Czarne słońce

W dzisiejszym felietonie ponownie odświeżę temat związany z hipotezą tzw. „pustej ziemi”, w oparciu o bardzo interesującą opowieść, amerykańskiego twórcy literatury fantastycznej Richarda S. Shavera. Niemniej określenie pusta ziemia jest błędne, ponieważ według Shavera pod ziemią znajdują się zaledwie jaskinie, aczkolwiek zostały stworzone ludzką dłonią i są niebywałych rozmiarów. Podziemne światy służyły dawnemu człowiekowi za schronienie, przed palącymi promieniami słonecznymi.

Moim największym sprzymierzeńcem duchowym oprócz ciszy jest zmrok, i jeżeli macie podobne inklinacje i czujecie się lepiej po zmroku i lubicie porę jesienno/zimową, z szybko zapadającą ciemnością, natomiast jasno oświetlone pomieszczenia i letnia pora sprawiają wam kłopoty, to znaczy, że w waszej pamięci genetycznej, jest zawarte wspomnienie o dawnej naprawdę pięknej ziemi.

Shaver sugeruje w opowiadaniu, że w dalekiej przeszłości, na ziemi istniały optymalne warunki klimatyczne, które pozwoliły naszym przodkom osiągnąć wprost fenomenalny rozwój intelektualny, lecz katastrofalne zmiany na słońcu, zakończyły złoty okres człowieka na ziemi i ten istotny fragment opowiadania przybliżę i wzbogacę własnymi hipotezami, natomiast kontekst pustej ziemi zejdzie na drugi plan.

W opowieści Shavera, kluczową rolę odgrywa słońce i podobno cała nasza gwiazda, była setki tysiące lat temu, osłonięta węglową skorupą, przez którą na ziemię docierała bardzo egzotyczna i cudowna forma energii świetlnej. W ciągu dnia na niebie można było zatem dostrzec gwiazdy, ale nigdy nie było za ciemno i panowała trudna do opisania mroczność na pograniczu nocy i dnia.

Magiczną i osobliwą naturę światła na ówczesnej ziemi, najlepiej uzmysławia epilog filmu fantastycznego pt. „Contact” z J. Foster, gdy bohaterka filmu wraz ze swoim ojcem, stoją na relatywnie jasno oświetlonej tropikalnej plaży, a nad nimi góruje ciemny i gwieździsty firmament. Kto był szczęśliwym świadkiem częściowego lub całkowitego zaćmienia słońca, ten odczuł własnymi zmysłami, namiastkę dawnej aury jaka roztaczała się na całej ziemi. Mnie ten wielki zaszczyt spotkał i z nostalgią przypominam sobie częściowe zaćmienie słońca w gorący letni dzień. W momencie zaćmienia słońca świat ucichł, upał dał miejsce rześkiemu powietrzu, strach połączył się z radością, natomiast oślepiającą jasność, wyparł przedziwny i błogi pół mrok.

Subtelne promieniowanie słoneczne, jakie docierało wówczas na ziemię, nie powodowało radykalnych wahań temperatury i nie dochodziło do nagłego załamania pogody w związku z tym, warunki do rozwoju flory były również idealne i drzewa osiągały kolosalne rozmiary, zaś wszelkiego rodzaju owoce, posiadały niesamowitą moc leczniczą. Zbawienny wpływ umiarkowanego światła naturalnego i stabilny klimat oraz bardzo zdrowa żywność, przyczyniły się do przedłużenia życia ludzi w setki lat i odpowiednio, zdolności intelektualne oraz ich dzieła technologiczne, nie miały sobie równych w całym wszechświecie.

Nic jednak nie trwa wiecznie i życie w tym przysłowiowym raju dobiegało końca, ponieważ węglowa skorupa wokół słońca, ulegała stopniowemu zniszczeniu i coraz więcej promieni rentgenowskich oraz ultrafioletowych docierało na ziemię. Z roku na rok, długowieczność ludzi radykalnie się kurczyła, flora zmutowała, aż w końcu skarłowaciała do znanych nam obecnie rozmiarów i niegdyś dobroczynny dla życia pół mrok, na zawsze zniknął i na niebie zabłysło pełnym blaskiem słońce.

