Miesiąc: Czerwiec 2017

Kamienne szaleństwo

Jedną z najbardziej tajemniczych budowli na świecie, jest przepiękna świątynia Kailasa w Indiach i kolosalny rozmiar świątyni, z pewnością wzbudza zachwyt, ale prawdziwą enigmą jest sposób jej zbudowania, ponieważ mamy tutaj do czynienia z największą monolityczną strukturą na świecie, wykonaną z jednego kawałka skały. Szacuje się, że podczas konstrukcji świątyni, metodą wykopywania pionowego (od góry w dół), usunięto z klifu około 400 tysięcy ton dekańskiego bazaltu. Zgodnie z lokalną legendą, świątynie wykuto zaledwie w ciągu siedmiu dni, zaś oficjalne źródła sugerują, że budowa pochłonęła od 20 do 100 lat.

Co ciekawe, nikt nie wie, gdzie się podziało 400 tysięcy ton skał z odkrywki. Nie odnaleziono po urobku śladów w okolicy, aczkolwiek rdzenni mieszkańcy twierdzą, że materiał podczas budowy uległ „odparowaniu”. Bez wątpienia ten argument spotka się z niedowierzaniem, zwłaszcza że nie ma na to stosownych dowodów w związku z tym, historycy zakładają, że skruszoną skałę przetransportowano z miejsca budowy i ponownie wykorzystana do innych projektów. Poniższa animacja ilustruje proces drążenia struktury w bazaltowej skale i wydaje się, że konstruktorzy posiadali plan nadrzędny przed rozpoczęciem wykopu.

Mając na uwadze niebywałą złożoność architektoniczną budowli, animacja nie uwzględnia szczegółowych detali świątyni, ale sekwencja wskazuje na to, jak trudna była ta metoda. Nie zapominajmy, że dla każdego szczegółu, elementu ozdobnego i każdego posągu, trzeba było zostawić materiał skalny w formie prostokątnych i kwadratowych brył, które według odpowiednich wzorów rzeźbiono. Oczywiście jest to konieczne, ponieważ do raz usuniętej skały, nic więcej nie można już później dodać. Margines błędu byłby naprawdę zbyt mały.

Świątynia Kailasa należy do kategorii „architektury skalnej”, podobnie jak kościoły Lalibeli w Etiopii. Budowa świątyń skalnych w Indiach ma bardzo długą tradycję, ale świątynia Kailasa jest zdecydowanie największym i najpiękniejszym przykładem tego rodzaju. Warto dodać, że świątyni Kailasa przypisano nazwę „jaskini numer 16”, albowiem wchodzi w skład kompleksu jaskiń Ellora, składających się ze 100 struktur skalnych, wydrążonych wzdłuż dwu kilometrowego odcinka wzgórz Charanandri, w pobliżu miejscowości Ellora. Spośród 100 jaskiń, tylko 34 jest obecnie otwarte dla publiczności.

Kailasa Temple, Ellora (Kailāsanātha) - India 05

 

Konstruktorzy świątyni Kailasa, musieli posługiwać się bardzo zaawansowanymi i precyzyjnymi narzędziami do obróbki bazaltu, który co prawda w skali twardości minerałów Mohsa, znajduje się na szóstej pozycji, lecz mimo wszystko bazalt jest stosunkowo twardym minerałem i wątpię czy za pomocą narzędzi wykonanych z brązu, miedzi bądź żelaza tak precyzyjna obróbka bazaltu, na tak wielką skalę była by możliwa. Aczkolwiek, starożytni Hindusi słynęli z doskonale rozwiniętej metalurgii, o czym świadczą chociażby eksportowane do Damaszku sztaby żelaza, z których wytwarzano jeszcze słynniejszą stal damasceńską, zaś z niej znakomitą broń sieczną.

Jest więc możliwe, że w zamierzchłych czasach Hindusi posiadali narzędzia z hartowanej stali, ewentualnie mieli do swojej dyspozycji lasery wielkiej mocy, a jak wiemy materiał poddawany współczesnej obróbce laserowej ulega spalaniu, lub sublimacji w stan gazowy. Zastosowanie laserów podczas budowy świątyni Kailasa, rozwiązało by zagadkę z losem 400 tysięcy ton bazaltowego urobku, którego tak naprawdę nigdy nie było, ponieważ niepotrzebny bazalt pod wpływem światła laserowego ulatniał się dosłownie w powietrze.

Jak dotychczas nikomu nie udało się odpowiedzieć definitywnie na pytanie, kto zainicjował projekt świątyni i na żadnej kolumnie lub rzeźbie nie znajdziemy pisemnego lub graficznego śladu odnośnie autorstwa. Prawdziwe pochodzenie świątyni Kailasa jest więc nieznane, ale generalnie przyjmuje się, że obiekt pochodzi z 7 lub 8 wieku naszej ery i jego pomysłodawcą, był Kryszna I z dynastii Rasztrakutów. Historycy doszli do tego wniosku w oparciu, o dwie inskrypcje znalezione w innym regionie Indii, które rzekomo odnoszą się do świątyni i jej budowniczego Kryszny I.

