Wyzwolenie

Już od kilkunastu lat praktykuję skrajny weganizm i ciągle szukałem odpowiedzi, jaki czynnik odegrał główną rolę w wyborze tego sposobu odżywiania i chyba wreszcie znalazłem klucz do zagadki, ale wstępne oświecenie przyszło dopiero po bliższym zapoznaniu się z wierzeniami Hinduistycznymi i filozofią Buddyjską. Wprawdzie dalekowschodnie religie są źródłem wielkiej mądrości i natchnienia, lecz średniowieczny Europejski dualistyczny ruch Katarski, i sprzeczne z teologią chrześcijańską zasady duchowe, ułożyły wszystko w całość.

Dwie kwestie wpłynęły na wybór diety bezmięsnej i pierwsza to rzecz jasna poszanowanie życia zwierząt, natomiast drugą odkryłem stosunkowo niedawno, lecz praktykowałem tą zasadę podświadomie już od młodocianego wieku, na długo przed zupełnym wykluczeniem produktów pochodzenia zwierzęcego z mojej diety.

Z roku na rok jadłem coraz mniej i najpierw zacząłem pomijać śniadanie, następnie obiad, aż w końcu zrezygnowałem z kolacji i obecnie moje potrzeby pokarmowe, ograniczają się do jednego posiłku dziennie. Poranną energię zapewnia mi mocna kawa z dużą porcją cukru, a w parze z kawą idzie oczywiście tytoń i palę papierosy dosłownie jak komin, ale z tym wyjątkiem, że tytoń uprawiam na własnym kawałku ziemi i ekologiczny „czysty”, dym ma właściwości wizjonerskie i lecznicze.

Do posiłku zasiadam późną nocą w samotności i absolutnej ciszy i najważniejszy aspekt tego rytuału polega na tym, że nigdy nie jem do syta. Korzyści jakie gwarantuje mi ten wstrzemięźliwy styl odżywiania są ogromne i po pierwsze, nie obciążone pokarmem ciało ma optymalną wagę, po drugie mózg pracuje świetnie i po trzecie, mój zmysł smaku jest bardzo wyostrzony i odnoszę wrażenie, że każdy łyk wody, kawałek chleba i porcja potrawy pochodzi od samego Boga.

Nie mam już innej alternatywy, jak dopiąć celu i końcem tej ziemskiej wędrówki i moim przeznaczeniem, jest świadoma śmierć głodowa, która w Hinduizmie jest jedną z trzech dopuszczalnych form samobójstwa i zapewnia ona, przerwanie cyklu reinkarnacji na ziemi i życie duchowe w wyższym (boskim) wymiarze. A zatem głodówkę całodobową mam poza sobą i daję sobie radę i teraz czeka mnie głodówka kilkudniowa, po której przyjdzie czas na wieczną.

Na ten krok nie jestem jeszcze gotowy i być może umrę śmiercią naturalną z powodu choroby lub ulęgnę śmiertelnemu wypadkowi, co by było wielką tragedią, ponieważ mimo diety wegetariańskiej i względnie czystego serca, wyrządzałem zwierzętom straszne katusze gdy byłem młody i bagaż złej karmy posiadam ogromny.

W związku z czym, śmierć z przyczyn poza moją kontrolą wiążę się z pewną reinkarnacją mojej duszy w ciele zwierzęcym i na własnej skórze odczuję wówczas ból, jaki kiedyś zadawałem np. muchom odrywając im skrzydełka bądź kończyny. Jestem więc pewien, że dobrowolną śmiercią głodową odkupię wszystkie winy i na ziemię już nigdy nie powrócę.

Stosunkowo prosta dieta wegetariańska, jest zaledwie jednym elementem procesu odchodzenia od świata materialnego. Od bardzo długiego czasu żyję w celibacie, przez co nie mam dzieci i kobiety przestały mnie interesować, ale sporadycznie kobiece wdzięki w głowie mi mieszają, niemniej staram się upraszczać egzystencję do minimum i wówczas rozłąka z ciałem i ziemią nie będzie zbyt bolesna. Bez wątpienia, moim życiem już od narodzin kieruje jakaś gnostyczna siła kosmiczna, ponieważ z natury jestem kochającym ciszę i ciemność samotnikiem.