Promienie słoneczne przekształciły sporą cześć powierzchni ziemi w palące piekło, zaś pod wpływem wysokiej temperatury, z rozgrzanych wód oceanów zwrotnikowych parują gigantyczne ilości wody. W wyższych i chłodniejszych partiach atmosfery, para ulega skropleniu i wraca na ziemię w postaci niszczycielskich cyklonów, tajfunów lub obfitych opadów i mamy później do czynienia z powodziami oraz z innymi klęskami żywiołowymi. Proces wędrówki wody w formie pary wodnej na tym się nie kończy, ponieważ po dotarciu nad regiony biegunowe krystalizuje się w opady śniegu i pośrednio gorące słońce, skuło bieguny wiecznym lodem i szczątkową pozostałością po węglowej skorupie okalającej dawne słońce, są plamy na słońcu.

Budzący wiele kontrowersji i niejasności fenomen globalnego ocieplenia klimatu, można więc łatwo wytłumaczyć zanikaniem powłoki węglowej wokół słońca i faktycznie, przeprowadzane już od kilkuset lat obserwacje, zanotowały zmniejszającą się liczbę tzw. plam na powierzchni słońca.

Mieszkańcy ziemi z wielkim niepokojem obserwowali zmiany na niebie i ziemi i odczuli stopniową degradacją własnej inteligencji i zdrowia wobec tego, postanowili działać zanim będzie za późno i doszło wówczas do podziału na trzy sprzeczne frakcje. Jedni w statkach kosmicznych opuścili na zawsze ziemię, drudzy bardziej przywiązani do matki ziemi, zbudowali podziemne schronienia i przebywają w nich do dnia dzisiejszego, natomiast ci którzy pozostali na powierzchni, byli narażeni na niszczące promieniowanie słoneczne w związku z czym, po upływie pewnego czasu stracili wyższą inteligencje i my współcześni ludzie, jesteśmy ich bezpośrednimi potomkami.

Promienie słońca określa się mianem życiodajnych, ale w obecnej oślepiającej formie, są zabójcze zwłaszcza dla ludzkich mózgów i ten fakt potwierdzają, przełomowe odkrycia naukowe naszej cywilizacji i wszystkie bez wyjątku, powstały w umiarkowanym i chłodnym północnym klimacie, natomiast mieszkańcy rejonów podzwrotnikowych, dosłownie cofają się w rozwoju do epoki kamienia łupanego i najlepszym przykładem zacofania oraz prymitywu jest Afryka. Sytuacja w Indiach również jest fatalna i ludzie w tropikalnej Brazylii, Wenezueli od upału i słońca wariują i państwa pogrążają się w chaosie.

Ciepło nie sprzyja twórczemu i logicznemu myśleniu, a mózg składa się w 75 % z wody i żeby optymalnie pracował i nie wyparował, musi być chłodzony wobec tego, aktywność naszego naturalnego procesora radykalnie wzrasta, w strefie umiarkowanej. Nie bez powodu na ludzi mądrych i opanowanych mówi się, że mają zimną krew lub chłodny rozum i stoickim spokojem, charakteryzuje się ogół mieszkańców regionów północnych, natomiast stwierdzenie gorące głowy trafnie odnosi się do południowców.

Oprócz światła widzialnego, słońce emituje potężną dawkę promieni ultrafioletowych i wprawdzie ten wycinek spektrum, jest niewidoczny ludzkim okiem, ale odczuwamy jego wpływ, gdy się opalimy i skóra zaczerwieni się bądź ściemnieje. Natomiast wpływ promieni UV na skórę człowieka egzystującego tysiąclecia w rejonach zwrotnikowych, powoduje wydzielanie się w organizmie znacznych ilości melaniny – naturalnego pigmentu, który chroni ciało przed szkodliwym działaniem ultrafioletu, aczkolwiek z biegiem czasu melanina zmienia kolor skóry w czarny.

Nowe i jasne słońce jeśli tak można je określić, jest więc odpowiedzialne za powstanie na ziemi rasy czarnej i wniosek jest oczywisty. Poziom melaniny w ciele ma bezpośredni wpływ na inteligencję człowieka i być może konkluzja jest kontrowersyjna, ale ma uzasadnienie w praktyce i budowniczymi świata, jaki on by nie był, są jednak biali ludzie z północnych regionów planety. Natomiast przedstawiciele rasy czarnej nie potrafili opracować pisma, wynaleźć prostych maszyn np. koła lub wytopić żelaza i przed tymi ludźmi nie ma żadnej przyszłości.