Bardzo bogate ozdobne szczegóły, posągi oraz płaskorzeźby, nawiązują do scen z dwóch głównych hinduistycznych poematów epickich – Mahabharaty i Ramajany, natomiast fizyczny wygląd świątyni jest miksturą rożnych stylów architektonicznych, i centralnym punktem świątyni jest sanktuarium poświęcone hinduskiemu bogu Śiwie. Świątynię uważa się za replikę siedziby boga Śiwy i jego żony Parwati w himalajskiej górze Kajlas.

Wszystkie jaskinie kompleksu Ellora, obfitują w przepięknie zdobione filary i rzeźby, ale jedna sekcja jaskiń jest szczególnie interesująca ze względu na niedokończoną podłogę. Z bliżej nieokreślonych przyczyn zaniechano dalszych prac, zaś na południu Indii znajduje się podobna świątynia wydrążona w litej skale, lecz w tym przypadku możemy dostrzec przejściowy stan konstrukcji i pewne fragmenty świątyni Vettuvan Koil, są misternie i dokładnie wyrzeźbione, natomiast resztę pozostawiono w stanie surowym. Na powierzchni skały są widoczne wgłębienia i rysy, które mogą sporo powiedzieć o technice i narzędziach używanych w konstrukcji obydwu obiektów.

 

 

 

 

 

Zapraszam do obejrzenia bardzo ciekawego fotoreportażu z wycieczki po jaskiniach Ellora: http://sanbornsinindia.travellerspoint.com/42/

Oprócz niewiarygodnie skomplikowanych elementów dekoracyjnych, zastanawiający jest sposób budowania całego kompleksu i trudno uwierzyć, że antyczni hindusi siłą mięśni i prostymi narzędziami, wykuli to arcydzieło architektoniczne w twardym bazalcie. Nie ulega wątpliwości, że współczesny człowiek nie jest w stanie ręcznie zbudować podobnej struktury, ale mamy do swojej dyspozycji cyfrowo sterowane obrabiarki CNC, które na mniejszą skalę, są w stanie w kilka sekund stworzyć  jeszcze bardziej złożone formy. W skali mikro jesteśmy zatem geniuszami i nic by nas nie powstrzymało, przed skonstruowaniem większej maszyny, która odtworzyła by w skali 1:1 świątynię Kailasa.

 

 

 

 

 

Perfekcja

Węże są okryte złą sławą i prawie każdy człowiek panicznie boi się tych pięknych zwierząt i nie ulega wątpliwości, że prymarny strach przed wężami jest wzmacniany czynnikiem religijnym. Zwłaszcza wyznania judaistyczne, utożsamiają węże z siłami nieczystymi i szatanem, aczkolwiek w antycznych religiach, żmije były uosobieniem przyjaznego ludziom bóstwa i wśród wierzeń Słowian, bóg Żmij odgrywał znaczącą rolę.

Przyjmuje się powszechnie, że Żmij to zoomorficzna postać boga zaświatów Welesa. Teza ta jest umotywowana przekazami, wedle których Żmij pełnił funkcję strażnika wejścia do Wyraju, podziemnej krainy Nawii. Natomiast w starożytnym Egipcie, symbolem władzy boskiej oraz królewskiej był święty wąż Ureusz i przedstawiano go jako kobrę w pozycji atakującej. Wizerunek świętego węża często zdobił nakrycia głów Egipskich faraonów. W bogatym panteonie Greckich bóstw, mamy zaś Hermesa i jego atrybutem jest symboliczna laska (kaduceusz), zwieńczona dwoma splecionymi w spiralę wężami, które pochylają ku sobie łby i symbolizują równowagę sił oraz mądrość.

Przypuszczam że mitologiczny kontekst węży, skrystalizował się za sprawą fenomenu linienia, czyli zrzucania kilka razy w roku starej i zużytej skóry, co antyczni Grecy odebrali za znak odnowy, długowieczności, a nawet nieśmiertelności i odtąd wąż jest symbolem medycyny, w formie laski Eskulapa. Blisko spokrewniony z konceptem nieśmiertelnego węża, jest legenda odnośnie powstającego z popiołów, ognistego ptaka Feniksa.