Ciało jest przekleństwem i związany z nim ciężar nałogów i trywialnych przyzwyczajeń trzyma mnie i większość z nas mocno na dnie, bo na pozór bardzo relaksujące sobotnie nocne oglądanie telewizji z piwem w ręku, tylko na moment uśmierza ból istnienia. To jest chwila warta życia, lecz alkohol i TV niszczą duszę i intelekt. Znacznie zdrowsze i dłuższe wyrwanie z więzów ciała gwarantuje jednak sen, który uskrzydla duszę i pozwala jej szybować w przestworzach jak ptak.

Drugą hindusko/buddyjską metodą na unikniecie reinkarnacji poprzez samobójstwo, jest bardzo drastyczne samospalenie, natomiast trzecia wymaga odizolowania się od świata zewnętrznego np. w jaskini i wstrzymaniu oddechu.

Aczkolwiek wstrzymanie oddechu, aż do śmierci jest dla mnie niezbyt zrozumiałym konceptem, niemniej powolna śmierć głodowa może okazać się o wiele gorszym przeżyciem niż szybka śmierć w ogniu, ponieważ w pierwszym przypadku, mózg ciągle pracuje i domaga się pokarmu, zaś po podpaleniu się od śmierci nie ma już w zasadzie odwrotu.

Tylko najwięksi mistycy i ludzie obdarzeni żelazną dyscypliną, są w stanie stawić czoła ogniu i sporadycznie mnisi buddyjscy wybierają tą opcję śmierci samobójczej. W mojej pamięci bardzo głęboko utkwił poniższy materiał filmowy, przedstawiający Wietnamskiego mnicha umierającego ze stoickim spokojem w płomieniach ognia.

Niestety byłem wychowany w stricte materialnej–chrześcijańskiej rzeczywistości i umierający w płomieniach mnich, wzbudził we mnie wielką odrazę i z pewnością prawie każdy Polak podobnie zareaguje, bo najwięksi materialiści i hipokryci świata, chrześcijanie boją się śmierci dosłownie jak ognia i robią wszystko co w ich mocy, by ich ciała fizyczne żyły jak najdłużej. Chrześcijanie żyją żeby jeść i cała filozofia religii chrześcijańskiej zamyka się w ramach teologii „Pełnego brzucha”. W związku z tym, najważniejszymi wydarzeniami dnia przeciętnych chrześcijan, są częste posiłki z naciskiem na potrawy mięsne, ponadto kobiety chcą być wiecznie młode i każda zmarszczka oraz siwy włos, jest powodem tragedii życiowej.

Na krótką metę, rożne zabiegi odmładzające i napęczniałe od nadmiaru pokarmu ciała, dają ludziom iluzje nieśmiertelności, lecz ich wnętrza fizyczne są w fatalnej kondycji, natomiast ich dusze w poważnym stopniu zatrute. Chrześcijanie zapomnieli, że ciało jest przejściową fazą istnienia i aby zapewnić sobie lepszą reinkarnację, nieśmiertelną duszę trzeba karmić pozbawionym krwi pokarmem. Lecz chrześcijanie swoje święte kielichy duchowe, wypełniają po brzegi krwią niewinnych zwierząt i skazują siebie na ponowną reinkarnację w ziemskim piekle. Podstawowa zasada reinkarnacji mówi, że ludzkie dusze przebywają w ciałach zwierząt i dlatego spożywanie mięsa w hinduizmie jest zabronione.

Spożywanie mięsa jest kanibalizmem duchowym i co mądrego odnośnie diety wegetariańskiej, mają do powiedzenia przedstawiciele kleru i świeccy uczeni w piśmie? Ci pierwsi bez ceregieli twierdzą, że wegetarianie są opętani szatańską mocą i karmią ludzi w trakcie mszy, symbolicznym ciałem oraz krwią Jezusa w postaci wafelków i wina. Religijni znawcy tematu bardziej kombinują i subtelnie powołują się na Jezusa, w kontekście nazwiska Chrystus, które pochodzi od starogreckiego słowa Ichtys i jest skrótem: Jezus Chrystus Syn Boga Zbawiciela. W języku greckim słowo Ichtys oznacza po prostu rybę i stąd się wzięło błędne przekonanie, że Jezus jadł mięso.