Długotrwałe przebywanie w środowisku wysokoenergetycznego promieniowania z zakresu fal ultrafioletowych i rentgenowskich, odbija się negatywnie na wyższe funkcje umysłowe, ponadto zmienia się kolor tęczówki oczu, włosów, skóry i ogólna estetyka ciała ulega poważnym zmianom na gorsze. Innymi słowy, promieniowanie słoneczne deformuje ludzkie DNA i wygląd zewnętrzny czarnych, budzi zrozumiałą konsternację.

Organizmy rdzennych mieszkańców Afryki, przeszły regres ewolucyjny i naturalna adaptacja do gorącego klimatu, uwsteczniła czarnych fizycznie i intelektualnie do tego stopnia, że wyglądem oraz zachowaniem zbliżyli się do zwierząt człekokształtnych i niebawem, wdrapią się z powrotem na drzewa do swoich braci szympansów.

Przypomnę, że mniejszościowe rządy białych w Republice Południowej Afryki i Rodezji (obecne Zimbabwe), stworzyły dla wszystkich obywateli bardzo wysokie standardy życia, ale po przejęciu władzy murzyni doprowadzili te nowoczesne i bogate państwa do kompletnej ruiny. Czarni stanowią większość w amerykańskim Detroit i niektóre dzielnice tego miasta, wyglądają jak po wojnie nuklearnej.

Czym był rzekomy wielki rasizm i apartheid w RPA? Z politycznie poprawnych źródeł, prawdy się nie dowiemy i w rzeczywistości czarnym pod rządami białych, żyło się znacznie lepiej niż obecnie w tzw. wolnej RPA. Etymologia słowa apartheid, a właściwie pierwszy człon; apart, wszystko wyjaśnia i oznacza odrębną i pokojową koegzystencję białych z czarnymi. W ramach segregacji rasowej, czarni mieli do swojej dyspozycji w pełni autonomiczne dzielnice, miasta, a nawet mini państwa (Bantustany), w których infrastruktura dobra społecznego była szczodrze finansowana przez rządy białych. Białe władze zapewniły zatem czarnym obywatelom dostęp do bezpłatnej i solidnej służby zdrowia i edukacji, ponadto budowali im komfortowe jak na warunki afrykańskie mieszkania i dali czarnym stabilne oraz dobrze płatne zatrudnienie w przemyśle i rolnictwie. W obrębie swoich dzielnic, miast i bantustanów, czarnych nie obowiązywały żadne zakazy i byli wolni i jedynemu ograniczeniu jakiemu podlegali w RPA i Rodezji, był zakaz wstępu do niektórych części miast, poza obszarem wspomnianych enklaw.

Na Rodezję (Zimbabwe), w okresie rządów białych mówiono, że jest spichlerzem Afryki i ten sprawnie zarządzany kraj, był jednym z największych światowych eksporterów zboża, zaś po przejęciu władzy przez czarnych i odebraniu ziemi białym rolnikom, murzyni w Zimbabwe z głodu umierają, a hiperinflacja zmusiła władze z Harare, do wydania banknotów o nominale 100 miliardów dolarów.

Biali w RPA, spełniali funkcję nauczycieli w stosunku do mniej rozwiniętych czarnych i bez większych zgrzytów przekazali im władzę łudząc się, że czarni zostali ucywilizowani i będą kontynuować dynamiczny rozwój gospodarczy i ekonomiczny RPA. Nadzieja okazała się jednak mrzonką i wysiłek edukacyjny spalił na panewce, bowiem czarni mieszkańcy RPA pozbawieni nadzoru białych, powrócili na łono dzikiej przyrody, gdzie rządzi instynkt i obecnie murzyni wyładowują swoją zwierzęcą agresję na białej mniejszości.

Nam mieszkańcom terenów o umiarkowanym klimacie, piekło równikowego słońca i potworny upał oczywiście nie grozi, przez co zachowaliśmy znamiona boskiej inteligencji i przyzwoite sylwetki. W mniejszym lub większym stopniu, biali ludzie podtrzymują cywilizację na relatywnie wysokim poziomie, lecz mimo wszystko słońce odbiło swoje piętno także na naszej psychice, inteligencji oraz zdrowiu i jesteśmy skazani na coraz krótsze i naznaczone wieloma chorobami życie – wegetację.

