niereformowalna, ponieważ antyteza rzetelnego męstwa w formie śmierci Boga na krzyżu, jest jej rdzeniem i nikt nie odważy się ruszyć tego fundamentu.

Na te bardzo negatywne aspekty religii chrześcijańskiej, zwrócił uwagę Adolf Hitler, notabene abstynent i zasłużony weteran I wojny światowej i słusznie mówił, że idealną religią Germańską jest tak naprawdę islam, ponieważ jest surowy oraz wymagający innymi słowy konkretny. Hitler szukał dobrego punktu odniesienia dla mężczyzn i wojownicza natura islamu, znakomicie zazębiała się z agresywnym charakterem Germańskim. Natomiast zniewieściałe i uległe chrześcijaństwo z elastycznymi zasadami moralnymi robi z mężczyzn ofermy, które boją się własnych kobiet jak ognia, a gdyby mieli stanąć twarzą w twarz do walki z partyzantami Afgańskimi, to by się ze strachu dosłownie zesrali. Być może obecne, ponowne zderzenie Chrześcijaństwa z Islamem, tchnie w chrześcijan odwagę, męstwo oraz umiar w spożywaniu alkoholu ?

Niemiec Marcin Luther, reformując kościół katolicki w 16 wieku, przywrócił zachodniemu Chrześcijaństwu, ponownie znamiona religii monoteistycznej i on pierwszy z szacunkiem odnosił się do islamu i twierdził, że protestantów z muzułmanami więcej łączy aniżeli dzieli. Aczkolwiek, zmiany reformatorskie kilkaset lat później, przyniosły więcej strat niż korzyści.

Protestanci oczyścili religię Chrześcijańską z większości katolickich farmazonów i pozbawili Maryję boskości i na pozór sprawy szły w dobrym kierunku, lecz protestanci z biegiem czasu, przyznali kobietom prawo do głoszenia kazań z pulpitu i wynieśli na ołtarz ziemską kobietę. Protestantyzm był kamieniem węgielnym pod tzw. prawa kobiet, które na przełomie 19 i 20 wieku, przekształciły się w feminizm, a ten znowu był fundamentem demokracji oraz socjalizmu i na początku 20 wieku, na świat przychodzi zgniłe dziecko w formie komunizmu.

Wielki sentyment Hitlera do islamu, był z pewnością podyktowany kategorycznym islamskim zakazem udzielania kredytów na procent (Lichwy), która leży u podstaw całego światowego zła. Pod rządami Hitlera, III Rzesza zdołała uwolnić się od lichwy na kilkanaście lat i naród Niemiecki, osiągnął wówczas największy sukces ekonomiczny i gospodarczy w historii człowieka, ale gniew i zemsta międzynarodowego syjonizmu, za podniesienie ręki na finansowego cielca, była jeszcze większa i Niemcy w 1945 roku, zostały obrócone w pył.

Niemcy podczas II wojny stanęli po stronie dobra na kliku płaszczyznach równocześnie. Walczyli z największym wrogiem człowieka z lichwą i odnieśli sukces i uderzyli na drugiego śmiertelnego wroga ludzkości, na komunizm i Bóg powinien Niemcom pomóc. Niemcy posiadali oczywiście znakomity sprzęt, mieli najwyższej światowej klasy naukowców, zdolnych inżynierów i sumiennych robotników oraz bardzo odważnych żołnierzy, ale mimo tylu atutów, doznali druzgocącej klęski. Niemcom zabrakło ostatniego elementu, który zapewnił by im sukces, a mianowicie nie posiadali męskiego Boga wojownika i tu należy szukać przyczyn ich klęski.

Proszę pamiętać, że zakaz pobierania procentów od pożyczek, pochodzi od samego Boga i jest jednym z najważniejszych, jak nie tym głównym przykazaniem religii judaistycznej, chrześcijańskiej oraz muzułmańskiej, ale już tylko wyznawcy islamu, tej świętej zasady nadal przestrzegają i nie kradną. Muzułmanie nie piją zatem alkoholu, nie ćpają, są w finansach uczciwi, rządzą w ramach patriarchatu i teraz oni walczą o przeżycie, ale zwyciężą, ponieważ stoją po prawicy żywego Boga.

 

A.F. Ossendowski (1876-1945)

4f5a1118fcb36739114e6d787e0223d4Antoni Ferdynand Ossendowski (ur. 27 maja 1876 w Lucynie w guberni witebskiej w Rosji, zm. 3 stycznia 1945 w Żółwinie koło Milanówka). Jedna z najbardziej zagadkowych postaci polskiej literatury, człowiek, który przez swoje długie życie był pisarzem, podróżnikiem, szpiegiem, dziennikarzem, uczonym, żołnierzem, działaczem politycznym, anty komunistą i poliglotą władającym biegle 8 językami, wykładowcą kilku wyższych uczelni, członkiem Akademii Francuskiej i prezesem Towarzystwa Literatów i Dziennikarzy, pozostaje w całkowitym zapomnieniu. Kto z ludzi urodzonych po wojnie pamięta Ossendowskiego – polskiego pisarza, który ukrył skarby mongolskich mnichów? Przed wojną książki Ossendowskiego robiły prawdziwą furorę, a jego sensacyjna książka „Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów” była autentycznym światowym bestsellerem. Wydawano ją 142 razy i przełożono na 19 języków.

Kiedy Ferdynand Antoni Ossendowski wkroczył na literackie salony międzywojennej Polski, był już człowiekiem dojrzałym i mocno doświadczonym przez życie. Przeżył rewolucję w Rosji i brał udział w wojnie domowej po stronie białych. Sam z pewnością nie zdawał sobie sprawy, jak te wydarzenia zaważą na jego życiu, a raczej na śmierci. O tym bowiem będziemy mówić – o śmierci dziwnej i zagadkowej, o śmierci, która dokonała się zgodnie z przepowiednią, jak w antycznej tragedii.

oss2Przyjrzyjmy się jednak faktom: wybucha rewolucja w Rosji, Ossendowski, geograf i przyrodnik, absolwent Uniwersytetu w Petersburgu i paryskiej Sorbony, wyrusza na Wschód. Jest uczonym, pasjonatem, którego interesuje Centralna Azja, a szczególnie Mongolia. Tam przeżywa pierwszą metamorfozę – jeden obrót koła historii i dwóch rosyjskich oficerów przemieniło uczonego w awanturnika i żołnierza. Wobec wydarzeń takich jak rewolucja nie sposób przyjąć biernej postawy. Jest się za albo przeciw. Ossendowski był przeciw.

Na początku pobytu w Azji los zetknął go z postacią dziwną i tragiczną – z admirałem Kołczakiem. Został doradcą jego armii i członkiem utworzonego przez niego rządu. Kiedy bolszewicy rozbili tę armię i zlikwidowali rząd, Ossendowski przedostał się przez granicę mongolską i postanowił przemierzyć Azję Centralną, aby dostać się do brytyjskich posiadłości na południu kontynentu. W Mongolii spotkał barona majora Romana Ungern von Sternberg, bałtyckiego Niemca w służbie rosyjskiej, który zafascynowany kulturą Wschodu postanowił zrealizować fantastyczny i utopijny plan stworzenia wielkiego państwa mongolskiego, na którego czele wzorem Tamerlana czy Czyngis-chana stanąć miał on sam. Wbrew faktom i zdrowemu rozsądkowi Ungern von Sternberg ogłosił się chanem Mongolii.

Ossendowski doskonale znający geografię i miejscowe języki został jego zaufanym politycznym doradcą, ekspertem i osobistym powiernikiem. Polskiemu pisarzowi, „profesorowi” – jak nazywano go w oddziale – powierzono tajną misję nawiązania kontaktów z Pekinem, Japonią, a nawet z USA. Czy misja się powiodła? Nie wiemy, szczegóły i okoliczności tych wydarzeń do dziś pozostają tajemnicą. Równie tajemnicze są losy legendarnego carskiego skarbu przekazanego pod opiekę Ungerna przez generała Kołczaka. Skarb stanowiący kasę białej armii, dodatkowo uzupełniony przez lamaickie dobra i kosztowności z buddyjskich klasztorów, zniknął ukryty gdzieś w stepach Mongolii. Gdzie? Nie wiadomo.

un1Ungern von Sternberg być może był szalony, ale nie na tyle, by nie spostrzec, że nadchodzące czasy należą do bolszewików, a nie do niego. Zagarnięte złoto chciał wywieźć za granicę. Ossendowski, który pojawił się w oddziale, był dla niego cieniem nadziei, nadziei na uratowanie życia i skarbów. Znajomość geografii i miejscowych języków to była wiedza, której baron von Sternberg potrzebował najbardziej; dzięki niej chciał wydostać się z Azji. Niestety nie przemyślał do końca swoich posunięć. Z natury okrutny i najprawdopodobniej obłąkany zrażał do siebie wszystkich i ryzykował życie własne i podwładnych. Zgubiła go pycha. Ogłoszenie się chanem Mongolii to było dla czerwonej Rosji stanowczo za dużo. Bolszewicy wytropili i schwytali barona. Został osądzony i rozstrzelany w 1921 roku. Po jego śmierci wszyscy byli zgodni co do tego, kto zna losy skarbów – Ferdynand Antoni Ossendowski. On sam stanowczo temu zaprzeczał, mimo że pojawili się świadkowie twierdzący, jakoby von Sternberg polecił Ossendowskiemu ukryć złoto.

Po rewolucji i wojnie Ferdynand Ossendowski znalazł się w Polsce. Tu nastąpiła jego następna metamorfoza – został pisarzem i dziennikarzem. Sprawa ukrytego w Mongolii złota pozostawała na marginesie jego życia, przemieniona w pół bajkę, pół sen. Sam Ossendowski nigdy nie powracał w rozmowach do tamtych czasów, niekiedy tylko wspominał o tym, że lama w jednej z wiosek przepowiedział śmierć jego i Romana Fiodorowicza. Ungern miał żyć jeszcze szesnaście tygodni, a on – Ossendowski – miał umrzeć dopiero wtedy, kiedy baron mu o tym przypomni. Była to anegdota, zabawna historyjka do opowiadania znudzonym damom. Pisarz żartował, że będzie żył wiecznie.

W czasie wojny Ossendowski opuścił Warszawę i zamieszkał w dworku państwa Witaczków w Żółwinie. Prawdopodobnie stało się to już podczas walk powstańczych w 1944 roku. Od tej chwili życie Ferdynanda Antoniego Ossendowskiego zamieniło się w wielką zagadkę. Ossendowski – człowiek w sile wieku, ale zmęczony życiem i schorowany, czeka na śmierć. Przed żółwiński dworek pełen uciekinierów z płonącej Warszawy zajechała pewnego dnia pokryta ochronnym brezentem limuzyna. Z samochodu wysiadł młody oficer w stopniu porucznika, wszedł na ganek i zapytał o Ossendowskiego. Potem się przedstawił. – Nazywam się Ungern von Sternberg – powiedział. Następnego dnia, 3 stycznia, Ferdynand Antoni Ossendowski zmarł na skutek poważnych dolegliwości żołądka.