Z tego powodu, w ideologii chrześcijańskiej ryba straciła de facto status zwierzęcia i jedna z największych religijnych paranoi współczesnego świata, zezwala w dzień postny od potraw mięsnych spożywanie mięsa ryb. Na domiar złego, w rzekomy dzień narodzin Jezusa, chrześcijanie radośnie zabijają ryby. W religii chrześcijańskiej wszystko przejdzie i biorąc pod uwagę mnóstwo innych absurdów, konkluzja staje się oczywista. Religia chrześcijańska jest narzędziem szatana, ponadto znakomicie pierze ludzkie mózgi z podstawowej inteligencji i dlatego znalazła tylu zwolenników na całym świecie, bo do niczego szlachetnego ludzi nie zobowiązuje. Parę mądrych tez w chrześcijaństwie istnieje, ale jedna metafora jest uniwersalną prawdą wszechświata i my ostatni Mohikanie, podporządkowujemy swoje życie cielesne i przyszłe duchowe świętym słowom: „Droga do szczęścia jest kręta i stroma”.

Drogą wojownika i żołnierza Boga, nie są zatem skrajnie elastyczne chrześcijańskie zasady moralno-etyczne, w ramach róbta co chceta, bo miłosierny Jezus wszystko przebaczy, lecz wymagająca wielu poświęceń dieta bezmięsna i jeszcze trudniejszy w utrzymaniu celibat. Niemniej długotrwały wegetarianizm ma ten cudowny wpływ na organizm, że stopniowo zmniejsza popęd seksualny, aż w końcu mózg staje się czysty i wówczas duszę człowieka wypełnia po brzegi Boska energia.

Słowo kluczowe to energia, lub jak kto woli aura bądź też aureola, którą posiadał min. Budda oraz wielu innych świętych ludzi na przestrzeni tysiącleci. Ich ciała za sprawą krystalicznie czystych dusz świeciły, zaś wokół przebywających na bardzo niskim stopniu energetycznym chrześcijan i ateistów, co oznacza jedno i to samo, roznosi się ponura aura śmierci duchowej i fetor zgnilizny cielesnej.

Montsegur 1244

Wracając do mnicha w ogniu. Najpierw nim gardziłem, później twierdziłem że tylko tchórze popełniają ten typ samobójstwa, ale z wiekiem zmądrzałem i obecnie jestem wolny od chrześcijańskich bredni odnośnie życia i śmierci i uważam mnicha z filmu za jednego z największych bohaterów świata. Próbę ognia z podniesionym czołem przeszli także antykatoliccy Katarscy mężczyźni i kobiety, których kilkusetosobowa grupa została spalona żywcem w zbiorowym stosie, przez chrześcijańskich krzyżowców w południowej Francji 16 Marca 1244 roku, i ponoć sami inkwizytorzy zaniemówili z wrażenia, gdy nikt z palonych nie krzyczał.

Na zdjęciu w tle, góra Montsegur w Pirenejach. Szczyt wzniesienia wieńczyła ostatnia twierdza Katarów, zdobyta przez wojska papiesko – królewskie po długim oblężeniu w 1244 roku. Na planie pierwszym, obelisk upamiętniający śmierć ponad dwustu pojmanych obrońców w płomieniach katolickiego stosu.

Warto dodać, że najwyżsi rangą Katarzy zwani doskonałymi (perfecti), byli wegetarianami, przechodzili głodówki, przestrzegali celibatu i z pewnością odporność na ból, zapewniły im te bardzo wymagające zasady życia. Umierający w płomieniach buddyjski mnich oraz paleni Katarzy zachowali umiar w jedzeniu i wstępnie zahartowali swoje ciała. W trakcie palenia ich węglowe powłoki przeszły błyskawiczną metamorfozę i zamieniły się w diamenty. W prawie identyczny sposób w środowisku naturalnym powstają twarde diamenty i głęboko pod ziemią w wysokiej temperaturze i pod wielkim ciśnieniem, zwykły węgiel krystalizuje się w diament.