Drastyczny spadek ilorazu inteligencji, nie ominął jednak białego człowieka i najlepszą wykładnią upadku jest muzyka. Bardzo popularne w Polsce disco-polo, jest w zasadzie białą wersją czarnego prymitywu dźwiękowego w formie hip-hopu i rapu. Język uległ też poważnemu zubożeniu i słownictwo wielu ludzi ogranicza się do kilkunastu prostych zwrotów, wzbogacanych głośnymi wulgaryzmami i szympansią gestykulacją. Szerzy się ponadto, wtórny analfabetyzm wśród młodszego pokolenia, które stopniowo traci zdolności kaligraficzne i nie są już w stanie napisać własną dłonią długopisem kilku zdań. Niebawem do przekazywania informacji, ludziom będą służyć wyłącznie infantylne emotikony i wyjątkowo skutecznym ogłupiaczem jest telefon komórkowy.

Zwłaszcza kobiety uzależniły się od telefonów komórkowych i nie potrafią bez nich egzystować. Perspektywa rozstania się ze smartfonem nawet na pięć minut, wyprowadza kobiety z równowagi psychicznej i powoduje całkowity paraliż umysłowy i być może słońce nas nie wykończy, ale dokona tego z pewnością technologia. Jesteśmy więc świadkami transformacji białych kobiet w zdalnie sterowane, bezmyślne cyborgi.

Wielki nacisk kładzie się także na brutalne i już zwierzęce formy kontaktu seksualnego i można odnieść wrażenie, że coraz więcej ludzi aspiruje do roli białych murzynów i tylko jasna karnacja skóry od małp ich dzieli. Mógł bym tak ciągnąc prawie w nieskończoność, ponieważ symptomów zezwierzęcenia białych ludzi jest mnóstwo i największym barbarzyństwem jest aborcja. Biała rasa jednak przetrwa, aczkolwiek nie na powierzchni, lecz pod ziemią, gdzie nasi antyczni przodkowie kultywują rozum, piękno i boskość.

Biali Bogowie

Wprawdzie brakuje twardych dowodów na potwierdzenie hipotezy o istnieniu czarnego słońca, ale są ciekawe poszlaki i epidemia nowotworów skóry wśród białych wskazuje, że obecne jasne słońce jest stosunkowo nowym zjawiskiem i pierwszymi ludźmi na ziemi byli biali, zaś czarni pojawili się znacznie później.

Warto dodać, że pomimo ciemnej karnacji skóry twarze Hindusów są typowo Europejskie i tysiące kilometrów od kontynentu Afrykańskiego, w Australii i Papui Nowej Gwinei, egzystują czarni Aborygeni, niemniej podobnie jak Hindusi ich twarze również zachowały wiele cech Europejskich. W Ameryce centralnej cywilizacja Indian Olmeków pozostawiła po sobie rzeźby głów, o negroidalnych rysach twarzy i zestawiając te intrygujące anomalie w całość, można dojść do wniosku, że intensywne promieniowanie ultrafioletowe z „nowego” słońca, w regionach zwrotnikowych ziemi przekształciło białych w czarnych.

Pierwotnym środowiskiem człowieka była zatem mroczna ziemia i kontekst religijny jest istotny, ponieważ wszystkie ważniejsze bóstwa w przekazach słownych i tekstowych, w rycinach i rzeźbach, zawsze były przedstawiane jako istoty o jasnej karnacji skóry i nawet ciemnoskórzy Hindusi, mają bogaty panteon białych bogów i bogiń. W mitologii Inków z Ameryki południowej, główną rolę odgrywał biały bóg Wirakocza, natomiast bogiem Azteków z Meksyku był biały Quetzalcoatla i paradoksalnie, wielka cześć z jaką Indianie odnosili się do obydwu bóstw, przyczyniła się do ich druzgocącej klęski z rąk Hiszpańskich konkwistadorów w 16 wieku.

Podczas podboju Imperium Inków przez hiszpańskich konkwistadorów pod wodzą Francisca Pizarra, legenda o powrocie zza oceanu białego, brodatego boga, oraz szerzący się wśród Inków pogląd, iż to właśnie Hiszpanie są zapowiedzianymi posłańcami Wirakoczy, stał się główną przyczyną paraliżu decyzyjnego, jaki ogarnął struktury polityczne i obronne inkaskiego państwa, co w znaczący sposób wpłynęło na klęskę Inków. Zaszła tu analogiczna sytuacja, jak podczas podboju Azteków przez garstkę konkwistadorów Hernana Corteza, kiedy to podobną rolę odegrał mit Quetzalcoatla.

Mity i legendy odnośnie pochodzenia białych bogów, w tym Jezusa i Buddy powstały w niniejszy sposób: Wysoko zaawansowani umysłowo i fizycznie biali mieszkańcy wnętrza ziemi, sporadycznie pojawiali się na powierzchni, albowiem kierowały nimi pobudki altruistyczne i pragnęli pomóc swoim prymitywnym braciom.