Dwa tygodnie później Armia Czerwona wkroczyła do Warszawy. W nocy z 17 na 18 stycznia przed żółwiński dwór podjechało kilka samochodów z funkcjonariuszami NKWD. Teren otoczono, a mieszkańców wyciągnięto z łóżek i wyprowadzono na zewnątrz. Rosjanie z bronią gotową do strzału wtargnęli do środka. Przeszukali wszystkie pomieszczenia od strychu po piwnice.

Gdzie wróg ludu Ferdynand Antoniewicz Ossendowskij? Nu kak eto, jewo niet? Przerażeni mieszkańcy wyjaśniali, że niedawno zmarł i jest pochowany na milanowskim cmentarzu. Rosjanie nie wierzyli, ale pozostawiając kilku swoich, ruszyli sprawdzić informację, zabierając ze sobą ściągniętego z łóżka grabarza. Za pomocą kilofów i łopat niemałym wysiłkiem rozkopano przemarzniętą na metr ziemię, wyciągnięto trumnę i odbito wieko. Najstarszy stopniem oficer wyciągnął ze skórzanej raportówki zdjęcie pisarza i z uwagą przyglądał się nieboszczykowi. Aby mieć pewność, sprowadzono siłą dentystę i po dokonaniu identyfikacji i wykonaniu serii fotografii kazano zamknąć wieko i zasypać mogiłę. Niezadowoleni enkawudziści odjechali z niczym, a tajemnica skarbu szalonego barona pozostaje do dziś niewyjaśniona. (Michał Radoryski)

Aharta to kraina w głębinach ziemi, której mieszkańcami są spadkobiercy Atlantów – tak mówią o nich apokryfy tybetańskich lamów. W swojej książce „Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów” Ferdynand A. Ossendowski przytacza rozmowę z jednym z lamaickich mnichów:

zh66x

[…] W tym miejscu książę Czułtun – Bejle dodał:
– Jest to państwo Aharty. Rozciąga się ono przez wszystkie podziemia świata. Słyszałem jednego uczonego kanpo z Chin, opowiadającego, że podziemia Ameryki są zamieszkane przez starożytny lud, który ukrył się pod powierzchnią ziemi. Tymi podziemnymi ludami rządzą obrani przez nich królowie, którzy najwyższą władze i kierownictwo przyznają Władcy Świata. Czyż jest w tym coś dziwnego? Czyż wy, Europejczycy, nie wiecie, że w oceanie Zachodu [Ocean Atlantycki] była olbrzymia ziemia, która znikła w otchłani wraz z miastami i ludźmi?! Znikała jednak stopniowo. Ludzie więc potrafili uratować się przechodząc do podziemi. W głębi jaskiń pała osobliwy ogień, przy świetle którego proso i jarzyny wydają obfite urodzaje, a życie staje się długie i bezbolesne. […]

Dalej zaś Ossendowski pisze: Bibliotekarz długo szperał na półkach z foliałami i zwojami bibuły, aż wreszcie wyjął jedną księgę i zaczął uważnie przewracać jej karty.

31a01-5149303223944881764

– Niech pan posłucha! – szepnął. – Przez cały rok Władca Świata kieruje pracami pandita i goro w Aharty. Czasami, w chwilach jemu tylko znanych, oddala się do najgłębszej świątyni, gdzie w trumnie z czarnego agatu złożone są balsamowane zwłoki poprzedniego władcy. Gdy do tej zawsze ciemnej jaskini wchodzi Brahytma, na ścianach zapalają się znaki ogniste, na grobie zjawia się płomienny język. Natychmiast ukazuje się przy zwłokach czarna postać najstarszego goro z zasłoniętą twarzą i z rękami, ukrytymi pod płaszczem. Ten goro nigdy nie ukazuje swego oblicza i głowy, bo jest to głowa szkieletu o żywych oczach i mówiącym języku. Włada on możnością łączenia się z duszami zmarłych, a nosi imię Marzy, co znaczy – książę śmierci…

Władca świata zaczyna się modlić, później zaś zbliża się do grobu i wyciąga do niego ręce. Wówczas znaki ogniste wznoszą się wyżej. Płomienie na ścianach i sklepieniach jaskini gasną i znowu się zapalają, przeplatają się i drżą, tworząc znaki tajemniczej pisowni waten. Z trumny zmarłego władcy zaczynają wypływać i kołysać się w powietrzu strugi przezroczystego światła, ledwo dostrzegalnego. Są to myśli zmarłego. Po chwili postać żyjącego władcy spowita jest tymi strugami, a znaki ogniste układają inne wyrazy, mówiące o woli Boga. Brahytma w takiej chwili łączy się niewidzialnymi więzami z duszami ludzi, którzy mają wpływ na losy i życie całej ludzkości: królów, chanów, arcykapłanów, wodzów i uczonych; poznaje ich myśli i zamiary. Jeżeli są one zgodne z wolą Boga, Władca Świata dopomoże im potęgą swojej wiedzy, jeżeli zaś te plany są wrogie Bogu, doprowadzi je do zguby. Tę siłę dała Wielkiemu Nieznanemu najwyższa magiczna nauka – Om, której nazwą rozpoczynamy wszystkie nasze modlitwy. Om – jest to imię starożytnego człowieka świętobliwego, pierwszego goro, który poznał Boga i nauczył ludzkość radości, wiary, nadziei i miłości. On też oddzielił dobro od zła i pierwszy rozpoczął walkę ze złem. Za to Bóg dał mu poznanie nauki, którą ludzie zowią Om.

Gdy Władca skończy niemą rozmowę ze zmarłym, zwołuje wielką radę Boga i poddaje jej sądowi czyny i zamiary ludzi, wspomaga je lub niszczy, a Mahytma i Mahynga znajdują dla nich miejsce w łańcuchu przyczyn i celów, kierujących światem. Po skończonej Radzie, Władca Świata wstępuje do świątyni i pogrąża się w samotnej modlitwie. Na ołtarzu zapala się wielki ogień, stopniowo ogarniający cały ołtarz, a z płomieni tworzy się oblicze Boga. Władca Świata przedstawia mu wyroki rady Boga i otrzymuje wskazówki od Wszechmocnego. Gdy Brahytma powraca ze świątyni, podobny jest do promiennego widma, przed którym gaśnie słońce.

– Czy ktoś z żyjących widział Władcę? – zapytałem.
– Tak! – odparł lama. […]
– Gdzieś na północy istnieje jeszcze wymierający szczep, który przed wiekami opuścił Aharty. Kapłani tego szczepu posiadają władzę nad duchami, unoszącymi się w powietrzu.

Lama umilkł, a po chwili, odpowiadając na moje myśli, ciągnął dalej:
– W Aharty panditowie zapisują na tabliczkach z agatu i nefrytu całą naukę, istniejącą pod ziemią, na ziemi i na dalekich gwiazdach. Chińscy uczeni – buddyści wiedzą o tym. Ich nauka jest najdonioślejsza z nauk ludów, żyjących na powierzchni ziemi. Dlatego co 100 lat na odosobnionym brzegu morza zbiera się stu chińskich mędrców, do których przypływają stare żółwie żyjące po 8000 lat. Na ich tarczach mędrcy notują wszystkie wyniki nauki w ciągu ubiegłego stulecia, potem żółwie powracają do Aharty.

Podczas jednego z takich spotkań, mędrzec Lo Shu otrzymał wiedzę o Magicznym Kwadracie.

1 2

Każde poziome, pionowe oraz ukośne zsumowanie cyfr z magicznego kwadratu, daje liczbę 15. Po środku chiński kwadrat magiczny narysowany przez nieznanego Tybetańskiego artystę. W centrum ilustracji znajduje się okrągła wersja kwadratu z napisami liczb w języku Tybetańskim. Figury zwierzęce przedstawiają dwanaście Chińskich znaków zodiakalnych, natomiast osiem czarnych przerywanych i ciągłych kresek na obrzeżach rysunku, to starochiński koncept filozoficzny, według którego siły przyrody można uprościć do ośmiu podstawowych elementów, reprezentowanych przez tzw. trygramy. Na zdjęciu po prawej, święta góra Kajlas.


Według legend i mitów Tybetańskich, gdzieś w wysokich Himalajach znajduje się wejście do świata wewnętrznego, zaś wnoszący się na wysokość 6714 m. n.p.m. szczyt Kajlas, jest świętą górą wyznawców czterech głównych religii dalekowschodnich: hinduizmu, buddyzmu, dżinizmu oraz bön. Hindusi wierzą, że góra Kajlas jest siedzibą boga Śiwy, który przebywa w jej wnętrzu w stanie metafizycznej medytacji (hibernacji). Bardzo zbliżone legendy odnośnie śpiących w skałach królach bądź rycerzach spotykamy w całej Europie i na myśl przychodzi nasz polski Giewont. Można zatem spekulować, że bóg Śiwa strzeże bramy do wnętrza ziemi znajdującej się w górze Kajlas.

W Sanskrycie słowo Kajlas oznacza kryształ, ponadto u podnóża góry znajdują się źródła wielkich rzek Azji: Indusu i jego dopływu Satledz oraz Brahmaputry. Pomimo stosunkowo niewielkiej wysokości w porównaniu z innymi himalajskimi kolosami w pobliżu, Kajlas uszanowano do tego stopnia, że w oficjalnych danych nie odnotowano żadnego jej zdobycia.

Wybitny alpinista Reinhold Messner, otrzymał od władz chińskich pozwolenie na zdobycie szczytu w połowie lat 80–tych XX wieku, ale odmówił i być może kierował się przekazami Tybetańskimi, które mówią, że na szczyt może wejść tylko człowiek wolny od grzechu ? Inny znany alpinista Austriak Herbert Tichy, nosił się z zamiarem wejścia na Kajlas w 1936 roku, ale po zapoznaniu się z powyższym ostrzeżeniem również zdecydował się nie kusić losu.

Kajlas jest zatem najświętszą górą na ziemi, zaś nieopodal szczytu znajduje się także czczone przez wyznawców hinduizmu i buddyzmu święte jezioro o nazwie Manasarowar, czyli jezioro Umysłu, nad którym w tajemniczy sposób pojawił się w 5 wieku p.n.e. Budda.

W Tybetańskiej mitologii i folklorze, kluczową rolę odgrywa tajemniczy i nieuchwytny człowiek śniegu potocznie zwany „Yeti”, i być może jest on produktem bujnej fantazji tubylców, ewentualnie nieznanym gatunkiem małpy lub niedźwiedzia aczkolwiek, niektórzy himalaiści podczas wspinaczek, natrafili na pokaźnych rozmiarów odciski stóp człekokształtnej istoty. Podobno Yeti żyje na wysokości ponad 5000 m n.p.m., w miejscach odludnych, pokrytych wiecznym śniegiem i w większości dotąd nie zbadanych, w których nie występuje żadne pożywienie roślinne i zwierzęce.

Sądzę że Yeti naprawdę istnieje i zagadkę jego pochodzenia oraz miejsca zamieszkania, można rozwiązać biorąc pod uwagę brak pokarmu w wysokich górach Himalajskich, i ten bardzo istotny szczegół wskazuje, że domem Yeti są wnętrza gór, a dokładnie podziemny świat Agharty, bo jak książę Czułtun – Bejle wspominał: „W głębi jaskiń pała osobliwy ogień, przy świetle którego, proso i jarzyny wydają obfite urodzaje, a życie staje się długie i bezbolesne”.