Katarska filozofia życia i śmierci jest bardzo zbliżona do fundamentu buddyzmu w formie wstrzemięźliwości od pokarmu mięsnego, idei reinkarnacji i pacyfizmu wobec tego, niektórzy religioznawcy określają Katarów mianem średniowiecznych Europejskich buddystów. Co by zrobił kościół katolicki gdyby nurt Katarski zawładnął sercami ówczesnych Europejczyków? Kościół i powiązane z nim monarchie, straciły by majątki i armię bezmyślnego chrześcijańskiego mięsa armatniego.

Gniew kościoła chrześcijańskiego oraz elit w stosunku do Katarów był więc zrozumiały, ale wyrokiem śmierci Katarów okazała się ich wiara, że świat materialny został stworzony przez złego Boga lub szatana, toczącego walkę z Bogiem dobrym, stwórcą świata duchowego.

Katarzy przyjęli dualistyczną wizję świata i zestawiali ze sobą przeciwieństwa takie jak: dobro i zło, duch i materia, Światło i Ciemność, Bóg i Szatan. Zasadzie dobra, stwórcy świata duchowego, przeciwstawia się zasada zła, albo również wieczny, lecz buntowniczy boski Syn, albo upadły anioł, demiurg. W obu przypadkach czynnik zła był stwórcą świata materialnego.

Według katarów szatan (lub zły bóg) stworzył ciała ludzkie. Obiegowa opinia mówi, że stworzył on również seksualność, co doprowadziło do niechęci katarów wobec instytucji małżeństwa. W rzeczywistości katarzy sprzeciwiali się małżeństwu, gdyż przyczyniało się ono do narodzin dziecka, które jako fragment świata materialnego było złe. Wśród wyznawców kataryzmu występował nakaz całkowitej wstrzemięźliwości seksualnej, lecz obowiązywał jednak tylko „doskonałych”.

Podporządkowanie się przekonaniu, że cykl reinkarnacji można przerwać abstynencją seksualną, lub hindusko/buddyjską śmiercią głodową, wyeliminował by całkowicie liczbę powłok cielesnych, do których wnikają dusze aby przejść w nich następne wcielenie i przeżyć ziemskie męczarnie w efekcie czego, zniknęła by energia ludzkiego cierpienia z której szatan lub inna kosmiczna siła zła czerpie moc.

Katarzy dzielili się na „wyznawców” i „doskonałych”. Przejście od jednego etapu do drugiego odbywało się poprzez określony rytuał, będący odpowiednikiem bierzmowania w kościele katolickim. Choć wszystkich katarów obejmował nakaz ascezy i umartwiania się, to „doskonałych” obowiązywała asceza znacznie surowsza aniżeli „wyznawców”. Wśród „doskonałych” byli zarówno mężczyźni, jak i kobiety.

Duchowni katarscy, „doskonali”, odcinali się od dominacji świata materialnego nad światem duchowym, stąd ich sprzeciw wobec składania przysiąg, gromadzenia dóbr materialnych, wierze budowanej na sakramentach, dominacji nad jednostką świeckich lub religijnych struktur społecznych. „Doskonali” nie mogli, według ich wierzeń, zgrzeszyć ani razu, ponieważ to oznaczałoby nieodwracalną utratę zbawienia. Grzechem było m.in. spożycie nabiału lub mięsa, dotknięcie skóry osoby płci przeciwnej lub złamanie któregokolwiek z postów.

„Doskonali” sprawowali liturgię inicjacji (consolamentum), która polegała na przejściu ze stanu wierzących do stanu „doskonałych”. Obrzęd wejścia w kategorię „doskonałych” rozpoczynał się pytaniem, czy chce się oddać Bogu i ewangelii. Po uzyskaniu pozytywnej odpowiedzi, proszono go o złożenie obietnicy, że nigdy nie będzie jadł mięsa, jajek, sera ani żadnego innego pokarmu, z wyjątkiem potraw roślinnych przygotowanych na oleju. Kandydat również obiecywał, że nie będzie kłamał, przeklinał, oddawał się cielesności, i że nie odrzuci katarskiej wspólnoty nawet w obliczu śmierci w ogniu, wodzie czy w obliczu innego zagrożenia. Po złożeniu tych obietnic, kandydat odmawiał Pater Noster „na sposób heretycki”, a „doskonali” kładli mu na głowę ręce i księgę Nowego Testamentu, po czym udzielali pocałunku pokoju i przyklękali przed nim i na tym obrządek inicjacji się kończył.