Przybysze nauczyli ludzi podstaw metalurgii, uprawy ziemi, dali im też pismo, muzykę oraz zbiór przykazań duchowych i po zasianiu ziaren mądrości w ludzkich mózgach, wracali do bezpiecznego świata wewnętrznego. Przez tysiąclecia wokół tych wydarzeń narosło mnóstwo dziwacznych opowieści i jeszcze więcej absurdów i stopniowo skrystalizowały się współczesne religie, ale wspólnym mianownikiem większości wyznań są biali Bogowie.

Ziarna boskiej mądrości w rozumach białych ludzi, znalazły bardzo podatny grunt do dalszego rozwoju i zaowocowały sporymi osiągnięciami technicznymi i artystycznymi. Do twórczego działania zmobilizował ludzi surowy i nieprzewidywalny klimat, aczkolwiek nie zakiełkowała w naszych mózgach wyższa duchowość, ponieważ wzajemna rywalizacja o przetrwanie w warunkach nowego słońca i klęsk żywiołowych, wydobyła z ludzi nienawiść, egoizm i zabobony. Specjalizujemy się zatem w gromadzeniu pieniędzy i prowadzeniu cyklicznych wojen.

Mieszkańcy wnętrza ziemi, wysłali w erze nowożytnej na powierzchnię planety kilku swoich ambasadorów, aby sprawdzić jak nam idzie, lecz degradacja ludzkiego rozumu była tak dalece zaawansowana, że nawet Budda nic nie poradził, natomiast drugiego przedstawiciela podziemnych bogów – Jezusa, ludzie zamordowali i na tym skończyły się bezpośrednie misje zwiadowcze. Na przełomie 19 i 20 wieku, w Fatimie i Lourdes doszło do bardziej subtelnych i krótkich odwiedzin, ale tym razem pojawiły się kobiety i przekazały dzieciom odrobinę mądrości.

Pamięć o białych bogach i że nimi de facto byliśmy, zanim słońce zabłysło pełnym blaskiem, w psychice ludzkiej jest bardzo głęboko zakorzeniona i na płaszczyźnie osobistej, wielu czarnych i Azjatów upodabnia się do białych ludzi, bo jednak kwintesencją mądrości, piękna i estetyki ludzkiego ciała jest biała skóra. Doskonałe proporcje ciał białych kobiet, niebieskie oczy i blond włosy budzą podziw i zazdrość na całym świecie. Mnóstwo kobiet w Chinach, poddaje się zatem operacjom plastycznym i usuwają tzw. drugą mongoloidalną powiekę, lub zakładają na oczy niebieskie soczewki kontaktowe. W Indiach jaśniejszej karnacji hindusi, wykazują się skrajnym rasizmem w stosunku do ciemniejszej kasty Dalitów (niedotykalnych), ale kompleks niższości rasowej wśród czarnych kobiet w USA, jest największy i prawie wszystkie prostują włosy i wiele farbuje na blond, natomiast spory segment czarnych mężczyzn chemicznie wybiela swoją skórę. Światowej sławy piosenkarz Michael Jackson, był pod tym względem najlepszy i przeszedł chemiczny i chirurgiczny proces metamorfozy z czarnego w białego.

Jak sobie przyroda radzi, w tych niemiłosiernie palących promieniach słonecznych i skrajnościach klimatycznych? Nie ulega wątpliwości, że flora w strefie umiarkowanej oraz tropikalnej jest poniekąd bujna, ale nigdy nie dorówna pod względem wzrostu roślinności z epoki „czarnego” słońca. Natomiast świat zwierząt podobnie jak ludzie cierpi, aczkolwiek jeden gatunek ssaków znalazł idealne schronienie pod wodą i mózgi tych zwierząt, są na bardzo wysokim poziomie rozwoju i mowa jest o mądrych wielorybach, w skład których wchodzą oczywiście sympatyczne delfiny.

Wieloryby znajdują się niestety również w ślepym zaułku, ponieważ ziemia jest jednym wielkim naczyniem połączonym i jeżeli promieniowanie słoneczne, unicestwi chociażby najmniejszy gatunek żyjątka z powierzchni ziemi, to dojdzie wówczas do reakcji łańcuchowej i w efekcie końcowym, największe zwierzęta wodne znikną i skorupa naszej planety zamieni się w pustynię.