Region góry Kajlas jest pierwotnym centrum wyznawców religii Bon, i na długo przed pojawieniem się Buddyzmu, wyznawcy Bon hołdowali legendę, że Kajlas jest zbudowany w kształcie dziewięciu piętrowej swastyki i jest sklepieniem nieba, centralnym punktem ziemi oraz siedzibą największej siły duchowej znanej człowiekowi. Warto więc przypomnieć, że słowo swastyka pochodzi z sanskrytu i oznacza szczęście w związku z tym, ekspedycja naukowa III Rzeszy Niemieckiej w 1938 roku do tego regionu daje dużo do myślenia, bo symbolem Niemców była również swastyka.

W kulminacyjnym momencie II wojny światowej, doszło do bardzo tajemniczego wydarzenia z udziałem Tybetańczyków. Wkraczający do Berlina żołnierze armii Czerwonej, odkryli w jednym z domów ciała sześciu mnichów buddyjskich leżących w kole, po środku zaś leżał siódmy mnich, ale tego od reszty wyróżniały zielone rękawiczki na dłoniach. Wszystko wskazywało na to, że mnisi popełnili zbiorowe samobójstwo. Przez następne kilka tygodni w innych częściach miasta Rosjanie znajdują setki innych martwych mnichów Tybetańskich ubranych w mundury formacji zbrojnej SS.

Tyle z mitologii oraz historii odnośnie świętej góry Kajlas i na uwagę zasługuje zbliżony do piramidy kształt góry, a jak wiemy piramidy były wznoszone w każdych zakątkach ziemi. W jakim celu, trudno jest sprecyzować. Bardzo podobne formacje skalne, można spotkać również na Antarktydzie i jak niektórzy przypuszczają, Antarktyda jest oryginalną Atlantydą, która była kiedyś oazą życia, ale w skutek jakiś katastrofalnych zmian, pokryła się wiecznym lodem niemniej jednak, pod lodowcami znajdują się ponoć ruiny bardzo zaawansowanej antycznej cywilizacji. W kontekście Antarktydy pojawia się istotny wątek Niemiecki, ponieważ III Rzesza w 1938 roku, wysyła na Antarktydę ekspedycję i w Nowej Szwabii (obecnie ziemia królowej Maud), Niemcy zakładają bazę i prowadzą tajemnicze badania naukowe.

1 2Na zdjęciu obok jedna z rzekomych piramid znajdujących się na Antarktydzie i zachodzi pytanie, czy jest to dzieło inteligentnych istot, a może jednak siła natury stworzyła ten unikat geologiczny ? Błyskawiczne zlodowacenie niegdyś zielonego i tętniącego życiem kontynentu Antarktycznego, mogą potwierdzać zielono/błękitne formacje lodowe, które do złudzenia przypominają fale oceanu. Relatywnie niedawno, doszło zatem do gwałtownego ochłodzenia klimatu i zlodowacenia północnych oraz południowych regionów ziemi, i świadczą o tym znalezione na Syberii zamarznięte Mamuty. Naukowcy po bliższych oględzinach odkryli w paszczach mamutów, nie przeżutą świeżą trawę co może sugerować, że te bardzo odporne na niskie temperatury zwierzęta, zamarzały dosłownie w kilka sekund.

Antarktyczne i Arktyczne anomalie geologiczne i biologiczne rzucają nowe światło odnośnie dawnego ciepłego klimatu dzisiejszych polarnych regionów ziemi. Ale hipoteza nabierze głębszego sensu, gdy przypomnimy sobie, że największą podbiegunową północną wyspę Wikingowie nazwali Grenlandią (zielona wyspa), i zrobili to nie bez powodu, bowiem ci ludzie byli nie tylko odważni, ale praktyczni, dokładni i bardzo inteligentni i nazywali odkryte krainy od specyficznego ukształtowania terenu, występującej fauny bądź flory. Obfita zieleń tej ogromnej polarnej wyspy, z pewnością zaskoczyła Wikingów do tego stopnia, że dali jej nazwę Grenlandia i nie rosły tam zwykłe arktyczne porosty i mchy skalne, lecz konkretne lasy iglaste.

 

 

 

 

 

 

Baron Roman M. Max von Ungern – Sternberg

1„Bóg wojny”

Do czasu pokojowego w żadnym wypadku nie pasował. Jego istota tkwiła równocześnie w pustej przestrzeni między niebem i piekłem. Zdolny do czynów najwyższej szlachetności i dobroci, jak i do najbardziej ponurych. Nie miał żadnego stosunku do norm tej zmieszczeniałej planety. Ale jako syberyjski kondotier czynił cuda i będzie tam chyba przez stulecia żył w pieśniach nomadów, którymi dowodził.” – Herman Keyserling.

herb-ungern-sternbergowBaron Roman Mikołaj Maksymilian von Ungern – Sternberg urodził się 29 XII 1885 roku w Grazu w Austrii, w rodzinie niemieckich rycerzy. Sam twierdził, że jest potomkiem „krzyżowców i piratów”. Faktycznie, co najmniej dwóch jego przodków było rycerzami Zakonu Szpitala Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie ( Zakonu Krzyżackiego ) i polegli pod Grunwaldem w 1410 roku. Z czasem możni tego rodu, stali się podwładnymi Imperium Rosyjskiego. W służbie carskiej zginęło wielu członków rodziny barona Ungerna.

Koligacje rodzinne połączyły kilka możnych rodów, min. Habsburgów i Romanowów. Ponoć jego dziadek został buddystą, a później i on sam był zwolennikiem tegoż systemu filozoficznego. Major Antoni Aleksandrowicz, oficer polskiego pochodzenia z mongolskiej artylerii pisał, że „był buddystą i był owładnięty myślą utworzenia zakonu rycerskiego podobnego Zakonowi Krzyżackiemu i japońskiemu buszido.

Z postacią Barona Ungera-Sternberga związany jest znany Polski pisarz i podróżnik Ferdynand Antoni Ossendowski, który w stolicy Mongolii, Urdze poznaje Ungera i zostaje jego doradcą. Dokładne dane na temat roli, jaką Ossendowski odegrał w Mongolii, są okryte tajemnicą; była ona niewątpliwie dość istotna, sam jednak mówił na ten temat niechętnie. Istnieje teza, jakoby Ossendowski stał się depozytariuszem wiedzy o ogromnym skarbie, ukrytym przez „Krwawego Barona” Ungerna gdzieś w mongolskich stepach, a który miałby posłużyć do sfinansowania kolejnej wojny z komunistami. Swoje przygody w Mongolii Ossendowski opisał w pięknym dziele pt. „Przez kraj ludzi, bogów i zwierząt”. W rozmowie z Antonim F. Ossendowskim, baron Ungern mówił:

„– Imię moje jest otoczone taką nienawiścią i strachem, że nikt nie wie naprawdę, kim jestem, gdyż historię splątano z mitem, rzeczywistość z fantazją, prawdę z oszczerstwem. Kiedyś w swoich pamiętnikach opisze pan może tę podróż przez Mongolję i pobyt u „szalonego Ungerna”…

Spuścił powieki i, paląc papierosa, zaczął rzucać urywane zdania, śpiesząc się, nie kończąc słów, jak gdyby w obawie, że ktoś mu może przeszkodzić. – Ród Ungern von Sternbergów jest bardzo stary.  Mieszanina Niemców  z  Węgrami, Hannami  z  czasów  Attyli.  Moi wojowniczy przodkowie  uczestniczyli we  wszystkich wyprawach krzyżowych. Jeden z Ungernów zginął w Jeruzalem, walcząc pod sztandarami Ryszarda „Lwie Serce”, a nawet tragiczna wyprawa krzyżowa dzieci miała w liczbie swych ofiar  Ralfa  Ungerna,  jedenastoletniego  krzyżaka.  Gdy  na  kresy  wschodnie  imperium niemieckiego  posyłano  najśmielszych  i  najokrutniej  szych  rycerzy,  wśród  nich  był  mój przodek, Artur baron Halsa-Ungern-Sternberg. Na wschodzie obszarów niemieckich rycerze ci  założyli  zakon  Teutonów,  ogniem  i  mieczem  szerząc  chrześcijańską  naukę  o  miłości bliźniego wśród dzikich pogan: Litwinów, Estów i Słowian. Teutoński zakon rycerski zawszemiał  pośród  swoich  „braci”  przedstawicieli  mego  rodu.  Pod  Grunwaldem  zginęło  dwóch Ungern von Sternbergów. Ród mój, jak już wspomniałem, był wojowniczy i religijny, więc skłonny do mistycyzmu i ascetyzmu. W XVI i XVII wieku na ziemiach Estów i Łotyszów było kilku baronów Ungernów, po których pozostały stosy kronik z legendami i powieściami o ich życiu i czynach. Henryk Ungern, przezwany  „Toporem”,  był „błędnym  rycerzem”.

Turnieje  Francji,  Włoch,  Hiszpanji  i  Brytanji  znały  to  imię,  strachem  przejmujące  serca zapaśników.  Henryk  odznaczał  się  niezwykłą  sztuką  władania  toporem  bojowym.  Został zabity w Kadyksie przez rycerza maurytańskiego, który rozwalił mu czaszkę wraz z hełmem uderzeniem topora. Ralf Ungern, baron na Sternbergu, miał swoją siedzibę około gościńca pomiędzy Rewlem a Bygą i pod groźbą śmierci zmuszał wszystkich podróżników do płacenia mu daniny. Baron Piotr Ungern był właścicielem zamku na wyspie Dagö na Bałtyku, gdzie wybudował sobie całą flotylę okrętów żaglowych, które stały się postrachem i klęską dla kupców. Od tego przodka, rozbójnika morskiego, rozpoczęła się cała dynastja Ungernów, piratów i marynarzy, do których należę i ja. Wreszcie legendy znają jeszcze jednego barona mego nazwiska,  który  żył  na  schyłku  XVII  wieku.  Miał  na  imię  Wilhelm,  a  przydomek  „Brat Szatana”. Przydomek ten przysługiwał mu z tego powodu, iż baron byt alchemikiem i dawał w swoim domu przytułek wszystkim magom i czarownikom, prześladowanym w Europie za tajemne praktyki.