Katarzy uważali ascezę, a nie łaskę bożą i silną wiarę jako konieczną do zbawienia. Wielu „doskonałych”, aby nie ryzykować utraty zbawienia, bezpośrednio po rytuale inicjacyjnym dobrowolnie poddawało się endurze (poszczeniu aż do śmierci).

Mądre poglądy Katarów ilustrują, że droga do prawdziwej wolności, polega na przecięciu cyklu reinkarnacji wstrzemięźliwością seksualną, ale perspektywa uniwersalnego celibatu jest utopijną mrzonką wobec tego, pozostaje indywidualna próba wyzwolenia się za pomocą śmierci głodowej. W obydwu przypadkach instynkt prokreacji i głodu prawie zawsze pokona rozum w związku z czym, ludzi na ziemi przybywa i naszym cierpieniem w kruchych i ułomnych ciałach karmimy i wzmacniamy szatana.

Paradoksalnie pogoń za wygodnym życiem materialnym, pieniądzem, homoseksualizm i feminizm oraz powszechne używanie środków antykoncepcyjnych, przyczyniły się do drastycznie niskiego przyrostu naturalnego w zachodnim świecie, aczkolwiek niektóre sposoby zmniejszenia pogłowia ludzkiego np. aborcją są haniebne, zaś samobójstwo szybkiego typu przez powieszenie lub zastrzelenie, skazuje duszę umarłego na przejście procesu reinkarnacji od samego dołu drabiny. Cywilizacja zachodnia wymiera i można odnieść wrażenie, że wśród przedstawicieli białej rasy, Katarska filozofia życia i śmierci przetrwała w szczątkowej formie i ludzie coś istotnego rozumieją, ale jeszcze nie potrafią podjąć właściwej decyzji i stosują bardzo szkodliwe metody wyzwolenia się z cielesnej pułapki dusz.

Dlatego taki nacisk w mediach masowego przekazu kładzie się na seks, co ma motywować ludzi do dalszego bezmyślnego rozmnażania. Akcent na pokarm jest jeszcze większy, a żywność zwłaszcza czekolada, jest znakomitym afrodyzjakiem seksualnym i w narkotykowym pokarmowym upojeniu, ludzki mózg reaguje wówczas jedynie na bodźce natury seksualnej.

Religia żywych trupów

Prokreacja i ciało stanowią teologiczny filar religii chrześcijańskiej, a drugim są motywy związane z pokarmem, zaś kontekst duszy zszedł na trzeci plan i w zasadzie nikt już nie zawraca sobie głów jakimś życiem duchowym. Infantylna indoktrynacja chrześcijańska ukształtowała pogląd, że człowiek jest stworzony na podobieństwo Boga w związku z tym, ciało człowieka musi być święte i ludzie na życie ziemskie i po śmierci, spoglądają wyłącznie przez pryzmat własnego wątłego ciała, z całkowitym pominięciem nieśmiertelnej świętej duszy, tej prawdziwej cząstki Boga. Przywiązanie do powłoki cielesnej wśród chrześcijan jest największe i przybiera tragikomicznego wymiaru.

Chrześcijanie są przekonani, że po śmierci gdzieś tam w niebie będą posiadać identyczną postać jak na ziemi i kiedyś w średniowieczu gromadzili relikwie świętych tj. ich kości, włosy, krew, ale w Polsce ten zwyczaj funkcjonuje do dziś. Prędzej wielki dąb wyrwie się gołymi rękoma z korzeniami z ziemi, niż chrześcijanina z matrixu ciała i jaki śmieszny dylemat ma wielu ludzi, gdy kosa śmierci do nich się zbliża i chcą wyglądać ładnie w trumnie, lub boją się kremacji. Katolickie cmentarze i bogato zdobione groby, są kwintesencją chrześcijańskiego strachu przed śmiercią.