Na pierwszy rzut oka, węże wydają się bezradne, bo nie posiadają kończyn, ale przyroda wyposażyła mniejsze gatunki węży, w doskonałe narzędzie obrony i ataku w śmiertelny jad i mankament z poruszaniem się, został wężom wspaniale zrekompensowany. Te dwie sprzeczności leżą moim zdaniem u podstaw lęku i podziwu w stosunku do węży, albowiem pełzające i spokojne zwierzę, jednym błyskawicznym ukąszeniem potrafi zabić człowieka w kilkanaście sekund. Jadowite węże zadają wrogom cichą śmierć i proces połykania ofiary, przebiega bez przelewu krwi i ten estetyczny aspekt pokarmowy jadowitych węży, również przypadł do gustu ludziom, bowiem rozdzieranie upolowanej ofiary na strzępy, przez drapieżne ssaki bądź ptaki nie jest przyjemnym widowiskiem i budzi wstręt.

Poniższy film przedstawia walkę godową dwóch samców z gatunku Czarnej mamby, o względy samicy, która prawdopodobnie obserwuje potyczkę z pobliskich zarośli. Czarne mamby są jednym z najbardziej jadowitych węży na świecie i określenie gatunkowe, odnosi się do czarnej barwy wnętrza pyska. Czarne mamby zaliczają się do większych węży jadowitych i przeciętna długość ciała wynosi 2,5 metra, ale zanotowano okazy 4,5 metrowe, ponadto są dość agresywne i potrafią poruszać się z szybkością do 20 km/h.

Węże jadowite unikają kontaktu z człowiekiem i wyjątkiem są oczywiście pozbawione gruczołów jadowych, węże z gatunku dusicieli tj. pytony lub anakondy, które sporadycznie w dżungli amazońskiej lub południowo azjatyckiej, schwytają człowieka w swoje żelazne objęcia i w całości go połkną.

 

 

 

 

Raport z Francji

Francja jest państwem ultra świeckim i oficjalną religią tego kraju jest ateizm i przeciętny francuz w kościele nogi nie postawi, ponadto socjalistyczna Francja słynie z bardzo luźnych zasad moralno/obyczajowych. Można by zatem Francję spisać na straty, ale kilka lat temu doznałem bardzo pozytywnego szoku, w samym epicentrum światowej sodomy i gomory w Paryżu i jeżeli w kolosalnym zachodnim mieście, są porządni ludzie, to z pewnością z dala od wielkich metropolii, spotkamy znacznie więcej mądrości, piękna i serdeczności.

Postęp kojarzymy z imponującą architekturą lub z nowoczesnymi samochodami i relatywnie niedawno też byłem tego zdania i spoglądałem na państwa, przez pryzmat materialnego bogactwa, ale z biegiem czasu zrozumiałem, że największym skarbem narodowym są ludzie, którzy wbrew panującym zgniłym zasadom doczesnego świata, pielęgnują tradycję i potrafią zachować umiar.

W Paryżu pseudo nowoczesności jest pod dostatkiem, ale wraz z postępem technologicznym, naród stopniowo traci szlachetne cechy charakteru i jakie było moje wielkie zdziwienie, gdy wchodząc ze znajomą kobietą do katedry Notre Dame, zostaliśmy na chwilę zatrzymani, przez osobę odpowiedzialną za utrzymanie porządku w tym ogromnym i pięknym kościele. Temperatura na zewnątrz wahała się w granicach 30 stopni Celsjusza, i tłumy turystów z całego świata, aby uciec przed upałem i przy okazji zobaczyć od wewnątrz gotycki cud świata, waliły dosłownie drzwiami i oknami do mrocznej i chłodnej katedry.

Przejdę do sedna sprawy i przypomnę, że na dworze skwar był niesamowity i ludzie mieli na sobie typowo letnią odzież, zaś znajoma była ubrana w koszulkę na ramiączkach i jej ramiona były całkowicie odkryte, do czego nie przywiązywałem żadnej uwagi, a nawet byłem podekscytowany jej częściowo odkrytym ciałem. Paryż uchodzi za miasto miłości i wiecznego romantyzmu i jeżeli weźmiemy pod uwagę letnią aurę, przytulne uliczne kafejki oraz widok eleganckich i zgrabnych Francuzek, to człowiek traci wówczas rozum i pragnie być lepszym od rdzennych mieszkańców.

Wkraczamy zatem do katedry i kustosz katedry podchodzi do nas i uprzejmie zwraca się do znajomej z prośbą, żeby przykryła ramiona, bo inaczej zostanie wyproszona i na tą sugestię kobieta wrzuciła coś na siebie. Dalsze zwiedzanie katedry przebiegało już bez żadnych instrukcji ze strony służb porządkowych.

Mnie oczywiście ta uwaga nie dotyczyła, ale tak właściwie była do mnie skierowana i mężczyzna chciał dać mi do zrozumienia, że jestem odpowiedzialny za kobietę i jej ubiór świadczy o poziomie mojego rozumu, a dokładnie męstwa. Istnieje prosta zasada, która wszystko w tym kontekście jasno określa i jeżeli dziewczyna, żona lub towarzyszka mężczyzny ubiera się prowokacyjnie, to ten na pozór błahy szczegół świadczy o tym, że jej obecny mężczyzna już ją nie interesuje i szuka nowego.