Wspomniałem już, że Piotr Ungern dał początek morskiej dynastji Ungernów. Potomkiem Piotra – pirata w prostej linji był mój dziad, który dopłynął na własnym żaglowcu aż do Oceanu Indyjskiego, gdzie zajmował się rabunkiem i rozbijaniem angielskich okrętów handlowych.  Do czasów bolszewickich w naszym pałacu przechowywały się wspaniałe, starożytne meble mahoniowe, zdobyte przez dziada na jednym z zatopionych przez niego okrętów. W ciągu kilku lat dziad mój operował bezkarnie na oceanie, lecz nareszcie Anglicy wzięli go do niewoli i oddali w ręce konsula rosyjskiego, który odesłał go do Petersburga. Tam go sądzono i zesłano na całe życie do Zabajkala. Taka jest moja łączność z Syberją Wschodnią. Z wykształcenia jestem marynarzem, gdyż ukończyłem szkołę kadetów morskich w Petersburgu, później zaś wstąpiłem do pułku kozaków zabajkalskich, w którym walczyłem najpierw z Japończykami, a później z Niemcami. W tej ostatniej wojnie zostałem odznaczony za waleczność oficerskim krzyżem ów. Jerzego. W czasie pokoju życie moje upływało na studjowaniu filozofji i buddyzmu. Dziad mój przywiózł z sobą z Indyj kajdany rosyjskie i indyjski buddyzm.  Ojciec mój również był wyznawcą buddyzmu i mnie go przekazał. Posiadam pismo, ofiarowane memu dziadowi przez jednego świętobliwego indyjskiego mahatmę – yoga; dzięki temu pismu miałem wstęp tam, dokąd chyba tylko Dalaj-Lama lub Taszy-Lama bywają dopuszczani przez kapłanów pierwotnego kultu Sakkya-Muni. W swoim czasie chciałem założyć zakon wojskowych buddystów do walki z rozpustą rewolucji…”

Baron ukończył gimnazjum w Rewlu i wstąpił do szkoły oficerskiej w Sankt-Petersburgu, skąd w 1909 roku, został oddelegowany do korpusu kozackiego stacjonującego w Czycie. W Czycie baron po sporze z innym oficerem wyzwał przeciwnika na pojedynek i ciężko go zranił. Sam także otrzymał ciężką ranę, w konsekwencji czego przez resztę życia cierpiał na silne bóle głowy, sprawiające że okresowo niemal tracił wzrok.

1 2 3 4

W wyniku pojedynku został usunięty z korpusu w lipcu 1910 roku i odtąd zaczęły się jego wędrówki po Syberii w towarzystwie tylko jednego kompana – psa myśliwskiego wabiącego się Misza. W jakiś sposób dostał się do Mongolii, której sądzone było stać się jego przeznaczeniem. Niezwykły, pustynny, dziki i surowy kraj oczarował Ungerna. W Mongolii Baronowi udało się wejść w bliski kontakt z żywym Buddą, z Bogdo Chanem, najwyższym dostojnikiem mongolskiego lamaizmu. W tym czasie Mongolia przeżywała odrodzenie nastrojów imperialnych i starała się wywalczyć niezależność od Chin W Urdze, stolicy Mongolii, silna osobowość Barona została szybko zauważona i Bogda Chan osobiście mianował go głównodowodzącym mongolską kawalerią. Korzystając z niepokojów i z rewolucji w samych Chinach, Mongołom udało się przepędzić z kraju chińskich okupantów i w 1911 roku, „żywy Budda” zaprowadził w Mongolii niezależny ustrój monarchiczny.

Wojenne zasługi Ungerna na służbie Bogdy Chana zostały docenione i stał się on osobą wielce poważaną w świecie mongolskim. Przed swoim wyjazdem z Mongolii, baron Ungern w towarzystwie swojego przyjaciela, księcia Dżam Bolona i za jego namową, odwiedził wieszczkę należącą do starego i poważanego rodu szamańskiego. W tym szczególnej wagi momencie wieszczka w stanie transowym odkryła przed Baronem tajemnicę jego duchowej natury:

Widzę Boga Wojny…

Jedzie na siwym koniu po naszych stepach i górach. Będziesz władał ogromnym terytorium, biały Bogu Wojny…

Widzę krew, dużo krwi…

Koń…

Dużo krwi…

Czerwonej krwi…

Więcej nic nie widzę. Biały Bóg Wojny zniknął.

W 1912 roku Ungern odwiedził Europę: Austrię, Niemcy, Francję. Wedle informacji zawartych w książce Krauthoffa Ich BefehleRozkazuję – w Paryżu spotkał i pokochał damę swojego serca, Danielle. Było to w przededniu pierwszej wojny światowej. Wierny swemu obowiązkowi stawienia się na wezwanie cara, baron zmuszony był wrócić do Rosji by podjąć służbę w szeregach armii cesarskiej. Do ojczyzny Ungern udał się wraz ze swą ukochaną Danielle. W Niemczech jednak groził mu areszt jako oficerowi wrogiej armii. Baron przedsięwziął nadzwyczaj ryzykowną podróż na barce przez Morze Bałtyckie. W czasie burzy maleńki statek uległ jednak zniszczeniu i dziewczyna zginęła. On sam uratował się niemal cudem. Od tej pory Baron nigdy już nie był taki jak wcześniej. Od tego momentu nie zwracał w ogóle uwagi na kobiety. Stał się we wszystkim skrajnie ascetyczny i niewiarygodnie, wręcz nieludzko surowy. Juliusz Evola w swojej recenzji książki Krauthoffa pisał: „Wielka strata wypaliła w nim wszystkie elementy ludzkie i od tej pory pozostała w nim tylko święta siła, stojąca wyżej niż życie i śmierć.” Wciągnął go wir wojny.

Z niezrównanym męstwem walczył z Austriakami, wielokrotnie był ranny i nagrodzono go Krzyżem Świętego Jerzego oraz Szpadą Honoru za męstwo i poświęcenie. Po rewolucji bolszewickiej Ungern jako jeden z pierwszych rozpoczął bezwzględną walkę przeciw czerwonym pod rozkazami atamana Siemionowa. W wojnie tej odznaczył się nieokiełznaną odwagą i nieugiętością, a także wielkim znawstwem taktyki wojskowej.

Stopniowo Ungern organizował swoją własną dywizję, złożoną z wiernych prawowitemu Carowi rosyjskich oficerów, kozaków i przedstawicieli narodów Syberii (szczególnie Buriatów). Jej pełna nazwa brzmiała Azjatycka Dywizja Konna. W oddziałach Ungerna panowała niewiarygodna, nieludzka dyscyplina. Za najmniejsze przewinienia w sposób najbardziej bezwzględny karano śmiercią.

W roku 1918, baron Ungern mianowany został komendantem Daurii, która pod jego rządami doczekała się miana „szubienicy Wschodu”. Wśród oficerów utarło się powiedzenie, że „nawet śmierć jest lepsza od barona”. Baron nienawidził bolszewików. Jeden z jego żołnierzy wspominał:

 „Agenci sprowadzali tysiącami bolszewików na sąd generała, który krótkim „Kończyć!” rozstrzygał los schwytanych. Trupy pokrywały gęsto okoliczne wzgórza.”

Antoni F. Ossendowski również opisywał jedno z takich zdarzeń:

 „Ungern nacisnął czapkę na głowę, schwycił swój nieodstępny „taszur” i wypadł z jurty. Wyszedłem za nim. Przed jurtą stali jeńcy, otoczeni przez uzbrojonych kozaków, zziajanych daleką i szybką jazdą. Baron zatrzymał się przed czerwonymi żołnierzami i przez kilka minut wpatrywał się w ich oczy, nie odrywając od nich wzroku. Na jego twarzy znać było ogromny wysiłek myśli i woli. Wreszcie odszedł, usiadł na progu jurty, zdjął czapkę i, utkwiwszy oczy w ziemię, jął mocno trzeć czoło. Nagle powstał i stanowczym krokiem zbliżył się do jeńców.

– Stań więcej na lewo – a ty na prawo… – rozkazywał baron jeńcom, z lekka uderzając każdego taszurem w prawe ramię. Dwóch przeszło na lewo, czterech na prawo.

– Zrewidować ubranie tych dwóch! – zakomenderował. – To są komisarze sowieccy!

Zwracając się zaś do czterech wylęknionych jeńców, stojących na prawo, rzekł do nich:

– A wy jesteście chłopami, zmobilizowanymi przez bolszewików.

– Wedle rozkazu, ekscelencjo!…  wrzasnęli jeńcy zupełnie nie  podług  dyscypliny bolszewickiej. – My nic ze swojej woli.

– Idźcie do komendanta i powiedzcie mu, że przyjmuję was do oddziału tybetańskiego – rzekł spokojnie baron.

Ucieszeni „bolszewicy” natychmiast opuścili podwórze strasznego generała. Tymczasem u dwóch  pozostałych  znaleziono  w  podszewce  cholew  paszporty  politycznych  komisarzy sowieckich. Baron nachmurzył czoło i, powoli wymawiając każde słowo, rzucił w przestrzeń rozkaz;

– Zatłuc ich kijami!”

Major Antoni Aleksandrowicz, oficer białych pochodzenia polskiego, będący instruktorem mongolskiej artylerii, pisał: „Baron Ungern był niezwykłym człowiekiem, niezwykle złożonym, tak z psychologicznego, jak i z politycznego punktu widzenia.

  • Widział w bolszewizmie wroga cywilizacji.
  • Gardził Rosjanami za to, że zdradzili swojego prawowitego władcę i nie zdołali zrzucić komunistycznego jarzma.
  • Spośród Rosjan wyróżniał jednak i obdarzał miłością chłopów i prostych żołnierzy, zawzięcie nienawidził zaś inteligencji.
  • Był buddystą i był owładnięty myślą utworzenia zakonu rycerskiego podobnego Zakonowi Krzyżackiemu i japońskiemu buszido.
  • Czynił starania dla zorganizowania wielkiej koalicji azjatyckiej, z pomocą której chciał zawojować Europę, aby nawrócić ją na nauki Buddy.
  • Utrzymywał kontakt z Dalajlamą i z azjatyckimi muzułmanami. Posiadał tytuł mongolskiego chana i godność „bonza”, wyświęconego w lamaizmie.
  • Był tak bezwzględny, jak może być tylko asceta. Całkowite odrzucenie emocji, które było dla niego charakterystyczne, można spotkać jedynie u istoty nie znającej ani bólu, ani radości, ani litości, ani smutku.
  • Był nadzwyczajnie inteligentny i posiadał rozległą wiedzę. Zdolności mediumiczne pozwalały mu dokładnie poznać naturę rozmówcy już w pierwszej minucie rozmowy.

To świadectwo o baronie Ungernie, pozostawione przez człowieka który służył pod jego rozkazami, opublikował w 1938 roku nie kto inny jak sam René Guénon na łamach głównego organu tradycjonalizmu – pisma „Etudes Traditionelles”.

W tym czasie Mongolia ponownie straciła niepodległość i jej stolica Urga faktycznie była okupowana przez wojska chińskie, aktywnie współpracujące z bolszewickimi agentami i prowokatorami działającymi pośród Mongołów. Bogda Chan, żywy Budda został umieszczony w areszcie domowym i z suwerennego władcy o szczególnej pozycji duchowej, władcy Wielkiej i Wolnej Mongolii stał się budzącym politowanie więźniem.

Także i biali przegrywali na wszystkich frontach. Po upadku Kołczaka tylko ataman Siemionow  i baron Ungern wciąż nieprzejednanie stawiali na wschodzie poważny opór. Naciskana ze wszystkich stron przez czerwonych Azjatycka Dywizja Konna wycofała się do Mongolii. W jej skład wchodzili przedstawiciele wielu narodów – zarówno europejskich, jak i azjatyckich. Utraciwszy Imperium Rosyjskie, bohaterowie Azjatyckiej Dywizji Konnej, wierni Zasadzie, szli by ustanowić Imperium Mongolskie.