Ludzka działalność przyspiesza nieunikniony koniec życia na ziemi i logiczną alternatywą jest przygotowanie podziemnego edenu. Zachodzi jednak kluczowe pytanie czy bardzo inteligentni mieszkańcy wnętrza ziemi, wpuszczą nas dzikusów do swojego idyllicznego świata? Wątpię. Fantastyczna wizja Shavera i moje subiektywne refleksje, odnośnie słońca mogą wydawać się absurdalne, ale warto spojrzeć w karty historii i co w nich pozostawili antyczni ludzie i jeden intrygujący symbol, wskazuje że „czarne” słońce rzeczywiście istniało.

Symbol czarnego słońca jest niezwykle tajemniczy i do dziś nie wyjaśniony jednoznacznie. Przypuszcza się, że pierwsze przesłanki na temat tego znaku pochodzą z około 10 000 lat wstecz z północnej Mezopotamii. Najstarsze dowody archeologiczne, interpretowane jako przedstawienie czarnego słońca, pochodzą z Susa w południowo zachodnim Iranie i są datowane na 3 tysiąclecie p.n.e. Są to Stelle Zwycięstwa króla Naram – Sin, do obejrzenia w paryskim Luwrze. Naram – Sin, wnuk Sargona I, założyciela miasta Akkad, stał się największym władcą Akkadu i całego Sumeru. Tu powstał legendarny Babilon, skąd prawdopodobnie pochodzą poniższe teksty:

„Na szczycie Świata, stoi Góra Północy
Zawsze wydaje światło.
Ludzkie oko nie może go zobaczyć –
A jednak tam jest. Ponad Górą Północy promieniuje
Czarne Słońce. Ludzkie oko nie widzi –
A jednak tam jest: Wewnątrz świeci.
Samotne jest, waleczne i sprawiedliwe;
Samo z siebie jest bóstwem.”

… w innym tekście jest napisano:

„Białe Słońce świeci na całym ziemskim świecie –
Daje światło dzienne.
Czarne Słońce świeci w nas –
Daje siłę wiedzy.
Odbicie królestwa Atland,
Które było Filarem Nieba.
pochłoniętym z wściekłością przez morze.
Przypominając sobie mądrego Giganta,
Który po drugiej stronie Thule przyszedł i nauczał.”

Jak wynika z tego tekstu, czarne słońce jest postrzegane jako obiekt będący uosobieniem Boga, dający wewnętrzną siłę wiedzy. Jego promienie docierają tylko do wartości duchowych ludzi. Promienie pochodzą z gór północy ( Kharsak Kurra ), będących niezbadanymi i tajemniczymi dla ówczesnych.

Symbol odnaleziono także u germańskiego plemienia Allemanów, z pierwszego tysiąclecia n.e. Używali go także Frankowie i plemiona bawarskie. Czasami w centrum symbolu znajdował się znak swastyki. Liczba promieni w odnalezionych symbolach waha się od 5 do 12 i miała symbolizować energię słoneczną. Same promienie mają pochodzić od tzw. rzymskich swastyk strzałkowych.

Obecna forma symbolu jest wzorowana na słynnej mozaice z zamku Wewelsburg. W III Rzeszy zamek miał stać się centrum ideologicznym i przedstawicielstwem rządu SS. Heinrich Himmler, szef SS, chciał tu założyć „Centrum Nowego Świata”. Rzeczywistą działalnością SS na zamku były wykopaliska archeologiczne po okolicy i badania na temat wczesnej historii germańskiej. Mozaika znajduje się na parterze w wieży północnej I została utworzona w latach 1939 – 1943. Miała symbolizować odrodzenie aryjskiej siły duchowej w Europie. Wizerunek czarnego słońca zdobi osiemnastowieczny dom w Pradze nazywany czarnym słońcem.

W pismach z Babilonu odnajdujemy wyraźną wzmiankę na temat istnienia dwóch słońc, białego, dającego światło dzienne, i czarnego, dającego siłę wiedzy. Czarne Słońce odnosi się więc do wartości duchowych człowieka. Według alchemii natomiast czarne słońce jest symbolem Saturna i reprezentuje ciemny oraz niszczycielski aspekt słońca. Pochodną symbolu czarnego słońca jest bardzo dobrze wszystkim znana, czworo ramienna Swastyka, uniwersalny znak szczęścia, obecny w większości kultur i religii świata.

 

Reklamy

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s