Skrajne przywiązanie do ciała nie jest wyłącznie chrześcijańską domeną i paranoicznych proporcji nabrało w antycznym Egipcie w formie mumifikowania ludzkich zwłok z nadzieją zmartwychwstania. Niemniej zmartwychwstanie Jezusa, jego przywrócenie do życia Łazarza i mnóstwo innych cudownych przypadków ożywiania trupów, zostały wzięte serio i ludzie naprawdę są przekonani, że po śmierci wyjdą z grobów. O wiele mądrzejsi są protestanci, gdzie panuje powszechny zwyczaj kremacji i oczywiście palenie zwłok jest na porządku dziennym w Indiach.

Najbardziej racjonalny i piękny, aczkolwiek z chrześcijańskiej perspektywy budzący wielką grozę obrządek pośmiertny istnieje w Tybecie wśród Buddystów, gdzie zwłoki są porzucane w górach i stanowią pokarm dla sępów oraz innych ptaków drapieżnych. Ten bardzo nietypowy typ pochówku, zwany jest niebiańskim lub powietrznym i podobny istniał w religii Zaratusztriańskiej, ale tam ciała umarłych pozostawiano w tzw. wieżach milczenia, w których zwłoki były również wystawione na działanie elementów naturalnych.

Ceremonia Tybetańskiego niebiańskiego pogrzebu wymaga wstępnego nacięcia zwłok. Po kilku dniach sępy oczyszczą szkielet z mięsa, a następnie kości zostaną roztrzaskane w proch. Po ciele nie zostanie żaden ślad i tak powinno być, ale opcja porzucenia zwłok na pastwę losu, nie mieści się w chrześcijańskich głowach. Rzekoma profanacja świętego ciała, wywoła z pewnością wśród wierzących jak i ateistów powszechne oburzenie, bo życie materialne wyparło z ich ciał duchowe.

Chrześcijańska propaganda ustąpiła obecnie miejsca medialnej, którą cechują prawie te same chrześcijańskie wątki, lecz w bardziej ordynarnej, świeckiej postaci i dwie podstawowe kwestie są akcentowane w mediach: Żyje się tylko raz i szczęśliwą egzystencję zapewni jedzenie. I proszę zwrócić uwagę na kluczowy fakt a mianowicie, jak bardzo tematy odnośnie ciała rezonują wśród kobiet i prędzej łysemu włosy na głowie wyrosną, niż by współczesna biała kobieta oderwała nawet na sekundę myśli od swojego ciała i zastanowiła się nad stanem własnej duszy i leczyła ją dietą wegetariańską.

Kto jak kto, ale to kobiety powinny być największymi wegetariankami, ponieważ nienawidzą przelewu krwi, przemocy oraz wojen, ponadto kochają dzieci, kwiaty, małe zwierzątka i generalnie gdy komuś dzieje się krzywda kobiety ronią łzy itd. To wszystko pięknie wygląda na papierze, ale w praktyce sprawa wygląda nie ciekawie i wegetarianizm kobiet zaczyna się i kończy na pustej retoryce. Aczkolwiek właścicielki psów potrafiły stworzyć wokół siebie aurę szlachetnych obrończyń praw zwierząt, lecz gdy przyjdzie co do czego, to ich kamienne serca nie okażą psu litości.

Jestem kompletnie zdruzgotany, gdy kobiety arogancko oświadczają, że swojego starego lub chorego psa zaniosły do weterynarza i kazały uśpić. Spotkałem się z tym okropnym zjawiskiem wiele razy, a przecież pies jest największym przyjacielem człowieka i darem od Boga, lecz kobiety oddanego na śmierć i życie przyjaciela bez mrugnięcia oka zamordują. Kobiety usprawiedliwiają podjęcie decyzji o zamordowaniu chorego lub starego psa w gabinecie weterynarza, standardową wrażliwością na cierpienie albo zamiarem skrócenia zwierzęciu bólu i tymi wygodnymi pretekstami, kobiety umywają ręce od kłopotów związanych z opieką nad potrzebującym miłości i domowego ciepła zwierzęciem, które mimo choroby i podeszłego wieku, pragnie spędzić ostatnie dni swojego życia u boku kochanego człowieka. Za kilka tygodni w domu pojawi się następny pies i biedną istotę czeka ten sam los, co poprzednika.