Stopniowo u Ungerna rodzi się zuchwały plan geopolityczny – utworzyć w Azji, konkretnie zaś w Mongolii, unikalną strefę, wolną zarówno od wpływu bolszewickiego, jak i od obecności wojsk profańskiego Zachodu. Chodzi o osobny świat, gdzie obowiązywać będą najdawniejsze prawa Świętej Tradycji. Ungernowi znane były prace Saint Yvesa d’Alveydre’a i wiedział o istnieniu tajemnej podziemnej krainy Aggarthy, w której nie obowiązują reguły czasu i gdzie przebywa Władca Świata, Szakrawarti. Na podobieństwo dawnych templariuszy, którzy ochraniali nie tyle europejskich pątników przed Saracenami, ale przede wszystkim wielkie tajemnice duchowego poznania przed zwyrodniałym katolicyzmem i zsekularyzowaną monarchią francuską, Ungern rozmyśla o utworzeniu osobnej strefy, rozciągającej się pomiędzy świątyniami Tybetu, gdzie według podań znajduje się wejście do Aggarthy, a pozostałą częścią świata.

Nazwa Mongolii – Chalha – oznacza „Tarczę”. To dawna ojczyzna Dżyngis-chana, twórcy Imperium. Misją Mongolii jest służyć jako bariera wobec wściekłych hord owładniętego przez szatana apokaliptycznego człowieczeństwa – gogów i magogów bolszewizmu i demokracji, profańskiego świata. To właśnie tu trzeba ustanowić Tradycję i wydać walkę siłom Zachodu – tej cytadeli wynaturzeń, źródłu Zła. Losem mojego rodu było zdążanie na Wschód, w stronę Wschodzącego Słońca. Nie mam następców i sam doszedłem do wschodniej granicy Eurazji. Dalej już nie ma gdzie iść. Z tego magicznego punktu świętej geografii powinna zacząć się Wielka Restauracja… Chalha – święte stepy – Wielka Tarcza…

Ungern wkracza do Mongolii nie jako dowódca ostatniego oddziału rozgromionej przez czerwonych armii ale jako „bohater mityczny”, inkarnacja „Boga Wojny”, jako spełnienie przepowiedni szwedzkiego mistyka Svedenborga, który mówił że „tylko u mędrców eurazjatyckich stepów – Tatarii – Mongolii – znaleźć można Tajemne Słowo, klucz do zagadek sakralnych cyklów, a także oryginał mistycznego manuskryptu, dawno temu utraconego przez ludzkość, a znanego pod niezwykłym imieniem „Wojna Jehowy”…

Oddziały Ungerna podchodzą pod Urgę, zajętą przez Chińczyków 3 kwietnia 1920 roku Ungern rozkazał rozpocząć atak na bronione przez wielokrotnie przewyższający liczebnością wojska Barona chiński garnizon mongolskie miasto Urga. Dzięki szybkiej i zdecydowanej operacji, w której wziął też osobiście udział Ungern, grupie jego ludzi udało się uwolnić Bogdę Chana, żywego Buddę, którego strzegł liczny i dobrze uzbrojony chiński oddział. Następnie, Azjatycka Dywizja Konna, wraz ze wszystkimi oddziałami mongolskimi które przyłączyły się do Barona, napadła na Urgę. Było to błyskotliwe i nadzwyczaj ważne zwycięstwo. Tradycja i Porządek zostały w Mongolii ustanowione. Bogda Chan mianował Barona absolutnym dyktatorem Mongolii. Baron  Ungern był pierwszym Europejczykiem który otrzymał tytuł „Boga Wojny”, Chana-Czan-Czuna.

Nie tylko, był pierwszym Europejczykiem, który został „Bogiem Wojny”. Nie tylko, był słynny z odwagi i bezwzględności. Nie tylko, zasłynął z mordowania bolszewików i żydów odpowiedzialnych za rewolucję. Dzięki niemu, ulice Urgi pierwszy raz w historii oświetliły lampy elektryczne. Wznowił działalność kopalń i uruchomił fabryki. Bano się go, ale i kochano. W Urgdze, gdzie walczył o niepodległość Mongolii z Chińczykami, również wyróżniał się z tłumu. Wśród chińskich żołnierzy krążyła legenda o żołnierzu na białym koniu, którego nie dosięgają kule. Jeśli do tego dodamy, że lubił przechadzać się po wzgórzach w towarzystwie oswojonych wilków, to mamy już dość wyraźny obraz barona Romana von Ungern – Sternberga.

1 2 4 5

Bolszewicy nie mogli sobie pozwolić na wroga, z tak wielkim autorytetem. 35 Dywizja Armii Czerwonej, otrzymała rozkaz, aby „zaatakować oddział barona Ungerna, rozbić go i zniszczyć”. Po jakimś czasie „białe” oddziały Ungerna dały się zwabić w zasadzkę silnie uzbrojonego wroga, który przewyższał ich liczebnością. Około połowę z 4 tysięcy żołnierzy, baron Ungern zdołał wyciągnąć z rzezi. Bolszewicy oczywiście nie odpuścili, a wódz rewolucji, Lenin podjął decyzję o „wyzwoleniu” ( skąd my to znamy? ) Mongolii. Na Urgę ruszyło 10 tysięcy bolszewików…

Choć wojska Ungerna, jak wcześniej, dzierżyły mocno władzę w Mongolii, sytuacja wokół nich stawała się coraz bardziej złowieszcza. Bolszewicy zwyciężają na wszystkich frontach. Ungern gromadzi oficerów w swojej kwaterze głównej w Urdze i mówi:

– Panowie, złe wiadomości. Ataman Siemionow ustąpił z Czyty. Sowiecki generał Blücher – czerwona teutońska siła – właśnie zajął miasto; jego kwatera znajduje się w Wierchnieudińsku, tuż przy jeziorze Bajkał. Cała Syberia dostała się w ręce bolszewików.

– A Krym?

– Krymu już nie ma. Resztki armii Wrangla zbiegły na pokładach statków naszych zachodnich pseudosojuszników.

Sytuacja była prosta i śmiercionośna jak ostrze miecza. Baron podsumował jednym prostym zdaniem:

– Panowie, pozostała tylko jedna zachowująca zdolność bojową biała ramia: Pierwsza Azjatycka Dywizja Konna.

– Jesteśmy ostatni…

– To katastrofa.

– Nie, Borysie Iwanowiczu, to nie katastrofa – to honor.

Dla Ungerna honorem jest wierność. „Gdy wszyscy zdradzą, my pozostaniemy wierni, Nie zapomnimy, i nie wybaczymy,” – Powiedziała w innym ale podobnym kontekście przenikliwa współczesna poetka Savitri Devi Mukherji.

Zbierają się chmury. W książce Jeana Mabire o baronie Ungernie znajduje się opis ostatniego spotkania Ungerna z Bogda Chanem, zanim Chan Wojny na zawsze opuścił Urgę, by udać się na północ, na Syberię i wydać tam bolszewikom swój ostatni bój.

„Bogda Chan, Żywy Budda zajął swoje miejsce… Jego twarz ukryta za ciemnymi okularami była jak wcześniej nieprzenikniona, ale straszliwe zmęczenie dawało się poznać w całym jego wyglądzie; starzec z trudem powstrzymywał nerwowe drżenie.

Ogromny tron z wielkim, złoconym zagłówkiem, zawalony żółtymi jedwabnymi poduszkami. Ungern się ukłonił. Rozejrzał się. Baron nie zamierzał przedłużać sprawy i ograniczył się do poinformowania o podjętej decyzji:

– Za kilka dni wyjeżdżam z Mongolii. Udaję się na Zabajkale, by walczyć z naszymi wspólnymi wrogami  – z czerwonymi. Wasz kraj jest już wolny i jego synowie, rozsiani po całym świecie, powinni powrócić do ojczyzny. Wkrótce imperium Dżyngis-chana się odrodzi. Powinniście obronić wywalczoną wolność. 

W duszy jego rozmówcy szalała jednak burza: bez pomocy Ungerna był nikim – po prostu ślepym starcem, niezdolnym przepędzić z kraju młodych rewolucjonistów – Suche-Batora i Czojbolsana. Bogda Chan poprosił Ungerna, by przeszedł z nim do jego gabinetu, by mogli porozmawiać sam na sam.

bogda-chanBogda Chan podszedł do sejfu, wyraźnie odróżniającego się na tle wschodniego wystroju pokoju. Długo mocował się z zamkiem. W końcu ciężkie drzwi powoli się otworzyły… Bogda Chan zdjął z metalowej półki szkatułkę z kości słoniowej. W środku był rubinowy pierścień ze znakiem słońca Hackenkreuz, symbolem starożytnych aryjskich zdobywców.

– Dżyngis-chan nigdy nie zdejmował go z prawej ręki.

Roman Fiodorowicz von Ungern-Sternberg patrzył oszołomiony na skarb. Jak we śnie wyciągnął rękę w stronę Bogdy Chana. Starzec drżał, z trudem udało mu się naciągnąć na palec Barona pierścień wielkiego zdobywcy. Żywy Budda pobłogosławił Ungerna: położywszy mu ręce na głowie, powiedział:

Nie umrzesz: odrodzisz się w najdoskonalszej formie bycia. Zapamiętaj to, żywy bogu wojny, chanie obiecanej ci Mongolii.

Ungernowi wydawało się, że pierścień pali mu rękę.

Książę Mongolii i wierny namiestnik Bogdy Chana wychodził z pałacu Nogon Orga. Lamowie rozstępowali się przed nim, i, głośno pobrzękując ostrogami, Ungern szybko przemierzał korytarze. Nie obejrzawszy się ani razu, wyszedł z pałacu i bezsilnie rzucił się na tylne siedzenie samochodu.

– Do sztabu, powiedział Makajewowi.

Baron czuł, że krąg się zamyka.

Oddział Ungerna znowu wkracza na rosyjską ziemię. Teraz to już jednak nie wojna, lecz działania partyzanckie. Tym niemniej, Ungern stale wprawia czerwonych w poważne zaniepokojenie. Pojawia się to tu, to tam, niespodziewanie, błyskawicznie, raptownie, zostawiając za sobą zniszczenie, zagładę i śmierć. Dla niego – Boga Wojny – to naturalne. Do walki z nim wysłane zostają najlepsze oddziały Armii Czerwonej na Syberii, za całą operację osobiście odpowiada Blücher.

Ale to już agonia. W świecie materialnym wszystko rakowacieje. Poza tym, Ungern zanurza się w inną rzeczywistość, widzi obrazy tryumfu i zwycięstwa, spełnienia najskrytszych marzeń. Niedostrzegalnie wkracza w odmienny, subtelny wymiar, który mieszać się zaczyna ze zwyczajną rzeczywistością. Jego podwładni coraz wyraźniej zaczynają rozumieć, że ich dowódca oszalał.