Ale ona nie szuka kobieciarza i erotomana, choć przeważnie takiego znajdzie, bo syf ściąga syf. Kobieta prowokacyjnie ubrana szuka skały, siły a zwłaszcza charyzmy i jeżeli pozna mężczyznę, który wymusi na niej przyzwoity styl ubioru, to wówczas on będzie jej Bogiem, zaś ona będzie mu wierna na śmierć i życie.

Ten bardzo pouczający epizod utkwił głęboko w mojej pamięci i ukształtował mój obecny dość surowy i poniekąd konserwatywny charakter, aczkolwiek lekcję zapomniałem i kilka lat później, jeszcze większa słoma z butów mi wyszła, gdy przebywając w Wilnie na Litwie, postanowiłem wejść do cerkwi w towarzystwie moich bardzo wierzących rodziców oraz znajomego w średnim wieku.

W relatywnie małej cerkwi oprócz nas była obecna kobieta, która przypuszczam pełniła podobną rolę do mężczyzny z katedry Notre Dame. Wchodzimy więc do cerkwi i głośno rozmawiamy na temat walorów estetycznych i wskazujemy palcami na piękne ikony i ozdoby. Podświadomie odczułem u rodziców zwłaszcza w głosie mojej matki, a także w mojej świadomości wyższość tzw. naszej i lepszej religii katolickiej, nad ruskim prymitywem prawosławnym i szydło wyszło wówczas z worka, albowiem nie potrafiliśmy zachować kultury osobistej w budynku sakralnym.

Dosłownie jak małe dzieci w przedszkolu, zostaliśmy jednak przywołani do porządku przez kobietę, która dość stanowczo poprosiła nas o zachowanie ciszy w cerkwi i od tej chwili jak potulne baranki cichutko siedzieliśmy na ławce i poiliśmy nasze dusze i ciała cerkiewną ciszą, chłodem i zmrokiem, a upał na zewnątrz był identyczny do tego z Paryża kilka lat wcześniej.

Muszę koniecznie nadmienić, że w tym samym dniu zwiedzaliśmy Ostrą Bramę z rzekomym cudownym obrazem Matki Boskiej i zgiełk zebranej tam tłuszczy przypominał jarmark, a nie świątynię i faktycznie kilka metrów od obrazu, można było kupić medaliki, obrazki, gadżety a nawet coca colę.

Refleksja

Francja jest co prawda ateistyczna i moralnie zepsuta, ale podąża w dobrym kierunku i być może wpływ mniejszości muzułmańskiej, mobilizuje rdzennych francuzów w kierunku chrześcijaństwa. Trzeba też wziąć pod uwagę renesans nastrojów prawicowych, w formie konserwatywnego Frontu National i sytuacja we Francji nie jest wcale taka zła.

Wyznawcy prawosławia nienagannie zachowują się w cerkwiach i obowiązkowe chusty na głowach kobiet są tego najlepszym dowodem i z punktu widzenia Słowian, to wyznanie chrześcijańskie posiada wiele cech pogańskiej Słowiańszczyzny. Długie brody i włosy kleru prawosławnego oraz piękny śpiew niskim męskim barytonem na to wskazują.

Kościół katolicki chciał wszystkich zadowolić i jednocześnie stracił wiele dawnego piękna, ale nie jest za późno na odrodzenie i powrót do mszy po łacinie, znacznie poprawił by nasze umiejętności lingwistyczne i kulturę osobistą, bo łacina jest pięknym i budującym intelekt językiem. Podobno przejście z łaciny na j. polski, miało na celu bliższe zapoznanie wiernych z listami apostołów i zbliżyć ich do Boga, ale ludzie mają w dupie ewangelie i lepiej niech już wprowadzą ponownie łacinę. Razi mnie zachowanie Polaków w kościołach i kobiety ubierają się na msze jak na dyskotekę, natomiast mężczyźni niebawem do środka samochodami wjadą.

Nie miałem okazji jeszcze nigdy wejść do meczetu i do tej religii czuję największy sentyment, bo muzułmanów obowiązuje zachowanie absolutnej powagi i zwyczaj zdejmowania butów przed wejściem do ich świątyń świadczy, że ci ludzie są obdarzeni najwyższą kulturą osobistą. Zdejmowanie obuwia przed wejściem do kościołów w naszych warunkach atmosferycznych nigdy się nie sprawdzi, ale wyobraźmy sobie na chwile, co by się stało gdyby taki nakaz jednak obowiązywał. Kościół stracił by oczywiście połowę jak nie więcej wiernych i to, co w Polsce nie jest przybite lub zamknięte na kłódkę, jest niczyje i właściciele lepszych bar butów do domów wracali by na boso.