W języku angielskim na psa mówi się dog i mamy tutaj bardzo ciekawą anomalię lingwistyczną, która daje wiele do myślenia w mistycznym kontekście, bo słowo dog czytane od tyłu to god, po polsku bóg.

To jest tragedia największego kalibru, ponieważ najczystszą formą miłości we wszechświecie jest psia miłość do człowieka. Miłość wszystko wyleczy, ale śmierci nie odwróci, lecz człowiecza miłość okazana staremu lub choremu psu, ukoi zwierzęciu każdy ból i pies umrze w domu szczęśliwy. Natomiast w gabinecie weterynarza umierający pies płacze, ale nad losem duszy swego pana/pani. Tłumaczyłem ten Boski koncept miłości matce, siostrze oraz innym kobietom, bez większego odzewu i doszedłem do smutnego wniosku, że większość współczesnych kobiet nie posiada wyższych uczuć. Znakomitym sprawdzianem charakteru człowieka jest posiadanie psa, ale jeżeli kobiety zwierzęcego i bardzo oddanego członka rodziny traktują z pogardą, to strach myśleć jaki jest ich stosunek do swoich starych bądź schorowanych rodziców i do reszty człowieczeństwa.

Nie było by w tym wielkiego dramatu, bo każdy człowiek po śmierci odpowie za swoje czyny, ale szkopuł w tym, że żyjemy w państwach zdominowanych przez kobiety. Kobiecą materialną prostotę umysłową, podchwycili sfeminizowani mężczyźni i niebawem znikną prawdziwi mędrcy, szamani i mistycy, którzy wskazali by ludziom drogę do prawdziwej miłości i wolności duchowej.

Dlatego też od pewnego czasu zacząłem modlić się do Boga tymi słowami; „Chroń mnie Boże przed chrześcijanami i kobietami”, ale nie wszystkimi, ponieważ ostatnie dobre i mądre kobiety żyją w dalekiej Azji w Indiach. Ignorancja współczesnych europejskich kobiet sięga zenitu i przekonałem się o tym osobiście w pracy, gdy byłem zmuszony wziąć udział w dyskusji o jedzeniu, notabene temat numer jeden Polaków i jaką wielką radochę ma plebs, gdy w biedronce przecenią kiełbasę.

Wspomniałem więc że w Indiach krowy są święte i na te słowa kobieta buchnęła pogardliwym śmiechem. Dalsze tłumaczenie tępej babie skąd ten szlachetny zwyczaj wziął się u Hindusów było pozbawione już sensu, aczkolwiek ta osoba wykonuje proste czynności sprzątające i inteligencją nie grzeszy, co nie zmienia faktu, że nawet wykształcone kobiety są puste jak bęben i sensem ich życia jest seks, żarcie, zakupy, seriale i wlepianie oczu w telefony komórkowe.

Przebywanie w towarzystwie bezmyślnych ludzi grozi załamaniem nerwowym, ale ma też dużą zaletę, bo ich głupota motywuje mnie do intensywnego myślenia, w ramach Pierwszej Zasady Zachowania Rozumu i jej pochodnej, reguły 180 stopni. Krótko mówiąc, zdanie większości, a zwłaszcza kobiet jest zawsze błędne i przeciwieństwem zdrowego rozsądku, są czyny i słowa motłochu.

Wojna Bogów i koniec świata

Możecie być zatem pewni, że jeżeli lekkomyślne kobiety dorwą się do władzy, na co się zapowiada, to najpierw swoich starych i schorowanych rodziców poddadzą eutanazji, następnie wymordują mężczyzn, swoje dzieci i na końcu żmije zeżrą swoje własne ogony i zginą w wywołanym przez siebie nuklearnym holokauście, który wymaże homo sapiens z powierzchni ziemi. Ale nie ma powodu do zmartwienia, ponieważ nie będzie wówczas ludzkich ciał i nasze dusze połączą się na zawsze z Bogiem.