Ungern wstał, przyniósł mapy, rozwinął je. Położywszy jedną na trawie, bambusową laską nakreślił trasę wyobrażonej marszruty, i powiedział zwracając się do swojego wiernego pomocnika, generała Rezuchina:

– Użyjcie wyobraźni, Borysie Iwanowiczu. Przemieszczamy się w górę Selengi. Tym gorzej dla Urgi. Trzeba wybierać. W zachodniej Mongolii ukrywają się resztki białych armii. Nie wszyscy kozacy i atamanowie poginęli. Razem idziemy dalej na zachód. Teraz jesteśmy na Ałtaju. Góry, pieczary, jaskinie, pasterze wciąż jeszcze wierzący we wcielonego boga wojny. Bez trudu przekroczymy zachodnią granicę Turkiestanu.

– W Syn-Tzanie aresztują cię Chińczycy.

– Szybko się z nimi uporamy i pójdziemy dalej. Na południe. Musimy przejść przez całe Chiny. Przeraża cię taka perspektywa, Borysie Iwanowiczu? Ale ten kraj się rozpada, rewolucja jest tam w swoim apogeum. Jedynymi, na których możemy się natknąć to tchórzliwi dezerterzy i maruderzy. Zaledwie jakieś tysiąc kilometrów i – jesteśmy w niezdobytej twierdzy. I możemy zacząć wszystko od początku. Absolutnie wszystko.

– Tybet?

– Tak. Dach Świata. W Lhasie jest Dalajlama, najwyższy buddyjski kapłan. W porównaniu z nim Bogda Chan zajmuje trzeci stopień w hierarchii. Pomyliłem się już na początku: centrum Azji nie znajduje się bynajmniej w Mongolii. Ona jest tylko najbardziej zewnętrznym kręgiem – Tarczą. Musimy iść do Tybetu…

Nieustannie uderzał bambusową laską tam, gdzie były najwyższe szczyty Himalajów.

– Tam, na szczytach znajdziemy ludzi, którzy jeszcze nie zapomnieli swoich aryjskich przodków. Tam, na przyprawiającej o zawrót głowy granicy Indii i Chin, odrodzi się moje imperium. Będziemy mówić sanskrytem i żyć wedle zasad „Rig-Wedy”. Przywrócimy prawa, o których zapomniano w Europie. I na nowo zajaśnieje światło Północy. Wieczne prawo, nurzając się w wodach Gangesu i Morza Śródziemnego, zatryumfuje.

Baron podniósł się. Jego oczy błyszczały. Zachrypnięty głos rwał się. Zapadłe z wycieńczenia policzki pokrywała jasna szczecina. Odrzucił włosy z czoła, odsłaniając czoło wielkich rozmiarów. Samotny i wątły dowódca pochłoniętego przez mroki wieków narodu. Kontynuował:

– Zakon mój powstanie na wierzchołkach gór. Pomiędzy Nepalem a Tybetem otworzę szkołę, w której będę uczył o sile, która potrzebna jest bardziej, niż mądrość.

Z gorączkowo błyszczącymi oczyma wykrzyknął:

– Wszystko gotowe! Czekają na mnie w Lhasie! Odkryję sekret run przyniesionych z północy i ukrytych w tajemnych miejscach świątyń. Mój zakon mnichów-wojowników przekształci się w  armię, jakiej świat jeszcze nie widział. I Azja, i Europa, i Ameryka będą przy niej niczym…

– Nie, Romanie Fiodorowiczu, nie.

Baron wzdrygnął się i spojrzał na niego. Wydawać by się mogło, że owo „nie” niespodziewanie zburzyło jego marzenie: zupełnie jak niespodziewanie spadająca lawina zmiata ukrytą nad  krawędzią skały buddyjską świątynię,  i spada ona w przepaść wraz z młynkami do modlitwy i bonzami w szafranowych odzieniach.

– Nie potrafię zrozumieć twoich planów. – wyjaśnił Rezuchin. – Znam tylko jedną armię – carską. I tylko jedną religię – chrześcijaństwo. Ale nie w tym rzecz. Rzecz w tym, że nigdy nie dojdziemy do Lhasy. Popatrz na mapę. Nie uda nam się przejść chińskiego Turkiestanu. Tymczasem Mandżuria jest o dwa kroki od nas. Wystarczy tylko chcieć i pójść na wschód.

– Nigdy! – wykrzyknął baron, – tylko Tybet…

Ungern został niemal sam. Towarzyszył mu tylko maleńki krąg tych, którzy nie zginęli i pozostali mu wierni. Dla kogo, tak jak dla niego, wierność jest honorem. Ungern jedzie ku wzgórzom Ałtaju na ulubionej kobyle Maszy i zatapia się w wizjach…

Nad klasztorem-twierdzą powiewa zloty sztandar z podkową i słonecznym znakiem Dżyngis-Chana. Fale Morza Bałtyckiego rozbijają się o masyw Tybetu. Wspinaczka, wieczna wspinaczka na Dach Świata, gdzie rządzą światło i siła. Wspinaczka…”  

Siwy koń potknął się o kamień. I marzenie prysło, pochłonięte przez pył unoszący się ze spieczonej ziemi.

Marzenia Boga Wojny… Przeczucie tego, co zdarzyć się musi – nie teraz, ale w innym obrocie koła Wiecznego Powrotu… Ten, kto żył naprawdę, nigdy nie doświadcza śmierci…

Rok 1921. Koniec. Zdrada. Ungern zostaje schwytany przez Czerwonych. Generał Blücher rozkazał w przypadku aresztowania Ungerna obchodzić się z nim „jak z sowieckim oficerem”. Czerwonogwardziści odwieźli go do kwatery dowództwa kompanii przy rewolucyjnej radzie wojennej Jeniseju.

Blücher szybko spotyka się z nim, proponując przejście na stronę bolszewików. Obydwaj rozmawiają po niemiecku. Blücher mówi o eurazjatach, o narodowym bolszewizmie, o odrębnym nacjonalistycznym nurcie w kierownictwie sowieckim, które choć na zewnątrz kryje się pod „frazeologią marksistowską”, w rzeczywistości jednak dąży do utworzenia ogromnego kontynentalnego tradycjonalistycznego państwa, nie tylko w granicach Mongolii, ale w całej Eurazji… Blücher obiecuje baronowi pełną amnestię i wysokie stanowisko. Wówczas już, w tajnej podjednostce OGPU na czele której stał martynista Gleb Boki, trwały prace nad przygotowaniem ekspedycji do Tybetu oraz duchowego przeobrażenia bolszewizmu w jakiegoś rodzaju nowy, spirytualny byt…

1 2 3 4

Baron Ungern odpowiada odmownie na wszystkie propozycje. Przynajmniej tak mówi oficjalna historia. W Nowonikołajewsku urządzono pokazowy proces barona Ungerna – Sternberga. Po wydaniu wyroku, za próbę obalenia rewolucyjnej władzy bolszewików 15 września 1921 roku, baron został rozstrzelany. Umarł Bóg Wojny… Ale czy bogowie w ogóle umierają? – zapytacie z niedowierzaniem, i będziecie mieć całkowitą rację. Oni mogą odejść, ale umrzeć nie mogą.

 Do dziś w religijnych kręgach mongolskich i buriackich krąży następujące podanie:

„Z północy nadszedł biały wojownik i poderwał Mongołów, wzywając ich by zerwali niewolnicze łańcuchy, skuwające ich swobodną ziemię. W tego białego wojownika wcielił się Dżyngis-chan, i przepowiedział on nadejście jeszcze większego od siebie…”

Chodzi o Dziesiątego Awatara, Mściciela, Tryumfatora, Groźnego Sędziego. Różne tradycje nazywają go różnymi imionami. Nie zmienia to jednak istoty rzeczy. Klęska „naszych” to tylko eschatologiczna iluzja. Poddawanie się jej jest niemoralne. Naszym zadaniem jest wytrwać do końca. Nieważne że przegramy wszyscy do ostatniego i stracimy wszystko co jeszcze można stracić… Naszym honorem jest Wierność.

3Rzucić wyzwanie przeznaczeniu ciemnych wieków – w samym tym geście zawiera się już najwyższa nagroda. A nieco później nadciągną też i mściciele…Ostatni Batalion…Okrutne Łowy Jednego…Siła „naszych”. Ze złotym sztandarem, na którym lśni czarna runa UR – znak Kosmicznej Północy – osobisty sztandar Boga Wojny, barona Romana Fiodorowicza Ungern – Sternberga. Zwiastuna Awatara.

Postscriptum

Piotr Wrangler, generał porucznik armii Imperium Rosyjskiego, tak opisuje barona Ungera – Sternberga:

„Średniego wzrostu blondyn, chudy i pozornie wątły, ale żelaznego zdrowia i energii, Ungern żyje wojną. Nie jest to oficer w powszechnie przyjętym znaczeniu tego słowa, jak że nie tylko nie zna najbardziej elementarnych przepisów i podstawowych zasad służby, ale nieustannie popełnia wykroczenia zarówno przeciwko dyscyplinie zewnętrznej, jak i wychowaniu wojskowemu – jest to typ partyzanta amatora, łowcy tropiciela śladów z powieści Mayne – Reida. Obszarpany i brudny, śpi zawsze na podłodze, wśród Kozaków z sotni, jada ze wspólnego kotła i mimo, że wychowany w dostatku i komforcie, robi wrażenie człowieka, któremu zupełnie na nich nie zależy. Na próżno próbowałem przekonać go o konieczności zadbania przynajmniej o wygląd zewnętrzny”.

Inny ważny oficer armii Carskiej Władimir Aleksandrowicz Kislicyn, takimi słowami wspomina Ungera – Sternberga:

Często się zdarzało, że siedział ze mną do czasu, aż przyszła moja żona lub inna dama. Po ich przybyciu starał się jak najszybciej pożegnać i wyjść; nie znosił towarzystwa kobiet”.

Natomiast Antoni Ferdynand Ossendowski w książce pt. „Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów”, przytacza słowa Ungera – Sternberga na temat rewolucji komunistycznej:

„Miałem zamiar założyć w Rosji zakon wojskowy buddystów. Po co? – Dla obrony moralnej ewolucji ludzkości od zgubnych wpływów rewolucji, gdyż jestem tego zdania, że postęp ewolucyjny prowadzi do ideału, tj. bóstwa, rewolucja zaś po gwałtownym skoku naprzód wstrzymuje rozwój i prowadzi wstecz do zezwierzęcenia”.

 

 

 

 

Dobry gospodarz

Większość ludzi nie potrafi mentalnie ogarnąć bardzo prostych zasad funkcjonowania rynku pracy, ale sporadycznie doznajemy oświecenia i rozumiemy, że im więcej rąk do pracy, tym mniejsze zarobki i ta korelacja dotyczy gospodarki każdego państwa na świecie. Nasz kraj zmaga się z milionową imigracją ekonomiczną Ukraińców, i możemy zaobserwować wzmożoną konkurencję w zatrudnieniu i rodowitym Polakom ten stan rzeczy generalnie się nie podoba, bowiem pracy jest mało i pracodawcy mają do wyboru tańszą siłę roboczą.

Wiele kontrowersji wzbudziła niedawna decyzja Trumpa związana z ograniczeniem imigracji z kilku państw muzułmańskich i według oficjalnej narracji, rozporządzenie Trumpa było podyktowane próbą ochrony USA przed terroryzmem. Aczkolwiek, terroryzm odgrywał w tym przypadku marginalną rolę i w rzeczywistości administracja Trumpa, tym ważnym rozporządzeniem, uczyniła pierwszy krok w obronie Amerykańskiego rynku pracy.

Warto więc nadmienić, że do USA rocznie przybywa niecałe milion osób legalnie, natomiast drugie tyle a może i więcej różnymi kanałami dostaje się do Ameryki nielegalnie w związku czym, rynek pracy jest przesycony tanią siłą roboczą i pensje przeciętnych Amerykanów drastycznie maleją.

Amerykański sędzia federalny ze stanu Waszyngton, zablokował jednak rozporządzenie Trumpa, i granice dla taniej siły roboczej są ponownie otwarte, lecz walka ciągle trwa i być może Trump wygra. Innym ważnym krokiem Trumpa, była decyzja o budowie muru na granicy z Meksykiem i nie kierowały nim pobudki rasistowskie, lecz ten sam cel ochrony rynku pracy dla rodowitych Amerykanów.

Musimy pamiętać, że z Meksyku przybywa do USA najwięcej nielegalnej i taniej siły roboczej, ponadto dziurawe granice z Meksykiem umożliwiają przemyt do USA setek ton narkotyków rocznie. Mur z pewnością powstanie i ustabilizuje rynek pracy oraz zapewni obywatelom większe bezpieczeństwo.

Niemniej jednak, obydwie bardzo słuszne decyzje Trumpa, zostały źle zrozumiane przez spory segment Amerykańskiego społeczeństwa i głównym promotorem tej opinii, są wielkie korporacje, którym najbardziej zależy na taniej sile roboczej i poprzez swoje środki masowego przekazu, kształtują kompletnie fałszywy punkt widzenia odnośnie postanowień Trumpa.

Krytyka medialna w stosunku do Trumpa spadła do rynsztokowego poziomu i gorzej być nie może, ale nie dla Trumpa, bo on kieruje się świętą zasada wojownika: „Co cię nie zabije, to cię wzmocni”. Ponadto trzeba pamiętać, że jeżeli komuś brakuje konstruktywnych argumentów, to wtedy uderza w przeciwnika plotkami, epitetami, oszczerstwami lub groźbami pozbawienia życia, a to znaczy że adresat pomówień jest człowiekiem szlachetnym i prawym. Tak mniej więcej światowe media traktują Trumpa i plebs podchwycił te sentymenty, bo ich mózgami rządzą media, które znajdują się pod kontrolą mega korporacji.

Jeżeli zatem połączymy ograniczenie imigracji z krajów muzułmańskich, z murem na granicy z Meksykiem, to wówczas prawdziwy cel tych działań staje się jasny i administracja Trumpa, zaczyna budowę twardych fundamentów wielkiego Amerykańskiego domu, od zapewnienia ludziom stabilnej i dobrze płatnej pracy oraz bezpieczeństwa na ulicy.

W kontekście imigracji pamiętajmy, że Polacy obawiali się uchodźców muzułmańskich i dzięki umiejętnej polityce Prawa i Sprawiedliwości, problem z uchodźcami nas ominął. Natomiast Ukraińska „inwazja” ruszyła zanim PiS objął władzę i prawdę mówiąc Ukraińcy są naszymi etnicznymi braćmi i nie stanowią poważnego zagrożenia w związku z tym, nie miejmy pretensji do Ameryki, bo do tego państwa dosłownie cały świat wali drzwiami i oknami. Pozdrawiam.

1918 – 2018

Głównym postulatem systemu komunistycznego była szeroko pojęta walka klasowa z elitami, burżuazją, arystokracją i generalnie z bogatszą warstwą społeczeństwa i w ramach walki o równość i sprawiedliwość, komuniści w Bolszewickiej Rosji w 1918 roku, zamordowali cara Mikołaja II, jego żonę, cztery młode córki i małego syna. Oczywiście bolszewicy rżnęli bez opamiętania, dziesiątki milionów przeciętnych ludzi i wykształcony kwiat narodu poszedł wówczas w piach. W bolszewickiej Rosji chrześcijanin, właściciel pozłacanego zegarka lub nawet lepszej pary butów, był wrogiem systemu i mógł liczyć na kulę w skroń, ewentualnie na zesłanie i pewną śmierć na Syberii.

Rosja do czasów współczesnych z tego największego holokaustu białych ludzi w historii, nie może się jeszcze pozbierać do kupy. Ale za parawanem walki klasowej, kryje się coś o wiele gorszego, bo tak naprawdę komunizm nienawidzi mądrości i piękna, a zwłaszcza miłość oraz szczęście znalazły się na celowniku komunizmu. Z wielkim smutkiem muszę przyznać, że największym wrogiem prawdziwej miłości, piękna i szczęścia okazały się zachodnie kobiety, które powinny piękno chronić, lecz kobiety w wielu przypadkach nieświadomie, kontynuują niszczycielską misję komunizmu.

Wprawdzie komunizm w białych państwach nie istnieje, ale jego zgniłe dziecko w formie ruchu feministycznego, podchwyciło główne tezy komunizmu i współczesny feminizm, cechuje taka sama skrajna nienawiść w stosunku do ludzi bogatych, wykształconych i szczęśliwych. Doszedłem do tego wniosku, obserwując ostatnie protesty kobiet wymierzone przeciwko Trumpowi, aczkolwiek laik odniósł by wrażenie, że złość feministek jest podyktowana jego decyzjami politycznymi. Nic z tych rzeczy, albowiem zagadnienia polityczne odgrywały w protestach marginalną rolę i sprawa nabierze sensu dopiero wtedy, gdy zrozumiemy, że nie ma i nigdy nie będzie szczęśliwej, mądrej i atrakcyjnej feministki.

Prawda jest banalnie prosta i feministki nie mogą znieść widoku szczęśliwej pary małżeńskiej i zrobią wszystko co w ich mocy, by zniszczyć dobrych ludzi i rodzinę, a Trump jest w sile wieku, posiada piękną żonę i mają bardzo sympatycznego syna. Głównym czynnikiem motywującym sfrustrowane feministki do wyjścia na ulice, była jednak zazdrość i zawiść z powodu oszałamiającej urody Melanie Trump i jeżeli nadarzyła by się okazja, to wściekłe feministki zrobiły by to samo Trumpowi, jego żonie oraz synowi, co komuniści 100 lat temu wyrządzili carowi Mikołajowi i jego rodzinie.

russian_imperial_family_1911 cy0c6qmw8ae_fef

Nie ulega wątpliwości, że ludzie z obydwu fotografii są piękni a także promieniują inteligencją i dlatego żydowscy twórcy komunizmu, zgotowali carskiej rodzinie piekło na ziemi i to samo pragną zrobić Trumpowi. Komuniści zaczynali wprowadzanie równości od mordowania arystokracji na niespotykaną skalę, ale nie było to bezmyślne ludobójstwo, lecz dobrze opracowany plan mający na celu likwidację ostatniego łącznika pomiędzy wyższą inteligencją a barbarzyństwem. Mordując przedstawicieli monarchii, arystokracji oraz inteligencji, komuniści pozbawili społeczeństwa Europy wschodniej znakomitego punktu odniesienia, w oparciu o który ludzie mogli by tworzyć pękne dzieła artystyczne, doskonałe maszyny i relatywnie sprawiedliwe struktury państwowe.

Ogromna większość członków monarchii i arystokracji szczyciła się nienagannymi manierami, na dworach rządziła piękna muzyka i literatura klasyczna i szczodrze wspierali artystów oraz naukowców światowej sławy, ponadto przedstawiciele arystokracji biegle władali językami obcymi i byli chrześcijanami. Pożywką duchową arystokracji była zatem sztuka i nauka, zaś pokarmem dla ciała najwyższej jakości żywność. Arystokracja spełniała rolę nauczyciela w stosunku do niższych warstw społeczeństwa, i wówczas cały naród stopniowo osiągał wyższy stopień kultury osobistej, w efekcie czego kwitła twórczość w każdej dziedzinie. Niestety w Rosji i w Europie wschodniej edukacja została przerwana, gdy żydzi rękoma chciwych gojów wymordowali inteligencję i pozostał głupi plebs, który bez pomocy licencji zachodnich, nie potrafił skonstruować lodówki, pralki i prostego samochodu.

Komunizm w twardej wersji na szczęście upadł, ale na wschodzie Europy dopiął swego i zniszczył autentyczne elity i upłynie przynajmniej 50 lat, zanim w Polsce lub w Rosji pojawią się nowe z prawdziwego zdarzenia. Na dzień dzisiejszy funkcje zastępczą arystokracji w Polsce oraz w Rosji, spełnia kościół katolicki i odpowiednio cerkiew prawosławna i dzięki tym instytucjom religijnym, obydwa narody trzymają się na powierzchni. Nie jest zatem tragicznie, bo istnieje w kraju religijny kompas moralny i są wysokie standardy zachowania kleru w związku z czym, jest szansa że proces kształtowania prawdziwej inteligencji w Polsce i w Rosji będzie krótszy. Proszę więc zwrócić uwagę kto rzuca największymi obelgami w stosunku do kościoła. Nie kto inny jak żydowskie marionetki feministki i de facto komunistki.

Świat zachodni znajduje się w znacznie lepszej sytuacji, albowiem tam komunizm nigdy nie zdobył władzy i arystokracja nadal istnieje, lecz w szczątkowej postaci i rolę dawnej arystokracji, przejęli obecnie przemysłowcy, biznesmeni oraz środowisko akademickie. Wobec tego, żydzi uruchomili plan B i do akcji rzucili feministki, które szczęścia i bogactwa innych ludzi nienawidzą i każdy lekarz psychiatra ten fakt potwierdzi. Mamy zatem do czynienia na zachodzie poniekąd z drugą odsłoną komunizmu, w formie bezmyślnej i wściekłej feministycznej furii wymierzonej w białych, bogatych i szczęśliwych ludzi.

Feministki nie potrafią opracować spójnej i logicznej platformy politycznej i nadrabiają brak inteligencji wrzaskiem i histerią, które nie sprzyjają rozsądnemu myśleniu, a w polityce żeby osiągnąć sukces, trzeba zachować spokój i trzymać nerwy na wodzy. Feministek nie można jednak lekceważyć, bo cały szkopuł w tym, że w demokracjach te kretynki mogą głosować i mają wielką siłę.


Światowy ruch feministyczny, za sprawą przegranej Hillary Clinton, doznał poważnej porażki, ale ranne i wściekłe suki są najgroźniejsze i choć one bitwę przegrały, lecz wojna dopiero przed nami. Co gorsza feministki mogą liczyć na wsparcie męskich feministów, pedałów, ateistów oraz innych degeneratów, a tego ścierwa w świecie zachodnim namnożyło się bez liku i nawet w Polsce jest ich pokaźna armia.

Gdzie diabeł nie może, tam wściekłe baby wyśle i możecie być pewni jednego, że gdy feministki zdobędą władzę, na co się niestety zanosi, to najpierw doprowadzą do katastrofy ekonomicznej i będą szukać kozłów ofiarnych i przy aplauzie chciwego motłochu wymordują bogatszych ludzi, następnie wyrżną heteroseksualnych mężczyzn, później ostatnie normalne kobiety i nawet pedałów nie oszczędzą, ale na tym nie poprzestaną, bo z braku zewnętrznego wroga, feministki rzucą się sobie nawzajem do gardeł i feministyczna żmija zeżre swój własny ogon.