Sądzę, że cały światowy feminizm z jakim mamy obecnie do czynienia, jest mistrzowskim taktycznym uderzeniem dobrego Boga w Boga złego. Dobry Bóg dał przeciwnikowi wolną rękę i pewny siebie szatan, poprzez najsłabsze kobiecie ogniwo zwycięża, lecz w rzeczywistości przegrywa. Zwycięstwo szatana za sprawą przejęcia władzy na ziemi przez kobiety, obróci się niebawem w triumf dobrego Boga i naszym męskim obowiązkiem jest przyśpieszenie procesu wyzwolenia dusz, dobrowolnie oddając władzę w rodzinie i w państwie kobietom.

Stańcie więc z boku i spokojnie obserwujcie, jak pyskate baby puchną i jak państwa przez kobiety rządzone na naszych oczach jedno po drugim eksplodują. Nie ulega jednak wątpliwości, że czeka nas wszystkich okropne, ale chwilowe fizyczne cierpienie, po którym przyjdzie idylliczne życie wieczne naszych dusz w Edenie. Szatan jednak nie śpi, i na ruch Boga zareagował wysyłając do bitwy bezkompromisowych przeciwników feminizmu, muzułmański ISIS. Na szczęście ISIS przegrywa, co oznacza że dzień sądu ostatecznego się zbliża wobec tego, przygotowujcie swoje dusze na spotkanie z Bogiem.

Podsumowanie

W końcu zrozumiałem, że prawdziwe życie zaczyna się dopiero po śmierci ciała i nieśmiertelną duszę przez cały okres jej przebywania w powłoce cielesnej, trzeba szlifować w brylant dobrym uczynkiem, słowem, a przede wszystkim bezmięsną dietą. Wiara pozbawiona osobistych wyrzeczeń jest niczym i chrześcijańsko/ateistyczny kult ciała prowadzi duszę do piekła, w sensie reinkarnacji duszy na bardzo niskim stopniu rozwoju. Nośnikiem zła we współczesnym świecie, są chrześcijańskie kobiety, bo za iluzoryczną gwarancję utrzymania ciała po jego śmierci, kobiety swoje dusze diabłu już dawno sprzedały.

Mimo tego że do kościołów na msze młode Polki nie chodzą i twierdzą, że są mądrymi ateistkami i wszystko o życiu wiedzą, to jednak na starość, każda jedna pójdzie do chrześcijańskiej świątyni po krzepiące słowo szatana, że ciało jest najważniejsze. Chrześcijańska retoryka odnośnie nieśmiertelnego ciała wśród kobiet, jest skutecznie podtrzymywana w mediach masowego przekazu reklamami środków kosmetycznych i farmaceutycznych, ale zaprawdę powiadam wam kobiecy egoizm i trzymanie się życia za wszelką cenę, będzie naszym duchowym wyzwoleniem.

Sensem życia nie jest spłodzenie potomstwa, bo dzieci są cielesną pułapką dusz, ale tej kluczowej kwestii nie dowiemy się z religii szatana tj. judaizmu, chrześcijaństwa i islamu, które nakłaniają ludzi do rozmnażania się. Jak więc zrozumieć astronomiczny przyrost narodowy Hindusów, w kolebce idei reinkarnacji, gdzie przecież religia chrześcijańska, islam lub judaizm są wyznaniami marginalnymi?

Kuszące zmysły erotyka i seks motywują ludzi do bezmyślnej prokreacji i nakręcają spiralę cierpienia na całej ziemi. Dobry Bóg nie jest zatem wszechmocny i musimy go wyręczyć w zniszczeniu ciała fizycznego osobistym celibatem, lecz największą radość sprawiło by mu wciśniecie przez ludzi nuklearnego „guzika” i mam nadzieję, że kobiety tego dokonają. Tak więc kobiety pomimo swoich wielu wad, mają bardzo ważną Boską misję do spełnienia i będę im wdzięczny jeżeli się pospieszą, ponieważ życie w tym ziemskim piekle staje się nie do zniesienia.

 

 

 

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s