System komunistyczny działał według bardzo zbliżonego schematu, aczkolwiek nie osiągnął ostatecznego celu likwidacji inteligentnego człowieka na ziemi. Potencjalne zwycięstwo feministek tego dokona i w najlepszym wypadku cofnie ludzkość do epoki kamienia łupanego, a odpowiedzialność za ten stan rzeczy spoczywa na mężczyznach, którzy stworzyli feminizm w 19 wieku, przyznając kobietom prawo głosu.

Feminizm posiada większą moc niszczenia życia, niż wszystkie głowice nuklearne świata i sytuacja jest obecnie krytyczna, bo nawet patriarchalna Arabia Saudyjska, ostatnie państwo mężczyzn na ziemi w 2015 roku, dopuściła kobiety do udziału w wyborach i być może był to symboliczny gest, lecz apetyt kobiet rośnie w miarę jedzenia.

Wkurwione feministki będą zatem na swój sposób szczęśliwe, ale dopiero wtedy gdy wszyscy wokół nich będą wściekli i sfrustrowani i żeby zniszczyć resztki człowieczeństwa nie posuną się przed niczym. W związku z tym, w każdym serdecznym geście mężczyzny np. w stosunku do dzieci, feministki znajdą podtekst seksualny i posądzą szlachetnego mężczyznę o zamiary popełnienia czynu pedofilskiego i w Polsce żaden ksiądz podczas mszy, nie odważy się pogłaskać sympatycznego małego bobasa po główce.

Nie macie bladego pojęcia, jak bardzo feministyczna psychoza seksualna i nagonka na mężczyzn zniszczyła piękno, serdeczność oraz miłość i pełne insynuacji seksualnych komentarze do poniższego filmu z kampanii wyborczej Trumpa, najlepiej ten aspekt ilustrują. Dobrego i serdecznego człowieka poznamy po jego stosunku do dzieci i Trump, zapraszając dwójkę małych dzieci na podium pokazał całemu światu, że bezgranicznie kocha wszystkie dzieci, nie jest rasistą i jest mężczyzną przez wielkie M.

 

 

Wierni idei

Ruchy prawicowe i konserwatywne na całym świecie rosną w siłę i wygrywają, bo są konkretne jak mężczyźni i trzymają się jednego obranego kursu politycznego i twardo brną do przodu, nie zważając skąd wieją wiatry sentymentów politycznych w danym momencie. Natomiast dni lewicy oraz socjalistów są już policzone, albowiem socjaliści jak kobiety nie potrafią skoncentrować swojej uwagi, na jednym zadaniu i lawirują pomiędzy prawicą lub lewicą i obecnie socjaliści we Francji, podchwycili prawicowe nastroje społeczeństwa i próbują odebrać popularność Frontowi Narodowemu, Marine Le Pen.

Zwycięstwo w wyborach prezydenckich M. Le Pen ma jednak zagwarantowane, bo ta kobieta jest wierna prawicowej idei, co wśród kobiet w polityce bardzo rzadko się zdarza, aczkolwiek Margaret Thatcher zwana Żelazną Damą, była pierwszym wyjątkiem od reguły.

Jak chorągiewki na wietrze Europejska lewica, w obliczu światowego renesansu prawicy zmieniła więc kurs z socjalistycznego na konserwatywny i narodowy. Mężczyznom nie uszła uwadze hipokryzja lewicy i zwycięstwo konserwatywnego Trumpa nad socjalistyczną partią demokratyczną, jest tego najlepszym dowodem, ale nawet coraz więcej kobiet głosuje na konkretną prawicę, bo mają dość lewicowego niezdecydowania. USA jest katalizatorem tych wielkich zmian i teraz rozkojarzona Europa zachodnia, jest zmuszona ustosunkować się do Ameryki i musi podjąć stanowczą męską decyzję, odnośnie prawidłowego kursu politycznego i jedyną logiczną alternatywą, po katastrofalnych rządach socjalistów, jest powrót do prawicy.

Niemniej jednak, implodująca Europejska lewica i socjaliści starają się wybrnąć z kłopotów i szukają kozłów ofiarnych i tradycyjnym są oczywiście muzułmanie, następnym Rosja, a teraz rolę głównego winowajcy przypisali Ameryce i drugim Hitlerem jest obecnie Trump, ponadto w Niemczech straszy się ludzi nazistami, antysemitami, rasistami itp. Sztuczki i chwyty Europejskich socjalistów, ich deklaracje oraz gwarancje, przybrały wręcz infantylny wymiar i na naszych oczach popełniają zbiorowe samobójstwo.

Jestem pewien, że struktury Unii Europejskiej ulegną niebawem takim samym, jak nie większym tektonicznym zmianom, do jakich doszło w polityce oraz gospodarce w Stanach Zjednoczonych, za sprawą zwycięstwa konserwatywnego i przedsiębiorczego Trumpa. Żelazne standardy globalnej polityki i gospodarki powstają w Ameryce i prezydentura Trumpa wieszczy renesans rozumu na całej ziemi, ponieważ władzę w największym mocarstwie w historii człowieka, przejął ponownie surowy i sprawiedliwy, a przede wszystkim zdecydowany mężczyzna.

Kondycję światowej lewicy i socjalistów w kontekście oportunizmu politycznego, najlepiej określa bardzo popularne angielskie przysłowie: „Jack of all trades master of none”, co w języku polskim oznacza: „Jeśli ktoś jest do wszystkiego, to jest do niczego”. Pozdrawiam.

 

Zmiana

Można by odnieść wrażenie, że Demokraci i Obama prowokowali, szantażowali i pchali Europę do konfliktu militarnego z Rosją. Owszem, ale białemu człowiekowi już dawno wypowiedziano wojnę i następstwa tego konfliktu były by o wiele gorsze niż użycie atomu.

Wymiana nuklearna wiąże się oczywiście z wymazaniem życia na ziemi, ale odchodzimy wówczas z wielkim hukiem i w ogniu jak prawdziwym Wikingom przystało i giną wszyscy bez wyjątku nawet Sorosy oraz inne ścierwa i do wojny nuklearnej nikt tak naprawdę nie dążył wobec tego, elity aby utrzymać władzę szykowały przeciętnym ludziom rolę bezmyślnego bydła, i proces transformacji inteligentnego człowieka w kompletnego debila był de facto bezbolesny.

Elity opracowały zatem plan zniszczenia inteligentnych białych ludzi na płaszczyźnie moralno – obyczajowej, w kontekście legalizacji w USA małżeństw homoseksualnych i każdej innej sodomy oraz gomory znanej człowiekowi i ten chory system demokratyczna administracja Obamy, eksportowała przede wszystkim do Europy, gdzie prawa pedałów, lesbijek i zboczeńców, feminizm, aborcja oraz edukacja homoseksualna w szkołach a nawet w przedszkolach, znalazły ogromne poparcie wśród lewaków, liberałów, ateistów i pseudo inteligencji, a zwłaszcza wybitne ekspertki w dziedzinie bezmyślnego ruchania i skrobania, durne jak but zachodnie kobiety i spory segment naszych tzw. wyzwolonych i nowoczesnych Polek, podchwyciły seksualną gangrenę jak muchy gówno.

Ostatecznym celem demokratów i Obamy było zniszczenie fundamentu człowieczeństwa heteroseksualnej rodziny, lecz feministyczno – komunistyczna kosa natrafiła na kamień w formie Trumpa i na barkach tego mężczyzny i jego administracji, spoczywa bardzo trudny obowiązek posprzątania całego burdelu i zdemoralizowany motłoch wpadł w panikę. W mojej pamięci dorobek marksistowskiej administracji Obamy zamyka się zatem w ramach próby zatarcia różnic płciowych pomiędzy mężczyzną a kobietą.

a_us___obama_change_x_framed__posterProgram wyborczy Obamy jak wiemy opierał się na populistycznym sloganie Change co znaczy Zmiana, ale nie w kontekście pozytywnych zmian w gospodarce lub finansach, lecz zmiany płci przeciętnych Amerykanów z męskiej w żeńską i na odwrót. Wstępnym krokiem ku temu, był executive order (rozporządzenie wykonawcze) komisarza Obamy, nakazujące podświetlanie Białego domu tęczowymi barwami pedałów.

Wprawdzie dorośli ludzie są dość podatni na propagandę polityczną i w poważnym stopniu ulegli obyczajowej zgniliźnie, lecz jak na razie koncept mężczyzny i kobiety z naszych głów jeszcze nie wyparował, ale mózgi małych dzieci, to już inna para kaloszy i sprawa jest bardzo poważna, bowiem Amerykańskie szkoły publiczne zaczęły wciskać dzieciom bzdury, że nie ma chłopców i dziewczynek jest natomiast bezpłciowe to lub coś, a czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci i los inteligentnego homo sapiens wisiał dosłownie na włosku.

Administracja Obamy uderzyła w miękkie podbrzusze narodu w dzieci, a młode mózgi chłoną każdą wiedzę jak gąbka wodę i żeby całkowicie zniszczyć rozum, a tym samym przyszłość narodu, wprowadzono do Amerykańskich szkół tzw. toalety uniseks dla uczniów, którym nauczycielki, psycholożki oraz inne kretynki z dyplomami wmówiły, że nie są chłopcami ani dziewczynkami i dorastało nam przyszłe pokolenie debili, pozbawione tożsamości płciowej.

Szkoły publiczne okazały się bardzo podatnym gruntem na propagandę seksualną za sprawą kadry nauczycielskiej, która składa się w większości z ultra liberalnych kobiet oraz feministek w związku z czym, Amerykańskie szkoły publiczne kładły większy nacisk na chamską indoktrynację homoseksualną i transseksualną niż na naukę liczenia, pisania oraz geografii.

Niemniej analfabetyzm oraz matematykę można w dorosłym życiu nadrobić, lecz zniszczenie tożsamości płciowej u dzieci pozostanie na całe życie w ich pamięci, w efekcie czego naród upada, bo dorosły człowiek pozbawiony konceptu mężczyzny i kobiety nie nawiąże intymnego i trwałego związku z płcią przeciwną i nie stworzy normalnej rodziny, a jeżeli spłodzi potomstwo, to syn lub córka pozostanie z samotną matką, która wpoi dziecku nienawiść do mężczyzn. Natomiast sfeminizowana szkoła wzmocni to przekonanie, a po szkole propaganda medialna również wymierzona w mężczyzn dopełni dzieła.

Zaprawdę powiadam wam, człowieczeństwo balansowało na krawędzi gorszego kataklizmu niż apokalipsa nuklearna, ale zwycięstwo Trumpa w Ameryce, stopniowo przywróci białemu człowiekowi sens bytu w oparciu o heteroseksualną rodzinę. Jestem przekonany, że w szkołach publicznych ponownie pojawią się mężczyźni nauczyciele i zostanie wówczas przywrócony porządek, rozum oraz mądrość i trochę wojskowej dyscypliny dzieciom na dobre wyjdzie.